Archiwum dnia:

sala samobójców (paralele)

nieznośna lekkość bytu

Wchodzisz w ten świat przewrotnie – przypadkiem, może niechcący. Jakby osunęła ci się noga na krawężniku. Wyczuwasz nierówność dotąd niedostrzeganą. I dawna droga bezpowrotnie traci swą gładkość.
Na ekranie komputera pojawia się napis: Świat jest zamknięty, rany otwarte. Ktoś kaleczy swą dłoń żyletką. Dominik (Jakub Gierszał) odpisuje: Świat jest otwarty, rany zamknięte. Gra w odwrócone, z ciekawości, jaki będzie następny krok. Alternatywna rzeczywistość zaprasza, lecz wymaga wtajemniczenia. Uczestnicy gry poruszają się w tym świecie pod postacią awatarów, mniej lub bardziej odbiegających od tego, kim są w realu. Ta wirtualna przestrzeń to sala samobójców. Tu uciekają, odnajdują się, tutaj rządzą ci, których boli życie, odrzuceni, niedocenieni, pogubieni…nadwrażliwi.

Dziewczyna o różowych włosach, z którą nawiązał kontakt Dominik (odtąd: dOm!n!k), to Sylwia (Roma Gąsiorowska) – królowa, outsiderka. Od trzech lat zamknięta w swoim pokoju, kontestująca świat i tęskniąca do śmierci, planująca kolejne przymiarki.

Jest jak syrena, która śpiewa trujące pieśni: nic nie musisz, nie zasługują na ciebie, jestem wolna, niech teraz oni czują strach.

Sylwia…
Jan Komasa (w wywiadzie dla „Kina” 2011, nr 3) potwierdza: Sylwia Plath i Virginia Woolf były inspiracją dla tej postaci. Mistrzynie samounicestwiającej udręki, samobójczynie, które inspirowała nie dramaturgia życia, lecz jej brak, wymykający się sens, nieznośna miałkość.

To nie katastrofy, morderstwa, śmierć czy choroby nas zabijają i postarzają, ale sposób, w jaki ludzie patrzą, śmieją się, wskakują na stopnie omnibusów. (Virginia Woolf, Pokój Jakuba, tłum. M.Heydel)*

Można mieć bardzo dużo, może się wydawać, że ma się ustawione, szczęśliwe życie, a i tak nieoczekiwanie dopadnie nas los. (Jan Komasa) *

Umieranie/Jest sztuką tak jak wszystko inne./Umiem to robić wyjątkowo dobrze. / Robię to tak, że naprawdę czuję./Robię to na serio./Można powiedzieć, że mam powołanie. (Sylwia Plath, Pani Łazarzowa, tłum. Z.Herbert)


 

Podchwyciłam sugestie reżysera o patronacie Sylwii Plath, ale to nie zupełnie tak. Ani Hamlet, na temat którego odpowiada w szkole Dominik (maturzysta), ani Sylwia ze swoimi banalnymi kwestiami, nie osiągają głębi pierwowzorów. Trochę to zarzut, trochę neutralna konstatacja, że mnie film Komasy bolał niedojrzałością. To dobry film. Niedojrzałość nie jest adresowana do twórców, lecz bohaterów, których przerasta życie. I żyją głupio, karykaturalnie. Cierpienie jest prawdziwe, stąd poczucie, że to mocny film, że zostawia ślad. Gdy Beata, matka Dominika (Agata Kulesza) pyta go, gdzie popełniła błąd, co ma zrobić, czego od niej oczekuje – odpowiedź brzmi: masz cierpieć – jak jeszcze dotąd nie cierpiałaś. To ma być ten ciężar, którego życiu brakowało?

Sylwia: Żyję, cicho krwawiąc. Dominik:  Krwawię, cicho żyjąc.


paralele

Ta pierwsza, oczywista: realny świat (szkoła, dom, spotkania towarzyskie) i rzeczywistość wirtualna. Ludzie z krwi i kości (hmm… marionetki) i awatary (czyli maski, często kłamliwe).

Równoległe są światy młodzieży i ich rodziców.

Awers i rewers: tak mają się do siebie On i Ona (Rodzice): on dyplomata, ona furiatka, on pokornie zgina kark przed silniejszymi, ona robi rozrubę, gdzie tylko się znajdzie.

Spośród kilku innych wspomnę jeszcze zderzenie dwóch szkół psychoterapii. Chodzi o pomoc bezradnym rodzicom w przezwyciężeniu izolacji Dominika, jego odmowy uczestnictwa w świecie. Sprostuję, bo przemilczając dramaturgię wydarzeń, stwarzam być może wrażenie, że główny bohater jest melancholikiem, który osunął się w apatię. Nie. Za tym gestem stoją konkretne wydarzenia, wytrącające go z bezpiecznej równowagi i rozbijające szklany klosz. Im bardziej Dominik się gubi, tym bardziej wsiąka w cyberprzestrzeń i poza nią nie ma już nic pewnego. Trzeba go stamtąd wyciągnąć. Pomocników jest dwóch.
Psychiatra nr 1 to mężczyzna, klasyka gatunku: stonowany, przyjazny, słuchający, cierpliwy. Niestety, jego bezgraniczna cierpliwość i ustępliwość rozmija się z oczekiwaniami rodziców, by było jak za dotknięciem różdżki.
Psychiatra nr 2 to kobieta. W skrócie: zła kobieta, ale genialna Kinga Preis. Bo ona działa tabletkami, wypisuje receptę z marszu.
Może chce pani porozmawiać z synem? [matka]
A tak, właściwie mogę. [psychiatra nr 2]
Jak ona się genialnie mości w tym swoim niedelikaceniu się z nadwrażliwcami. Pieniądz. Konkret. Tabletka.

hit czy kit?

Absolutnie warto obejrzeć. Film zbiera dobre recenzje a pantoflowa poczta potwierdza, że trzeba się wybrać do kina i sprawdzić.
To, co przykuwa uwagę, to po pierwsze gąszcz aktualnych, gorących a jednocześnie uniwersalnych tematów.

Po drugie: ciekawe rozwiązanie formalne, kompozycja, zgranie obrazu z muzyką, montaż oddający przenikanie się obu światów i ich szczelną odrębność (tak: i jedno, i drugie). Tu przede wszystkim chodzi o połączenie tradycyjnej fabuły z animacją.  Mój szacunek budzi sposób prowadzenia fabuły, zwłaszcza jej zawiązanie, pierwszy punkt zwrotny, stawianie bohaterów w sytuacji, w której muszą reagować, a to, co robią, ich określa. Dalej jest mniej dynamiki (kilka niekonsekwencji), ale opowieść toczy się wartko.

Po trzecie: aktorzy (zwłaszcza odtwórca roli Dominika, Jakub Gierszał) miękko i wyraziście zapadający w pamięć jako postaci-ikony współczesności.

Absolutnie warto, nawet jeśli nie wszystkie elementy mozaiki uznamy za równie trafne.

Sala samobójców, reż. Jan Komasa, Polska 2011.
* Cytaty z gwiazdką podaję za tekstem wywiadu zamieszczonym w tygodniku „Kino” 2011, nr 3.