zanim podomykają się szuflady

Mikołaj Łoziński, Książka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011.

Przez moment rozbłysnęła mi myśl, by zatytułować ten wpis „Post” albo „Notka”. Bo na cóż finezja tytułu, drugie dno, aluzje, metafory…? Skoro autor książki nazywa ją po prostu Książką, niech będzie, że podejmujemy grę.

Gdyby Mikołaj Łoziński pokusił się na rozmiar maxi, mielibyśmy Księgę. Motyka wymierzona w Kosmos. Oczekiwania wobec tekstu byłyby monumentalne – niechby opowiedziała cały świat. Tymczasem rzecz jest dużo skromniejsza: prywatne kartki rodzinnej historii. Nie tyle saga, nie opowieść o chronologicznym kręgosłupie, a portrety sytuacji. Tak bym to właśnie ujęła. Tytuły rozdziałów przypisują każdemu z członków rodziny jakiś przedmiot, czasem kilka. Szkice, choć mają swojego bohatera, nie koncentrują się wyłącznie na nim, opowiadają o sytuacjach, które wiążą postać z przedmiotem. Taki jest klucz kompozycji, który – niczym kropka nad i – wybrzmiewa codą w tytule. Książka to przedmiot przypisany rodzinie, łączący jej tajemnice i dykteryjki w objęte okładką strony.

Okładka przedstawia otwartą szufladę (w niej litery) i koncentryczne linie z planetami krążącymi po orbicie. Szuflada jest uprzywilejowana: ona może pomieścić wszystko: telefon, maszynkę do włosów, ekspres, zeszyt, obrączkę, klucze, znak drogowy, okulary, jest pojemna, więc zmieszczą się również paczki i fifka. Mikrokosmos.

Rozstania i bliskość

Można by rzec: rodzina w rozsypce. Jest czułość, bliskość, wspólne przeżywanie czasu. Jest także ból rozstania, gdy mężczyzna wybiera inną, odchodzi. Mimo rozwodów, więzi są silne, jest poczucie wzajemnej przynależności.

Często wraca perspektywa dziecka, które widzi nieostro, choć prawdziwie. Raz tym dzieckiem jest Mikołaj, to znów Paweł lub Marcel. Mieszają się czasy: trzydziestoletnia babcia, kilkuletni starszy brat, tata – raz malutki, to znów po pięćdziesiątce i starszy. Świetny zabieg. Dzięki temu postaci wyzwalają się z jednoznacznie przypisanych rodzinnych ról. Czasem się o tym zapomina, a przecież jesteśmy zbudowani z analogicznych warstw, starsi mają ich więcej, ale niekoniecznie te wierzchnie są najintensywniejsze.

Myślę o pewnej fotografii, którą zrobili sobie (w zabawny sposób) Dziadek i Babcia. Ogród Luksemburski, oni są młodym małżeństwem, jeszcze bezdzietnym, są szczęśliwi – i być może to jedno z ostatnich popołudni, kiedy ich szczęście jest wspólne. Pewnie dlatego właśnie tu powróci urna z jej prochami. Takie krótkie szczęście?

Może wszystko, co naprawdę ważne sprowadza się do kilku intensywnie przeżytych, rozdzielonych latami, chwil. Jest taka zawieszona w czasie chwila, gdy ona (Babcia, ale młoda, z kilkuletnim synkiem) wyczekuje na wiadomość od męża z sanatorium. Tęskni. Wyjmuje kopertę ze skrzynki i biegnie z bijącym sercem po schodach do mieszkania. By po chwili wyrzucić do kosza list z informacją, że on właśnie pokochał inną.

Z takich migawek składa się książka. Są wzruszenia i ból, duma i wstyd. Na czarnych kartkach poprzedzających każdy z rozdziałów, białą czcionką zapisane są głosy bohaterów, próbujących korygować koncepcję rodzinnej książki. Ktoś chce coś ukryć, coś dopowiedzieć, podrzucić temat… Zostanie po tych próbach ślad bezradności, bo jak tu stworzyć historię prawdziwą i niekłującą? Głos ojca: „- Synku, stałeś się niebezpieczny. Trzeba przy tobie uważać na każde słowo, każde zdanie, każdą rodzinną historię.” (s.177)

To jest opowieść o konkretnej rodzinie, lecz bardzo uniwersalna. Rozgrywa się w czasie, więc w tle spaceruje Historia. Szczególnie istotny jest dla Łozińskich rok 1968 (ze względu na ich żydowskie korzenie) i 1980 (Marcel Łoziński dokumentował podziemną Solidarność). Nie ma tu martyrologii, to tylko kontekst.

„Do dziadka dzwonią w nocy. (…)
– Do Isssraela – męski głos syczy zawsze to samo. – Ssspierdalaj do Isssraela.
Dziadek próbuje wyobrazić sobie tego pracownika Urzędu Bezpieczeństwa, który budzi go od tygodnia.
– A ty do Egiptu – odpowiada mu. – Bo tam osłów potrzebują.” (s.21)

Książkę czytałam ze wzruszeniem. Każdy powinien mieć taki przedmiot, w którym zaklina się rodzinną pamięć. Książkę albo szufladę. W jednej z rozmów (z trzecią babcią, czyli tą, do której odszedł dziadek) osiemdziesięcioletnia bohaterka, gdy czegoś nie pamięta, mówi: „Niestety, szuflada jest zamknięta.” (s.9) Szuflada jest pamięcią, więc póki się nie domyka, póty dostęp do przeszłości jest możliwy.

Aneks: Łozińscy

Zastanawiam się, czy można tekst Mikołaja Łozińskiego oddzielić od jego nazwiska. Czytać Książkę jakby nie była tekstem z biograficznym kluczem. Można, tak byłoby właściwiej. Nie wiadomo przecież, czy i w jaki sposób przeniknęła do niej fikcja. Jednak mnie przyciągnęła właśnie świadomość, że kilku bohaterów rozpoznaję i że z ciekawością poznam ich prywatność. Podczas lektury czułam się chwilami przyłapana na wścibstwie – i czym prędzej wyskakiwałam z kontekstów. Tutaj je jednak – subiektywnie – nakreślę. Wśród bohaterów:

      

       

Mikołaj Łoziński (autor Książki) – trzydziestolatek, to jego trzeci tytuł, za debiut Reisefieber otrzymał Nagrodę Kościelskich (2006).

Tomek Łoziński (młodszy, przyrodni brat Mikołaja) – (w Książce postać mniej wyeksponowana) to Tomaszek z dokumentów Marcela Łozińskiego 89 milimetrów od Europy (czterolatek) i Wszystko może się przytrafić (sześciolatek, a w rozszerzonej wersji z 2007 – A gdyby tak się stało – starszy o 12 lat).

Paweł Łoziński (starszy brat autora) – świetny polski dokumentalista z nagradzanym dorobkiem; jego filmy to m.in.dokument o Henryku Grynbergu – Miejsce urodzenia, czy 100 lat w kinie (wg pomysłu Kieślowskiego, u którego uczył się zawodu), czy (bardzo chciałabym zobaczyć!) Jacek Hugo-Bader. Korespondent z Polszy.  Świetna Chemia (pogodne rozmowy na oddziale onkologii) i inne.

Marcel Łoziński (ojciec powyższej trójki) – mój ulubiony polski reżyser dokumentu; oczywiście filmografia jest rozbudowana, ja szczególnym sentymentem darzę (oprócz ww. filmów z Tomkiem) Ćwiczenia warsztatowe, Siedmiu Żydów z naszej klasy, Jak to się robi (czyli jak się zostaje politykiem, nie posiadając poglądów, ale stosując kilka sztuczek wizerunkowych). A gdybym miała podać jeden tylko tytuł, to i tak byłyby dwa: Wizyta (1974) i kontynuacja tematu: Żeby nie bolało (1998).

Darzę Łozińskich wyjątkowym zaufaniem i daję absolutną carte blanche – obejrzę wszystko, co nakręcą.

Advertisements

15 thoughts on “zanim podomykają się szuflady

    1. tamaryszek Autor wpisu

      Monia, dzięki! Jak dobrze, że wspomniałam o tym tytule, chciałam pominąć, bo przecież nie znałam.
      Już znam!
      Trochę monotematyczne są oba: szukanie durek , czyli kopanek;) Ale świetne. Wódka pod biustonoszami w sklepie bez licencji… cała Rosja. Właściwie Ukraina, ale oscylująca w kierunku Rosji. Podpatrywanie Badera to pierwszorzędna sprawa. Wschód lubi przysłowia! – Mniej wiesz, lepiej śpisz. :)

  1. Logos Amicus

    Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem Twojego „Posta” („Notkę”) ;)
    Niezwykłe chłopaki!
    Także bardzo cenię Marcela Łozińskiego jako twórcę pamiętnych dokumentów (towarzyszą one odbywającemu się co roku w Chicago Festiwalowi Filmu Polskiego od lat). O jego braciach i ojcu wiedziałem do tej pory raczej mało – dzięki Tobie wiem teraz trochę więcej :)
    Dzięki.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Logosie, sprawa ma się tak, że książka broni się bez kontekstu. I chwała autorowi. Znana rodzina nie stanowi tu tarczy dla niedoróbek literackich. Dla mnie świadomość, że czytam o relacjach rodzinnych Łozińskich była jednak włączona. Choć -tak, jak pisałam – nie wiem, czy słusznie.
      Informacji nie przekazałam zbyt wiele, bo też nie chciałam ich z książki wyszarpywać. By nikomu nie psuć frajdy.
      Natomiast chyba coś namąciłam, bo widzę, że trzeba sprostować. Marcel Łoziński nie miał braci, jest jedynakiem. Ma trzech synów z dwóch małżeństw.
      Że jasno nie jest, to może i wpływ książki, w której skaczemy z biografii do biografii i można nitki poplątać. A oprócz wymienionych tu z imienia Łozińskich byli też ci starsi, pokolenie dziadków i babć.
      Fajne chłopaki, prawda. Kobiety w rodzinie również ciekawe.

    2. Logos Amicus

      Przepraszam, to ja pokręciłem. Winno być: „O jego synach”, co przecież jednoznacznie wynika z Twojego tekstu.

      Przy okazji: obejrzałem 1 odcinek dookumentu o Hugo-Baderze, którego namiary podała the_book. Niestety, nie mogę podzielić jej entuzjazmu, choć to dokument bardzo ciekawy, z tym że akurat nie wydaje mi się to być zasługą realizatorów, co tematyki, jaką się oni zajmują w tym filmie.
      No ale może rzeczywiście część druga bardziej mi się spodoba?

    3. tamaryszek Autor wpisu

      Oba odcinki dość podobne, są powtórzenia. Ja obejrzałam z ciekawością, ale rzecz jest telewizyjna raczej. Seryjna relacja z podróży po Ukrainie górniczej. Brakuje kompozycji, która w dziele zamkniętym byłaby lepiej dopracowana. :)

    1. tamaryszek Autor wpisu

      Montgomerry, poszukam przy okazji tego blogu. Dobra rzecz. Prosta, ale przez to i trudna. Przetwarzanie rodzinnych albumów nie takie jest oczywiste.
      Pisałam o wzruszeniu. Prawda. Ale to nie było jedyne włączone uczucie. Jest też zdziwienie krętością dróg, humor i szacunek dla oszczędności pisarskiej.
      Polecam :)

  2. ksiazkowiec

    „Książkę” – właśnie czytam. Chyba będzie dobrze. Póki co, to w pamięci mam „Reisefieber” – kupiona przypadkowo jako lektura do pociągu, wciągnęła i tkwi. :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Bogusiu, miłej lektury.
      Chyba oczywiste, że pojawiają się preferencje. Mnie bardzo się podobały końcowe: Paczki i Fifka. Smutne, zwłaszcza gdy uzmysłowiłam sobie, co spowodowało urwanie korespondencji. Reisefieber dotąd nie czytałam. Gdybym kiedyś miała pod ręką, to na pewno. :)

    1. tamaryszek Autor wpisu

      Hmm… ten trik nie zawsze się sprawdza. Było ponoć kiedyś wino marki „Wino” i nie pozostała po nim dobra rekomendacja. ;) W tym przypadku tytuł nabiera znaczeń. Poza tym całość stawia na prostotę. Jest pomysł kompozycyjny, ale dla niego nie udziwnia się opowieści. Jest ok.
      Trzymaj kciuki za to skoszarowanie. Maj jest trudny. Jak dotrwam do 7 czerwca, to życie nabierze barw wolności.
      Pozdrawiam.
      ren

  3. liritio

    Ciekawym pomysłem jest określanie osób przedmiotami, spodobało mi się, od razu też zaczęłam się zastanawiać jak bym powiązała moje rodzinne charaktery różnorakie, z jakimi przedmiotami… No, ciekawa zabawa.
    Znaczy książkę zapewne przeczytam, chociaż akurat twórczość panów Łozińskich jest mi całkowicie nieznana i nie bardzo mam ochotę ją na razie poznawać.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Bo oprócz głównego pomysłu ważny jest każdy pomysł na rozdział. Są różne: od wspomnienia, po wizytę wywołującą retrospekcję albo ciąg anegdotek, albo strony zeszytu (rozdział: zeszyt). Mnie bardzo się podobały „Paczki”. Chodzi o paczki z Paryża przysyłane do Polski, by wesprzeć przyjaciół w siermiężnej rzeczywistości. Bohaterką jest babcia autora. Rozdział składa się z listów, które pisze w podziękowaniu (i nieodmiennym zapewnianiu, że nie trzeba…, po czym podaje jednak, że coś tam by się przydało;))
      Zadziwia mnie jej konkretność, wdzięczność, skromność… zwłaszcza w kontekście losu. Ciekawi mnie jej przyjacielska relacja z mężem, który zostawił ją dla innej, ale życzliwość, opiekę i zainteresowanie zapewniał każdego dnia. Miała przyjaźń, ale jak coś takiego przyjąć. Może była przez to jeszcze bardziej samotna. Bardzo smutny koniec.

      Przeczytaj. I pamiętaj: to bardzo prosta książka. A ta niewymuszona prostota jest trudniejsza do osiągnięcia niż skomplikowane zakrętasy.
      Liritio, pozdrawiam!

  4. Pingback: polski dokument na lato | tamaryszkowe pre-teksty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s