poetycko w pyrlandii

Poznań Poetów, 17-20 maja 2011, CK Zamek PROGRAM

CO I JAK?

Taki festiwal. Piąta edycja. Odbywa się co dwa lata. Koordynuje działania prof. Piotr Śliwiński (UAM), gośćmi są poeci ze wszech stron. Formy ekspresji – różnorakie: spotkania autorskie, panele dyskusyjne, uniwersyteckie debaty, konkursy, koncerty… i niespodzianki.

W deklaracji programowej czytamy: „Wspólnym celem wszystkich naszych działań jest przekazanie, iż poezja może być źródłem przyjemności, wysokiej próby rozrywką, będąc zarazem domem tajemnicy i powodem do specyficznej dumy z uczestnictwa we wspólnocie osób wrażliwych i wymagających.”

I dalej: „Cechą charakterystyczną PP jest współistnienie programu głównego oraz elementów ludycznych.” Przykładem tych ostatnich jest mecz pomiędzy poetami i krytykami o „rację ostateczną”.

Ponadto: są chmurki z wierszami anektujące przestrzeń parku. Moje ulubione: na zdjęciach.

A na zakończenie – signum temporum! – Rozpisana Szybka Randka. :)) Połączona z mistrzostwami we wznoszeniu toastów.

Ja w tym wszystkim pobywałam marginalnie, mniej niż bym chciała. W środę przysłuchiwałam się rozmowie o Miłoszu, w czwartek – uczestniczyłam w wieczornym spotkaniu z Zagajewskim. Z  randki, w ostatniej chwili zdezerterowałam, za co przepraszam, bo niewątpliwie mógł to być gwóźdź tej relacji. :(


CZAS (NA) MIŁOSZA

Spotkanie w namiocie, na Dziedzińcu Różanym, miało swojego bohatera i w zasadzie jeden temat: czy żyjemy w czasach Miłosza, czy też ten czas już minął, może jeszcze nie nadszedł?

Dyskutowało – mniej lub bardziej mając na uwadze słuchaczy – czworo wtajemniczonych. Andrzej Franaszek, autor pierwszej (ale od razu monumentalnej) całościowej biografii Czesława Miłosza. [Tomisko to liczy stron ponad dziewięćset, a wydane zostało przez Znak w bliźniaczo prezentującym się duecie z tysiącczterystastronicowym zbiorem wierszy.] Grzegorz Janowicz, wiadomo, młody zdolny z „Tygodnika Powszechnego”, nie tylko interpretujący Miłosza, ale również współautor miłoszowej antologii – której z racji posiadania wspomnianych już obszernych woluminów – nie nabędę. Anna Pytlewska, autorka akademickiej rozprawy o relacjach (korespondencji?) Miłosza z Różewiczem. I Piotr Michałowski, literaturoznawca, krytyk, poeta – najstarszy, a mimo to enfant terrible powyższej Loży Ekspertów, gdyż szczerze, wytrwale i z pasją tropił niekonsekwencje i wtórności u Miłosza, deklarując do niego niechęć. Dyskusja spolaryzowała się w proporcjach troje na jednego.

Subiektywne wnioski wyciągam dwa. Pierwszy, że Miłosz póki co jest dość kłującym dobrem narodowym. Czytany anemicznie. A nawet ci, którzy go czytają (a takich deficyt!), często nie wchodzą w dialog, nie docierają do tego, co pod pozornie łatwym wierszem się kryje. Podoba mi się myśl, by nie przejmować się, że czyjeś oddziaływanie słabnie. Dobre teksty muszą czasami odpocząć, musi opaść z nas kostium tych, którzy się babrzą w kontekstach. Drugi wniosek: zazdroszczę luksusu mówienia o własnej parze kaloszy. Takiej możliwości odpowiadania na pytanie z perspektywy tego, co mi najbliższe. Janowicz -np.- uczepił się Tygrysa (esej Miłosza) i wciąż do niego wracał, jak Katon do Kartaginy. A ja muszę co minutę zdawać egzamin z kompetencji ogólnej i jeszcze przekładać niuanse na język komunikacji klarownej i przystępnej.

Uśmiechu dostarczył Autograf (realizacja: Mikołaj Jazdon) film o wizycie Litewskiego Niedźwiedzia w Poznaniu w 1999 roku. Poskładany z archiwalnych skrawków, więcej tu przypadku, niż zamierzonych ujęć. A to się operatorzy kłócą, kto ma większe prawa do filmowania Miłosza, a to inni nagrywają „ładne końskie odgłosy”, by podłożyć pod obraz jadącego bryką poety i jego żony, Carol. Zabawne jest dopytywanie się Carol o znaczenie okrzyku woźnicy: „Dalej! Dalej!”. – Co on mówi do konia, Czesław?Nie wiem, Carol, to jakiś lokalny język koni – odpowiada Miłosz (po angielsku). Tłumy witają i chcą otrzymać autograf. Podsuwają mistrzowi książki, proszą o drugi, bo jeszcze ktoś bliski chce a nie może… etc. Nagle przed nosem Miłosza ląduje indeks – A to co? – Poproszę, to nie zaszkodzi. Inny wielbiciel talentu poety podaje do podpisu książkę Williama Faulknera. – Ale ja nie jestem Faulknerem… To może coś dopiszę... [dopisuje: –Wybacz, Williamie.]

AUTOPORTRETY ZAGAJEWSKIEGO

Spotkanie w Sali pod Zegarem. Prowadziła prof. Anna Czabanowska-Wróbel (UJ), autorka książki o poezji Zagajewskiego (Poszukiwanie blasku). Odkrywam, że melancholijny poszukiwacz wysokiego stylu ma poczucie humoru (nieznacznie różniące się od melancholijnej nostalgii). Można już nabyć najnowszy zbiór jego esejów – Lekka przesada. Tytuł parafrazuje sposób, w jaki ludzie stateczni określają, czym jest poezja. Niczym złym, ale przecież odrobinę nie w tonie, ciut nadprogramowo ekspresyjnym. Tak mógł o poezji mówić ojciec Zagajewskiego, człowiek, który ważył każde słowo, żadnego nie wypowiadał bez absolutnej konieczności i precyzji. Najciekawszy dla mnie motyw rozmowy łączył kilka wierszy poświęconych matce i ojcu (oddzielnie) z dopowiedzeniami Zagajewskiego.

Pisanie o rodzicach, zwłaszcza gdy już ich nie ma, gdy słowa wskrzeszają nieudolnie ich gesty, zwyczaje, podpatrzone, zapamiętane wyglądy. Gdy miesza się to, co schyłkowe, z tym, jak nasza pamięć utrwaliła ich z czasów, gdy czuli się w pełni sobą. Starość tę pełnię odbiera. Rodzice poety to charakterologiczne antypody. I co ciekawe, oboje symbolicznie patronują poezji Zagajewskiego. Stonowany ojciec, mistrz błyskotliwych pocztówek i mama, uwielbiająca oratorskie popisy, miny, dodawanie znaczeń do nagich faktów. Wielokrotnie wspominała – a domownicy rzucali ironiczne komentarze (bolą ich teraz, po latach) – jak w panieńskich czasach słynęła z pięknego mówienia. Jako studentka prawa o mało co zdobyłaby lwowski laur w konkursie retorycznym. Kobieta! – to byłoby niesłuchane. Zagajewski żartuje, że gdy dziś patrzy na swoje wiersze, czuje, że za tymi krótkimi stoi lapidarność ojca, jego węszące nadmiar spojrzenie. A te dłuższe – a przecież jest ich wiele (przytacza anegdotę z Osiecką, która gratulowała mu, że „wynalazł” nowy gatunek: wiersz długi!) – są dyktowane przez matkę, która pochyla się nad nim jak niegdyś w dzieciństwie i mówi: Przecież możesz powiedzieć więcej!

Zanim do głosu doszła publiczność, przypomniano z przymrużeniem oka, że trzy pytania – z racji ich nadużywania – objęte są klauzulą „tabu”. Oto one:
* Dlaczego pan ciągle pisze o miastach? (ha, ha! To motto mojego artykułu o mitycznych miastach Zagajewskiego z 3. numeru Archipelagu)
* Dlaczego pan tak bardzo kocha biblioteki?
* Co czuje poeta po napisaniu wiersza, którego żaden następny nie przebije (tu: Jechać do Lwowa)?

Jedno z pytań zdaje się dotknęło nerwu. Sądzę po reakcji Zagajewskiego, ale i własnej. Dotyczyło tożsamości – jej błogosławieństwa i przekleństwa. Jak to jest, gdy szukając własnego tonu, stylu, głosu, stajemy się nagle rozpoznawalni. Własny charakter pisma wydaje się czymś pożądanym. A jednak jest zarazem pułapką. Jak powiedzieć coś nowego? Można próbować, zmieniać, robić woltę za woltą, a ten, który osądzi nasze próby, czyli Ktoś Drugi, powie: no nie, to cały ty! to wciąż ten sam ty. Nie będziemy przecież kimś innym. Nie sposób mówić świeżo same nowe rzeczy.

Ja w tym słyszę pogłos tego, o czym pisała Ursula Le Guin (moja poprzednia notka): im bardziej odnajdujesz siebie, tym bardziej zawęża się pole możliwości. Już nie wybierasz. Wiesz, że to, co masz robić, właśnie się staje.


Reklamy

17 thoughts on “poetycko w pyrlandii

  1. ksiazkowiec

    Zawsze miałam dobre zdanie o Poznaniu:)
    W następnym tygodniu planuję wziąć udział w trzech spotkaniach, oczywiście nie tej miary (bo kto do lasu przyjedzie!), ale cieszę się, bo też łyk poezji ma być. Jeśli się uda, to coś o księdzu -poecie będzie. Szkoda, że nie mogę wysłuchać mądrych świata tego i może ktoś do Miłosza by mnie przekonał, bo ciągle jestem na „nie”. Pozdrawiam cieplutko:)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Bogusiu, kto to wie, jak określić miarę spotkania? Nie jest nią rozmach, na pewno. Poznański festiwal rzeczywiście tętnił życiem, program urozmaicony (żal, że nie można być wszędzie) i ożywcza młodość studentów. Wybrałam atrakcje skupione wokół dużych nazwisk, ale nie czułam przytłoczenia admiracją klasyki. Do Miłosza nikt nie przekonywał, choć niektórym był wyjątkowo bliski. Ktoś mówił, że przenikliwie inteligentny (zwłaszcza w kilku życiowych posunięciach), kto inny upierał się, że wyręczał go przypadek. Przynudza i biadoli, ale właśnie dlatego w rozróżnieniu poetów „nieprzysiadalnych” i „przyjaźliwych” – on należy do tych drugich. Powtarza się, więc można czytać jego teksty jak słucha się gadających przyjaciół – trochę już przewidując, co nastąpi, gdy zabrzmi pierwszy akord zwierzenia. Tylko raz po raz przypominać sobie, że przyjaźń ma swoje przyczyny – i wtedy się pięknie pozachwycać.
      Życzę udanych spotkań (aż trzy!), chętnie o nich przeczytam. :)

  2. nutta

    Może by tak porobić chmurki z cytatami ze znanych poetów i pójść w miasto? To byłaby niemal akcja „Niewidzialnej Ręki”. Pomyślę:)

    To nie byłby Poznań poetów, lecz prowincja poetów.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Prowincja – nie prowincja. U nas również jest serducho miasta, jakaś aorta i kilka innych tętnic, a poza tym – wiadomo: paznokcie, zmarszczki, limfa itp.
      W Poznaniu chmurki były zapisane tylko po części, reszta zapraszała, by na nich tworzyć. I może nieuważnie czytałam, ale nie natknęłam się na samorodny talent, który do mnie by coś mówił. Ludyczność. Ale to miłe jest, gdy sztuka wkracza w przestrzeń miasta. Namacalnie jest na wyciągnięcie ręki. Jestem za tym, by rękodzielne chmurki wyfrunęły z Twojego mieszkania. Nawet bym pobiegła gonić, gdybyś wskazała kierunek.
      Pozdrawiam:)

  3. montgomerry

    Fajnie jednak w tym Poznaniu:) ciekawie , inspirująco. A tomiszcza o Miłoszu i wiersze Miłosza mam. Biografię podczytuje wieczorami, gdy cicho i mogę się skupić:)

    pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Poczytujesz już? Ja obejrzałam zdjęcia i obwąchałam. Ale chciałabym przeczytać. Chyba rzeczywiście trzeba wziąć ten tytuł jako alternatywny do drugiej lektury i poczytywać wieczorami. Cięgiem byłoby trudniej. niby wie się to i owo, ale cegła Franaszka na liście obowiązkowej.
      Montgomery:) Poznań fajny, lubię i polecam. Choć uczciwie trzeba powiedzieć, że Wrocław jest the best (z szacunkiem kłaniając się Krakowowi etc…).
      Wrocław ma wszystkiego więcej, ma spiętrzenie imprez narkotycznych – vide: Era Nowe Horyzonty, na które już zaczynam czekać.
      Tymczasem, gdzie by człowiek nie był, dobrze jest. Zwłaszcza gdy można się wyspać i pomarzyć (piszę wieczorem).
      pozdrawiam
      ren

  4. Logos Amicus

    Znakomity tekst, tamaryszku!
    Naprawdę! :)
    Z lekką ironią i sporym jajem!

    PS. No i nie sądziłem, że poezja ze słowem „zapierdol” należy do Twoich ulubionych. ;)

    A nowy zbiór esejów Zagajewskiego już sobie zamówiłem (u żony, która wybieera się właśnie do Polski). Przemyśliwuję także nad tomiszczami Miłoszowymi, ale nie wiem czy wypada się tak nad dziewczyną znęcać :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      :) Co do poezji, to wszak o to chodzi, by „odpowiednie dać rzeczy słowo”. Ja tylko idę tam, gdzie mi wskazał drogę Słowacki. :)
      Żonie dziękuj za gotowość przywiezienia cieniutkiego Zagajewskiego. Miłosz – choć w gruncie rzeczy lekki – zająłby pół walizki. Żadną miarą nie jest to książka na transport oceaniczny. A jak to jest z polskimi księgarniami w Chicago? Mają opóźnienia, słabo wyposażone są?
      A z Zagajewskim mam tak, że choć sama lubię styl nie tylko wysoki (lubię melanż, odmianę, wywrotki), to doceniam uparte poszukiwanie piękna. Niedawno dość gruntownie czytałam jego teksty – właśnie na potrzeby artykułu dla Archipelagu (który sam w sobie był dość zwięzły). I napotkałam na wiele dobrych nut.
      Pozdrawiam :)

    2. Logos Amicus

      W Chicago jest stosunkowo dużo księgarń, ale pewne rzeczy z trudem tu docierają, a jak już dotrą, to są 2 – 3 razy droższe niż w Polsce.
      Tak więc moja żona musi być dzielna, bo ja już sporząziłem całą listę, a na niej m.in. :

      – Tomas Venclova, „Z Dziennika Podróży”
      – Korespondencja Tomasza Manna i Hermana Hesse
      – Tarzani Tiziano, „Zakazane wrota”
      – Albert Speer, „Dzienniki ze Spandau”
      – Thomas Laird, „Opowieść o Tybecie”
      etc…

      Co Ty na to?
      A może byś coś jeszcze do tego dorzuciła? :)

  5. tamaryszek Autor wpisu

    Dorzucać można, ale czy to się da przewieźć. Czy to jest przylot ukierunkowany na towar kartkowy? Chyba nie. Więc z umiarem.
    Pewnie nie wszystko, co się ukazuje, zamierzasz czytać po polsku. Zwłaszcza jeśli oryginał angielski. Lista wskazuje, że akcent nie pada na beletrystykę. Nie wiem, może to, co ja?

    Mój ostatni zakup, który jeszcze do domu nie dotarł, to „Jerozolima. Biografia miasta”. http://merlin.pl/Jerozolima-Biografia_Simon-Sebag-Montefiore/browse/product/1,906420.html;jsessionid=12857A82BAAD7135A9CAA7DDD575AABF.LB4

    Odpowiedz
  6. czara

    Czytam ostatni akapit i czytam. Coś brzmi w nim bardzo prawdziwego.
    A Poznań naprawdę musi być wspaniałym miastem, zawsze to czułam. Te chmurki są rewelacyjne, aż się chce na nich bazgrać. A zwiania z randki Ci nie wybaczę ;)

    @Logosie, pozwól że się wtrącę, ale ta lista za mało patriotyczna, żeby się tak nad żoną znęcać ;)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Tak, chmurki są w sam raz na Twoje impresje z blipa ;) Bo to często uchwycone w locie myśli albo lingwistyczne gry z nastrojem.
      Randka, no cóż. Przeszła koło nosa… Żal toastów niebanalnych. Kusi mnie ta forma, naprawdę: zupełnie przeze mnie niepraktykowana…
      Czaro, czy we Francji wznosi się -choćby gestem- toasty?
      Jeden mogę na dziś postawić: Za sen spokojny wszystkich wrzuconych nie w swoją skórę, mierzących się z czymś organicznie im obcym.
      I to byłby toast za mnie. ;)
      Logosowy patriotyzm wart jest wzięcia pod lupę. Nie pasuje do żadnej barwy, ale podszyty polskimi reminiscencjami, wzmocniony eseistyczną literaturą, wymieszany z kosmopolitycznym włóczęgostwem. Trochę bigos. A może inna jakaś przystawka? Ja się solidaryzuję z osobą kuriera i nic więcej do listy nie dorzucam.

      Pozdrawiam!

    1. tamaryszek Autor wpisu

      No, oby się nie oderwało ucho od walizki!
      Cały Logos! historiozoficzna refleksja wpleciona w źdźbło codzienności. ;)
      Tak, „każdy bunt się ustatecznia”…. Ale to smutne właściwie. Choć korzystne w tym przypadku.

  7. buksy

    No prosze a mnie sie Poznan zawsze kojarzyl z proza ;). Nie wiem ktorego spoktania bardziej zazdroszcze, chyba jednak tego z Zagajewskim ktorego sobie ostatnio upodobałam. A jesli chodzi o ostatnia refleksje to wydaje mi sie ze gubienie siebie tez bardzo ogranicza mozliwosci ;)

    Odpowiedz
  8. tamaryszek Autor wpisu

    A…Poznań jest tak bliżej niedookreślony. Na co dzień targowo-biznesowy, organiczny i „porzundny” (fonetyczna wersja słowa „porządny”). Spojrzy ktoś z wierzchu i literatury nie widzi, ale niech tylko uchyli kapelusza, a słowa jak chmury szybują. Z takich jak my jest Barańczak. I w sumie wielu innych, urywam wyliczankę, bo w gruncie rzeczy patriotyzm lokalny (a nawet globalny, oparty na grzaniu się w cieniu czyjejkolwiek wielkości) to nie moja broszka.
    Bardzo się cieszę, że Ci do Zagajewskiego blisko. :)
    Co do odnajdywania siebie: to zawężanie się dróg jest w moim odczuciu pozytywne. Człowiek już zna swoje ograniczenia, wie że nie będzie każdym (nareszcie, bo to przecież naiwnie młodzieńcze mniemanie), że wolność nie liczy się ilością dostępnych dróg, tylko znalezieniem i wyborem najwłaściwszej.
    Gubienie się jest zgubne, of course. ;)
    Pozdrawiam, z Poznania, który dziś zapachniał mi domem intensywnie, jak zwykle po powrocie.

    Odpowiedz
  9. czara

    Tamaryszku, owszem, we Francji zawsze wznosi się toasty. Dla mnie to było dość trudne, bo tu to jest ważne, żeby każdemu, z kim się stukasz (najczęściej kieliszkiem) spojrzeć w oczy. Ja byłam raczej przyzwyczajona do nadzorowania napoju;) W każdym razie toasty się tu celebruje (a D. potrafi je wznosić nawet szklanką mleka;).
    Blipochmurki? Zadziwiłaś mnie analogią :) Tymczasem ja czekam na Twoje impresje powrotne!

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s