depesza

Dziś skrótowiec. * Doniesienia. Zapowiedzi. Podziękowania. I wynurzonko  małe.
Otóż
.

Książkowiec (Bogusia) przyznała mi wyróżnienie, którego logo po lewej. Lovely, isn`t it? Dziękuję. :)

A cała rzecz ma swój rytuał,…który niestety naruszę. Trzy założenia: ogłosić od kogo, ujawnić siedem nieznanych dotąd informacji o sobie, wytypować 16 kolejnych wyróżnionych.

Wyłamię się w punkcie trzecim, bo 16 to dużo i musiałabym rozmyślać, kogo nie wyróżnić. ;)

Z punktem drugim rozprawię się telegraficznie. Nie wiem bowiem, jakie to informacje na mój temat mogłyby komukolwiek być do czegokolwiek przydatne. Skoro już ustaliłam, że będą to newsy bezinteresownie bezużyteczne, przystępuję do ujawniania. Miłośnicy konkretu przeskakują do dalszego ciągu notki.

1.     Zacznę od paradoksu: swoją pracę lubię, POMIMO ŻE jest pełna absurdów, na które próbuję się impregnować. Moja mocna strona: dygresje, słabych stron brak.;)

2.  Marzenie: we śnie/maluję jak Vermeer van Delft. Nie…, to Szymborska. Ja jestem Szeherezadą i snuję takie opowieści, że zaklinam rzeczywistość.

3.   Ze sportów najbliższa jest mi joga. Nie śmiać się, że to nie sport olimpijski, bo wysiłek jest wcale niezgorszy. Joga Ashtanga daje wycisk, ale przede wszystkim przybliża poczucie harmonii między ciałem a duchem. Co prawda ostatnio trochę mniej… ale wracam do systematyczności, bo spotkanie z matą to spotkanie trzeciego stopnia, a tego nie należy zaniedbywać.

Lubię też długaśne (przez pół miasta) spacery i może lubiłabym i jogging, ale jak się ma młodszą siostrę maratończyka, to się nie ma co wygłupiać. Pierwsze skrzypce już zajęte.

4.  Szanuję moje auto. Rozczulam się, gdy do mnie mruga. Pierwsze mrugnięcie to wiadomo, sygnał na mój nacisk na klucz, ale drugie mrugnięcie jest gratis. Moje auto też mnie lubi. Yaryszek, kochany.

5.  Nie mam żadnych zielonych sukienek, spódnic, bluzek, sweterków, apaszek ani kolczyków… Wyjątek stanowi świeżo nabyty płaszczyk na górską wyprawę, co to od deszczu, wiatru i przygód wszelakich ma mnie chronić. Zerowy wybór kolorystyczny, więc padło na zieleń z czerwienią. Poza tym nic. Szafa bez zieleni.

6.  W dzieciństwie słynęłam z niezmordowanej potrzeby recytacji. Wszyscy z uśmiechem słuchali (w duchu pewnie przeklinając), aż nie podzielę się kawałkiem mowy wiązanej, mniej lub bardziej okolicznościowym. Własna mama nie wiedziała, kiedy znów z czymś wyskoczę. Do dziś wspomina, jak oniemiała, słysząc moje charakterystyczne chrząknięcie do kościelnego mikrofonu. A ja zobaczyłam, że dzieci szykują się do występów, przedarłam się przez tłum, dołączyłam i na szczęście dopasowałam coś w miarę zgodnego (bo repertuar ci ja miałam szeroki i różnorodny – stąd ta chwila paraliżu mojej mamy: od chrząknięcia do pierwszego wersu). Przeszło mi to w szkole podstawowej, bo wtedy u większości osobników zachodzi (szczęśliwy) regres.

7.  Mój ulubiony (a ściślej: jedyny szanowany) w szkole przedmiot to matematyka. Tak, królowa nauk, bezdyskusyjnie. Żadnego obciążania pamięci nadmiarową treścią. Najpotrzebniejsze dane, kilka przetartych dróg i olbrzymie pola manewru. Zabawa zaczyna się, gdy pierwsze progi już za nami, gdy można poszarżować w zadania z olimpiad, akademickie jakieś (na ogół czegoś mi tam brakło, by z sukcesem rozwiązywać, ale już próby były sycące). Przed maturą zrobiłam gwałtowny skręt na polonistykę, ale z tamtych lat zostało mi przekonanie, że abstrakcja to konkret. Co brzmi paradoksalnie, no ale to każdy czytelnik mego bloga już wie: lubię paradoksy.

*****
Mała przerwa na blogu spowodowana wyjazdami.

Primo: na Festiwal Filmowy Nowe Horyzonty. Wrocław 21-31. lipca. Cieszę się i choć nie wiem, jak mi dopisze kondycja kinomaniaka, ile i co zobaczę, to kilkoma planami się podzielę. Moje typy przedfestiwalowe:
1.  Pewnego razu w Anatolii, reż. Nuri Bilge Ceylan, Turcja 2010
2. Rozstanie, reż. Asghar Farhadi, Iran 2010
3. Cod Blue, reż. Urszula Anoniak, Holandia 2010
4. Koń turyński, reż. Béla Tarr, Węgry 2011
5. Pina, reż. Wim Wenders, Niemcy (…) 2010.


Z przegapionych w sezonie: Angèle i Tony, reż. Alix Delaporte, Francja 2010.
Kilka polskich: Ki, reż. Leszek Dawid; Lęk wysokości, reż. Bartosz Konopka i koniecznie Młyn i krzyż, reż. Lech Majewski (choćby ze względu na archipelagowy artykuł Asi).
Z retrospektyw najbliżej mi do Mariusza Wilczyńskiego, więc być może będę śledzić Wilkowisko. Choćby po to, by zawiesić oko na Kizi Mizi: „Szkatułkowo skonstruowany, pełen poezji, ale i suspensu animowany melodramat. Ona jest myszą, on – kotem. I ten trzeci – także kocur. Miłość, zdrada i udręka samotności, a wszystko to w rytm przepojonego smutkiem przepięknego bluesa…”
I na pewno kilka tytułów z kina norweskiego. Mam typy, ale nie murowane.

A potem Tatry, mam nadzieję, że po seansowym bezruchu dam radę pokonać zaplanowaną trasę. Na taryfę ulgową nie mam co liczyć. Więc jeśli padnę na szlaku, to przerwa się wydłuży.

* Po dotarciu do mety stwierdzam, że obietnica skrótu była fałszywa.

Advertisements

26 thoughts on “depesza

    1. tamaryszek Autor wpisu

      To najbłyskawiczniejszy komentarz na świecie. Ledwo postawiłam kropkę, już jest. ;)
      O Majewskim jest w „Archipelagu”. O Tarze spróbuję – to będzie mój pierwszy jego film. Number 1. to dla mnie Ceylan. Od niego w piątek zaczynam.

  1. ksiazkowiec

    Oj, dziękuję za to, że umiesz się bawić. Też za pięknie snutą opowieść o sobie. Matematyka? – brrrr… Moje osobiste dzieci miały zakaz podchodzenia do mnie z zeszytami w kratkę. Jaka królowa, pytam, no jaka?
    Udanych przygód – wrocławskiej i tatrzańskiej. Nie zapomnij o zielonym płaszczyku! :)))

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Królowa! Raczej nie Parkietu, nie Karnawału, nie Łąk Umajonych i Gajów Śpiewnych. Typ Królowej Śniegu. Ale zawsze. Jeszcze kojarzę całki i różniczki, jednak wiele przepadło. Umysł ćwiczony w innym stylu, gubi dawne sprawności. Nadal liczę na ogół w pamięci (oczywiście, bez przesady, nie jak Rainman), ale brak rozruchu jest wyczuwalny. Szkoda. Może jeszcze zostało mi zamiłowanie do logiki i dostrzeganie niepotrzebnych redundacji (!) i szacunek do dobrej kompozycji, ale to już właściwości pograniczne i w humanistyce przydatne.
      Ale jeśli dożyję z werwą czasów, że będę się mogła wcisnąć na Uniwersytet dla Żwawych Staruszek, to na pewno wybiorę coś matematycznego, jakieś zagadki logiczne. Bo zauważam, że – gdy mi się zdarzy słuchać wykładów humanistycznych, to się wiercę i robię głupie acz wymowne miny (cokolwiek to znaczy).
      A zeszyty tylko w kratkę! Nigdy w linię. :))

  2. czara

    Wow! Festiwalu zazdroszczę jak nie wiem co. „Rozstanie” polecam sama z całego serca, to jeden z lepszych filmów jakie widziałam w tym roku, zresztą pisze mi się o nim tekst (choć nie chce się skończyć;)
    Ja tam lubię rzeczy nieprzydatne więc przeczytałam te tajemne informacje na Twój temat i powiem, że spomiędzy wierszy wynika, że tamaryszek to perfekcjoniszek. Jeśli nie może być najlepszy, to nie chce ;) A numer z recytacją spowodował u mnie wykwit szerokiego uśmiechu. Ja natomiast na swoje auto nie mówię w żaden sposób, ale może to dlatego, że nie mruga ono i nie wywołuje żadnych emocji (no może oprócz tej „ale wstyd, jak zwykle takie brudne;). Ale pamiętam moje dzikie przywiązanie do roweu – po wypadku moje pierwsze słowa po odzyskaniu przytomności brzmiały „Gdzie mój rower, ratujcie mój rower!”. Nazywał się po prostu Rower.
    Wspaniałych wakacji – tych na siedząco i tych na chodząco również!

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Mam nadzieję, że nic mi nie przeszkodzi zobaczyć Rozstanie.
      Twój Rower to bohater tylu wpisów, że wyforsował się ponad wszelkie wehikuły. Ale dramatyczna sytuacja się z nim (Nim) wiąże…
      No, w tym kontekście autko rzeczywiście nie mruga, zwłaszcza jeśliby miało oko zabłocone.;)
      Hmm… tamaryszek lubi być pierwszy, jedyny i wyjątkowy. To prawda. Oczywiście, często nie jest. Ale jeśli znajdzie się w tle, to sobie zakłada własne poletko. I na szczęście nie ma w sobie nic z lidera i działacza. Chociaż nie wiem, czy mu to na dobre wychodzi. Tak sobie o nim piszę – schizofrenicznie – per „on”.
      Pozdrawiam! Ach, i chciałam dodać, że moim najulubieńszym zdjęciem z lawendą jest to z blipa. :)

  3. buksy

    O jak sie ciesze z tego wpisu,bo czeka mnie podobna spowiedz i jako wzór niedoscigniony w czynieniu ciekawych notek po raz kolejny mi Tamaryszek może posłuzyc :). A festiwal we Wrocławiu to moje ciagle niezrealizowane marzenie, ale niech no jeszcze troche podrośnie dojrzeje, to sie wreszcie kiedys wypuszcze i nie dam wyprowdzic z sali kinowej przez tydzien, hehe. A na teraz pozostaje mi zyczyc wspanialych wrazen i czekac na ich opis :).

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      :)) Jedna osoba wyróżniła szesnastkę jako pierwsza. Następnie każde z wyróżnionych wytypowało kolejną (mamy już 16 do kwadratu, czyli 256 osób – a to dopiero drugie rozdanie). Chyba nie ma reguły, by nie wyróżniać już wyróżnionych i to ratuje sytuację przed zakładaniem pokątnie blogów-pozorantów, które możne by było wyróżnić. Nawet gdyby cały naród zaczął blogować, mogłoby zabraknąć. Ale póki co, ja się czuję jak jedyna wybrana (w towarzystwie wyśmienitej piętnastki) i gram w zielone.
      Proszę, koniecznie wyjaśnij w swojej odsłonie, czy jesteś bardziej buksy czy peek-a-book, bo ja się wciąż waham. :)
      Chętnie przeczytam, nawet z głębi filmowego amoku.
      Zapraszam do Wrocławia! Jest pojemny! Tyle jeszcze siedzeń niezajętych, tyle miejsca w kolejce do sali… i trawy w parku, gdzie spotkania z gośćmi… Mogłybyśmy się rozdzielić atrakcjami i odbierać na czworo oczu. Na zakończenie pada zawsze zapowiedź tego, co wypełni festiwal za rok -czyje retrospektywy, jaka kinematografia… Od tego zacznę relację, by Cię zachęcić.
      Oby zmęczenie nie zabrało zbyt wielu filmów. Pozdrawiam!

  4. naia

    Tamaryszku, to z Ciebie niezła showmanka była jako dziecko :) Czy to na pewno definitywnie Ci przeszło, może należałoby wykorzystać potencjał? :) U mnie zielonego też jest w szafie tyle co kot napłakał, jakoś mi ten kolor nie leży, jako jedyny. A co do matematyki – podzielam Twój entuzjazm, dobrze pamiętam jeszcze ten dreszcz emocji, gdy się trafiło na trop rozwiązania, i wszystko nagle zaczynało się układać i idealnie do siebie pasować… I teraz, na studiach, jeszcze czasem mam okazję to poczuć, choć już rzadko.
    A w Tatrach może się gdzieś miniemy na szlaku, bo też się niedługo wybieram, ale jeszcze nie wiem dokładnie kiedy ani nawet gdzie. Póki co krótka wyprawa w Gorce rozbudziła mój apetyt na górskie wędrówki. Tobie życzę, żebyś jednak na szlaku nie padła, przeciwnie, żeby Cię sam niósł i żebyś wróciła zmęczona ale szczęśliwa i nasycona :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Naia, poznasz mnie po kurteczce. Będę w towarzystwie kurtki czerwonej. ;) O ile będzie zimno, wietrznie i deszczowo.
      Showmeństwo raczej przeszło. Chyba że jestem w sytuacji (a właściwie bywam często), jedynej chętnej do trzymania mikrofonu. Staram się wtedy, by nie rdzewiał. Gdy nie muszę, ustępuję. Jeśli kiedyś ktoś znowu wkręci mnie w łańcuszek pytań o siebie samą (proszę, nie w najbliższej dwulatce!), to wyznam, że milczeć też umiem pierwszorzędnie. Po prostu: pierwszorzędnie!
      Bardzo bliskie fale poczułam przy Twoim wyznaniu upodobań matematycznych. Zwłaszcza, że wiem, ile procent humanisty w humaniście (czyli w Tobie).
      Pozdrawiam!

  5. Ewa

    Jesteś ciekawym przypadkiem. dygresje u innych mnie nudzą i staram się je przeczekać. U ciebie to rzeczywiście mocna strona. Twoje sny się ziściły, jesteś tą bajkową księżniczką.
    Nie lubię żadnego wycisku – ale harmonii bym oczekiwała. Lubiane przez ciebie spacery też b.lubię, więc może się doczekam (harmonii owej). Zielony lubię w doku, różne ‚złamane’ zielenie królują u mnie w wystroju. Popisywać się lubię, ale znam mało tekstów na pamięć.
    Matematykę też szanuję, choć ‚starcza demencja’ skutecznie resetuje mi powód.
    Jestem z W-wia i może gdzieś się spotkamy na ENH.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Ewo, sny jeszcze (i pewnie wciąż jeszcze…) w fazie przedwstępnej. Zaklinanie rzeczywistości trochę szwankuje, ale jeśli dygresje nie nudzą, to już coś. :)
      Teksty w pamięci to coś bezcennego, ale i mnie poulatywały. Nie darmo mówił Schulz, że dzieciństwo to genialna epoka. Wtedy ma się potencjał jak nigdy później.
      Zieleń poza szafą jest życiodajna i nigdy dość. :)

      Pozdrawiam z pociągu do Wrocławia. Jadę z laptopem, bo inaczej mój karnet byłby bezużyteczny (system rezerwacji miejsc!). Dziś idę na Ceylana (13), Antoniak (16) i na „Pinę” (19).
      Ale będę bez płaszczyka i nie wiem, czy mam znaki aż tak charakterystyczne, by mnie wypatrzeć. :))

  6. Logos Amicus

    Właściwie to niczym mnie nie zaskoczyłaś ujawniając (co za odwaga!) siedem nieznanych informacji o sobie… z wyjątkiem jednego. Mianowicie tym, że Twoim ulubionym przedmiotem w szkole była matematyka.
    Wyobraź sobie, że moim też ;) Na równi z fizyką :)
    Niestety, przed maturą nie zrobiłem „gwałtownego zwrotu na polonistykę” i w końcu zostałem… inżynierem :)
    (Ale to chyba jednak informacja wstydliwa i kompromitująca, bo zauważyłem, że kiedy ją ujawniam, to tracę szacunek pań polonistek ;) )

    Pozdrawiam
    i udanych uczt wszelakich życzę

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Jestem przewidywalna??? Logosie, no przestań! I coś nie poraziłam Cię chyba odwagą. A ciekawe, co sam byś wyznał?! Gdybym się zdecydowała typować szesnastkę nominowanych, to chyba tylko pamięć o raz bohatersko podjętym podrzuconym łańcuszku mogłaby Cię ocalić. No i własna asertywność, ale objęta dużym stopniem ryzyka.
      Nie znam polonistki, która by kręciła nosem na inżynierów. ;)
      Z fizyki tylko zadania. Niestety, moje wyczucie rzeczywistości, zahaczone o abstrakt, miało stępiony zmysł praktyczno-techniczny.

      O, mam fajna scenkę w przedziale (Poznań – Wrocław):
      Pani wchodzi przemoczona i lokuje mokry parasol nad głową dziewczyny (półka z prętów). Prysznic. A kobieta: „Kapie na panią? No tak się zastanawiałam, czy będzie kapać czy nie. A jednak. Nie ma co zrobić z tym parasolem.” Do chwili obecnej: dziewczę jest spokojne, pani niewzruszona, parasol kapie.
      pozdrawiam. Będę ucztować.

    2. Logos Amicus

      Z tym brakiemj szacunku to był żart :)
      One się (czasem) dziwią, że inżynier może się czasem zachowywać i wyrażać jak humanista :))

    3. tamaryszek Autor wpisu

      To działa i w drugą stronę. Takie założenie, że humanistka, to do trzech nie zliczy i nie wie, gdzie jest klawisz Enter. Ale nie obstaję przy tym, by każde złudzenie rozwiewać. :)

  7. Ewa

    Donoszę uprzejmie, że system mnie dyskryminuje. Pisze, że blog zlikwidowany, bzdura.
    Zmieniłam adres (na krótszy): ewamolik-zygmunt.blogspot.pl. No i jeszcze powyższy komentarz: przecież wiadomo, że zielony lubię w domku, nie ‚doku’. To byłoby na tyle.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Ewo, ja to wszystko zgaduję (domek) i kojarzę bardzo dobrze (blog). Jeszcze chyba nie zostawiłam komentarza, ale znam! :))

  8. Lektury Lirael

    Życzę Ci, żeby zieleń płaszczyka okazała się dobrą wróżbą podróżną. :) Bezpiecznej i szczęśliwej wyprawy.
    Ogromnie zazdroszczę Ci Tatr, mam nadzieję, że przynajmniej w zarysie przedstawisz trasy wędrówek.
    Z przyjemnością przeczytałam Twoje wyznania, sympatyczne jak wcześniejsze. Bardzo zaskoczyła mnie matematyka, może dlatego, że jej nie lubiłam, a między nami występują elementy duszopokrewne. :)
    Oby płaszczyk nie był Ci w ogóle potrzebny. I żeby w drodze powrotnej nie trafiła Ci się beztroska pani z mokrą parasolką. :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Dziękuję :) Wszystkie życzenia są z kategorii mocno obstawianych. Mam nadzieję, że się wypada zanim ruszę na szlak. Filmy na szczęście są nieprzemakalne.
      Widziałam dziś fotograficznie (operatorsko) obłędny film „Pewnego razu w Anatolii”, mocny, ascetyczny „Code Blue” o samotności, śmierci, intymności i na koniec dnia cudną „Pinę” – taneczną, radosną i biograficzną.
      Pozdrawiam, Duszo Pokrewna. :))

  9. marchew

    Precz z hasłem: „Poczytaj mi, mamo” ! Od dziś na moim sztandarze: Porecytuj mi, Ren!
    I nie spocznę, póty nie wyegzekwuję. I żeby mi to był co najmniej SLOWACKI, acki, acek, wacki… No!

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Marchew :)) no, przecież wiesz, że teraz pamięć już dziurawa. Chyba że specjalnie dla Ciebie zacznę się uczyć. Żeby ino oklaski były, rzęsiste!
      Donoszę, że Młyn i krzyż obejrzałam. Na spotkaniu z reżyserem byłam (nie miałam instrukcji, o co zapytać, ale to samograj i mówił, co chciał). Sypał anegdotkami. Jeśli spamiętam, to Ci wyrecytuję. Film rewelacyjny. W ogóle sporo naprawdę dobrych tytułów obejrzałam. Kulminacyjna chwila dnia: 8.30 – wtedy robi się rezerwacje. Liczy się pierwszych 30 sekund, nie zdążysz, nie idziesz na to, co chcesz. Ale jestem Szybki Bill. :))

  10. Chihiro

    Tamaryszku, zaskoczyłaś mnie bardzo z tą matematyką! Ja matematyki nie znosiłam, ale im jestem starsza tym większy żywię do niej szacunek – i doprawdy za nic nie mogę pojąć staroświeckiego podziału na umysły humanistyczne i ścisłe. Nie ma czegoś takiego.

    Ja zielony też omijałam dużym łukiem, ale kilka lat temu dałam mu szansę (staram się co sezon dawać szansę nowej barwie) i zielony coraz bardziej zawłaszcza moją szafą. W tym roku przybyły mi zielone pantofle, t-shirt, bluzka, kardigan, szal granatowy w zielone pasy. Pokochałam zielony, a najbardziej połączenie zielonego z niebieskim (a podobno Japończycy nie rozróżniają tych dwóch kolorów i w jęz. japońskim jest jedno określenie na obie barwy).

    Jogę też kocham (na niczym nie można się tak spocić jak na porządnej sesji jogi Ashtanga) i też dociera do mego serca – po pierwszej lekcji w życiu rozszlochałam się w przebieralni fitness klubu, coś się we mnie odblokowało i pozostało odblokowane :)

    A samochodu nie mam, nie mam też prawa jazdy i nie zamierzam robić.

    Tamaryszku ciekawa jestem szczególnie Twych wrażeń z „Rozstania” i „Piny” – to dla mnie najważniejsze filmy roku. A i Bela Tarr jest niezwykły, nie mam drugiego takiego reżysera, nie mogę się już doczekać, kiedy jego najnowszy film będzie w kinach londyńskich. Życzę Ci wielu emocji na seansach!

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Chihiro, byłam wczoraj na Koniu turyńskim Tarra. Ekstremalnie. Bardzo ok, niepowtarzalne. Jeszcze słyszę tę wichurę, widzę pejzaż…. Nie daję rady stąd pisać. Wracam późno. Poza tym jestem przekierunkowana na odbiór. Jest co najmniej dziesiątka filmów, o których chciałabym opowiedzieć, ale to zagęszczenie sprawia, że warstwa po warstwie nakłada się i przenika. Zapiszę więc tylko jakieś powidoki.

      A co do Siódemki… O, jak się cieszę, że doświadczyłaś Ashtangi. Właściwie nie ma co jej opisywać, a gdy się spróbuje, to dość szybko wiadomo jak działa. Pomysł na łączenie zieleni z niebieskim jest niezły. Bo tu już nie ma niebezpiecznych zgniłków i odcieni butelkowych czy trawiastych. Wszystko przełamane. O braku nazwy w japońskim nie wiedziałam. Fenomenalne.
      Pozdrawiam!
      ren

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s