anatolia i clark gable

Pewnego razu w Anatolii (Once Upon a Time In Anatolia), reż. Nuri Bilge Ceylan, Turcja 2010.

         

Ceylan opowiada po swojemu. Obrazami. Tym samym bliski jest istocie kina, która przechyla się raczej w stronę wizji niż słów. To, co widziałam dotąd, rozgrywa się w niedopowiedzeniach, równolegle do zarejestrowanych dialogów, czasem wręcz przekreślając bezpośredni komunikat tym, co mówi obraz.

Pamiętam (może dlatego, że zbiegi okoliczności każą mi do tych filmów powracać) jego wcześniejsze tytuły: Kokon, Miasteczko (Kasaba), Uzak, Klimaty, Trzy małpy. Nie znam Chmur w maju. Gdyby w tym kontekście umieścić tytuł najświeższy, jak by się w nim odnalazł? Ano tak, że charakter pisma jest rozpoznawalny. Odbieram nieco mniej osobiście niż Klimaty (ale co to za kryterium!?), na mojej prywatnej liście to film nr 2.

Pojawi się w kinach, a ja spróbuję nie odtajniać wszystkiego, choć pewne nitki z osnowy powyciągam.

Kanwa jest taka, że na tureckiej prowincji zdarzyło się morderstwo. Podejrzany jest młody mężczyzna, Kenan, a intryga nie pyta o jego winę czy niewinność, lecz tropi ślady. Przede wszystkim ekipa dochodzeniowa – w jej składzie jest prokurator, policjant, lekarz, kilku pomocników – usiłuje odnaleźć miejsce zakopania ciała. Morderca nie pamięta i co rusz wskazuje inne. Trwają poszukiwania, później skrupulatne protokołowanie, zapis rutynowych poczynań. Ale najciekawsze dzieje się pomiędzy.

To, że absurdalne morderstwo ma jednak swój kontekst i uzasadnienie.
To, że Kenan przyjmuje ze spokojem wszystko, co go czeka, z wyjątkiem kamienia, którym uderzy go chłopiec.

To, że Naci Bey (komisarz) zrzędzi trochę jak Wallander z kryminałów Mankella. Bo skąd to się bierze, że ludzie są nieludzcy? I że jemu samemu na sumieniu jest ciężko?
To, że piękna kobieta umiera, bo tak postanawia, siłą woli lub zemsty, a ktoś nosi jej śmierć w sobie jak straszne memento.

To, że na fotografiach więcej jest emocji niż w tym, w czym tkwi się po uszy na co dzień.
Wreszcie: że dotarcie do prawdy to jednak mrzonka, bo niektórych kart nie chce się odkrywać do końca.

Historia rozpoczyna się nocą i mrok rozciąga się na sporą część filmu. Wieczorny zmierzch, nocna wizyta w pobliskiej wsi na herbacie u tamtejszego muktara, blady świt i trochę zmięty kolejny dzień.

Jesteśmy w Anatolii, a Anatolia jest piękna. Serpentyny dróg, wzgórza i przestrzeń, magiczne wręcz refleksy świateł. Piękna jest także Cemile, córka muktara (wójta?), podająca herbatę wędrowcom, niczym postać z baśni. Ale piękno Anatolii nie jest wcale przesłodzone, bo to i szarość pól, ubóstwo wiejskich chałup czy nagość korytarzy. Ostatnie sekwencje rozgrywają się w szpitalu i rejestrują sekcję zwłok. Bardziej ją słychać niż widać, ale nastrój chłodu i brutalności nie podtrzymuje czaru. Jesteśmy w świecie Ceylana, gdzie sporo pustki i samotności, trywialności, w której rozgrywa się to, co zwykłe i to, co co ma wymiar tragedii.

Ale jak to Ceylan kadruje, jak oprowadza po prowincjonalnych dekoracjach! Ceylan jest przecież fotografem (warto to sprawdzić na jego oficjalnej stronie), bywał operatorem i wizualna strona tego filmu jest dopracowana w szczegółach. Zdjęcia robił Gökhan Tiryaki, współpracujący z Ceylanem już przy Trzech małpach i Klimatach.

Jest więc noc, przez którą przebijają się trzy samochody, szukając ukrytego grobu. Jest malowniczo. Światła w ciepłej, żółtej tonacji niemal złocą fragmenty pejzażu. Czasami widać ich blask z daleka, czasem oświetlają stojących w ich kręgu ludzi, widać je z wnętrza samochodu lub odbite w samochodowym lusterku. Taki obraz: ciemność, z ekranu wyodrębnia się tylko to lusterko, a w nim odbija się widok – trochę pejzażu, trochę kolejnych świateł.

Czasami Ceylan zawiesza opowieść, by sobie wędrować za toczącym się jabłkiem. Ktoś je strząsnął z drzewa, a ono pomyka, a my za nim…aż do strumienia. Albo podpatruje wróble stroszące się w rynnie. Może kto inny by przyspieszył, ale ten naturalny rytm ma sens.

Bo oczywiście mamy sprawę kryminalną, ale sensacja to nie wszystko i nawet procedury rozsadza przyziemność. Efekt jest humorystyczny. Zbyt ciasny bagażnik, małe dynie zebrane z pola  i upakowane z nieszczęsną ofiarą, kocyk w tureckie wzory. I Clark Gable, który może wyskoczyć zewsząd, nawet zza rogu w Anatolii.

Humor jest nie do zrelacjonowania bez zburzenia suspensu, ale zdecydowanie unosi się nad całą opowieścią. No, proszę, oto zagadka: co Clark Gable porabia w Anatolii? Może ktoś ma pomysł na zaimprowizowanie jego obecności u Ceylana?


***
Film dostrzeżono na tegorocznym festiwalu w Cannes. Otrzymał Nagrodę Specjalną,wziął udział w konkursie głównym, w którym – jak wiadomo – Złotą Palmę zgarnął Malick za Drzewo życia.

Reklamy

18 thoughts on “anatolia i clark gable

  1. nutta

    Aż na mnie, czytelniku Twojej jakże znakomitej recenzji
    (bez odkrywania przed czytelnikiem tego, co sam powinien zobaczyć i usłyszeć), obrazy doskonale kadrowane, co mogę zobaczyć na dołączonych plakatach, robią wrażenie i wywołują tęsknotę ujrzenia ich czym prędzej.
    Co robi Clark -sobowtór? Rozciąga przez pokój koc, jak u Franca Capry w filmie „Ich noce”. Bohater musi być moralny:) To moja propozycja.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Nutto, nawet nie wiesz, ile trafień, chociaż sedno nieco inne. Hmm… sobowtór, i ten kocyk…Co prawda kocyk z panterką rozpłaszcza się trochę obok, ale na oczach rzeczonego Gable`a.
      Dzięki za typ. Zabawa trwa dalej.
      Nie wiem, czy przypadłby Ci do gustu Ceylan. Warto sprawdzić! ale Anatolia z pewnością. zwłaszcza po Twojej tureckiej eskapadzie.

  2. Ewa

    O matko kochana, twój komentarz jest pewnie lepszy od filmu. Muszę przeczytać go ponownie, po czasie. Muszę ułożyć ‚go’ sobie w głowie. Pre-teksty mnie przerastają, a może to koniec dnia wyczerpał resztki percepcji. Chyba szkoda Cię „tylko na bloga”.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Skromnie przyznam, że jednak Ceylan ciut lepszy niż ja. ;)
      Przerastają? Może coś się mętnie zaplątało. Niemożliwe, że w zawiłym jest dużo treści. Tischner mawiał, że jak czegoś nie da się przełożyć na góralski (tak od serca), „to to jest nieprowda”.

      Jak to „tylko na bloga”? Zaraz po tej uwadze wpadłam na pomysł, by napisać encyklopedię. „Cała wiedza tamaryszka”. Szło z początku dobrze, zacięło się przy „ą”, ale nie chcę odpuścić tej literki.

      Samochód wykąpany, ja spakowana, góry czekają. Zabiorę głos za tydzień. Pozdrawiam.

  3. Ewa

    „ą” przydało by się. Kąp ‚co się da’, góry b.lubią schludnych. Wiem od Babci Marysi, która ługu używała nawet do podłogowych desek. Ceylan świetnie wypadnie w tamaryszkowej encyklopedii – więc? A że się plącze mętnie, że nie góralskie – nic to… A w ogóle, to dopiero 3 tygodniowy pobyt ma wpływ na nasze zdrowie (od góry do dołu).

    Odpowiedz
  4. Ewa Oleszko-Molik

    „ą” przydało by się. Kąp ‚co się da’, góry b.lubią schludnych. Wiem od Babci Marysi, która ługu używała nawet do podłogowych desek. Ceylan świetnie wypadnie w tamaryszkowej encyklopedii – więc? A że się plącze mętnie, że nie góralskie – nic to… A w ogóle, to dopiero 3 tygodniowy pobyt ma wpływ na nasze zdrowie (od góry do dołu).
    Nie wiem, o co chodzi, system nie chce publikować komentarza. Twierdzi, że to j u ż powiedziano. A to ci dopiro…

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Ewo, system jest zawodny. Czasem najtreściwsze maile oznacza mi jako spam i pojawiają się dopiero po odblokowaniu. Ale tym razem trochę go zmyliłaś i przeszło, podwójnie. :)
      Z gór wróciłam, trzech tygodni w takim tempie nie przeżyłabym. Wyznaczony czas był ok.
      pozdrawiam!

  5. Ka.bu.ki

    Uwielbiam Ceylana i szczerze zazdroszczę Ci tej projekcji!:) Pozostaje mi jedynie cierpliwie czekać na pojawienie się „Pewnego razu w Anatolii” w warszawskich kinach…A że ostatnio obejrzałam ponownie „Klimaty” i fragmenty „Uzaka” jestem aktualnie bardzo w „klimacie” Ceylana :)

    Pozdrawiam ciepło,
    Karolina

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Karolino,
      myślę, że można zazdrościć. :) Ale – choć jeszcze nie znam daty wejścia na polskie ekrany – to jest ona czymś, czego można wyczekiwać niezawodnie.
      Obejrzałam dwa razy, mocno naruszając festiwalowy zwyczaj, no bo wśród tylu potencjalnych tytułów wybrać dwukrotnie ten sam? Ale Ceylan jest właśnie do wielokrotnego oglądu.
      Czasami się waham, gdy polecam, bo na pewno wielu ten film może zrazić. Ceylan opowiada tak, jakby nigdy nie słyszał o zasadach hollywoodzkiej kompozycji i żaden spin doctor nie formował mu dialogów.
      To jest zupełnie inny styl narracji niż ten, do którego przyzwyczajamy się tkwiąc po uszy w standardzie albo nawet rozpoznając inne oryginalności.
      Jak już będziesz oglądać, zobacz jak wspaniale wprowadził motyw pięknej dziewczyny (Cemili). Niczego on niby nie zmienia, ale tylko strategicznie pozostaje ona tłem. Ten moment zapatrzenia się w nią jest cudny.
      :)

  6. liritio

    Nie znam! Będę płakać… Albo nie, zamiast płakać nazwisko zanotuję i będę szukać, albo lepiej C. napuszczę, on jest dobry do wyciągania filmów spod ziemi. Chociaż oczywiście znowu usłyszę, że niekulturalna ja, „jak to Ceylana nie znasz!?”, tak, tak już mi w uszach stoi :)
    Chociaż jak zobaczyłam jego filmografię dokładniej to sama nie wiem, który z filmów poza „Pewnego razu…” właściwie miałabym ochotę zobaczyć. Może Twój nr 1, „Klimaty”? A może „Uzaka”? Rzut monetą zadecyduje.

    Piękne zdjęcia to już duża część sukcesu, widzę po sobie, że nawet średni film, którego zdjęcia mnie rozbroją, od razu jest znacznie lepiej oceniony. Ale to nie dotyczy oczywiście „Pewnego razu…”, tyle pochwał w jednej recenzji, zapewne film dopięty jest na ostatni guzik. W każdym razie plakaty ma interesujące, przyciągają wzrok.

    Co Clarke Gable robi w Anatolii? Pasie kozy, na pewno. Kozy to takie miłe zwierzęta.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Nie pasie kóz. :) Pojawia się z głupia frant i nawet nie wiadomo, czy prawdziwy. Ale pomysł ciekawy. Nikt nie powinien mieć nic przeciw kozom. Nawet Clark Gable.
      Bardzo jestem ciekawa, czy przypadłby Ci Ceylan do gustu. Nie przegap Anatolii i spróbuj jednak od Klimatów. Zastanowiło mnie to dopięcie na ostatni guzik. Moim zdaniem: tak. Ale to jest inny rodzaj kompozycji niż w filmach, w których – zgodnie z teatralnym przykazaniem – strzelba wisząca na ścianie w pierwszym akcie musi wystrzelić na finał. W ogóle nie ma tu szczególnych przytupnięć.
      Co tu gadać: sprawdź, przetestuj.
      Ja o Ceylanie pisałam po ubiegłorocznych Horyzontach: na starym tamaryszku.
      Nieoceniona pomoc naukowa taki C. Spod ziemi wydobędzie, z przestworzy ściągnie, skądkolwiek bądź upoluje. Szanuj i czerp. :))

  7. czara

    Nie znam Ceylana, a z Twojego opisu tak trochę vardowsko brzmi, to wędrowanie za toczącym się jabłkiem…
    Pozdrawiam ciepło i życzę udanych górskich wędrówek!

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Czaro,
      o, to dobry punkt odniesienia. Vardę obie lubimy. Otóż, Ceylan jest inny. Bo Varda to lekkość, autoironia, poczucie humoru, świetny komentarz do obrazu – tu słowa są równoważne z obrazem. No i kobiecość.
      Same atuty. Skoro u Ceylana występują w ilościach śladowych, to może źle wróżyć. Ale nie musi. Jest pęknięcie (wielorakie), nostalgia, codzienność (powszedniość), trochę wyobcowania, milczenie, raczej męskość. I obrazy, w które wchodzisz, bo chcesz. Dobrze wykadrowane.

      Więc choć nie bliźniaczo, to i nie antagonistycznie. Na jednej półce by się nie pogryźli. Za jabłkiem mogliby wędrować razem. Ale Agnes dorzuciłaby swoje trzy grosze, a Nuri`emu już się nie chce. :)

  8. Chihiro

    Ja już sporo Ceylana widziałam (a czy Bilge to imię czy nazwisko i czy nie powinno się pisać Bilge Ceylana?), wiem, czego się po tym filmie spodziewać. Lada dzień będzie u nas w kinach, na pewno z ciekawością obejrzę. Lubię go, choć męczę się czasem podczas projekcji, drażni mnie, dłużą mi się jego filmy, ale on jakoś wchodzi pod skórę i siedzi. I wraca czasem wiele tygodni po obejrzeniu filmu, przypomina się, a pewne piękne sceny zostają na zawsze. Trzeba przyznać, że gdyby nie cudne zdjęcia, Ceylan nie urzekałby tak bardzo, prawda?
    Wspaniały tekst, na pewno wrócę jeszcze do niego, jak obejrzę film.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      W indeksach Ceylan umieszczany jest pod „C” (Ceylan, Nuri Bilge), więc chyba bliżej ma Bilge do imienia.
      Trafne. To mnie wstrzymuje, gdy nie wiem, czy polecać jego filmy. Oczywiście, rekomenduję! i jestem na tak, ale też mam świadomość, że ktoś oczekujący wartkiej opowieści może poczuć znużenie.
      Z drugiej strony: skoro ja ulegam tym opowieściom, pamiętam, wracam…i skoro mnie on nie nuży, to widać potrafi przekonać. I to jest fenomenalne, że mówimy o kinie, które zamiast analiz „słupków oglądalności” (wzięte z tv) i badania, co by się ludziom podobało, proponuje coś niezależnego. A nie chodzi tu o eksperymentatorstwo, lecz o styl opowieści. Ceylan się broni.
      Tak, zdjęciami. Tyle że one nie są wyłącznie dla estetyki, bo to one opowiadają.
      Znajomość z Ceylanem cenię sobie bardzo. :)

  9. katasia_k

    Musze koniecznie zobaczyc ten film! Zakochalam sie juz w tych plakatach utrzymanych w „melancholiowych” kolorach. Mam nadzieje, ze juz wkrotce pojawi sie w naszych kinach.

    A tymczasem zupelnie niespodziewanie zachwycil mnie nowy Almodovar – widzialas?

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Katasiu:)
      Ceylan – trzy razy tak.
      Almodovar jeszcze przede mną. U nas wchodzi na ekrany w połowie września. To był film na zakończenie festiwalu we Wrocławiu. Ale ostatniego dnia nie oglądałam już filmów. Zresztą byłam pewna, że Pedro trafi do kin. Oczekuję z wystudzeniem. Ale skoro mówisz, że może wzbudzić ciepłe przyjęcie, to i moje zainteresowanie wzrosło. Najświeższe moje kinowe wrażenia to Woody Allen. Miło, przyjemnie (świetni ci artyści z lat 20!, zwłaszcza tropiciel nosorożców, Brody jako Dali), relaksująco. … pięknie jak w Paryżu. Ale żeby pozostawił jakiś ślad, to nie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s