dwa zestawy, nawet trzy

Znana fraza Szymborskiej: „Jak żyć?  – Spytał mnie w liście ktoś,/ kogo ja zamierzałam spytać/ o to samo” (Schyłek wieku).

Taka fraza, co to się przypomina albo w wypompowany z nadziei dzień, albo w dzień naiwnego natchnienia i rozbrajająco ufnej wiary, że odpowiedź się znajdzie.

Proszę: „jeśli duszę masz ranną…”, to pierwszym krokiem może być ta melodia.

Jeśli jakimś trafem przydarzył się komuś dzień opisany powyżej (albo-albo) – tak jak mnie – to może zanurzyć się w dwóch zestawach filozoficznych. Dziś znalazłam je na portalu joga-joga i rozpowszechniam. Kołakowski opublikował swoje rady w „Niezbędniku inteligenta” (2004), skąd pochodzą w oryginale myśli Montaigne`a tego nie wiem. Czuje się jednak zmotywowana do sięgnięcia po jego biografię pióra Józefa Hena (Ja, Michał z Montaigne…).

A tymczasem sobie i innym ku pamięci zapisuję:

Przykazania Leszka Kołakowskiego:
A.  Po pierwsze przyjaciele.
B.  Chcieć niezbyt wiele.
C.  Wyzwolić się z kultu młodości.
D.  Cieszyć się pięknem.
E.  Nie dbać o sławę.
F.  Wyzbyć się pożądliwości.
G.  Nie mieć pretensji do świata.
H.  Mierzyć siebie swoją własna miarą.
I.   Zrozumieć swój świat.
J.   Nie pouczać.
K.  Iść na kompromisy ze sobą i ze światem.
L.  Godzić się na miernotę życia.
Ł.  Nie szukać szczęścia.
M.  Nie wierzyć w sprawiedliwość świata.
N.  Z zasady ufać ludziom
O.  Nie skarżyć się na życie.
P.  Unikać rygoryzmu i fundamentalizmu.

Nie jestem pewna, czy da się zasymilować taką porcję. Ale ja będę do zestawu wracać i w swoich Skrawkach podawać parametry dnia, wskazując preferowane zasady. Ewentualnie ich antytezy.
I tak: dziś jest dzień B-16. ;)
Dwadzieścia przykazań Montaigne’a:
1.  Nie przejmuj się śmiercią.
2.   Bądź uważny.
3.   Naródź się na nowo.
4.   Czytaj wiele: zapominaj o tym, co przeczytałeś; myśl powoli.
5.   Umiej przeżywać miłość i stratę po niej.
6.   Wiedz, ze sztuka życia polega na używaniu sztuczek.
7.   Kwestionuj wszystko.
8.    Umiej żyć z innymi.
9.    Strzeż swojej prywatności.
10.  Nie zasypiaj w swoich przyzwyczajeniach.
11.  Żyj z umiarem.
12.  Strzeż swojego człowieczeństwa.
13.  Zrób coś, czego nikt przed tobą nie zrobił.
14.  Oglądaj świat.
15.  Pracuj dobrze, ale nie za dobrze.
16.  Filozofuj tylko przypadkiem.
17.  Zastanawiaj się nad wszystkim, niczego nie żałuj.
18.  Nie pozwalaj sobie na zbyt wielką nad sobą kontrolę.
19.  Bądź zwyczajny i niedoskonały.
20.  Pozwól życiu, by ono samo było odpowiedzią na pytanie „jak żyć”.
Reklamy

22 thoughts on “dwa zestawy, nawet trzy

  1. szwedzkiereminiscencje

    b ladne – chyba raczej kolakowski niz montagne

    sama staram sie stosowac „podrecznik madrosci tego swiata”. nie zawsze sie do konca zgadzam – widocznie jeszcze nie osiagnelam statusu medrca ;-)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Bo też Kołakowski jest po prostu spójny. Tu jedno drugie uzupełnia. A całość zrodziła się podczas jednej rozmowy. Tymczasem jak to jest z Montaignem, tego nie wiem. Czy są to myśli skądś zebrane? Czy przez niego samego zestawione? mam nadzieję.
      Siłą Montaigne jest właśnie różnorodność. To są kwiatki z całej łąki, bukiet miszmasz. Ciekawe co Ty na to (4): „Czytaj wiele: zapominaj o tym, co przeczytałeś myśl powoli”? zaskakujące, a kto wie, może i faktycznie mądre jest to siódme: „Pracuje dobrze, ale nie za dobrze”. Muszę przemyśleć.;)

      „Podręcznik mądrości tego świata” to rzecz Kołakowskiego?

    2. szwedzkiereminiscencje

      nie, to mysli józefa marii bochenskiego – znadziejsz m.in.tu:

      //chomikuj.pl/inacosiegapisz/Filozofia+*c5*bar*c3*b3d*c5*82a/Boche*c5*84ski+J*c3*b3zef/J.M.+Boche*c5*84ski-Podr*c4*99cznik+m*c4*85dro*c5*9bci+%28frg%29,23058098.pdf

      dostalam kiedys od mojego ukochanego profesora i tresc mnie mocno zastanowila – ale powoli dojrzewam do przyznania autorowi racji

      mysle, ze w tym zapominaniu ksiazek COS j – tzn. w literaturze mam evergreeny, ale tzw.literatura faktu czesto sie starzeje, mysl ludzka ulega ciaglej ewolucji. poza tym pelno j ksiazek glupich, kt z jakis przyczyn przeczytalismy. albo ksiazek, kt chwilowo pelnia role terapeuty i kiedys nam pomogly. najgorsi sa ludzie, kt przeczytali JEDNA ksiazke i w nia uwierzyli, jeszcze strofujac innych (i lamia J kolakowskiego)

      ostatnio kolezanka polecila mi ksiazke amerykanskiego „guru” na temat zachowania wiecznej mlodosci. bylo: nie jedz junk food (a ktoby to jadal?), natomiast nic o higienie ducha czy mlodosci pogladów. jeszcze jej nie przeczytalam, a juz zapomnialam ;-)

    3. tamaryszek Autor wpisu

      Przykazanie J łamie się często samo, fakt. Choć ja mam w tej kwestii włączone wszystkie lampki kontrolne. Uważam jak mogę.
      Przypominam sobie, że na Bocheńskiego powołujesz się chętnie. Prawda z niebezpieczeństwem „bycia człowiekiem jednej księgi”. Ale nie zaszkodzi być w posiadaniu „ksiąg mądrych”, raczej nie o charakterze poradnika.

      Ja jeszcze przykazania 4. nie rozgryzłam dla siebie. myśleć powoli – ok. Ale zapominać, co się czytało? Dla mnie mogłoby to oznaczać raczej uwalnianie się od balastu wiedzy i poznania, by szukać wciąż na nowo. Znalezione – porzucone. Coś jak w starej ciuciubabce: klepnięty jest wrobiony w szukanie od nowa. Albo takie wieczne gonienie króliczka. ;)

      Ty idziesz raczej w kierunku zapominania tego, co dezaktualizuje probierz czasu. Też może być. Albo nawet nie czasu, ale rozsądku, który odrzuca przed strawieniem (trochę przypomina bulimię). :)

    4. szwedzkiereminiscencje

      wiesz co -jak sie wyladuje w zupelnie innym miejscu na ziemi, gdzie ludzie nie czytali ani z zielonego wzgórza, gdzie kubus puchatek j postacia disneya, a ulubiona zabawa to wysmiewanie twoich rodaków, obserwowanie jak i co jesz, komentarze na temat twoich eleganckich spódnic czy drogich perfum, to potrzebne j oparcie choc w JEDNEJ ksiazce. zeby sie zastanowic KIM na prawde jestes i CO j dla ciebie wazne. co mozesz oddac na pastwe, a za co nie oddasz nawet guzika

      bochenski sie swietnie w roli „osobistego medrca” sprawdzil – chociaz jestem z rodziny ateuszy ;-) bez niego wpadlabym w schizofrenie – albo pod stól i juz sie nie podzwigla

    5. tamaryszek Autor wpisu

      Tak zachodziłam w głowę jak to jest, że towarzyszy Ci Bocheński (którego nie znam, ale niejasno kojarzył mi się z prawicowym światopoglądem – sprawdziłam w Necie pokrótce i wygląda ciekawiej niż w skojarzeniach). W gruncie rzeczy umiejętność obierania sobie mistrzów jest dziś mocno nadwątlona. A istotna. Łatwiej trwać w postawie wiecznie kpiących niż tych, którzy przyznają się do posiadania autorytetów. A mądry autorytet, niekoniecznie jeden na wszystkie aspekty życia, ale traktowany serio – jest jak bezcenny drogowskaz, punkt na mapie. To co piszesz o szwedzkiej adaptacji pokazuje, że sztuka kompromisu i bezkompromisowości nie jest Ci obca. Jestem przekonana, że masz intuicję kiedy która sztuka powinna być w użyciu. Intuicję wzmocnioną książką.

    6. szwedzkiereminiscencje

      o nie, zadne prawice! raczej: prawe uczynki

      mam serce zdecydowanie po lewej stronie, choc w glebi duszy czai mi sie anarchia. bochenski zdecydowanie kruchta nie pachnie. mój mistrz – profesor – od kt dostalam bochenskiego juz nie zyje. zaufalam profesorowi w jego wyborze i dlatego jestem mu wierna (jako ta rzeka)

      renée – b ladnie to ujelas! chyba jestes zdolnym i empatycznym pedagogiem? ja czuje sie inna juz poza obrebem plant w krakowie, ale nauczylam sie cenic innosc. paru fajnych rzeczy tez sie od tubylców nauczylam, wiec bilans wychodzi dodatni :-)

    1. tamaryszek Autor wpisu

      Wczoraj przewertowałam segregatory z materiałami, do których dawno nie zaglądałam, by odnaleźć ten Niezbędnik z Kołakowskim. Świetne jest również to, że przykazania nie są spisane jak recepta, lecz wynikają z rozmowy. Pięknej rozmowy Jacka Żakowskiego z Profesorem Leszkiem Kołakowskim.
      Główny temat wywiadu to właśnie pytanie: „Co jest ważne w życiu?”, więc co rusz Żakowski schodzi do formuły szczęścia. Bo co znaczy ważne? Potrzebne do szczęścia. A Kołakowski z uporem mu odpowiada: „Ja o szczęściu nie mówię, bo nie wiem, co to takiego”. albo „Szczęście zostawmy (…) każdy pod to co innego podkłada”.
      Jest to z jednej strony przejaw precyzji językowej filozofa, który nie wypowiada się na temat spraw niejasnych pojęciowo. Ale jest i mądrość pozanaukowa. Zawarta zresztą później w „przykazaniach”, by szczęścia po prostu nie szukać (a to absolutnie nie znaczy, by się wyrzekać.

      Ja właśnie dla przypomnienia cytuję.:)

    1. tamaryszek Autor wpisu

      To pięknie. :) Ja też będę stosować parami. Nic się nie wyklucza, a powstaje nowa jakość. :)
      Z życzeniami Noworocznymi pozdrawiam i zapraszam do poczęstunku słowem mistrzów. Jeśli się dobrze wybierze, to na pewno jakaś asymilacja się ziści. :)

  2. czara

    To zdanie z Szymborskiej dręczy mnie przez całe życie, jeśli mogę sobie pozwolić na tę przesadę. Jest to dla mnie jedna z najbardziej deprymujących fraz, jakie kołaczą się w mojej głowie… A jednak Kołakowski i Montaigne sobie świetnie radzą z odpowiedzią na to desperackie pytanie. Aż za świetnie.
    Takie spisy są bardzo mądre, ale przypomina mi to sytuację, gdy chcę coś ugotować, znajduję jakiś fascynujący przepis, ale co z tego, kiedy po otwarciu lodówki, okazuje się, że połowy składników mi brak? Oczywiście, można iść do sklepu, ale powiedzmy, że droga może być daleka i łatwo w jej trakcie zgubić cel. Co pozostaje? Skombinować sobie jakąś potrawę „na swoją miarę”, karłowatą i nie zadawalającą? I wtedy trzeba zastosować wskazówkę numer L, tę która mnie najbardziej wytrąca z rówowagi…
    Mnie niestety najłatwiej i z natury przychodzi stosowanie montaignowskiej wskazówki nr 4. I jeśli polecisz ją swoim uczniom, też mogą być zadowoleni ;)
    Pozdrawiam serdecznie, dzisiaj w parametrze D7!

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      :))
      Z uczniami to jest różnie. Są tacy, którzy sami odkryli przykazanie 4., z Montaignem go bynajmniej nie kojarząc. Ściślej mówiąc, w tej wersji zasada brzmi nieco inaczej: Czytaj niewiele, a to trochę, co musisz, szybko zapomnij.

      Święta prawda – to, co piszesz o naturze podobnych spisów. Urokliwe jest tym razem autorstwo. Ale pewnie niejeden podobny zestaw zaproponuje nam artykuł popularyzujący psychologię. Jest pora, by podobne garnitury zaleceń tu i ówdzie spotykać.

      Chociaż nie tropię ekstraktów mądrości całościowej, te jednak (sobie i innym) ku pamięci zapisałam. I proszę, jak łatwo teraz namierzyć kurs dnia.;)
      Życzę piękna! U mnie dzisiaj wypada J 15.
      Pozdrawiam!

  3. Ewa

    W wywiadzie w dr Bartłomiejem Dobroczyńskim przeczytałam:
    – „wszystko co widzę, jest takie samo” – a może po prostu wyczyść sobie okulary.
    – zrobić ze sobą coś takiego, żeby umieć być szczęśliwym z powodu wypicia herbaty.
    Jeśli to umiesz, możesz być szczęśliwy codziennie. I to dwa razy dziennie.

    Jak żyć? Dobre życie kojarzy mi się z tańcem (…) zamiast walki możesz wybrać współpracującą aktywność (…) Musisz być w ruchu, miękki, elastyczny, słuchać muzyki i śledzić ruchy partnera.

    I jeszcze: Niewiedza, ignorancja mają dobrą stronę – entuzjazm, witalność.

    Wysokie obcasy nr 52 z 31.12.11, str. 32.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Ewo, to szczęście wypływające z powodu picia herbaty – pierwszorzędne!
      I zahacza o sedno „szczęścia”, które najwyraźniej jest pojęciem dość mgławicowym.Często kojarzonym ze stanem pełni, spełnienia, błogostanu. I wówczas może być albo nieuchwytne, albo chwilowe. W tym przykładzie to raczej harmonia, radość chwili… szczęście na ludzką miarę, odprysk czegoś większego, co z podobnych odłamków się składa. Albo nawet nie odprysk. Może nie warto zakładać, że istnieje szczęście w rozmiarze maksi.

      Taneczność! Tu będziesz uprzywilejowana. Jako kobieta roztańczona masz pewne reguły we krwi. :)
      Natomiast dobre strony ignorancji mnie nie przekonują. Oczywiście, że one są (aż za dużo).
      Dzięki za podrzucenie cytatu.

  4. kornwalia

    Zdecydowanie wyrywa Kołakowski, nie odpowiada mi tylko punkt L. W sumie nawet nieźle mi idzie z życiem wg takich zasad ;)
    Odnośnie szczęścia moim duchowym bratem jest Tarkowski, który twierdził:
    „Uważam, że świat jest podzielony pomiędzy dwa rodzaje ludzi. Pierwszą grupę tworzą ludzie przekonani, że urodzili się, aby być szczęśliwymi. Pewien rosyjski pisarz napisał kiedyś, że człowiek urodził się do szczęścia, tak jak ptak stworzony został do latania. To twierdzenie rozśmiesza mnie. Należę do drugiej części ludzkości, która wierzy, że człowiek urodził się do osiągnięcia postępu w rozwoju duchowym. Jeżeli w momencie śmierci będziemy znajdować się na nieco wyższym poziomie rozwoju duchowego niż w chwili naszych narodzin, będziemy mieli prawo stwierdzić, że coś w naszym życiu osiągnęliśmy i że było ono udane. Wierzę głęboko, że dusza człowieka jest nieśmiertelna. Gdybym w to nie wierzył, nie mógłbym przeżyć nawet dziesięciu minut, gdyż życie byłoby dla mnie pozbawione sensu. Jeśli ów bezsens jest ceną szczęścia, jeśli jest identyczny ze szczęściem, to szczęście nie będzie tym, co wybiorę. W tym świecie są rzeczy ważniejsze od szczęścia.”

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Myśl Tarkowskiego daje do myślenia. ;)
      W jakimś stopniu i mnie jest bliska. Bo rzeczywiście (i tu Kołakowski mówi podobnie) gonienie za szczęściem, zaprogramowanie życia na oczekiwanie, że ono (szczęście) się ziści, jest płoche, złudne, z przyłączoną w zestawie tykającą bombą rozczarowania.
      Tarkowski należy więc do tych, dla których bycie szczęśliwym nie jest dążeniem centralnym. „Są rzeczy ważniejsze od szczęścia”. Ale z tego, co mówi, można by wnioskować, że zabiegając o rozwój duchowy jesteśmy bliżej szczęścia niż kiedykolwiek.
      I – z drugiej strony – ten, który należy do grupy szukających szczęścia – jeżeli szuka mądrze i prawdziwie, to pewnie oprócz szczęścia znajdzie i własny rozwój.

      Więc daje do myślenia. :)

  5. pajeczaki

    bardzo cenię Kołakowskiego :) jego osoba i podejście do świata przywołuje uśmiech i jakoś tak hmm uspokaja? zawsze może trafić się gorszy dzień, wtedy dobrze jest zwrócić się do starych mistrzów.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Pajęczaki!, witaj. :)
      Kołakowski to fenomen. Mądry, sławny, sympatyczny i znany nie tylko w kręgach niszowych.
      Sam się roli mistrza wystrzega. Ale to akurat pierwszy warunek selekcji – który on przechodzi pozytywnie.
      Do tego: może mówić mądrości największe, a człowiek się nie natęża, nie marszczy, by zrozumieć, tylko – jak piszesz – rozkwita uśmiechem. :)

  6. tamaryszek Autor wpisu

    @ M., słowo „pedagog” mnie przerasta. Jestem sobie tamaryszkiem, który lubi opowieści i paradoksy. Dzwonek brzmi dziko (choć czasem powinien ryknąć wcześniej), rubryki to wszędobylskie i kostyczne parametry statystyk i wycen. Busole są zawodne. Ale tak intuicyjnie … stawiam żagle i próbuję łapać sprzyjający wiatr. ;)

    @ Czaro, to dobre parametry: prosta melodia (nie długa, nie krótka, a w sam raz)!
    U mnie coś na nutę I 3. :))
    Dobry dzień, tylko taki długo się wykluwający.

    Odpowiedz
  7. Pingback: Lailonia | tamaryszkowe pre-teksty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s