śmieszne słowo na „p”

A dwa tygodnie temu było święto! Dzień Języka Ojczystego (21.02).

Taki dzień ma prawo  być co dzień. Więc nic nie szkodzi, że ja piszę o tym pięć minut później.

To jest święto międzynarodowe, o mniejszej – niestety – renomie niż Dzień Kobiet. I młodziutkie bardzo, jeszcze niepełnoletnie.
Ustanowiono je w 1999 roku „na cześć studentów, którzy zginęli w Bangladeszu w roku 1952 podczas demonstracji, w czasie której domagali się nadania językowi bengalskiemu statusu języka urzędowego. Dzień ten ma promować różnorodność językową i pomagać w ochronie ginących języków”.

Rany! Ojczysty mógłby zginąć? Nie daj Bóg! Coś się w tej sprawie robi. Mówi się przecież. Pisze i czyta. Może nie zginie, póki my żyjemy.

Jest taka akcja (kampania), która budzi moją nadzieję, życzyłabym sobie, by kwitła i owocowała: ojczysty – dodaj do ulubionych.
Nie wiem, czy nie skostnieje, bo kampanie narodowe, podobnie w gruncie rzeczy jak przeróżne patronaty, jak idea Czyjegoś Roku etc. bardzo szybko się wypalają i kostnieją.
Przypadkiem obejrzałam Tego Dnia końcowy fragment uroczystej gali. W brodę sobie plułam, że nie całą. Bo prowadzili, błyskotliwie sobie gaworząc, panowie, których lubię: Andrzej Poniedzielski, Marek Kondrat i Maciej Stuhr. Goście piękni byli. Potoki słów perliste.
I podobno (bez mojego słuchowego udziału) odbyła się debata Polszczyzna czterech pokoleń. Tu rolę gospodarza pełnił Jerzy Sosnowski.

Jest specjalna strona internetowa, prezydencki patronat i są spoty reklamowe. Ale to po prawdzie lichota jakaś, powinno być intensywniej. Kto to w ogóle zauważył? Gdzie sarmacki animusz? Gdzie ułańska fantazja? Gdzie konspiracyjna przebiegłość wyssana przecież z mlekiem matki? Gdzie? Ech, niegdysiejsze śniegi…

Spoty zamieszczam. Są na trójkę z plusem. Z biglem, ale jednowątkowe jak nowela i po troszę jak bajka. Bo z morałem. A gdyby tak Kabaret Mumio trzymał gardę, to echo może nieco dłużej by żart powtarzało. Kabaret Mumio w sprawie słów ojczystych powiedział już niejedno (niegdysiejsze „kopytko”, „trudne słowo metafora i jeszcze trudniejsze – alegoria”, ech, czasy sprzed Ery i T-Mobile`a!). Zgłaszam akces i dziś kilka słów o słowach dorzucę.

Wymowny dialog

Protoplastą Taty jest – jak mniemam – Benedykt Korczyński i jego „ten tego tam”.

Zgrabne kopytka

Poniżej apel, by nie zatracać się w zapożyczaniu. W tej kwestii zajmuję stanowisko schizofreniczne. Zapożyczenia bardzo lubię – zapewne z powodu mej żarłoczności. Im więcej słów, tym pełniej. Gdyby jednak wchłanianie nowego miało staremu zaszkodzić, byłabym rozdarta. Proszę spojrzeć: co za rącze nogi! Jakie śmigłe kopytka! Oczywiście, że kopytka powinny wygrać! 

Co innego, gdy mowa jest o takich słowach, których polszczyzna nie miała czym zastąpić i po prostu usynowiła je i ucórczyła.
Wejdźmy w niszę kolorystyczną. Każde z poniższych określeń ma zagraniczne korzenie, ale po przeflancowaniu rosną zdrowo, gdzie tylko posadzić. Nazwy barw są jak poezja lub smakołyk.
Poezja: amarant, ametyst, szmaragd, karmazyn, cynober, cyklamen, ochra, marengo, kobalt, indygo (nade wszystko!), malachitowy (jak z wiersza Baczyńskiego: „Znów wędrujemy ciepłym krajem/ malachitową łąką morza/ Ptaki powrotne umierają/ Wśród pomarańczy na rozdrożach…”).
I może jeszcze ecru.  

„Ecru – jeden z kolorów nierozróżnialnych przez mężczyzn. Trochę różowawy, trochę beżowawy, dosyć jasny. Nadaje pomieszczeniom nutę romantyzmu (twierdzą tak wyłącznie przedstawicielki płci pięknej). Przez fachowców od produkcji świec nazywany zjebanym białym. Dla mężczyzn jest to doskonała alternatywa, gdy kobieta domaga się koloru na ścianie, a on wolałby jednak biały. Warto zgodzić się na ecru”.  [Nonsensopedia]

Oczywiście, specjaliści od świec powinni się jeszcze douczyć polszczyzny milszej dla ucha.

Co do rodzimych z gruntu nazw, mają one skłonność, by odwoływać się do rzeczy jadalnych i pitnych. Proszę bardzo: cytrynowy, bananowy, mleczny (kawa z mlekiem), kawowy i herbaciany (!), jagodowy, malinowy, buraczkowy, wiśniowy, brzoskwiniowy, miętowy czy groszkowy. I inne, liczne.

Serwus! Jestem nerwus

Słowa lekko omszałe, w codziennym użytkowaniu nieprzecierane… odchodzą do lamusa. Lamus też tam jest. Trudno je wytropić, gdy samemu się po nie sięga, a gdy już znikną z podorędzia, to nie sposób sobie przypomnieć. W spocie powracają: serwus, klawo i birbant.

Można przy tej okazji wspomnieć o spolegliwym. Niecnie mylonym z uległym (oj, faux pas). Spolegliwy, czyli budzący zaufanie, ktoś na kim można polegać. Dorzucę jeszcze: rubaszny, kuplety, kocmołuch (przypomniany mi niedawno przez Bradleya). Nie żal mi absztyfikanta, do epuzera jeszcze wracam.;)

Gdy słowa się starzeją, zanim ostatecznie znikną w skrzyni archaizmów, robią się śmieszne, odrywają się od desygnatu i dziwią swoim brzmieniem. 

À propos śmiesznych wyrazów. Najzabawniejsze słowa w polszczyźnie zaczynają się literą „p”. Taka moja miniteza.

Minidowód: pierworódka, pliszka i pierdoła, piżama, pipidówka, pępek, przyzwoitka i podżegaczka, pipeta albo pasikonik! I cudna piętka, podwiązka i passiflora.

Owszem, niezły jest również tupecik, kuśtykanie i wykidajło (z wagabundą pospołu). Ale prym wiodą słowa na „p”. Teza do obalenia, lecz trzeba sobie zadać trochę trudu.

MUMIO: Serwusowa na kawie. Wymownie, choć niemal bez słów!

Reklamy

38 thoughts on “śmieszne słowo na „p”

  1. Ysabell

    Gala mi się raczej nie podobała, jakoś tak bez pomysłu mi się to wszystko wydało, bez głębszej koncepcji. Ale może się mylę, bo dookoła same głosy zachwytu.

    Bardzo miło się czyta, jak piszesz o języku. Może masz w zanadrzu („zanadrze” też jednak odeszło poza tym związkiem frazeologicznym, prawda?) jeszcze jakieś przemyślenia albo słowa?

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Różne opinie o Gali? Wokół mnie było cicho, nie wiem, czy ktoś oglądał. Ja przypadkiem: konieczność życiowa kazała mi wyciągnąć deskę do prasowania. Ostatecznie dorzuciłam telewizor (używany sporadycznie). Rzadko mam okazję słuchać Poniedzielskiego, a czasami potrzebuję. On jest jak – powiedzmy – kminek czy pietruszka. Ma syndrom Kłapouchego, więc w dużych ilościach byłby może i nawet wciąż smaczny, ale szkodliwie zaraźliwy. ;)

      Zanadrze, podorędzie, pazucha (zza której coś się wyciąga) i węgieł (zza którego może się coś wyłonić) to tercet tych lekko omszałych słów.
      Dorzucę wyjaśnienie (może niekoniecznie dla Ciebie, bo pewnie znasz):
      węgieł – zewnętrzny narożnik budynku, pazucha i zanadrze – miejsce pod ubraniem, przy sercu, podorędzie (i zanadrze w drugim znaczeniu) – blisko, pod ręką, coś, co jest na zawołanie.

      Powtórzę: ta akcja potrzebuje impetu i różnorodności, jeśli sprowadzi się do ceremonii, to umarł w butach, już po niej. Lubię czytać i słuchać (a nawet pisać) o słowach. Gdy ktoś zestawia rzeczy mi znane, nadaje im siły.
      Chciałam posłuchać debaty, może była za długa, by umieścić gdzieś jej zapis? Najciekawszy komentarz znalazłam na blogu jej uczestnika: Jacka Bocheńskiego. Taki np fragment: Gdybym miał wymienić grzech językowy z „moich czasów”, dziś uznany za normę, wymieniłbym dla przykładu obowiązkową kiedyś, obecnie zarzuconą wymowę Ł przedniojęzykowego, której uczono mnie i aktorów w teatrze. Teraz dziewczyna mówi „miaam gupiego chopaka” i właśnie tak jest „o kej”.

      Gupi on, gupia ja. :)

  2. kornwalia

    Ależ z tym „p” zapodałaś :)
    Mnie dziwnym polskim słowem zawsze wydawało się „szafa”. Powiedziane pod rząd x razy zupełnie traci swoje znaczenie.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Hi,hi :)
      Szafa? Przećwiczę. Szufla jest śmieszna.:)
      To jest tak jakoś, że słowa oswojone docierają od razu z sensem, więc ich brzmienie jest wtórne, nie dziwi. Co innego z nowymi wyrazami w języku nieojczystym.

      Miniteza pozostaje tymczasem nienaruszona. Ale przyznaję, że „p” monopolu nie ma. Taki na przykład „frędzelek” -?

  3. ksiazkowiec

    Cieszę się, że nie przegapiłam akcji. Zauważyłam też na blogu moc słowa wypowiadanego przez mistrza Zakrzeńskiego. Zgadzam się, że akcja powinna nabrać tempa i rozgłosu, wszak służy dobrej sprawie. Co do słowostworów, to przeskoczył mi ostatnio przed oczami fontaź. Prawda, że piękne słowo, choć nie na „p”?

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      :) Doceniam fontazia! Kto wie? Litera „f” ma spory potencjał. Frędzelek, fontaź, filut…
      Sięgnęłam dla pewności do słownika i odkryłam, że oprócz fontazia męskiego był też i kobiecy! Ten pierwszy to fantazyjna kokarda zamiast krawata, ten drugi to frymuśne(!) wstążki nad czołem pani. Oto ilustracje:
      fontaź męski fontaź kobiecy

      Ciekawa ta gawęda Zakrzeńskiego, o której piszesz. Tym razem ja się cieszę, że przypadkiem nadmieniłam o granym przez niego Benedykcie Korczyńskim. No co ty! Nie ma u Orzeszkowej tego słynnego (filmowego) powiedzonka „to, tamto, ten, tego, ten…”? Głowę dałabym w zastaw. Dobrze, że mi przypomniałaś o Zakrzeńskim. Chciałam sprawdzić, w której edycji plebiscytu na Mistrza Mowy Polskiej był nominowany i nie znalazłam. Ale mógłby być. Plebiscyt również popieram, może bez nadawania mu rangi ostatecznego trybunału. Z szacunkiem jednak przyjmuję wskazywanie na mistrzów. Jest ich wielu, choć bełkotu i tak nie przekrzyczą.
      Wspieramy więc i liczymy na więcej!
      Pozdrawiam!

  4. czytankianki

    Dorzucam dwa miłe słówka na P: pantofelek i pelargonia. Kiedyś rozbierając słowa na kawałki pomyślałam sobie, że „parapet” też jest interesujący, tylko tak popularny, że niedoceniony.;)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      :))
      Tak, Felek Panto. Parapet jest zabójczy. Literka „P” rulez! Dorzucam „papiloty”, ale nie wiem, co dziwniejsze: nazwa czy zjawisko.;)

  5. czara

    Epuzera nigdy nie używałam, ale absztyfikanta jak najbardziej (w szerokim sensie słowa używać;) A poważnie, nawet ja na obczyźnie, dzięki spotom w Trójce słyszałam o tej akcji. Podoba mi się słowo „serwus”, chętnie zacznę go wprowadzać w życie. Co do Twojej teorii, zamiast ją obalać, dorzucę jedno słowo, które w dzieciństwie wywoływało moje chichoty – „puzderko”. Nigdy nie byłam pewna, czy ono nie jest przez przypadek nieprzyzwoite…
    (Inne słowa, które mnie intrygowały, choć nie w podobny sposób, to „feeria” – byłam pewna, że trzeba to wymawiać z angielska i „konać” – wydawało mi się, że to słowo musi mieć jakiś głębszy sens niż „umierać),
    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Czaro! Rzeczywiście, mnie też się kiedyś zdawało, że puzderko jest dwuznaczne.;)
      Pominęłam w wyliczeniu dwa słowa, które mniej śmieszne są a bardziej dziwne: pacha i papacha. To drugie to już przyjmuję jako aneks do czapki – wzięliśmy od Turków nakrycie głowy, w załączniku była nazwa.
      „Konać’ świetnie anonsuje grupę poetyzmów, słów, które mają prostsze odpowiedniki, ale wolą się ubrać odświętnie. Tak jak ruczaj zamiast strumienia, czy rączy zamiast szybki.
      Do epuzera i absztyfikanta pewnie wkrótce dołączy ich synonim: narzeczony.To już nie jest słowo codziennego użytku. Chyba. W każdym razie, gdy spotykam je w uczniowskich pracach, bardzo często ma formę „narzyczony” (czasami przez „ż”) – albo naleciałość gwarowa (w stolicy Wielkopolski!) albo nieosłuchanie.
      Pozdrawiam! Paryż pewnie znów ma szybszą wiosnę, co?

    2. czara

      Ha, ja na moim rodzinnym Śląsku zawsze słyszałam „narzyczony” (podobnie zresztą jak „jedynasty”). To słowo wydaje mi się mieć w dzisiejszych czasach mniejszą rację bytu niż absztyfikant, ale to temat na inną dyskusję. Powiem Ci tylko tyle, że zdumiewająco często je słyszę.
      Ale jeszcze co do „p” – bardzo lubię takie słowa jak Pan Tofel, Pan Aceum, Pan Terka i – mój ulubiony, najbardziej szatański – Pan Demonium. A nawet słodki i angielski Pan Cake!

      PS A co do wiosny, to nic nie powiem, bo pierwsze dni pobytu w ojczyźnie przywitały mnie temperaturami równymi tym paryskim!

    3. tamaryszek Autor wpisu

      :D
      To ja dorzucam wersję żeńską.;)
      Drogie panie czasem bywają dwuznaczne.
      Pani Erka, pani Enka, pani Ka, pani Czyk i pani Sko. A nie od rzeczy będzie wspomnieć o lekko zakamuflowanej ko-pani Nie.

      Pozdrawiam!

  6. Ewa

    Przerębel śnić = nieszczęście
    Ale już na E:
    Eleganta śnić = popełnić głupstwo. Jedynie.
    Znalazłam też ‚edno zżarło środu’ – nieśmieszne?
    Niemożliwe żeby ojczysty zginął. Chyba, że podkreślająca każde ‚troszkę inne’ słowo korektorka google, zrówna nasze zapędy słowotwórcze.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      A z tworzeniem słów nowych to jednak nie takie jednoznaczne. Przyklaskuje zabawie. I temu, że czasem trzeba coś wymyślić, żeby trafić w sedno. Ale nieporadności, która się tłumaczy oryginalnością, stawiam veto.
      Z tego żyją kabarety! Kalambury, qui pro quo, niewłaściwe użycie wyrazów obcych lub „trudnych”. Całkiem niedawno (znam z relacji, bo nie oglądam) w Voice of Poland uczestnik komplementował Nergala, na co juror odpowiedział: i vis-a-vis! ;)
      Przerębel dorzucam do ulubionych słów na „p”.;)
      Ok, nie będę śnić o elegantach. Czas wydorośleć.

  7. Ewa

    Też nie słyszałam, ale co do „vis-a-vis” w tej sytuacji – jestem za. Sama dworuję sobie chętnie z różnych nieporadności w rozumieniu słów, i owego ‚nawizawi’ używam gdy rozmówca bredzi w mękach, a i jeszcze zaczyna być napastliwy, gdy argumentów nie staje. „Grzeczne” – i nawizawi – czyni cuda, wierz mi.
    Ależ śnij o elegantach, to takie niewinne głupstewko, a może okazać się profetyckim, wróżbiarskim omenem na przyszłość. I wpadniesz, jak w ulubioną (od dziś) przerębel.:)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Jak to „za”? Nawet vice versa byłoby źle, a co dopiero vis-a-vis. O pardon, to ersatz nie polszczyzna.;)
      Ale podoba mi się zbitka w jeden wyraz. I skoro mówisz, że działa, to spróbuję jutro kilka razy zastosować. Oczywiście, najlepiej z głupia frant.:)
      Przerębel wystąpi w roli kompotu, co to w niego wpadła śliwka.:)

  8. janek

    Pięknie, pięknie! Któż inny jak nie Tamaryszek, mistrz eleganckiego i precyzyjnie dobranego słowa, powinien promować ojczysty język w blogosferze? Jestem za!
    Dołączam się do zabawy i podaję kilka ciekawych słów na „r” – tak po sąsiedzku:): rabarbar (czy ktoś pił super kompot?!), rozmaryn, radirka, rajfur, rajtuzy, ramol, rechocze, rejterada, robinsonada, rojny, rokita, rozbrat, rozindyczyć, rozkiełznać, rozsupłać, rozzuć, ruczaj, ryży rzępoła (!), rżany, rżysko. Radosne to jest, bo sam się do siebie uśmiechałem przy wyszukiwaniu :). Teza z „p” została chyba obalona? I chyba chwilowo …
    Pozdrawiam wszystkich czcicieli języka ojczystego.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      O, nie znałam radirki. Ale jednak to inna kraina alfabetyczna.;) Rechotliwa bardziej niż psiapsiółkowa.
      Śmieszne są zwłaszcza rajtuzy, ryży, rajfur(ka)… ;)
      Rabarbar zawsze mnie dziwił. I zawsze też był pod obserwacją: rósł w kącie ogrodu i biegało się po te rumiane łodyżki, na kompot właśnie lub żeby dodać do drożdżowego placka.
      Pochodzi z niemieckiego. Ma też synonim (choć nie słyszałam, by ktoś go używał): rzewień.

      Trudno przebić rabarbar. Pierwsze miejsce w swojej kategorii. :))
      Zostaniemy przy literce „p”, bo dorzucę pludry i pchłę (co za zbitka fonetyczna!).
      A przy okazji prezentacja pludrów:
      pludry
      [krótkie, bufiaste spodnie, z pionowymi rozcięciami ukazującymi podszewkę, sięgające do połowy ud lub do kolan, stanowiące część dawnego stroju dworskiego lub żołnierskiego, noszone w Europie od XVI w.; w Polsce w XVII–XVIII w.; każde spodnie sięgające powyżej kolan]

  9. janek

    Pludry prezentują się okazale! Nie ma mowy o braku wentylacji :). Ale wróćmy na chwilę do „r”: raniuszek – okazuje się, że to ptaszek, ale nie ranny (w sensie poranny) niestety, za to z rodziny sikor i o długim ogonie :).

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      No, nie chcę źle wróżyć, ale ranny to on jeszcze może być. Podobno imię przyciąga przeznaczenie. Nie rozstrzygam.;)
      Miłe słowo. W ogóle: zdrobnienia z formantem -uszek są urocze: garnuszek, wianuszek, kwiatuszek,…serduszko.

  10. marchew

    Naturalnie, też głosuję na literkę P i pragnę praglebę polszczyzny praojców prawych w pokorze u-prawiać. Tak mi do-pomóż Pramać!

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      :D
      Przemiła…Pietruszko (pozwól, że s-pseudonimuję): praojców pokłon pokłosiem tej premedytacji. Pierwszoklaśne powiedzonko! Nie pitolę, na pitaval!
      „Pifko” stawiam!

      Może trochę groszek z ka-pustką mi tu wyszedł, ale jest sens (mocno ukryty).;)

  11. marpil

    Cześć Ren,
    Droga moja – genialny tekst!
    Co do kampanii- jechałam sobie z moim Mężem w sobotę na zakupy i usłyszeliśmy w radiu ten z ojcem i córką – dla mnie świetne, rewelacyjne! I mnie ruszyło i już trochę zagościło w Naszym Domu, bo ze dwa czy trzy razy nawiązaliśmy do tego spotu we wspólnych słownych przekomarzankach.
    Popieram akcję, zakochałam się w niej i bardzo bardzo w tym zoo z serwusem…
    A ja zawsze się myślałam, że jowialny ma znaczenie pozytywne, dopóki nie przeczytałam „Pana Jowialskiego” i nie dotarło do mnie, że jednak niekoniecznie… Jowialnego do zoo! I butonierkę!
    I to, o czym czasem myślę – to zwykłe, pospolite „cześć”, kumpel serwusa – czy zdajemy sobie sprawę, co to tak naprawdę oznacza – to skrót od „oddawać cześć” czyli poważać, szanować, doceniać, podziwiać… Zawsze, gdy witam tak kogoś dreszcz mi po plecach przebiega, bo tak sobie to uświadamiam mocno… I nie każdego tak witam, o nie!

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Marpil,
      spadam z krzesła!
      Teraz już nie będę mogła inaczej, a nigdy(!) dotąd tak nie myślałam! :) Żeby „cześć” było od „czci”! Faktycznie, nie można słowem szastać. Przebrałam się odświętnie, żeby drugi raz odczytać.;) I banan mi na twarzy rozkwitł ze wzruszenia.
      Kochana, przyjmuję do zoo i jowialnego, i butonierkę.
      Pozdrawiam!

  12. buksy

    tez mi sie podoba ta kampania, a w ogole to poszlabym dalej i bardziej radykalnie i na przyklad zabronilabym nadawnia polskim firmom, instytucjom i produktom nazw w innym jezyku. Tacy Francuzi nawet komputer nazwali inaczej niz wszyscy: „ordinator”, a my na hura wszystko odpolszczamy. I tak mozemy sie cieszyc ze sklep jest jeszcze sklepem a wnim ciagle urzeduje sprzedawca a nie asystent. Za to sekretarka juz powoli przechodzi do lamusa.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Lubię zapożyczenia, lekko spolszczone. Ale, rzeczywiście, są takie sfery języka, w których zapożycza się hurtowo, a wyrazy z tego kręgu są jakieś bezpłciowe, nie budzą skojarzeń itp. Specyficzne są zwłaszcza nazwy stanowisk czy zawodów. Jak te ze spotu 2.: human resources, executive officer itp. Obcy mi świat, ale wyobrażam sobie, że np. praca w korporacji jest z powodu tych słów jeszcze bliższa abstrakcji.
      Te słowa źle brzmią w takim natłoku. To jest przesądzające.

      Co do ingerencji w polszczyznę, obawiam się, że stanowisko, które na ogół zajmują językoznawcy, jest „jedyne słuszne”. To znaczy: rejestrować, niczego nie narzucać. Zakazy-nakazy odpadają. Zostaje propagowanie i wskazywanie na atrakcyjność zgrabnej polszczyzny.

      W relacji z debaty (o której wspomniałam) wyczytałam głos dr Katarzyny Kłosińskiej, która zauważyła, że „w Polsce jednym z wymogów zostania urzędnikiem państwowym jest znajomość jakiegoś języka obcego, ale nie ma wymogu posługiwania się poprawną polszczyzną”.
      Nie wiem, czy egzaminy wprowadzać? – to mogłoby też do jakiegoś absurdu doprowadzić. Ale faktem jest, że różnego rodzaju gwałty na polszczyźnie uchodzą całkowicie bezkarnie.

    2. Ojtam

      To dobrze, że spolszczamy choćby taki krawat z fr. cravate, a nie przaśny „zwis męski ozdobny”.
      Dodam jeszcze dwa popularne kolory : dyniowy i cielisty. Ten ostatni to chyba do pończoch albo rajstop się odnosi?
      No i jedno ciekawe słowo, które nadaje się do sprawdzenia wieku rozmówcy: szparki. Jeżeli ktoś powie, że nadal taki jest, to będzie oznaczało, że urodził się kilkadziesiąt lat temu, a jeżeli się zarumieni,to mniej więcej w czasach III RP, ale na pewno nie w czasach FEJSBUKA ;)

    3. tamaryszek Autor wpisu

      Ojtam,
      rewelacja! Kiedyż to było?! I co za probierz metryczny! Słyszałam, że jeśli ktoś jeszcze wysyła e-maile, to już jest stary (po trzydziestce). Sama to potwierdziłam, wysyłając informację moim uczniom, którzy odebrali ją poniewczasie. Informacje umieszcza się na Facebooku i tyle.
      Ale „szparki” to coś niesamowitego. Ja znam (chociaż jestem młodziutka! – obycie!), ale zbłąkanym tu młodszym czytelnikom objaśnię:
      „szparko” = żwawo; „szparki”= żwawy, skory do czegoś, popędliwy.
      Po prostu objawienie! Jakbym spotkała krewniaka po latach lub znajomego z przedszkola. Biorę i wprowadzam.:)

      Co do kolorów: dyniowy dołącza do zasłużonych barw warzywnych (groszkowy, buraczkowy) – ciekawe, czy istnieje selerowy lub ogórkowy? Bo marchewkowy powinien istnieć na bank!
      Cielisty jest niedookreślony. Niby taki beż-nie-beż, ale jak ktoś jest rdzennym Kenijczykiem, to dla niego cielisty jest czarny. Widzisz, barwy to nie dźwięki, nie są tak do końca międzynarodowe. Bo i dynia może być różna z różnych ogródków. Ale skomplikowane!
      Serwus!

  13. katasia_k

    Absztyfikanta nie odsylalabym od razu do lamusa (lamusa zreszta tez nie :)) – w kregu moich znajomych to slowo jest nadal w uzyciu, podobnie jak okreslenia „smalic cholewki” i „czynic awanse”.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Katasiu, a ja sobie myślę, że te stare słowa zyskują, gdy się je wprowadza w obieg. Pojawia się pewna nadwyżka. Może to jest stylizacja? Ale niekoniecznie. Po prostu vintage!;)

      Świetnie! Przypomniałaś mi, że awanse lepsze są w liczbie mnogiej, odrywają się od kariery i zdążają ku sercu.

  14. Chihiro

    W tych reklamach jęz. ojczystego nie podoba mi się sposób, w jaki ta pani mówi – zbyt sztywno, zbyt oficjalnie, nudno. Za to pomysł fajny, bo dbać o polszczyznę. Rzadko bywam w Polsce i nie słyszę na bieżąco zmian, jakie zachodzą w języku, ale pamiętam z wizyty sprzed niemal trzech lat, że zaskoczyła mnie liczba wulgaryzmów, jakie słyszałam na ulicach. Zawsze się przeklinało, ale miałam wrażenie, że liczba przekleństw wzrosła w codziennym języku na bezprecedensową skalę.

    Słowa na „p” są faktycznie cudowne, i jak ich wiele! Mnie się bardzo podoba jeszcze „palimpsest” – też trudne słowo ;)

    Lubię też słowa na „t”: tapeta, taborecik, trajektoria, trajkotać, taksydermia, tabakierka, tamaryszek (a jakże!), tarapaty, tchórzofretka, telepać się, tiurniura, trampki… Nie ma ich aż tyle, co na „p”, ale trochę jest :)

    Mojego chłopaka natomiast bardzo śmieszą słowa, które pochodzą z niemieckiego, ale zostały przekształcone lekko, np. szuflada (niem. Schublade) – zastanawiał się nie raz, czemu „b” zmieniono na „f”? Moim zdaniem Polakom początek „szufl…” kojarzył się z szuflą i ruchem, jaki wykonuje się machając szuflą, że niby podobny do zamykania szuflady. Ale głowy nie dam. Śmieszne są też szlafmyca, szlafrok, lufcik i wiele, wiele innych.

    Co do kolorów, to w angielskim też jest baaaardzo dużo nazw związanych z jedzeniem lub przyrodą, ale też ze sztuką. Z tych piękniejszych lubię fuksję (ang. fuchsia), magenta (na polski tłumaczy się to jako karmazyn albo purpura, nie wiem, czy magenta po polsku jest używane, chyba nie bardzo), azure (lazurowy), mauve (liliowy), Byzantium (głęboki fiolet) i Yves Klein blue (niebieski stosowany przez Yves Kleina).

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Tak, w tej pierwszej: można by zostawić samą istotę, rozmowę ojca z córką. To, co nadto, jest albo niepotrzebnie mocno wyartykułowane, z niepotrzebnym morałem.

      Jestem zachwycona poznaniem nowych słów określających barwy!
      Magentę znam z zajęć z edytorstwa. To jeden z podstawowych kolorów w poligrafii i jest taki sposób zapisywania każdej barwy, że podaje się parametry procentowe tworzących ją czterech podstawowych: cyjan, magenta, yellow i black. W skrócie: CMYK.
      Ale Bizantium! albo Yves Klein blue! – to niespodzianka. Ja nazwałabym tę barwę (YKb) kobaltem, ale już się rozejrzałam i widzę, że nie trafiłam. I tu się pojawia kolejna kwestia: nazwa nazwą, a i tak mamy w głowie inne matryce i nie dla każdego np. seledyn wygląda tak samo.

      Bardzo lubię palimpsest! To że nazwa zbiega się z interesującym desygnatem to dodatkowy bonus. A lista wyrazów na „t” (i pobocza)… :D Rany! Co jedno to lepsze. Moje ulubione (oprócz tamaryszka) to telepać się.;)
      Jak dotąd trzy literki próbowały się wysforować: „p”, „r” i „t”. Taki triumwirat.

  15. szwedzkiereminiscencje

    zbiór slów na „p” (ze uzyje tego matematycznego pojecia) zostal niestety zanieczyszczony niefortunnym zapozyczeniem „pijar”. na dodatek „pijar” wprowadza w blad – nie chodzi bowiem o zakon pijarów, do kt szkoly w krakowie przysylano najbardziej beznadziejne przypadki meskiej lobuzerki (ta „lobuzerka” to tez juz teraz slowo-trup).

    niby spolszczenie angielskiego „PR”, wypowiedzianego fonetycznie. tylko ze powinno brzmiec podobnie do: pi-aar. „j” tam w ogóle NIE ma! wyjatkowo falatne slowo, bo nie dosc, ze zapozyczone, to jeszcze skrótowiec no i niepoprawnie artykulowany. fuj! brak poza tym zgodnosci liczby, bo „public relations” to liczba mnoga, zas ów nieszczesny „pijar” uzywany bywa w pojedynczej. na pohybel (slowo na „p”) „pijarowi”!

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      No cóż, „piar” to jest żadne słowo, skrótowce nie mają wdzięku, zwłaszcza z tej kategorii tematycznej. W polskim słowniku widnieje jako PR, ale wyraz zapisany jest tekstach bez „j” (piar), dzięki czemu bracia pijarzy mogą się czuć niezagrożeni.;)
      Słowo-trup? Ojej! Trup to brzydkie słowo. No, konieczne, ale naprawdę… i wszystkie synonimy ma zupełnie do niczego.
      Łobuzerka żyje! Dosłownie i literalnie. :)

  16. Pingback: podrygi | tamaryszkowe pre-teksty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s