Tonino

To będzie odstępstwo od reguły. Sytuacja jest wyjątkowa. Zasada, którą naruszam dotyczy niecytowania własnych tekstów. Przytoczę notkę sprzed roku, zapisaną na starym tamaryszku. Słowa, których użyłabym dziś, miałyby kształt klepsydry i podporządkowane by były dyktatowi czasu przeszłego. Nie ma już Tonina Guerry (od dzisiaj), nie ma Theo Angelopoulosa (od 25 stycznia 2012). Przynajmniej w pewien sposób ich nie ma, bo całkowicie nie znikną nigdy. 

[tamaryszek – opowieści zebrane, wpis z dnia 3.02.2011]

Scenarzysta. Poeta

Mówią o nim, że młody. Wierzę.

Metryki, statystyki, rankingi – to przecież informacje dla amatorów tabelek. Ja wolę opowieści, a Tonino Guerra jest ich mistrzem. Znam nieliczne, a wyczarował niemal setkę filmowych scenariuszy.

Raz jeden otrzymał nominację do Oscara (1976) za scenariusz oryginalny do filmu Amarcord – to mój ulubiony obraz Felliniego.

Włoskie kino naznaczone opowieściami Guerry to oprócz Felliniego (jeszcze: Ginger i Fred, A statek płynie) przede wszystkim MichaelAngelo Antonioni (Przygoda, Zaćmienie, Czerwona pustynia, Zabriskie Point i inne), również: Vittorio De Sica, Paolo Taviani, Francesco Rosi i Giuseppe Tornatore. Ważna była jego przyjaźń z Tarkowskim.

I bardzo szczególna współpraca z Theo Angelopoulosem. Ta interesuje mnie szczególnie ze względu na moje plany, by filmy te wreszcie poznać, do kilku powrócić. Zrobili razem osiem filmów (m.in. Pejzaż we mgle, Spojrzenie Odyseusza, Wieczność i jeden dzień).

Angelopoulos tworzy kino autorskie i sam jest zarazem reżyserem i scenarzystą. Tonino go wspomagał. To będzie odsłona szczególiku tej współpracy, który swą prostotą przypadł mi do serca.

„Zacząłem opowiadać mu o moim projekcie scenariusza Podróży na Cyterę. Słuchał jak dziecko.
Dotarłszy jednak do momentu, kiedy starzec wraca po trydziestu latach wygnania i widzi żonę, która czeka na niego w drzwiach domu, zatrzymałem się. Nie potrafiłem znaleźć pierwszego słowa, pierwszych słów, które wypowiedziałaby do niego kobieta po trzydziestu latach.
Tonino wstał z nagłym błyskiem w oczach.
– Jadłeś?
– Co takiego?
Nie rozumiałem. Tonino uśmiechnął się.
– Jadłeś? – powtórzył. – O to zapytał mnie ojciec, kiedy wróciłem pieszo z obozów jenieckich w Niemczech w czterdzistym piątym.
– Słowo, którego szukałem.” (Theo Angelopoulos)

Krytycy sugerują wpływ Tonina Guerry na znaczące przesunięcie w filmach Angelopoulosa: od historiozoficznej analizy do refleksji egzystencjalnej. Jednostkowy bohater, mniej – trudnych dla obcokrajowca – kontekstów politycznych. To wszystko nie czyni z tych filmów obrazów łatwych, lekkich i przyjemnych, ale wierzę (a priori), że je upraszcza.

Kultura włoska, rosyjska, grecka. Z tej międzynarodowej ekspansji czas jednak powrócić do miejsca, skąd wyruszył w świat, do którego wrócił, które uznał za docelowe.

Włochy, Romania, wioska Pennabilli.
Mikrokosmos. Stary (choć młody) Tonino Guerra mieszka tu z bratem, wśród
sąsiadów – Biny, Pineli, Filomeny (i jej głupiego syna), Pirina od Pszczół, Pidia i innych. Życie płynie wolniej, ciszej, nabrało gęstości – cokolwiek to oznacza, bo pewnie utraciło już niektóre smaki, te burzliwe i pikantne.

Tonino Guerra jest poetą. W Polsce znamy jeden tylko tomik, Miód. Przetłumaczony z włoskiego, czyli pośrednio, bo językiem oryginału jest dialekt, którym posługują się mieszkańcy tej ziemi. Wydawnictwo rekompensuje to kilkoma cytatami z dialektu i zestawieniem polskich tekstów z ich wersją włoską.

Powrót do początku niesie ze sobą odkrycia, które wymagają dojrzałości. Dopóki kogoś gna, by świat podbijać, będzie na nie głuchy. Później głuchniemy na to, co złudnie wabiło nas w młodości. Sięgnę po słowa Jarosława Mikołajewskiego ze wstępu do tomiku – Guerra „wraca do rodzinnej krainy – z miasta, w którym szukał przemiany losu, na wieś, która jest losem niezmiennym”.

Spaliłem strony z książek, kalendarze,
mapy. Dla mnie Ameryki
już nie ma, Australii jakby nie było,
Chiny są zapachem,
Rosja białą pajęczyną,
zaś Afryka szklanką wody, o której śniłem.   (Pieśń druga)

Wiersze – jakie są? Proste. Dla wiecznie zdziwionych brakiem ostrej różnicy między prozą a poezją mogą być kolejnym pretekstem, by o to spytać. Są słowa poetyckie, ale nie wyszukane. Jest liryzm, trochę kruchych uczuć i wrażeń. Czasem odpryski spostrzeżeń, obrazów:

Kiedy jesienią
drzewa były nagie,
pewnego wieczoru
nadleciała chmura
wycieńczonych ptaków;
usiadły na gałęziach.
Zdawało się, że to wróciły liście,
żeby pohuśtać się na wietrze.    (Pieśń dwudziesta druga)

Nade wszystko te wiersze są opowieściami, są epickie, trochę plotkarskie lub pamiętnikarskie.
Niech dopowie za mnie Italo Calvino:

„U Tonina Guerry wszystko przeobraża się w opowiadanie i w poezję: w słowie mówionym, pisanym, czy też w sekwencjach filmowych, w prozie czy w wersach, po włosku czy w dialekcie. W każdym jego wierszu jest opowiadanie; w każdym opowiadaniu poezja.”

Trzydzieści pięć pieśni. W jednej bracia obserwują przez okno burzę, a później smakują wodę ze szklanki, którą napełniła ulewa – „a potem porównaliśmy tę wodę z nieba / z codzienną wodą,/ która nie ma zapachu piorunów”. W innej Prin od Pszczół wędruje z ulami po wsiach (tak, trzeba pszczołom dopomóc). Kolejna o ojcu Biny, który wyjechał do Chin i stamtąd pisał listy:

raz w roku słał wiadomości, potem nazwane
„listami z Chin”. W pierwszym pytał o kozę,
która miała gorączkę w dzień jego wyjazdu,
w drugim opowiadał, że jadł węża; w trzecim
o przyszywającej mu guzik kobiecie,
czwarty był pełen gryzmołów, jakby kura grzebała pazurem
w błocie, aby wiedzieli, że już jest Chińczykiem
i że zapomniał wszystko, nawet słowa.    (Pieśń pierwsza)

Gdybym miała wybrać wiersz jeden jedyny dla oddania klimatu tego tomu, wybrałabym Pieśń trzydziestą. Jest o gadaniu. Tonino i jego brat, dwaj tetrycy marudzący na zmieniający się, oczywiście na gorsze, świat. Noc przegadali o zbożu – że kiedyś było takie, „które nie pokładało się podczas wichury”, podczas gdy dzisiejsze „wyciągnięte jak głód,/ które niczym dziwka od razu kładzie się na ziemię”. I ciąg dalszy:

tak w ogóle przygnębiała nas myśl, że świat
jest coraz brzydszy. Jednak pewnego ranka
wyciągnęliśmy z szuflad komody
odświętne ubrania, których nie zakładaliśmy już od dawna.
Moja marynarka i spodnie pasowały także jemu,
jego rzeczy zdawały się szyte na moją miarę.
Nie wiedząc, dokąd idziemy, otworzyliśmy drzwi
i tuż przed nami, na przydrożnej
łące, kwitły wiśnie,
które witały nas w błękicie powietrza.
Wtedy ja i mój brat stanęliśmy
jak wryci na schodku i bez słowa
zdjęliśmy z głów kapelusze.

Chapeau bas! Iga Cembrzyńska w którymś filmie Kondratiuka mówi podobnie: „Chcę mieć ładne myśli, to się ładnie ubrałam”. :)

To nie jest tomik, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Tu można spotkać Tonina Guerrę. Starszego pana z talentem do opowieści. I oczywiście cały jego mały mikrokosmos.

Ta poezja przypomina mi klimat filmu, który widziałam kilka lat temu. To dokument hiszpańskiej reżyserki Mercedes Alvarez Niebo obraca się (El cielo gira). Autorka powraca do wioski, którą opuściła jako mała dziewczynka. Była ostatnim dzieckiem, które przyszło na świat w tym miejscu. Teraz żyją tu wyłącznie starsi ludzie, kilkunastu. I właśnie taka senna, niespieszna, lekko nostalgiczna, ale też humorystyczna aura spowija ten film. I tomik Tonina Guerry również.

Tonino Guerra, Miód, Wydawnictwo Anagram. Stowarzyszenie Nowe Horyzonty, Warszawa 2008.

Żeby uściślić wiek młodego Tonina, podaję rok urodzenia: 1920.

A poniżej plakaty kilku filmów, do których pisał scenariusze.

Advertisements

13 thoughts on “Tonino

  1. ksiazkowiec

    Dzisiaj chyba Światowy Dzień Poezji. Też pochyliłam się nad wierszami na tyle, na ile proza życia pozwoliła. Zobacz, jak mało lirycznie na blogach. No cóż, tylko niektórzy lubią poezję…:)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Bogusiu, dzięki za przypomnienie. Mnie ocalił zbieg okoliczności. Pewnie niektórych otumaniła ta proza (życia) i po prostu nie dostrzegli.
      I myślę sobie, że choć czyta niewielu (może mniej nawet niż pisze), to i tak poezja we wszystkim i każdemu jest potrzebna. Za mną murem stoi frazeologia. Można być jak Tonino poetą scenariusza. Można być poetą codzienności. Poetą w zadawaniu pytań, poetą uniku odpowiedzi, poetą wymownych spojrzeń i poetą szykowania kromki z masłem. Przynajmniej tak mi się wydaje. ;)

  2. Ewa

    eh Tamaryszku, nawet twoja odpowiedź książkowcowi – to czysta poezja.
    I gdybyż gdzie były jeszcze wsie owe, tak sielskie, anielskie – pewnie bym się spakowała.
    Mogłabym zapytać o kozę i ‚czy jadłeś’?

    Dawno już ogłuchłam na to co wabiło mnie w młodości, a wiąż jeszcze na tylem młoda, że nie stara. Może czas szukać kogo z kim może nie aż poezje dałoby się pisać, ale choć na pszczoły pogapić. Bo skoro obu Panów już nie ma…

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Z kozą to już chyba nic dobrego się nie dzieje. A pytanie powitalne genialne. Co innego chciałby usłyszeć przybysz z dalekiej i długiej podróży, jak nie to? Najlepiej od razu z sugestią, że garnki są gorące.:)

      Myślę, że wspólne gapienie się na pszczoły to świetny sposób spędzania czasu. I że naprawdę to, co się widzi, zależy od drugich patrzących oczu. Nie jest jednak tak, by jedną parą nie dostrzec piękna. To dobre i drugie ciekawe. :)

  3. Ewa

    To odwieczne pytanie każdej, sądzę, matki-polski. Sama używam, jako jednego z podstawowych.
    Aż dziw, że męska percepcja wyłapała ten ‚fenomen’.
    Pewnie dlatego, że bardzo lubią być karmieni. Tonino trafił się Tato z zapytaniem; ponieważ normą to nie jest, utkwiło; i mamy oto Podróż na Cyterę.

    Szczęśliwie, moja para oczu całkiem udatnie i nadal – dostrzega piękno :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Ale dla pełnej jasności dorzucę, że filmy Angelopoulosa do przegadanych nie należą. Czasami minuty lecą, a na ekranie cisza, długie ujęcia (filmy też czasowe, nawet trzygodzinne), akcja niepretendująca do zawrotnej. Antonioni podobnie. Tarkowski – też. Jeden Fellini co był wyrywny i podskoczny. Gdyby jednak Podróż na Cyterę została odebrana jako nielekka, to o ileż cięższa byłaby, gdyby nie Tonino.;)
      Ewo, tak trzymać! Wzrok skierowany na piękno. A jeśli ktoś miły przyłączy się do patrzenia w tym samym kierunku, to szczęściarz z niego.:)

  4. janek

    Można być poetą, można! Nawet od tej kromki z masłem. Świetna konstatacja.
    Powitalne, genialne słowo („jadłeś?”) przywołało mi zaraz obraz Róży wzywającej Tadeusza na obiad. Coś w tym jedzeniu być musi! :)
    A ja chyba nie powinienem tego pisać, bom rodzaju męskiego (!), no ale jak nie zachwycać się nad Twoim tekstem wywołującym tyle nostalgii i u mnie – wieśniaka umiastowionego :).
    „Miód” niezwłocznie zamierzam kupić do swojej biblioteki i już wiem, ze czeka mnie uczta ( bo my, meny, naprawdę lubimy coś czasem zjeść :)). Pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Janku,
      tu też dopowiem: tomik niepozorny, chudziutki i nieocierający się o egzystencjalne głębie. Ale to chyba wynika z tego, co napisałam. Ulotne, delikatne, codzienne piękno. Widziane oczyma, które nie marzą o podbiciu świata.
      Męska percepcja, męski żołądek, męska potrzeba poezji. No proszę, granice płci nie są aż tak wyraziste. Dialogi o jedzeniu i przy jedzeniu mogą mieć zadziwiająco wiele treści naddanych. :)
      Tak, ten dialog z Róży…:)

  5. liritio

    Mam wrażenie, że przeczytałam poprzednio, ale może się sugeruję, na pewno przeczytałam dziś, zadowolona, że piszesz pięknie, ale to nie nowość. A, że ja nadal Tonino nie poznałam indywidualnie, samosiowo, na własną rękę… Oj, nieładnie, to już przykrość, szczególnie po takich zachętach.

    Nic to, dzisiaj tego nie nadrobię, może w niedalekiej chwili którejś? Na razie, wzorem pewnej pani, chyba się ładnie ubiorę, zobaczymy co to z myślami się stanie :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Liritio,
      tylko co samosiowe liczy się naprawdę. Ale trochę znaczy również smakowanie zapośredniczone. Bo gdyby nie znaczyło, to po co by blogi pisać?
      Amarcord jest absolutnie odlotowy, u Angelopoulosa natomiast poezja obrazu. Takie wodzenie cierpliwości na próbę. Ja mogę tak patrzeć, ten stan jest bliski doświadczeniu, które niektórzy nazywają flow. Odpływ i pełne zaangażowanie się jednocześnie. :)

      Tonino Guerra był człowiekiem cienia. Nazwisko nie tak głośne jak te reżyserskie. Lubię ludzi nie z pierwszych szeregów. ;)

    2. liritio

      „Lubię ludzi nie z pierwszych szeregów. ;)”
      Ja też. Bardzo :)

      Samosiowe najistotniejsze, ale życia nie starczy na wszystko. Najpierw bym pewnie celowała jednak w Angelopoulosa, siedzieć i patrzeć, cóż, mnie pasuje.
      Fellini to nie do końca „moje” rejony.

  6. Logos Amicus

    „… to i tak poezja we wszystkim i każdemu jest potrzebna”

    Też chciałbym w to uwierzyć…

    A Twój tekst pamiętam.

    Ciekaw jestem, jak odbierzesz Angelopoulosa.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Już wierzysz. :)
      To działa jak niekontrolowana ekspansja płomieni wśród traw. Od razu.

      Angelopoulosa sporo już zobaczyłam. Lubię. Nie skomentuję mądrzej, bo jestem w fazie przepełnienia filmami.
      Już się nie będę usprawiedliwiać, ale siedzę po uszy w pewnym projekcie i nie mam czasu nosa poza to wyściubić. Na szczęście tylko do piątku.
      Tymczasem: pozdrawiam.:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s