szczególnie dwa

Wisława Szymborska, Wystarczy, Wydawnictwo a5, Kraków 2012.

O czym innym? Tylko o tym. Tomik Szymborskiej. Garstka wierszy, o których my wszyscy, którzy z niej jesteśmy, powiemy, że są o nas. (Mała próbka w komentarzach u Czary, tam również wiersz o „takich, którzy sprawniej wykonują życie”). A ja bym chciała o dwu innych wspomnieć.
O pierwszym, bo jest pochwałą tego, co nie zaistniało. O drugim, bo jest utkany z tautologii, których podszewką jest paradoks. Wypisz, wymaluj: to, w co wierzę.

Do własnego wiersza

W najlepszym razie
będziesz, mój wierszu, uważnie czytany,
komentowany i zapamiętany.

W gorszym przypadku
tylko przeczytany.

Trzecia możliwość –
wprawdzie napisany,
ale po chwili wrzucony do kosza.

Masz jeszcze czwarte wyjście  do wykorzystania –
znikniesz nienapisany,
z zadowoleniem mrucząc coś do siebie.

Ech, przewrotnie, pani Wisławo, przewrotnie! Najlepsza wersja jest na deser. Ten mruczący do siebie wiersz, niczym kot, co uśmiecha się pod wąsem… Dopukaj się do takiego! Powie ci, że „nie masz zmysłu udziału”, że wyobraźnia to za mało, że nie ma drzwi. I tyle.

Nienapisane teksty, niewypowiedziane słowa, myśli, które nie zdążą nabrać kształtu zanim coś je rozwieje… Wszelkie niedoistnienia nieskażone niedoskonałością trwania. Chodzi toto i mruczy zadowolone (z siebie) do siebie. Choć nam się zdaje, że przepadło…, że bez stempla narodzin nic nie jest ważne. Pomyłka wielka. Istnieje więcej niż się zdaje. 

Gdyby czytać ten wiersz przed zabraniem się do blogowania, blog by zeszczuplał znacząco.;)

***

Mój ulubiony wiersz: Wzajemność.

Są katalogi katalogów.
Są wiersze o wierszach.
Są sztuki o aktorach grane przez aktorów.
Listy z powodu listów.
Słowa służące objaśnianiu słów.
Mózgi zajęte studiowaniem mózgu. (…)
Zobaczone spojrzenia. (…)

Oczywiste oczywistości zagęszczone tak jakoś, że albo absurd albo nowy sens się z nich wyłania. To drugie.

Szymborska lubi wyliczanki (jak dobrze, że o poetach można ciągle mówić w czasie teraźniejszym!).
„Wolę kino. Wolę koty. Wolę dęby nad Wartą. Wolę Dickensa od Dostojewskiego. (…) Wolę śmieszność pisania wierszy od śmieszności ich niepisania”  (Możliwości).

„Obejrzałam się podobno z ciekawości. Ale prócz ciekawości mogłam mieć inne powody. Obejrzałam się z żalu (…), przez nieuwagę (…), z nagłej pewności, że…(…), …z trwogi…, …z gniewu…, z wszystkich podanych wyżej powodów” (Żona Lota).

Jakie dziwne te tautologie z Wzajemności: „sen, który budzi ze snu”, „wdech i wydech oddechu”. Najprostsza symetria, która niespodziewanie wpada w uskok i zaskakuje. Zadziwia. Oczywiście, zadziwiać można na różne sposoby: mówiąc lub robiąc rzeczy niestworzone, w stylu awangardowo-buńczucznym, z prawa na lewo, na skos. Ale zadziwienie pierwszorzędne (co do jakości) jest zawsze tam, gdzie prostota i nagość. Bez kamuflażu (ustrojeń poetyckich, na przykład).

Jaki jest efekt wzajemności, oprócz „zobaczonych spojrzeń” etc.? Taki, że zdarza się lustrzaność sensowna, ale na ogół to jednak nie.

I niechby bodaj od czasu do czasu
nienawiść nienawiści.

Potrzaski oczywistości są czasem zabawne. Vide: „mózg studiujący mózg” i „wiersze o wierszach”. Konieczne, ale trochę śmieszne. Jak gdyby coś się zawiesiło. Coś zostało przyłapane i nie sposób z tego wyrosnąć. Rysa na płycie i wymuszony refren:

Bo koniec końców
niewiedza niewiedzy
i ręce zatrudnione umywaniem rąk.

 

Advertisements

21 thoughts on “szczególnie dwa

  1. PawełW

    Jej wiersze, tak oszczędne w słowie i rytmie są dla mnie jak…. szlif jubilera, który surowy kamień dalikatnym ruchem zamienia w Klejnot. Dając mu od siebie tylko to co trzeba.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Jak najbardziej.:) Skojarzenie poezji z biżuterią jest mi bliskie. A prostota często tu i tam oznacza wyrafinowanie. Nie są to bynajmniej czeskie szkiełka. Klejnoty czystej wody.
      Choć – jak w każdym tomiku – są teksty bardziej i mniej poruszające. A tym razem sporo odsłon warsztatu, bo więcej stron z zapiskami niż samych wierszy. Żałuję, że nie dokończyła wiersza o Barańczaku.

  2. Ewa

    Przydałaby nam się na codzień choć odrobina ‚takiego rozumu’; dystansu, humoru i zwięzłości. Może zdarzy się któregoś dnia, choć odrobinka. W ogólnym kryzysie wartości, epidemii bezrefleksyjności – bardzo poszukiwane.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Ewo, wierzę, że się zdarza. Nie ma drugiej Szymborskiej. Ale przebłyski i odrobinki zdarzają się chyba każdemu. Z tego się rodzi zrozumienie dla tych bardziej trafnych (nawet albo zazwyczaj niewłasnych) przemyśleń. Humor, zwięzłość i dystans – bardzo dobrana triada.
      :)

  3. janek

    „Jaki jest efekt wzajemności, oprócz “zobaczonych spojrzeń” etc.? Taki, że zdarza się lustrzaność sensowna, ale na ogół to jednak nie.” A cóż to jest owa „lustrzaność sensowna” Tamaryszku? Bardzo tajemnicze. I byłby to jedyny efekt wzajemności zobaczonych spojrzeń? Co to czasem przytrafia się ale na ogół to jednak nie. To ostatnie stwierdzenie wyjątkowo mi przypadło do gustu. :)
    Przekora. Przekora Szymborskiej tak bardzo mi się podoba. Bo to przecież nie sprzeciw ani bunt wobec zastanego? Sądzę, (choć to wywrotowe może) że Kornel na skutek tej przekory się w niej zakochał. Ech, ona jest taka … magnetyczna …

    Odpowiedz
  4. czara

    Rysa na płycie? Lustrzaność sensowna? Tamaryszku, chyba będziesz musiała teraz napisać komentarz do komentarza ;)
    Żałuję tylko, że pojawiają się (…), bo ja właśnie umieram z ciekawości co jest między dwoma nawiasami. Jak się domyślasz, nowego tomiku nie posiadam, jeden wiersz, który zacytowałam skradłam z Sieci. Dziękuję zatem za miłosierdzie i podzielenie się z bliźnim ;)

    Odpowiedz
  5. janek

    No pięknie Czaro! Miałem to napisać na Twoim blogu ale skoro tu się przyznałaś: bo byłem w szoku jak zdobyłaś w Paryżu ten tomik, co o nim w dzień debiutu napisałaś! A Ty po prostu chciałaś być pierwsza. No tak, no tak. Wybaczam :))
    Czekamy na objaśnienia T. (uwielbiam Jej objaśnienia). Trzeba być naprawdę niezłym guru w blogosferze, żeby musieć nam maluczkim własne teksty wyłuszczać. T. specjalnie to robi, bo potem te komentarze – to są dopiero teksty! Że hej! :)

    Odpowiedz
  6. tamaryszek Autor wpisu

    Ja kupiłam, siostra kupiła, przyjaciółka kupiła… podarowała i znowu kupi. Tak więc, nawet jeśli upubliczniam, to zarazem namawiam do nabywania drogą kupna przy pierwszej nadarzającej się okazji.
    Nie mogę objaśniać Szymborskiej, bobym zarżnęła poezję. Jaki wiersz jest każdy widzi:

    Wzajemność

    Są katalogi katalogów.
    Są wiersze o wierszach.
    Są sztuki o aktorach grane przez aktorów.
    Listy z powodu listów.
    Słowa służące objaśnianiu słów.
    Mózgi zajęte studiowaniem mózgu.
    Są smutki zaraźliwe podobnie jak śmiech.
    Papiery pochodzące ze zbiórki papierów.
    Zobaczone spojrzenia.
    Przypadki odmieniane przez przypadki.
    Rzeki duże z pewnym udziałem niedużych.
    Lasy po same brzegi porośnięte lassem.
    Maszyny przeznaczone do wyrobu maszyn.
    Sny, które budzą nas ze snu.
    Zdrowie konieczne w powrocie do zdrowia.
    Schody na tyle w dół, na ile w górę.
    Okulary do szukania okularów.
    Wdech i wydech oddechu.
    I niechby bodaj od czasu do czasu
    nienawiść nienawiści.
    Bo koniec końców
    niewiedza niewiedzy
    i ręce zatrudnione umywaniem rąk.

    I kawałek innego, nie cały, tyle co na apetyt – nomen omen, bo o jedzeniu (Przymus):

    …a tam gdzie głód, tam koniec niewinności….(…)

    Zjadamy cudze życie, żeby żyć.
    Denat schabowy z nieboszczką kapustą.
    karta dań to nekrolog.

    ;)

    A propos magnetyzmu Szymborskiej – Janku, głowę daję, że nie jeden Kornel, choć on miał szczęście do wzajemności. Moglibyśmy opatentować Jej uśmiech, na zawsze go zapamiętam. Taki życzliwy i nieuchwytny zarazem. Bo to jest kategoria kobiet nie do pochwycenia, nie do zawłaszczenia, nie do rozszyfrowania raz na zawsze. Nawet jeśli wszystko, co powiedzą czy zrobią, będzie proste i zwyczajne. Ot.

    Odpowiedz
  7. tamaryszek Autor wpisu

    Ok, na wstępie mego listu witam.;) Wszyscy słyszeli już o zamieszaniu w sprawie Rusinkowego potępienia powyższych napoczęć? Jeśli nie, to: tu.

    Drugi wstęp to kopniak dla Janka, któremu się należy za ironiczne wpędzenie mnie pod ścianę i przyprawienie mi rogów/uszu czy innego przylepca człowieka, który musi sam siebie tłumaczyć i wyprostowywać, co zakałapućkał. Ok.

    Lustrzaność to taka gra w tautologię, gdzie słowa się sobie przyglądają i są prawie takie same, ale – jak w starych zagadkach typu „znajdź szczegół, którym się różnią” – w zasadzie są jednak inne, a nawet sobie przeczą.

    Bo co to jest: „zjadamy cudze życie, żeby żyć”, „ręce zatrudnione umywaniem rąk”, „sny, które budzą nas ze snów”…? „Nienawiść nienawiści” też właściwie nie lepsza. Bo wciąż jest nienawiścią, mimo słusznego obiektu inspiracji.
    Te gry słów wykręcają w mojej głowie hołubce. Możliwe, że tylko w mojej, nie wiem. Mowa o zabijaniu, mataczeniu, nienawiści i koszmarach.

    Nie tylko tak musi być, bo różne symetrie słowne mogą być całkiem zabawne.
    Niektóre są niezwykłe. Jak: śnić sny, skraplać łzy, czy niedoścignione „spostrzec spojrzenie”.
    Bo albo absurd albo nowa skóra z takiej gry się wyłania. Tak myślę. A „niewiedza niewiedzy” jest mi obca. Bo znam ten stan, bo „nie wiem” i tego się trzymam jak zbawiennej poręczy. I chyba na w pół świadomie panią Wisławę cytuję.

    Tylko żeby nie było, że ja objaśniam Szymborską! Należy ją czytać mniej dosłownie, lekko na palcach i bez dookreśleń. :)

    Odpowiedz
    1. janek

      Słusznie napisałaś: magnetyzm niepochwycenia i nierozszyfrowania jest elektryzujący! Na zawłaszczanie reaguję alergicznie. Niestety bywa, że „zjadamy cudze życie, żeby żyć”

    2. tamaryszek Autor wpisu

      Alergia na zawłaszczanie, niechęć do przynależności, podatność na magnetyzm, docenianie przekory… Bardzo pozytywne wibracje, Janku. :))

    3. janek

      Kopniaka przyjmuję z godnością, bom zasłużył. Bywa że i kopniak i ironia są nam potrzebne, żeby żyć. Chyba że chcesz mnie całkiem wykopać ze swojego bloga, to wtedy … będę się upierał przy swoim :).
      Tamaryszku, dla mnie nie tyle jest ważne co objaśniasz i czy w końcu tego dokonasz, co sposób i styl w jakim to robisz. Amen.

  8. namiot

    Ja też zwizualizowałam sobie nienapisany wiersz w formie kota :) Zapewne z powodu mruczenia.
    Piękna metafora – „potrzaski oczywistości”. Misternie zastawione. Tylko dać się złapać, a potem otrząsnąć. I wreszcie dopuścić do siebie zdumienie.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Namiot,
      mruczący, niezależny, chodzący własnymi ścieżkami kot. :)
      Masz rację, to jest takie wahadłowe: dać się zaskoczyć, potem uznać, że to absolutnie niepodważalne, wręcz oczywiste, potem znowu czary, otrząśnięcie…etc. A w międzyczasie trwać w zdumieniu. :)

  9. buksy

    Też już mam i świętuję 23 z Panią Wisławą. najbardziej jednak trafiony do mnie jest ten o sprawniejszych. Pewnie przez zadawnioną niechęć do wszelkich sprawności ;)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Buksy, a co Ty sądzisz o ty, co Marchew mówi? Tobie przeszkadza szperanie w notatkach czy Cię przyciąga?
      Ja też lubię wiersz Są tacy, którzy. Dla mnie to alibi dla moich niedostatecznych wyćwiczeń różnych (społecznych albo stadnych). ;)
      Wspomnianą niechęć rozumiem i podzielam!

  10. Marchew

    Rozbieranie Szymborskiej… Dobrze, że tego nie dożyła. Tak właśnie pomyślałam o udostępnionych w tomiku faksymilach jej wierszy.

    Ha, to dopiero gratka dobrać się do nobliwej Noblistki od kulis. Z krwiożerczą zachłannością rzuciłam się do tych pierwopisów i komentarzy, mając naiwną nadzieją, że znajdę tu przepis na Nobla ; ) Niestety, tajemnicę swojej kuchni Poetka zabrała na drugi brzeg. A mnie pozostało poczucie jakiegoś pogwałcenia. Bo jakoś wątpię, żeby Szymborska – wcielenie dyskrecji – życzyła sobie, aby taki pierwszy lepszy czytelnik jak ja grzebał w jej warsztatowych bebechach.

    Podobne uczucie poznawczego podniecenia, a zarazem niesmaku do siebie miałam przy lekturze listów Przybory i Osieckiej. Czytałam jeszcze ciepłe, ledwie co wyrwane spod sztancy drukarskiej, omdlewałam z zachwytu, ale z niesłabnącym poczuciem mojej osobistej niedyskrecji.

    Różewicz wydał „Płaskorzeźbę” dubeltowo: drukiem i z zamieszczonymi obok faksymilami. A Szymborska za życia tylko raz pokazała rękopis – na okładce „Chwili” jest fotka rękopisu wiersza „Wszystko”. No bo przecież „rękopiśmienny” „Zielnik” to tylko pomysł graficzny. Może się mylę. Może były inne rzeczy?

    Tak czy siak, rozsądź, drogi Tamaryszku – Królowo Subtelności – czy jest o co kruszyć kopię, czy nie zawracać gitary?

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Marchew,
      rozsądzam, że ani jedno, ani drugie. Istotne jest to, o czym piszesz. Też przeczytałam od deski do deski. Wierszy tak niewiele, że cenny każdy okruszek. Ale powiem Ci, że bez emocji, bez żądzy odkryć czytałam te niegotowe cząstki. Nie potrzebna mi analiza „w jaki sposób wiersz się staje”. Tego się nie wydedukuje (można co najwyżej coś „wydedukać”, a to nie to samo). Czy to nonszalancja, że uważam, iż nic nikomu do kolejności poprawek? Jaka tu może być reguła? Jest szukanie tego, co najwłaściwsze. Jak zaskoczy, znaczy, że jest gotowe i tyle. Wyobrażam sobie, że Szymborska nie była maniaczką poprawek i szlifowania w nieskończoność, że do głowy by jej nie przyszło (co typowe dla Krynickiego) zmienianie kształtu przy kolejnych wznowieniach.
      Faksymilia są sympatyczne. Drobne pismo… Wyobraziłam sobie, że byłoby niezwykle zabawne (nieprawdopodobne!), gdyby pismo Szymborskiej przypominało charakterem jakieś (dobrze mi z codzienności znane) kulfony, dysgraficzne zygzaki lub tłuste zaokrąglenia literkowych brzuszków.
      Faksymilie nie naruszają chyba niczego. Były wcześniej. Nie tak częste jak u innych, ale były. Dwukropek ma na okładce chyba rękopis ABC.
      Nic jej nie może zaszkodzić. Bo czy te „rozbebeszone” niedokończone wersje mają w sobie choćby cień niechlujstwa czy grafomanii? Są wariantywne i tyle. Ale na tym koniec. Wydawania innych zapisków prywatnych nie oczekuję.

      I sobie tylko zanucę na koniec (bo od kilku dni nie mogę się powstrzymać) refren z płyty Nord (Kapela ze Wsi Warszawa): „Oj musiałaś ty dziewce co umieć, że nie mogę o tobie zapomnieć/ Musiałaś ty dziewce co umieć/ że nie mogę o tobie zapomnieć…” ;)

  11. maria

    Ja fizyk z wykształcenia, umysł ścisły od urodzenia śledzę, czytam Wasze humanistów teksty i komentarze z wypiekami na twarzy, bijącym sercem i otwartą buzią. I już wiem co to jest tautologia i lustrzaność sensowna. I już wiem co to jest poezja, czytając wiersze pani Szymborskiej. Wiem ? Może bardziej czuję. Bo te moje ‚myśli, które nie zdążą nabrać kształtu , a już je coś rozwiewa…’

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Mario,
      poezja atakuje i fizyków. Co ja mówię! Fizyków i matematyków przede wszystkim! Więc miej się na baczności.;)
      Rozwianych a nieukształtowanych myśli się nie bój. Jakby co, to powrócą. Może w innej sukience.

      Przyznam się tylko, że „lustrzaność sensowna” to licentia poetica, sama wymyśliłam, bo tak czuję. Ale po szturmie dopukań Czary i Janka muszę ostrzec, że nie jest to weryfikowalny termin.:))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s