o niczym

Czytam książkę Sobolewskiego o Mironie. Mirończeje mi świat. I nie mój ci on, ale mnie zagarnia. Miron siedzi sobie w swoim mieszkaniu – na Placu Dąbrowskiego 7 albo na Lizbońskiej 2/62. Gdzie by nie było, wszędzie to samo. Wnęka, okna zamalowane na czarno (żeby dzień mógł być nocą, bo nocą jest dzień), tynk czarny od nikotynowego dymu, aniołki renesansowe lub cerkiewne obrazki, bogato w rupiecie, Miron w piżamie, goście przechodzą w te i we w te. Karteczki na drzwiach, czy można wejść, czy lepiej nie.

Wychodzę w ogród. Gdzie Mirona wcale nie ma. Są owoce. Letnia słodycz, cierpkość i soczystość. Wiśnie i porzeczki. Podobają mi się kolorystycznie. I to mi odpowiada, że są takie napięte, w swojej najlepszej fazie życia. Kuszące. Trochę udają co innego (np wiśnie się upodobniły do czereśni), ale są najprawdziwsze. Ok, żadnych pytań o prawdę i autentyczność, głupie pytania rozwiewa wiatr albo lepiej burza, ta nie przebiera, zmywa wszystko bezlitośnie (i litościwie zarazem).

Duże te zdjęcia, ale tekstu będzie mało, więc sobie nie żałuję. Wybrałam strategię fragmentu, czyli zamiast panoramy ogrodu – zbliżenia na roślinne byty. Dzwonki karpackie (w realu fioletowe, nie niebieskie) zawłaszczyły całe poletko. Gdyby nie to, że żal byłoby je przygnieść, można by w nie zanurkować. Nie. Lepiej nie deptać. Poniżej: połączenie ładnego z praktycznym, czyli cynie w koperku (lub odwrotnie).

Gladiola, a bardziej prozaicznie: mieczyk. Wybieram wersję śpiewną, choć pierwsze imię tego kwiatu, jakie pamiętam z dzieciństwa, to „gradiola” – twarda, trochę drabiniasta, rzeczowa. Wystarczyło zmienić głoskę, a zmienia się istota rzeczy.  A Szekspir mówił, że gdyby róża nazywała się inaczej, byłaby tym samym. No nie wiem.

Te kwiatki (z prawej) są niepozorne, takie z wiejskich ogródków, nie z kwiaciarni. Można oderwać pojedynczy kwiatek z kwiatostanu, odpowiednio nałożyć na palec i mamy to, co sugeruje potoczna nazwa: lwią paszczę.  Same dobre skojarzenia. I feeria kolorów.

Lawenda. Nie otaczam się jej zapachem, wystarczająco kojący jest wygląd. Ale prawda, że postać i zapach są tu dopasowane, naznaczone tą samą dystynkcją.

Poniżej. Margerytki! I paproć z biedronką. Owady niestety uczuć szczególnych nie budzą, ale ta zieleń, ta głupia jasna paprociowata zieleń jest niesamowicie optymistyczna.


Jest ogród realny. Jest ogród emocjonalny. Ten drugi może sobie istnieć niczym Ogród Pana Błyszczyńskiego, co go siłą swej wyobraźni „roznicestwił tak liściato” („Sam go wywiódł z nicości błyszczydłami swych oczu/ I utrwalił na podśnionej drzewom trawie”).

W Leśmianowskiej balladzie nad ogrodem krąży Bóg i popatruje, trochę zazdrości, przez moment słucha Błyszczyńskiego, a potem gdzieś odleciał i została po nim pustka. Nie zamierzałam, ale skoro się wprosił, niech mówi. Oto, jak z Bogiem gada twórca ogrodu:

„Był w zaświatach – sen i wicher i zaklętej burzy rozgruch!
                Boże, snów spełnionych już mi dziś nie ujmuj!
Jam te drzewa powcielał! To – mój zamysł i odruch…
Moje dziwy…Moje rosy…Dreszcz i znój mój!

Przebacz smutkom i widziadłom, nie znającym rodowodu,
                I opacznym kwiatom, com je snuł z niczego…
Moja wina! O, Boże, wejdź do mego ogrodu!
                Do ogrodu!…Do – mojego!… Do – mojego!…

 Wyznam Tobie całą zwiewność, całą gęstwę mojej wiary
                W życie zagrobowe kwiatów i motyli.
Wejdź do mego ogrodu! I cóż z tego, że czary!
                I cóż z tego, że ułuda nikłej chwili!…” 

A jeśli nie Błyszczyński to wymyślił (bo ogród trzeba było realnie pielęgnować), to może lepiej spojrzeć nań z lotu ptaka. Pod ręką mam zdjęcie (autor: Moja Siostra) samotnego boćka na skrzydle starego wiatraka. To Bocian-Hamlet. Niewykluczone, że zajrzał do ogrodu po sąsiedzku.

Advertisements

24 thoughts on “o niczym

  1. Chihiro

    Zapachniało mi ogrodami dzieciństwa, z mojego domu rodzinnego i domu dziadków… Latem zajadałam się owocami prosto z krzaków, kryłam z książką na drzewie lub siadywałam na kamiennych schodach, bo one jedyny utrzymywały chłód. Zbierałam z dziadkiem porzeczki na dżemy, szłam z kubkiem po obiedzie za dom, gdzie rosły maliny i w parę minut kubek był pełen. Wystarczyło tylko dodać śmietany i cukru i najpyszniejszy deser gotowy :)
    Łezka się w oku zakręciła, bo ogrodów już nie i dzieciństwa też nie.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Tak właśnie było. I nie sposób kupić takich malin (porzeczek, czereśni!, wiśni…) w żadnym sklepie, nawet u ulubionego Pana z warzywniaka po sąsiedzku.
      Ogród – jeśli jest (mój jest) – to się zmienia i trzeba wyłapywać to, co stare. Choć nowe czasem wkracza przyjaźnie.
      Ale dzieciństwo! Nie do odzyskania. Jesteśmy jak „wygnani z Raju”, za duzi, zanadto przykurzeni, za mocno poobijani i napatrzeni na inne widoki. Zazdrosne ogrody dzieciństwa nie lubią żadnych porównań, wolałyby być jedyne. Trudno więc się z nimi dogadać. :)

  2. Ewa

    Cudne to ‚o niczym’, aż mi przykurzone serducho podskoczyło radośnie.
    Jak byś tam jeszcze co w zanadrzu miała z tej samej serii – podziel się koniecznie :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Seria „o niczym”? Boję się takiej specjalizacji. Są tacy, co już teraz mi wmawiają, że powinnam recenzować książki telefoniczne i sprawdzać, czy rośnie sprzedaż. Ale to żartownisie są. Gdybym jednak zaczęła o niczym regularnie, to okazałoby się niebawem, że na niczym się znam, czyli nie znam się na niczym. Boję się tak prawdzie w oczy spojrzeć. ;)
      Moje serducho też właściwie podskakuje, ale z arytmią.;)
      Nie jest co prawda zakurzone, ale porysane jakieś, coś tam się odkleja, coś zagina. Jak stara wyklejanka. Powinnam poszukać aloesu. ;)

  3. the_book

    A może – „O wszystkim” – mikrokosmos (makrokosmos?!) owocowego dzieciństwa :) A ja właśnie w trakcie przeprowadzki i przed wielkim wydarzeniem jakim jest planowanie własnego ogrodu. Szczęściarz ten mój Synek – wszystko to jeszcze przed nim. On dopiero wkracza do raju (mam nadzieję):)

    Serdeczności :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Oj, Monia, Ty to szczęściara jesteś! już nie będę wyliczać dlaczego, bo sama (na szczęście) wiesz. :) Piotruś ma życie przed sobą! Może się dumnie do Mamy tulić, uśmiechać bezzębnie i mleczko „ulewać”. Wszystko i tak na pewno rozkoszne. Jeszcze trochę mu odpuść z literkami, same obrazki. Literki dopiero jak skończy pół roku. :))

      Przyjemnego obmyślania Raju! Róże powinny być. (U mnie pominięte). Reszta według uznania.

      Pozdrawiam!

    1. tamaryszek Autor wpisu

      Montgomerry:)
      dzięki za uśmiech. Mam nadzieję, że odwzajemniła Ci się jakaś cynia lub lwia paszcza (bezzębna jak Piotruś, patrz wyżej). Podpuszczanie… Tamaryszek mógłby wszystko opowiedzieć dygresjami, bo najbardziej nie lubi, gdy już widać prostą linię i nie ma szans na uskoki. Teraz czmychnęłam na grządki, na krzaki i drzewa. następnym razem wejdę do kryjówki kreta albo w mrowisko. Zrelacjonuję kształt korytarzy. Sądzę, że ten ważki temat znajdzie nabywców. :))

  4. janek

    No właśnie! Lubimy takie gadanie! Niby o niczym, a o wszystkim. O ważnym i mniej ważnym. O nas i nie o nas… Se potem jeszcze coś napiszę, bo mi paprotkowa biedronka drzemać nie daje :). Się zakolorowało! Prawdziwa tamaryszkowa feeeeria!

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Se potem napisz. Tylko żeby atrament nie był przezroczysty.;)
      Paproć właściwie trochę mi nie pasuje do pozostałych, bo to taki bzik entuzjazmu. Dorośli ludzie na widok tego typu zieleni szczypią się w rękę lub w ucho. ;) Zwłaszcza gdy nie noszą kolczyków…

  5. maria

    ‚I cóż z tego, że czary!I cóż z tego, że ułuda nikłej chwili! ‚ Takie właśnie są czary niezwykłego lata, którego mamy okazję znowu doświadczać. I te zapachy lata, które przywołują wspomnienia. Intensywny zapach kwitnącej lipy, siana, ale też leśnej, chłodnej wilgoci. Zapach maciejki, chłód i wieczorna rosa, a rano pocałunek gorącego powietrza i oślepiające słońce. Nawet wilgoć wiejskiego domu, to jedno z moich najpiękniejszych skojarzeń z beztroskimi wakacjami. Aż chciałoby się wołać: chwilo trwaj!

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      O, dziękuję Mario.:)
      Gdybym dysponowała funduszami, to zatrudniłabym Cię do puentowania moich postów. Zapomniałam chyba o zapachach. Aż nie do wiary, bo przecież wszystko wokół pachnie. Lipy rzeczywiście zaczynają rozsyłanie słodyczy – pewnie głównie do okolicznych pasiek, ale dostaje się też szczypta do nosów z sąsiedztwa. Chwilo trwaj! Chwilo mijaj… i nie rób nadziei na wieczność. Nadprogramowych życzeń w życiu nie spełniają.;)

  6. Ewa

    Lipy pachną! Macie dobrze w krainach, gdzie wegetacja daleko późniejsza niż we WRO.
    Ci co to ‚o książkach telefonicznych’ – to zwykli zawistnicy. Machaj, choćby łapką na muchy.
    Znasz ty się oj znasz, zdolniacho, nie kokietuj. I na dodatek nie strasz (z tym serduchem). Pozdr….

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      arytmię odwołuję, to tylko zachłyśnięcie i dezorientacja. Słowo „nic” ma przyszłość, zastanowię się, czy go nie badać głębiej. Odstrasza mnie tylko Wołodyjowski, bo gdy mówię „nic”, to słyszę jak on niczym echo wtóruje mi: „nic to!”. A jeśli dobrze pamiętam, mawiał tak, bo dla niego żyć czy nie żyć to był dylemat kosmicznie niedosięgły, jemu to rybka, tak czy siak. A ja jednak jestem bliżej mojego Bociana, ze wskazaniem na być.
      pa :)

  7. maria

    Cała przyjemność po mojej stronie:) Obym nie musiała dopłacać za możliwość odwiedzania Twojej strony:)
    Co do lata, to jestem w stanie udźwignąć nawet te nadprogramowe życzenia. Jestem jak bateria słoneczna, która działa tylko pod wpływem słońca. Z nostalgicznej, jesienno-zimowej Pani, latem zamieniam się w ekstremalnego sportowca z nadwyżką energii. Teraz nadrabiam wszelkie zaległości, bo wiem, że tego szczęścia nie można zgromadzić na resztę roku. Chwilo trwaj jak najdłużej.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Ekstremalnie? Ok, jutro wsiadam na rower. Bungee jest mi dostępne jedynie w wyobraźni. Ja się ładuję wtedy, gdy grzmi i leje. Słońce samo w sobie uznaję za lekko przereklamowane, ale w zaparte nie pójdę i przyznam, że jest życiodajne. Ekstremalnie nie mogę, za duży leń. Ale spróbuję iść za wzorem,:)

  8. janek

    Porzeczki zdecydowanie bardziej kuszące! Niż wiśnie. W wiśniach odbija się część ogrodu…jakaś ścieżka? Widać też chyba … tamaryszka. Zaznaczmy, że to para wiśni. Taka soczysta dwójka. Z czerwonych bardzo lubię również maliny. Bo może lubią na dziko chruśniakowo poróść? I znów Leśmiana by można przytoczyć :).
    Gladiola. Tutaj będę okrutny: zamienię głoskę i dodam inną, by otrzymać Guardiola. Niestety kocham również piłkę nożną i klub z Barcelony :).
    Ale ponieważ gladiola to mieczyk, jak napisałaś, niedaleko stąd mamy również do gladiatora :).
    I ta zieloność paprotkowa! No coś jest w niej magnetycznego i czarownego.
    Bociek, który na to wszystko patrzy z góry ma chyba najlepszy osąd. To raczej Don Kichot zaklęty, bo widziałaś kiedyś Hamleta stojącego na jednej nodze?:).

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      :)
      Faktycznie, na jednej chudej nodze może stać tylko Don Kichot.;) Dwie grubsze tuptają pod skrzydłami wiatraka i należą do Pansy, Sancho Pansy.
      Everybody loves Barça. Choć nie wiadomo, kogo kocha Guardiola…
      Tyle wiem, co mi przez ucho wleci, bo oglądam rzadziej niż słyszę.
      Wygląda na to, że gladiola budzi waleczne skojarzenia i chyba słusznie, jest bowiem kwiatem dumnym, „honornym” i ambitnym (nie ma żeby się ugiąć, owinąć, przycupnąć – albo w niebo, albo – po deszczu – na glebę).
      Powtarzam się, ale z paprocią mam stosunki ambiwalentne. Mówię do niej, że głupia się cieszy z niczego, bo co za powód do aż takiej zieloności? Ale poglądam, czasem wprost, a czasem chyłkiem.
      Chruśniak to akurat nie u mnie. Choć maliny, faktycznie, kuszą, wabią i pewnie najlepsze są w tym Leśmianowskim wydaniu.;) – z pajęczynką nieopodal, zardzawionym liściem, kosmatym żuczkiem etc.

  9. Ojtam

    Mała kompilacja z zagadką dla dociekliwych i z przymrużeniem ;) oka :

    W kolorach malwy i lawendy
    lato wkroczyło w ciepłą przestrzeń,
    pośród storczyków i ciemiężyc,
    jak długo potrwa, myśleć nie chcę.

    Piwonie kwitną, białe i różowe,
    A w środku każdej, jak w pachnącym dzbanie,
    Gromady żuczków prowadzą rozmowę,
    Bo kwiat jest dany żuczkom na mieszkanie.

    Posyłam gladiole – niech powiedzą one
    To, czego usta nie mówią stęsknione!
    Co w serca mego zostanie skrytości,
    Wiecznym oddźwiękiem żalu i miłości.

    A najbardziej podoba mi się bociek. Taki spokój Mazowieckiego z niego bije :))

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Oj,
      jeszcze ocieram łzę, jeszcze drobne napady chichotu powracają.:))))
      Rozpoznać nie umiem. Jedno z wcieleń pani Konopnickiej? Ale tamaryszek, „będąc dzieckiem”, takie wierszyki deklamował. Jak nie było chętnych do słuchania, to sobie po kątach recytował i przepowiadał. „Posyłam gladiole – niech powiedzą one/ To, czego usta nie mówią stęsknione!” Oj, da dana, Oj, Ojtam. Nie mogę! „Bo kwiat jest dany żuczkom na mieszkanie…” – :)))
      „…jak długo potrwa, myśleć nie chcę” – no widzisz, taki latowy wiersz, a tu ni stąd ni zowąd lęk przed przemijaniem. Choćby chodziło tylko (!) o przemijanie wakacji. „Posyłam gladiole…” :))), ja Ci też posyłam: lilije i nagietki (nie: nagniotki) i fioletową wykę ze zbóż, i modraczki ze dwa, garść rumianku… Ale najważniejsze te gladiole, bo one już resztę dopowiedzą. :))
      Oj.

  10. PawełW

    Kompilacja niezła: Miłosz, Asnyk….i Ewa Pilipczuk. Oczywiście kolejność odwrotna. Ale strofy pasują do siebie. Tak jak kwiaty w ogrodzie: niby różne ale razem tworzą coś co można nazwać ‚dobrym dźwiękiem… Tylko czasem chwast wybijając się ponad wprowadzi w harmonię dysonans.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Ja tu sobie chichoczę i z rymowanek się naśmiewam, a tu proszę: sam Noblista.
      Trzeba oddać honor Ojtam(owi), bo zgrabnie połączył czterech autorów. Ten czwarty, to on sam (gladiole zamiast „kwiatów”), więc nagrodę już sobie wybrał: zacne towarzystwo poetów.;) Ja myślałam, że Ojtam sobie żarty stroi. A on stroił, tylko inaczej.;)
      A teraz na zimne dmucham i zachodzę w głowę, czy fraza „Tylko czasem chwast wybijając się ponad/ wprowadzi w harmonię dysonans” nie jest przypadkiem ze Staffa. :)) Miłosza odszukałam: Przy piwoniach, z cyklu Świat (poema naiwne), szukałam w 1300-stronicowym tomisku Wierszy wszystkich. I myślę, że powinnam była rozpoznać po rytmie. Wiersz jest włożony pomiędzy słynną Przypowieść o maku a moje ulubione Miłoszowe: Wiarę, Nadzieję i Miłość. We wszystkich ta sama „naiwna” rytmizacja, prostota.

      „Dobry dźwięk” – symfonia ogrodowa. To ciekawe, bo ostatnio właśnie „bawiłam się” dźwiękowym odbiorem świata i takim wystawieniem słuchu na pierwszy front odbioru bodźców. Więc trafiłeś.;)
      Co do chwastów, to zależy, ile w nas praktycyzmu, ile zgody na to, co jest. Czasem nie wiadomo, co jest chwastem. Albo właśnie chwast budzi więcej zainteresowania niż klombowa piwonia. I co to znaczy dysonans? Harmonie przecież zawsze są chwiejne, zawsze in statu nascendi, więc bywa, że zakłócenie tworzy nową jakość.
      Pozdrawiam, Paweł, w twoim ogrodzie też pewnie niezłe ziółka się rozrosły.:)

  11. janek

    Kompilacja chyba niezła, odgadujący zaś to Mistrz! Jego puenta ładna, choć ja tych chwastów nie widzę, no może poza koperkiem :).
    Ale skomentować muszę ten śmiech chichotowy tamaryszka, no łkanie przecież prawie! Oj, cenna rzadkość. A wszystko przez wysłaną niewinnie gladiolę, co to usta ma zastąpić stęsknione. Zazdrość aż bierze człowieka na taki śmiech spontaniczny. To i ja posyłam, co mogę – naręcze maków polnych, bo czerwone!
    PS.
    Tamaryszek ma ubaw, to nie dziwota, bo trzech tenorów wzięło go w obroty :))

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Janku, maki dotarły, cudne, choć nietrwałe. Wszystkie czerwone, bez anomalii.:))
      Co do Tenorów, no tak, jesteśmy blisko sceny, więc można sobie bezpiecznie mrugać. Aria przednia.:)
      Tamaryszek może trochę ma ubaw, ale kwiaty przyjmuje ufnie i z wdzięcznością.:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s