Archiwum dnia: 8 Paźdź 2012

przez szkiełko

Grzegorz Miecugow, Szkiełko i wokół. Rozmawia Violetta Ozminkowski, Wydawnictwo Czerwone i Czarne 2012

Muszę na wstępie zrobić założenie. Jak w matematyce, gdy przeprowadzamy dowód i ustalamy dziedzinę – np. że nasze „x” należy do zbioru liczb rzeczywistych albo wymiernych etc. Tym samym zastrzegam sobie pewne pole rozważań, poza które nie wychodzę, bo tam moje spostrzeżenia mogą nie obowiązywać.

Założenie: do Grzegorza Miecugowa mam stosunek neutralny. Kojarzę go od zawsze, bo ma charakterystyczną twarz i rozpoznawalny głos. Nie śledzę jego poczynań (nie odbieram stacji TVN 24), a jego poglądy polityczne (jeśli jest dobrym dziennikarzem, to powinny być mocno ukryte) są mi tak samo obojętne jak to, czy w szkolnej stołówce będzie jutro pomidorowa czy kapuśniak – bo nie jadam. 

Przeczytałam wywiad-rzekę i poddałam się nastrojom. Najpierw uniósł mnie duch anegdoty. Później refleksji nad tym, jak to jest, że niektórym tak sprzyja wiatr i niesie ich (niby przypadkiem) tam, gdzie niejeden chciałby być. Wreszcie – powiało filozofią, spojrzenie na kosmos, uogólnione konkluzje na temat naszego hic et nunc, poczułam grozę nieogarniania celu, do którego zmierzamy. I to jest całkiem dużo jak na książkę w miękkiej okładce, bez pretensji do czegokolwiek, lekką, inteligentną, bez megalomanii.

Rzecz utkana z biografii, ale Miecugow jakby usuwa się w cień, dając pierwszeństwo ciekawym czasom i podglądowi znanych miejsc. Tym właśnie uzasadnia swoją zgodę na propozycję wywiadu: był w wielu kluczowych miejscach, a działo się to w znaczących czasach. I tak: najpierw Kraków (jest synem znanego dziennikarza i mieszkał na Krupniczej – w tym słynnym domu literatów), później Warszawa. Radio i telewizja, trochę prasa, trochę szkoła dziennikarska. Słynna radiowa Trójka, której szefuje przez 4 lata, narodziny komercyjnej stacji tv (z ambicjami, które później się rozwiały), tworzenie pierwszego w Polsce całodobowego kanału informacyjnego. Człowiek, który specjalizuje się w rozmowach – dumą napawa go program „Inny punkt widzenia”, ale prowadzi też (lepiej lub gorzej) „Szkiełko i oko”, gdzie rozmawia się spontanicznie i zależnie od impulsu widzów. 

Pierwsze: anegdotki

Dwie ulubione: o Szymborskiej i o wiadrze. 1) Było to w pamiętnym roku 1996, w roku katastrofy sztokholmskiej, która odmieniła los Poetki, czyniąc ją na wieki noblistką. Pani Wisława odpoczywa w Zakopanem. Na wieść o Noblu rygluje drzwi i chroni się przed nagabującymi jak może. Miecugow ma dyżur w telewizyjnym studio i chce namówić ją na rozmowę. Dzwoni. Recepcjonistka jak lwica chroni prywatności Szymborskiej. Miecugow prosi o przekazanie Poetce swego nazwiska. I rzeczywiście, to zadziałało. Byli sąsiadami na Krupniczej. Gorąca linia, będzie rozmowa, Miecugow podkręca głośniki, by koledzy słyszeli ustalenia co do ewentualnej rozmowy na wizji. Pani Wisława zaczyna prosto i zwyczajnie: – Grzesiu, a pamiętasz, jak mi nasikałeś na kanapę? – Pani Wisławo, nie pamiętam, ale czy może Pani… Mogła.

2) Ta historia zdarzyła się wcześniej. W powietrzu wisiała rewolucja. Coś się stać miało i niebawem się stało. Był koniec lat 70. Miecugow pracuje w radiu, razem z Kasandrą, panią Solecką.

„W kraju już było czuć pewien rodzaj dziwnego marazmu. Pewnego dnia pani Solecka powiedziała mi: «Panie Grzegorzu, idą straszne czasy, zobaczy pan, że za chwileczkę niczego nie będzie w sklepach, nawet wiadra». Dopadła mnie taka absurdalna wizja, że nawet wiadra nie będzie można kupić…”

Drugie: wiatr w żagle

Dlaczego właśnie Miecugowem tak kieruje Palec Boży (?!), że Mrożek stawia mu kolację w Paryżu (G.M. był wówczas studentem), Iredyński zaprasza do domu i udziela rad, jak pisać słuchowiska, Szymborska nie odmawia, Lem udziela odpowiedzi na pytanie, czy wierzy w Boga, a prezes Walter namaszcza zaufaniem. Jasne, że wyżej wymienione fuksy są różnej wartości dla różnych ludzi. Niemniej jednak… takie sytuacje to ja poproszę: idzie Miecugow warszawską ulicą, jest bez pracy, koleżanka pyta go „co i jak”, on mówi, że „nijak” i słyszy: „To przyjdź do nas, do radia, akurat rozglądamy się za nowymi głosami”

I teraz właśnie przypomnę poczynione założenie, że nie wnikam w roztrząsanie tego, co mi niedostępne. Bo może raz był to czysty przypadek, raz czyjaś rekomendacja, innym razem czyjaś wpływowość lub uległość. A co mi tam. Mnie interesuje taki fenomen, który w Miecugowie dostrzegam. Bycie podatnym na ruch wiatru, ustawianie żagli tak, by wiatr nas niósł. Drugorzędną sprawą jest sam talent, inteligencja, super umiejętności. Miecugow u początku swej radiowej kariery miał duże problemy z uzyskaniem karty radiowca (dykcja), żadnego pojęcia o montażu, lęk przed wystąpieniem na żywo. Okoliczności wyposażyły go w doświadczenie, dały pewność i odwagę tworzenia.

Ale myślę, że kluczowe są dwie cechy: otwarcie na nowe doświadczenia i własna inicjatywa. Bohater książki ma na swym koncie sporo ugrzęźnięć, co to by się nie zdarzyły, gdyby trzymał się sztampy. Choćby epizod ciężkiej fizycznej harówki na saksach w Wiedniu albo zupełnie z czapy – prowadzenie Big Brothera. Do kategorii „własnej inicjatywy”, czyli działań spoza głównego zawodowego nurtu, wrzucam pisanie radiowych monologów, słuchowisk, wydanie powieści (Przypadek – maj 2012). Te cechy to są napędzacze szczęśliwego trafu. Kto nie strzela, ten nie trafia.

Trzecie: filozoficzne zwątpienia 

Oszołomiły mnie dywagacje kosmiczne. Fascynacja ks. Michałem Hellerem – jeśli to komuś coś mówi. Ja co prawda nie potrafię na tym poziomie dyskutować, ale szacunek dla Hellera mam i stawiam go w jednym rzędzie z Tischnerem jako niezależną, głęboką, filozoficzną, a więc niezwykle rzadko spotykaną siłę umysłu w polskim kościele. I to że kojarzę, ustawia mnie w jakiejś niszy, do wielu innych nisz nie należę. Istnieją już tylko nisze, luźno rozrzucone zbiory ludzi posługujących się określonym kodem czy kanonem. Może niech Miecugow wyjaśni:

„Mamy coraz mniej wspólnej przestrzeni, w której możemy się dogadać. Myślę, że to się dzieje w całej naszej cywilizacji. Jeszcze dwadzieścia lat temu oglądaliśmy to samo, czytaliśmy podobne książki. Kiedy teraz mówię kolegom, że się cieszę, bo mam szansę porozmawiać z księdzem Michałem Hellerem, to okazuje się, że co drugi z nich nie słyszał o Hellerze. A z kolei kiedy pada nazwisko Lady Gagi, ja im mówię, że nie kojarzę jej z twarzy. Znam tylko zbitkę słowną: Lady Gaga. Moi studenci nic nie wiedzą o Zbyszku Cybulskim, nie wiedzą, kim była Brigitte Bardot. Oni się urodzili w 1991 roku. Skąd mają ją znać? W tym rozpadającym się starym świecie zostaje coraz mniej miejsca na tradycję, na ciągłość. Nie mówię jednak, że to źle, że stary świat się rozpada. Młodzi żyją w coraz bardziej pokawałkowanej rzeczywistości, w której jednak potrafią się zwołać, jak coś im zagraża”. 

W prasie najgłośniej komentowano to, że Miecugow bez pardonu mówi o stabloidyzowanym widzu, który domaga się papki, więc ją dostaje. Jajko było najpierw czy kura? Telewizja wychowała sobie widza, serwując tanią rozrywkę, czy widz pilotem zagłosował na te programy, które go bawią i „rozrywają”? Takie i inne rozmyślania zagęszczają się w ostatnich rozdziałach, więc gdy kończę lekturę, lekkość anegdot jest już wspomnieniem i myślę, że  w dziwną stronę świat zmierza. I nie da się kijem rzeki zawrócić, ale może warto spróbować jakiegoś niezależnego albo przynajmniej świadomego dryfu lekko pod prąd?