przez szkiełko

Grzegorz Miecugow, Szkiełko i wokół. Rozmawia Violetta Ozminkowski, Wydawnictwo Czerwone i Czarne 2012

Muszę na wstępie zrobić założenie. Jak w matematyce, gdy przeprowadzamy dowód i ustalamy dziedzinę – np. że nasze „x” należy do zbioru liczb rzeczywistych albo wymiernych etc. Tym samym zastrzegam sobie pewne pole rozważań, poza które nie wychodzę, bo tam moje spostrzeżenia mogą nie obowiązywać.

Założenie: do Grzegorza Miecugowa mam stosunek neutralny. Kojarzę go od zawsze, bo ma charakterystyczną twarz i rozpoznawalny głos. Nie śledzę jego poczynań (nie odbieram stacji TVN 24), a jego poglądy polityczne (jeśli jest dobrym dziennikarzem, to powinny być mocno ukryte) są mi tak samo obojętne jak to, czy w szkolnej stołówce będzie jutro pomidorowa czy kapuśniak – bo nie jadam. 

Przeczytałam wywiad-rzekę i poddałam się nastrojom. Najpierw uniósł mnie duch anegdoty. Później refleksji nad tym, jak to jest, że niektórym tak sprzyja wiatr i niesie ich (niby przypadkiem) tam, gdzie niejeden chciałby być. Wreszcie – powiało filozofią, spojrzenie na kosmos, uogólnione konkluzje na temat naszego hic et nunc, poczułam grozę nieogarniania celu, do którego zmierzamy. I to jest całkiem dużo jak na książkę w miękkiej okładce, bez pretensji do czegokolwiek, lekką, inteligentną, bez megalomanii.

Rzecz utkana z biografii, ale Miecugow jakby usuwa się w cień, dając pierwszeństwo ciekawym czasom i podglądowi znanych miejsc. Tym właśnie uzasadnia swoją zgodę na propozycję wywiadu: był w wielu kluczowych miejscach, a działo się to w znaczących czasach. I tak: najpierw Kraków (jest synem znanego dziennikarza i mieszkał na Krupniczej – w tym słynnym domu literatów), później Warszawa. Radio i telewizja, trochę prasa, trochę szkoła dziennikarska. Słynna radiowa Trójka, której szefuje przez 4 lata, narodziny komercyjnej stacji tv (z ambicjami, które później się rozwiały), tworzenie pierwszego w Polsce całodobowego kanału informacyjnego. Człowiek, który specjalizuje się w rozmowach – dumą napawa go program „Inny punkt widzenia”, ale prowadzi też (lepiej lub gorzej) „Szkiełko i oko”, gdzie rozmawia się spontanicznie i zależnie od impulsu widzów. 

Pierwsze: anegdotki

Dwie ulubione: o Szymborskiej i o wiadrze. 1) Było to w pamiętnym roku 1996, w roku katastrofy sztokholmskiej, która odmieniła los Poetki, czyniąc ją na wieki noblistką. Pani Wisława odpoczywa w Zakopanem. Na wieść o Noblu rygluje drzwi i chroni się przed nagabującymi jak może. Miecugow ma dyżur w telewizyjnym studio i chce namówić ją na rozmowę. Dzwoni. Recepcjonistka jak lwica chroni prywatności Szymborskiej. Miecugow prosi o przekazanie Poetce swego nazwiska. I rzeczywiście, to zadziałało. Byli sąsiadami na Krupniczej. Gorąca linia, będzie rozmowa, Miecugow podkręca głośniki, by koledzy słyszeli ustalenia co do ewentualnej rozmowy na wizji. Pani Wisława zaczyna prosto i zwyczajnie: – Grzesiu, a pamiętasz, jak mi nasikałeś na kanapę? – Pani Wisławo, nie pamiętam, ale czy może Pani… Mogła.

2) Ta historia zdarzyła się wcześniej. W powietrzu wisiała rewolucja. Coś się stać miało i niebawem się stało. Był koniec lat 70. Miecugow pracuje w radiu, razem z Kasandrą, panią Solecką.

„W kraju już było czuć pewien rodzaj dziwnego marazmu. Pewnego dnia pani Solecka powiedziała mi: «Panie Grzegorzu, idą straszne czasy, zobaczy pan, że za chwileczkę niczego nie będzie w sklepach, nawet wiadra». Dopadła mnie taka absurdalna wizja, że nawet wiadra nie będzie można kupić…”

Drugie: wiatr w żagle

Dlaczego właśnie Miecugowem tak kieruje Palec Boży (?!), że Mrożek stawia mu kolację w Paryżu (G.M. był wówczas studentem), Iredyński zaprasza do domu i udziela rad, jak pisać słuchowiska, Szymborska nie odmawia, Lem udziela odpowiedzi na pytanie, czy wierzy w Boga, a prezes Walter namaszcza zaufaniem. Jasne, że wyżej wymienione fuksy są różnej wartości dla różnych ludzi. Niemniej jednak… takie sytuacje to ja poproszę: idzie Miecugow warszawską ulicą, jest bez pracy, koleżanka pyta go „co i jak”, on mówi, że „nijak” i słyszy: „To przyjdź do nas, do radia, akurat rozglądamy się za nowymi głosami”

I teraz właśnie przypomnę poczynione założenie, że nie wnikam w roztrząsanie tego, co mi niedostępne. Bo może raz był to czysty przypadek, raz czyjaś rekomendacja, innym razem czyjaś wpływowość lub uległość. A co mi tam. Mnie interesuje taki fenomen, który w Miecugowie dostrzegam. Bycie podatnym na ruch wiatru, ustawianie żagli tak, by wiatr nas niósł. Drugorzędną sprawą jest sam talent, inteligencja, super umiejętności. Miecugow u początku swej radiowej kariery miał duże problemy z uzyskaniem karty radiowca (dykcja), żadnego pojęcia o montażu, lęk przed wystąpieniem na żywo. Okoliczności wyposażyły go w doświadczenie, dały pewność i odwagę tworzenia.

Ale myślę, że kluczowe są dwie cechy: otwarcie na nowe doświadczenia i własna inicjatywa. Bohater książki ma na swym koncie sporo ugrzęźnięć, co to by się nie zdarzyły, gdyby trzymał się sztampy. Choćby epizod ciężkiej fizycznej harówki na saksach w Wiedniu albo zupełnie z czapy – prowadzenie Big Brothera. Do kategorii „własnej inicjatywy”, czyli działań spoza głównego zawodowego nurtu, wrzucam pisanie radiowych monologów, słuchowisk, wydanie powieści (Przypadek – maj 2012). Te cechy to są napędzacze szczęśliwego trafu. Kto nie strzela, ten nie trafia.

Trzecie: filozoficzne zwątpienia 

Oszołomiły mnie dywagacje kosmiczne. Fascynacja ks. Michałem Hellerem – jeśli to komuś coś mówi. Ja co prawda nie potrafię na tym poziomie dyskutować, ale szacunek dla Hellera mam i stawiam go w jednym rzędzie z Tischnerem jako niezależną, głęboką, filozoficzną, a więc niezwykle rzadko spotykaną siłę umysłu w polskim kościele. I to że kojarzę, ustawia mnie w jakiejś niszy, do wielu innych nisz nie należę. Istnieją już tylko nisze, luźno rozrzucone zbiory ludzi posługujących się określonym kodem czy kanonem. Może niech Miecugow wyjaśni:

„Mamy coraz mniej wspólnej przestrzeni, w której możemy się dogadać. Myślę, że to się dzieje w całej naszej cywilizacji. Jeszcze dwadzieścia lat temu oglądaliśmy to samo, czytaliśmy podobne książki. Kiedy teraz mówię kolegom, że się cieszę, bo mam szansę porozmawiać z księdzem Michałem Hellerem, to okazuje się, że co drugi z nich nie słyszał o Hellerze. A z kolei kiedy pada nazwisko Lady Gagi, ja im mówię, że nie kojarzę jej z twarzy. Znam tylko zbitkę słowną: Lady Gaga. Moi studenci nic nie wiedzą o Zbyszku Cybulskim, nie wiedzą, kim była Brigitte Bardot. Oni się urodzili w 1991 roku. Skąd mają ją znać? W tym rozpadającym się starym świecie zostaje coraz mniej miejsca na tradycję, na ciągłość. Nie mówię jednak, że to źle, że stary świat się rozpada. Młodzi żyją w coraz bardziej pokawałkowanej rzeczywistości, w której jednak potrafią się zwołać, jak coś im zagraża”. 

W prasie najgłośniej komentowano to, że Miecugow bez pardonu mówi o stabloidyzowanym widzu, który domaga się papki, więc ją dostaje. Jajko było najpierw czy kura? Telewizja wychowała sobie widza, serwując tanią rozrywkę, czy widz pilotem zagłosował na te programy, które go bawią i „rozrywają”? Takie i inne rozmyślania zagęszczają się w ostatnich rozdziałach, więc gdy kończę lekturę, lekkość anegdot jest już wspomnieniem i myślę, że  w dziwną stronę świat zmierza. I nie da się kijem rzeki zawrócić, ale może warto spróbować jakiegoś niezależnego albo przynajmniej świadomego dryfu lekko pod prąd?

Reklamy

13 thoughts on “przez szkiełko

  1. szwedzkiereminiscencje

    o ile pamietam studiowal filozofie? poznalam go w harcerstwie, podobnie jak jego siostre. pamietam jak w drodze na turbacz robil zdjecie swoim rekawiczkom, poniewaz programowo nie chcial „robic zdjec banalnych”

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Tak, to tenże. Wspominał, że ma siostrę, która kiedyś była od niego ciut starsza, a teraz jest kilka lat młodsza. To normalne zresztą. Miecugow to chyba niezłe ziółko, ale też przed tym zielarskim wizerunkiem nie ucieka – są takie różne nietypowe odsłony, a to jak dziewictwo stracił, a to jak się od hazardu uzależnił. No tak, jak w tego typu książkach. Rozmowa toczy się sprawnie i przukuwa uwagę, przynajmniej moją. A ja nie czytałam ze względu na autora, raczej na kuluarową odsłonę mediów. Dla Ciebie chyba sporo smaczków krakowskich. :)
      Ojej, te zdjęcia rękawiczek… Już sobie wyobrażam reakcje współtowarzyszy (rozweselenie i zmęczenie kabotyństwem – tak?)

  2. szwedzkiereminiscencje

    wiesz co, oni to mieli od razu staus VIP-ów, nawet w harcerstwie. ale tacy byli bladzi i niesmiali (poza tym sporo starsi), ze az sie zdziwilam karierze medialnej grzeska. poza tym nienajlepiej jezdzil na nartach, a to sie wtedy liczylo ;-)

    natomiast ksiazki nie czytalam (wiec moze nie powinnam zabierac glosu?) – chetnie zglebie, zwlaszcza pzrez te krakowskie smaczki. dziekuje za tips!

    Odpowiedz
  3. Chihiro

    Tamaryszku, proszę, rozwiej moje wątpliwości – czy w książce naprawdę pojawił się cytat z Bardot z błędnie napisanym jej imieniem? Bridget (z angielska) zamiast Brigitte?

    Miecugowa ledwie kojarzę, jak i wielu polskich dziennikarzy, bo jakoś nigdy nie przesiadywałam przed telewizorem, radia słuchałam mało i pewnie podobnie jak Ty nie śledzę plotek kto z kim, gdzie, co i dlaczego – często dziś w Polsce dziennikarze stają się celebrytami i więcej wiadomo o ich życiu prywatnym i poglądach na wszystkie sprawy świata niż o ich osiągnięciach zawodowych. Ale z przyjemnością przeczytałam Twoją recenzję książki. Lubię takie postawy jak ta, o której napisałaś odnośnie autora – otwartość na świat, na to, co przynosi los i umiejętność podejmowania wyzwań, a tym samym brak lęku przed porażkami i błędami. Sama bym chciała tak umieć i mieć więcej tej pewności siebie, którą – po Twoim tekście – widzę u Miecugowa.

    Odnośnie wspólnej przestrzeni to nie do końca tak jest, moim zdaniem, jak on pisze. Otworzył się świat, poszerzył i zarazem zmniejszył dzięki internetowi i swobodniejszemu przepływowi informacji. Dziś wiemy więcej o tym, czym się interesują ludzie w Japonii, jak żyją w Indiach, z jakimi problemami borykają się mieszkańcy Egiptu. Kiedyś to była egzotyka, tylko nieliczni mieli o tym jakiekolwiek pojęcie. Przestrzeń wspólna ograniczała się do Zachodu, dziś nie tylko cywilizacja i kultura Zachodu się liczy. To po pierwsze, a po drugie, jak pisał Amin Maalouf w książce „On Identity” w dzisiejszych czasach przestrzeń wspólna jest pojmowana horyzontalnie, a nie wertykalnie. Dawniej znajdowaliśmy język wspólny z naszymi rodzicami i dziadkami łatwiej. Dziś więcej wspólnego mamy z ludźmi w tym samym wieku z całego świata niż z rodzicami i dziadkami pochodzącymi z tej samej kultury. Ja w tym widzę dużo prawdy. Przepaście pokoleniowe są duże, oczywiście w pewnych kulturach większe, w innych mniejsze, ale są zauważalne dziś bardziej niż kilkadziesiąt lat temu, tak mi się czasem wydaje. Ale ludzie potrafią się jednoczyć, ich pojęcie rzeczywistości nie jest rozkawałkowane, wręcz przeciwnie – dziś jest bardziej spójne niż kiedykolwiek, po częście właśnie dzięki internetowi, stanowiącemu most między kulturami, ponad granicami państwowymi. Za dowód niech posłuży Wiosna Arabska albo w ogóle koncept Unii Europejskiej, dzięki któremu Europa jawi się jako całość. Dziś bardziej postrzegamy świat jako wspólną ziemię, wspólną kulturę, a nie dzielimy tak jak np. w Polsce w latach 70. na „nas” i „ich”. To właśnie było rozkawałkowanie.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Mea culpa! I cały dzień wisiała ta nieszczęsna Bridget! Chyba sama wystąpiłam w roli ofiary przerwanej ciągłości. ;) Wydawnictwo Czerwone i Czarne jest tu Bogu ducha winne, czyli niewinne.
      A mnie ogarnęła „pomroczność jasna”, bo przecież wiem, co to bardotka i samą Brigitte też kojarzę, choć nie z filmów.

      Pierwsze: co do odwagi nowych doświadczeń, piszę o tym, bo we mnie samej jest niedobór tej cechy. Niby świetnie wiem, że porażki i złe wybory nie są ostateczne, że uczą i dają kopa, ale naturę mam dużo bardziej ostrożną. Może dzięki temu nie wciągnie mnie blackjack ni ruletka, ale coś za coś.

      Drugie: to jest fenomenalne rozróżnienie – jedność horyzontalna zamiast ciągłości historycznej, pokoleniowej, czyli wertykalnej. Teza, nad którą można pomyśleć. Miecugow – co widać też w cytacie – nie postrzega tego katastroficznie, ta nowa jakość może się obroni. Za wcześnie, by diagnozować. Dla mnie świat z osłabioną (bo za mocne byłoby określenie: zerwaną) ciągłością historyczną jest odczuwalnie niekomfortowy. Każdy czegoś tam nie zna, czegoś nie ogarnia, nie kojarzy – ale nadszedł chyba czas, że można się tego nie wstydzić. I to jest duża zmiana jakościowa. Doprecyzuję: jeśli ktoś nie zna pisarzy sprzed trzech dekad, ale zna współczesnych z innych kręgów kulturowych – to mamy po prostu ciekawe przesunięcie. A jeśli niewiedza nie zawstydza i niczym nie jest zastąpiona, to ta dziura jest „niehalo”.

      Przepaście pokoleniowe… To działa według reguł postępu geometrycznego! Każdy kolejny rocznik, to już inne pokolenie, na innych gadżetach wychowane. Trochę przesadzam, ale ja obserwuję te zmiany na „grupie badawczej” w wieku od 14-19 lat.
      A poza wszystkim, Chihiro, Ty jesteś żywym dowodem na ciągłość i na rozległość. Więc nie ma co marudzić. Pozdrawiam!

  4. janek

    Ooo, super! Zacząłem czytać notkę i się zastanawiałem, czy wspomnisz o Hellerze? Bo „twarz” Miecugowa tak naprawdę odkryłem po cyklu wywiadów z tym Jegomościem z Tarnowa. Nie wszystko rozumiałem, ale ta rozmowa!! Heller to instytucja, ale nie o nim. Miecugow zaś to postać medialna, znana (o ile ktoś ma TVN24 :)). Moim zdaniem umiejętnie nie afiszuje się swoimi poglądami politycznymi, ma klasę dziennikarską i uwrażliwienie na otaczającą rzeczywistość. To że jest, czy był ziółkiem, traktowałbym jako walor :). Świetna ta anegdota z Szymborską! Ech, szkoda tej jej bezpośredniości … I nie tylko.
    Bez zbytecznych achów, ale pozytywnie oceniam ten jego sposób na dziennikarstwo. Bo wydaje się, że ma pewien styl i chyba kiedyś będzie się mówić o „szkole Miecugowa”.
    Zgadzam się z tą jego diagnozą dotyczącą kurczenia się tzw. przestrzeni wspólnej. Prawdopodobnie to wynik galopującego rozwoju cywilizacji w ostatnich dekadach. Internet paradoksalnie mógłby być dobrym medium w lepszym dogadywaniu się pokoleń – ale nie jest. Bo czego innego w Internecie szukają młodzi, a czego innego starsi :).

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      :) Ciekawych ludzi można w Tarnowie spotkać! :)
      Sprawdzę na YouTube czy te rozmowy są dostępne. Za Hellerem nie nadążam. A kosmiczne zainteresowania Miecugowa zaimponowały mi. Podobnie jak estyma, z jaką mówi o Lemie.

      Jeszcze nawiążę do tego, co Chihiro mówi o nowej jakości społecznych więzi. To po prostu nadchodzi „nowe”. Nie tyle upadek czy rozwój, co nowa rzeczywistość. Rozmiary bloga są za małe, by tak uniwersytecko się z tematem mierzyć, więc skwituję, że w ciekawych czasach żyjemy. I że to kiedyś brzmiało jak przekleństwo, ale przecież niekoniecznie.;)

      Ja bym nie chciała być zależna od przynależności pokoleniowej. Ale mam sposób: wampiryczne podkradanie energii małolatom. Póki co: niekaralne.

    2. Chihiro

      Nie przejmuj się „Brigitte” – i tak też myślę, że z pewnością masz o wiele większe pojęcie o dokonaniach filmowych (i nie tylko) Bardotki niż wiele współczesnych nastolatek; obawiam się, że wielu dziewczynom „bardotka” kojarzy się głównie z typem stanika :)
      A w jednej z tokijskich księgarni zauważyłam ciekawy kwartalnik – co trzy miesiące publikują numer poświęcony innej gwieździe kina/muzyki i jej stylowi, kilka zaległych numerów jest w sprzedaży. Mamy Audrey Hepburn, Jane Birkin, Kirsten Dunst, jest i Brigitte Bardot :)

      Pierwsze: Wiesz, myślę, że odwagi Ci nie brakuje, ale może chodzi o inne kwestie. Na pewno odważnie podchodzisz do nowych wyzwań w sztuce filmowej (pamiętam, jak gwałtownie i z szerokimi ramionach przyjęłaś kino tureckie), odwagi też nie można odmówić Ci w stawianiu wyzwań młodzieży, którą uczysz. Odważnie podchodzisz do książek, ja to widzę. I do sztuki myślenia. A blackjack czy ruletka… Na co to komu? Więcej szkody niż pożytku z hazardu.

      Drugie: Zgadzam się, to obserwujemy nową jakość. Osobiście przyzwyczaiłam się do osłabionej ciągłości historycznej. Co chcę i mogę nadrabiać, to nadrabiam (np. ostatnio serial „Alternatywy 4”, też ważny element kultury, który mnie jakoś do tej pory ominął), ale zawsze będą luki. Człowiek uczy się przez całe życie, przez całe życie poznaje nowe i stare aspekty kultury, dowiaduje się o wydarzeniach historycznych, których nie przerabiał na lekcjach historii, poszerza wiedzę z geografii… I to jest wspaniałe, że edukacja nie kończy się w szkole, choć smutne, że niektórzy prześlizgują się przez lata szkolne zaledwie liznąwszy wiedzy.
      Odnośnie braku wstydu z powodu niewiedzy to mam mieszane uczucia. Jakoś zwykło się stawiać nauki humanistycznej wyżej w hierarchii, w tym sensie, że jak ktoś nie czytał „Zbrodni i kary” i myli mu się Mickiewicz ze Słowackim to jest to straszna zbrodnia, ale jeśli ktoś z matematyki zatrzymał się na poziomie szkoły podstawowej i nie pamięta żadnego wzoru z fizyki, to jest w porządku. Kiedyś sama uważałam, że co jak co, ale trzeba umieć przypisać pisarzy do epok, trzeba umieć przypisać malarzy do najsłynniejszych obrazów, trzeba znać stolice krajów europejskich i nie tylko… Ale z nauk ścisłych to nie wstyd przyznać, że się nic nie wie. Teraz mi się to zmienia i zawstydza mnie moja niewiedza z tych nauk. Czytałam dziś artykuł o tegorocznych noblistach z fizyki i dotarło do mnie, że nie bardzo rozumiem, co czytam. I przerażająco smutno mi się zrobiło.
      Więc zbyt pozytywnie mnie oceniasz, ale dziękuję mimo wszystko :) I ciepło pozdrawiam!

    3. tamaryszek Autor wpisu

      Tak, muszę się uszczypnąć, by nie odpowiedzieć komplementem. Nie mógłby zaszkodzić, ale skoro mówimy o przerywaniu ciągłości, to powstrzymam się od dłuższej wypowiedzi i przytaknięć. Daje mi do myślenia Twój przykład z fizyką. Wielu z nas zalicza się do totalnych ignorantów z tej dziedziny. A mimo to nie było wiele rumieńców i zawstydzeń. Myślę, że nawet jeśli literatura poda siostrzaną dłoń fizyce, to nie trzeba rozdzierać szat, bo zawsze będą ci, którzy wiedzą obok tych, którzy nie wiedzą nic. A może masz rację i w tym, że to nie jest najważniejsze, by znać wszystko, co „wypada”. Każdy ma przecież straszne luki i nieciągłości.

      A jednak powiem Ci, że właśnie bardzo deceniam, że smutno Ci się zrobiło, gdy zrozumiałaś, że nie znasz języka fizyki. :))

  5. czara

    O rety, przeczytałam „Szkiełko i w oko”… Niefortunny tytuł. A potem załamałam się po przeczytaniu całości. Nie znam ani Hellera, ani nie kojarzę twarzy Lady Gagi. Czyli jak zwykle – jestem „ani ani”.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Jest takie przysłowie wśród pszczół rozpowszechnione: kto szkłem walczy, ten od szkiełka ginie;albo inne: wykol szkliste oko a zobaczysz. Na pewno inne też są.

      Możesz być ani-ani, bo to nie jest dzieło pomnikowe. Dostałam powiadomienie, że koszyczek z Nic nie oprze się nocy już się zapełnił. Nabędę w przedsprzedaży. Czołem!

  6. ZygmuntMolikEWA

    … „Miecugow jakby usuwa się w cień, dając pierwszeństwo ciekawym czasom i podglądowi znanych miejsc” – to zdanie, zdawało mi się, nieźle go definiuje.
    Ale teraz, gdy zdarzyło mu się wygłosić ‚obrazoburczą’ tezę, która tobie ‚t’ kojarzy się i z jajem i z kurą… „Dziś największą słabością mediów jest odbiorca. Gdy mówimy o tabloidyzacji mediów, to mówimy właśnie o tabloidyzacji odbiorców. Na rynku nie można abstrahować od tego, czego chce widz”… Przytaczam, bo faktycznie, bądź tu mądra.
    Musi to być myśl z tych, których nie ogarniam, po prostu.
    G.M. zamierzam jednak nadal cenić bo: kilka razy przysłuchiwałam się jego wywiadom z fachowcami z abstrakcyjnych dla mnie dziedzin – on wyraźnie wiedział o czym mówi. A ja ? nie tylko nie potrafię na takich poziomach dyskutować, nawet nie potrafię na takich poziomach…myśleć. Ot co!
    PS. ale pracuję nad sobą, kupiłam D. Lessing „Mrowisko”, się zobaczy co to da…

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Wiesz, ja się nie dam stabloidyzować, choćby mnie kroili na plasterki. Co to za słowo w ogóle jest? Trochę z tabloidem się kojarzy, trochę z talibem, samo nieszczęście. Ani jajka już przez to nie chcę, ani kury. Mój problem na dziś polega na tym, by wziąć się do roboty. Od jutra oficjalnie jestem zdrowa i od nowa kręcę korbką i wprawiam tryby w ruch. A dziś mam ochotę na spacer po suficie, na cokolwiek, tylko nie na to, by spakować teczkę z materiałami i przypomnieć sobie, na czym stanęłam i jakie to wypracowania czekają grzecznie w kolejce.

      Miecugow raz po raz musi coś nieogarniętego powiedzieć, bo przecież interesuje się kosmosem, a na tym właśnie polega wpływ wszechświata na szarą masę mózgu.
      Ja Cię niezmiennie podziwiam. Praca nad sobą to najszlachetniejsze zajęcie, sam miód, sama śmietanka. I proszę, niech się zadziwi świat i niech wie, że literatura nie do ucieczki służy.
      :))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s