Archiwum dnia:

polowanie

Polowanie (Jagten), reż. Thomas Vinterberg, Dania 2012

Polowanie. plakat

Na pewno nie do przegapienia. Obejrzeć koniecznie. Gdyby ktoś żył na ścisłej filmowej diecie i nie zamierzał poznawać w tym roku więcej niż z dziesięć tytułów, to powinno być wśród nich Polowanie. Nawet jeśli ograniczyć limit do siedmiu… albo trzech. 

Kadr wyeksponowany na plakacie – najwłaściwszy. Twarz Madsa Mikkelsena, która domaga się prawdy, oskarża w niemym akcie konfrontacji.
Wokół sceneria bożonarodzeniowego święta. Zebrana w kościele społeczność, z której go wykluczono, czuje, że zakłócono taflę ciszy. A on przychodzi, by odsłonić własną pustkę. „- Spójrz w moje oczy. Już niczego w nich nie ma”. Wydrążenie, wewnętrzna śmierć, ostatnie włókna bólu. Kto polował, niech spojrzy w oczy zabitej sarny. 

Małe duńskie miasteczko, w którym każdy każdego zna. Dzisiejsi dorośli zbudowani są z tych samych przygód młodości, z powtarzających się spotkań przy piwie, imprez u przyjaciół, wspólnych polowań czy kąpieli w morzu. Tu nie ma ludzi znikąd. Lucas jest jednym z nich. Skończył 40 lat, mieszka sam, bo nie wszystko mu w życiu wyszło. Żona pojawia się tylko głosem w słuchawce. Głosem irytacji, bo Lucas wydaje jej się nieudacznikiem, niewiedzącym, że prawdziwe życie to ambicja i progresywne podnoszenie życiowego standardu. Lucas pracuje w przedszkolu. 

W materiałach dystrybucyjnych, czy w jakiejś promującej film recenzji, spotkałam określenie, że bohater jest ślamazarny, nieudolny, że to typ ofiary, którą w istocie się stanie. Otóż nie. Od początku do końca zniewalała mnie dojrzałość Lucasa. Otwartość, kontaktowość, zawodowy profesjonalizm i niesamowita empatia. Ta empatia mnie szokowała, bo gdy sytuacja się zagęszcza, gdy trzeba się bronić, wówczas naturalne wydaje się skupienie na własnych racjach, zbijanie wrogich argumentów, może nawet obrona przez atak. A Lucas jest dojrzale empatyczny, wolny od histerii, agresywnych gestów, oskarżeń. Tym mocniejsze okażą się sceny, w których pęka. 

Klara. Polowanie

Uśmiechnięta blondynka to Klara, córeczka najlepszego przyjaciela Lucasa. Uwielbia swego przedszkolnego opiekuna. Zresztą jak wszystkie dzieciaki, choć może trochę bardziej. Czasami ma problem: paraliżuje ją spacer chodnikiem, bo „musi” uważać na linie, a gdy patrzy w dół, nie widzi drogi przed sobą. Lucas umie pomóc i dodaje jej wiary w siebie. Nic dziwnego, że przygotowała dla niego duże serce w prezencie. I nikt nie zrozumie, jak jej przykro, gdy Lucas nie umie przyjąć go tak jak trzeba. Widocznie się myliła. Powie pani przedszkolance, że „nie lubi Lucasa”, bo przecież na pewno ma takiego „sterczącego siusiaka”, jakiego widziała na głupiej fotce, którą podsunął jej brat. Niewinna dziewczynka – „moja córka nigdy nie kłamie, dlaczego miałaby kłamać tym razem?” – której poplątały się linie, fakty zeszły się z iluzją, to, co wmówione, z tym, co sama pamięta. Sama już nie wie, czy Lucas ją skrzywdził – może tak, skoro wszyscy tak zgodnie przyklasnęli?

Polowanie. Mads Mikkelsen

Film Vinterberga jest genialny już w tym, że wybiera tę prostą – odwrotną do dominującej w mediach – perspektywę. Problem molestowania nieletnich domaga się czujności, bezkompromisowości, odwagi podważania dobrego imienia tych, na których pada cień. Domaga się słuchania z powagą dzieci i rzucanych między słowami tropów. Gdyby opowiedzieć tę historię z perspektywy Klary lub kogoś z dorosłych, kto widzi obraz niepełny, więc dopuszcza, że różnie być mogło – wówczas i dla nas wątpliwość byłaby filtrem. Wszystko byłoby podwójne, „złożone”, niejednoznaczne. Tymczasem wchodzimy w coś innego. Lucas to porządny, dojrzały mężczyzna. Powszechnie lubiany, choć (o każdym z nas można by to powiedzieć!) może coś z nim nie tak? – rozpadło mu się małżeństwo, a właściwie dlaczego pracuje z dziećmi, dlaczego tak długo jest sam? Wystarczy zmienić oświetlenie, a cienie stają się dłuższe i ciemniejsze. A my wiemy, że to kwestia oświetlenia. I aż trudno wysiedzieć spokojnie w fotelu, gdy zachowanie dorosłych ludzi staje się  histerią, samosądem, agresją „świętego” oburzenia.

Film Vinterberga nie gra niepewnością, wybiera obserwację stereotypowych osądów, studiuje mechanizm wykluczenia, konsolidację społeczności, którą krzepi obarczenie złem wybranego na kozła.
A tymczasem: dziecko kłamie, dorosły jest uczciwy, większość nie ma racji.

Polowanie. Lucas i Marcus

Pewnie warto by było zestawić Polowanie z wcześniejszym filmem Vinterberga – Festen. Działa tu symetria odwrócona. Niestety, nie znam. To moje pierwsze spotkanie z tym reżyserem. Natomiast kolejne, niesamowite zetknięcie z aktorstwem Madsa Mikkelsena. Trudno więc mówić o odkryciu, bo spodziewałam się wszystkiego najlepszego, a było nawet lepiej. Zapewne sukces jest splotem różnych czynników: świetny scenariusz, ręka reżysera, talent aktorski. Mikkelsen dostał za tę rolę Złotą Palmę dla najlepszej męskiej kreacji. I chętnie przyklasnę: bo to jest prawdziwa kreacja.

Olbrzymie emocje człowieka, który wszystko traci: pracę, możliwość kontaktu z synem, przyjaźnie, raczkującą miłość. Przede wszystkim gubi poczucie sensu, przygląda się własnej degradacji, znosi oplucie, cały dotychczasowy świat roztrzaskuje się na kawałki, które już nigdy nie będą do siebie pasować. Znaczące i dla mnie zaskakujące jest zakończenie, które pozornie coś scala.

Niezwykła konfrontacja z obcym światem, który chwilę wcześniej wydawał się znajomy. Konfrontacja z sobą samym. Bardzo mnie przekonuje, a jednak zaskakuje, wrażliwość Lucasa. Sposób, w jaki reaguje na zachowanie Klary, sprawczyni jego nieszczęść, ale wciąż przecież niewinnej, nieświadomej konsekwencji słów dziewczynki – to jest naprawdę rzecz wysokiej klasy. Właściwie każde zbliżenie do niej może rzucać na niego kolejny cień albo wskrzeszać dopiero co przegnane, a tymczasem Lucas zachowuje się bez uprzedzeń, gotów podać rękę, przeprowadzić przez splątane linie parkietu, wziąć w ramiona i pozdrowić uśmiechem. A tak łatwo mógłby gestem – w gruncie rzeczy sprawiedliwym –  naznaczyć ją swoją krzywdą.

Mads Mikkelsen jako Lucas. Polowanie

Scena w kościele i w sklepie – mistrzostwo świata. Rola drugoplanowych postaci: zwłaszcza przedszkolanki Grethe, która chyba sama ma jakiś atawistyczny wrzód na wyobraźni lub Nadji, ożywczo obcej emigrantki (której raz po raz zdarza się powiedzieć coś po polsku), uświadamiającej mi, że mimo uniwersalizmu, ta opowieść rozgrywa się w Skandynawii, czy postać Bruuna, niezłomnego kumpla, który niewiele może, ale jest po właściwej stronie. Można by wymieniać sceny i epizody, które zostają w pamięci. Na przykład przyjście Lucasa do pracy, jeszcze zanim rozpętała się awantura, gdy ledwie przekroczywszy furtkę, zostaje oblepiony przedszkolakami, stęsknionymi wygłupów z nim i czującymi się przy Lucasie bezpiecznie jak z nikim innym. 

Dawno tak silnie nie przeżywałam absurdu, jakim staje się „polityczna poprawność”, cywilizowane wyczucie słuszności i nieomylnej zbiorowej racji. Pułapka, w jaką wpada Lucas, jest potrzaskiem, który wolałabym przegnać ze swoich snów. Na jawie bym sobie z nią nie dała rady.