winter is going

Gra o tron, seria I i II, serial na podstawie powieści George`a R.R. Martina, 2011-2012 

Jak nie wiedziałam nic i tytuł kojarzył mi się ze zgrabnie złożoną zbitką głosek, to ani mi było śpieszno do tej sagi fantasy, ani do przypisywanych jej politycznych analogii. A jak obejrzałam jednym haustem dwie serie serialu HBO (razem 20 odcinków, prawie 18 godzin, 1060 minut ), to nie mam wiele do powiedzenia, bo wszyscy już wszystko ponazywali. Serio. Nie wnikałam w internetowe fora, adoracyjne bądź polemiczne komentarze, ale zajrzałam do prasy on-line. Sensownych artykułów jest naprawdę sporo*. Nie mnie więc drzwi wyważać. Żeby jednak dorzucić trzy grosze, kilka oczywistych informacji przypomnę. 

George R.R.Martin pisze sagę Pieśń lodu i ognia – tu: Gra o tron, Starcie królów, Nawałnica mieczy… (osiem tomów). Tworzy świat fantasy, porównywalny oryginalnością i mocą oddziaływania do tekstów samego Tolkiena. A mówią niektórzy, że lepszy, inny, z większą dozą prawdy o mechanizmach rządzących światem i ludzka naturą. „Szekspirowskie namiętności, średniowieczne okrucieństwo i fatalizm antycznych tragedii mieszają się w nim z popkulturową mitologią, tworząc jedyną w swoim rodzaju (…) fantazję”. 

Magii jest nie za dużo i uznaję to za walor. Autor powieści deklaruje w wywiadzie nienadużywanie konwencji: „Często powtarzam, że zbyt duże dawki magii mogą zabić fantasy. Oczywiście to gatunek, który potrzebuje magii, ale ona jest jak sól. (…) Wysokomagiczna proza jest dla mnie niejadalna”. (G.R.R.Martin) Inna rzecz, że gdy narasta chaos, anarchia miażdży zasady, wówczas powrót do religijnych znaków (również do irracjonalnych lęków, które po prostu materializują się w postaci Innych) jest coraz bardziej namacalny.

Zasadniczą stawką, o którą toczy się gra, jest TRON, czyli władza, wpływy, potęga, ród (a czasem nawet, ale nie za często: byt ludzi powierzonych pieczy władcy). Więc mamy: intrygi, sojusze, kontrsojusze, podstępy, wymuszenia i pułapki. Ścięcia, pojedynki lub regularne bitwy. Prawo pięści, ostrze inteligencji, ślepy honor vel rodową dumę oraz łoże – ślubne, kazirodcze, opłacone w burdelu. Gra toczy się bez pardonu, zaciekle, na śmierć i życie, nieustannie. Czasami opłaci się lojalność, częściej wyrachowanie. Karty rozdaje  namiętność. 

Królestwo Westeros (średniowieczna Europa, Anglia z XV wieku) ze stolicą w Królewskiej Przystani. Tu na Żelaznym Tronie zasiada Robert Baratheon i póki żyje, jawnie nikt korony nie podważa. Po jego śmierci zewsząd podnoszą się kolejni chętni – uzurpatorzy lub prawowici następcy (trudno rozróżnić, kto jest którym). Siedem królestw i jeden tron. Najbardziej liczą się rody Baratheonów, Lannisterów, Starków i Targaryenów, czyli kolejno: Jeleń, Lew, Wilk i Smok, które reprezentują ich w herbach.

Plan filmowy rozgościł się, o ile mi wiadomo, w Belfaście, ale plenery są różne, jak różny jest klimat poszczególnych królestw. Obok zielonej Irlandii, złoconego słońcem Dubrownika jest – robiąca na mnie szczególne wrażenie – Islandia. Północ jest mi najbliższa – wizualnie i dlatego, że tu dostrzegam najwięcej nadziei i najbardziej zagęszczone zagrożenie.

Fabuła jest tak zawrotna, wciągająca i zaskakująca, że wskazywanie tego, co najistotniejsze przypomina sytuację człowieka na skrzyżowaniu siedmiu dróg, wśród mylących drogowskazów i niezdolnego zrezygnować z żadnej z pokus. A ja bym chciała dwie scenki opisać, losowo wyciągnięte spośród zapamiętanych. 

I tak się składa, że nie będzie w nich Krasnala – Tyriona Lannistera, karła z królewskiego rodu, nieustannie spychanego na drugi plan i z uporem wracającego na pierwszy. Jego lubię najbardziej. I zaprawdę powiadam Wam, że wszelkie pochwały spływające na Petera Dinklage`a, który wciela się w tę postać, są dalece niewystarczające. A dla mnie radość to wielka, bo sądziłam, że Dróżnik będzie jedynym filmem z jego udziałem, który przechowam w pamięci. Nie ma wielu ról dla mężczyzn ze 135 centymetrami wzrostu. Nawet przy mega talencie. W rozmowie z bękartem Starka, Jonem Snow, Tyrion Lannister dzieli się z nim zasadą, której sam skrupulatnie przestrzega:

„— Pozwól, bękarcie, że dam ci pewną radę — mówił dalej Lannister. — Nigdy nie zapominaj o tym, kim jesteś, bo świat na pewno o tym nie zapomni. Uczyń z tego swoją siłę, a wtedy przestanie to być twoim słabym punktem. Zrób z tego swoją zbroję, a nikt nie użyje tego przeciwko tobie”.

Lubię też Neda Starka. A scena, w której znika ze świata Westeros po prostu ścięła mnie z nóg. Zresztą już pierwszy odcinek dał mu olbrzymi kredyt zaufania. Sięgnę do słów G.R.R.Martina. Rzecz dotyczy egzekucji przeprowadzanej przez Neda Starka na oczach swych dzieci, po której rozmawia ze swoim dziesięcioletnim synem.

„— Czy rozumiesz, dlaczego to zrobiłem?
— To był dziki — stwierdził Bran. —A dzicy porywają kobiety i sprzedają je Innym.
Jego pan ojciec uśmiechnął się. — Znowu słuchałeś opowieści Starej Niani. W rzeczywistości ten człowiek złamał przysięgę, zdezerterował z Nocnej Straży. Nie ma ludzi bardziej niebezpiecznych. Dezerter dobrze wie, że jego los jest przesądzony, jeśli da się złapać, dlatego nie cofnie się przed nawet najpodlejszą zbrodnią. Ale mnie nie o to chodziło. Nie pytałem cię, dlaczego on zginął, lecz dlaczego ja muszę robić to osobiście.
Bran nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie.
— Król Robert ma kata — rzekł niepewnie.
— Tak — przyznał ojciec. — Podobnie jak jego poprzednicy, Targaryenowie. Lecz my postępujemy według starszych zwyczajów. W żyłach Starków wciąż płynie krew Pierwszych Ludzi. Wierzymy, że ten, kto wydaje wyrok, sam powinien go wykonać. Jeśli chcesz odebrać komuś życie, powinieneś spojrzeć mu w oczy i wysłuchać jego ostatnich słów. Jesteś mu to winien. Kiedy nie masz odwagi tego uczynić, skąd możesz wiedzieć, że ten człowiek zasługuje na śmierć?”

Gra o tron. Seria ILekcja fechtunku (seria I, odcinek 3. –  50`30„)

Arya Stark nie chce być damą. Podarowaną broń nazwała Igłą, bo nie zamierza haftować, lecz śmigać ostrzem i znaczyć ściegi na wrogach. Póki co jest dziewczynką i zasad zna niewiele. Na przykład tę, że „trzeba dźgać ostrym końcem”. Ned Stark organizuje dla córki lekcje fechtunku – bo też po prawdzie niegłupio jest umieć walczyć, gdy żyje się w gnieździe knowań. A rzecz się dzieje w Królewskiej Przystani, wśród nienawistnych Lannisterów. 

Lekcji udziela jej „nauczyciel tańca”, Syrio Forel. Uczy płynnych ruchów, rytmu i zaskoczeń.  Tego, jak „być szybką jak wąż i cichą jak cień”. Drewniane miecze są jak przedłużenie ręki. – … martwa! – informuje Aryę Syrio. …martwa! – znów drewno wypadło z dłoni. …całkiem martwa! Uśmiech, bo wtajemniczenie jest serio, a gra na niby.

Pod koniec sceny w wejściu staje Ned Stark. Z uśmiechem spogląda na córkę. Ale zastyga, słysząc  echo prawdziwych walk, szczęk stali. I choć ta retrospekcja nie obejmuje obrazu, zapowiada nadejście groźnych starć, nie na próbę, bez instruktażu i za wyższą niż opłacona lekcja cenę. Scena ma swój ciąg dalszy w odcinku szóstym (13`40„) i ósmym (3`). Z pamiętną kwestią Forela: „- Co mówimy śmierci, gdy przyjdzie? Nie dziś!”

Gra o tron. Seria IICzłowiek bez honoru (i nie bez racji)  (odcinek ósmy, 31`30„ i 47`38„)

Jamie Lannister, Królobójca, postać raczej irytująca, ale mocna – nie tylko władzą i pieniędzmi Lannisterów. Podczas bitwy zostaje wzięty w niewolę przez Robba Starka i stanowi cenny łup. Za jego wolność rodzina może spełnić niejeden warunek Starków – wojenny lub rodzinny (Lannisterowie przechwycili córki Starków, tak się przynajmniej zdaje). Siedzi w osobnej klatce. Jest hardy, zaczepny, myśli o ucieczce. Ale nie ma na nią sposobu – do czasu. Przeludnienie wśród jeńców sprawia, że do klatki trafia jego ubogi krewny, Alton Lannister. Na wolności Jamie by go nie zauważył. Tu podejmuje rozmowę i jest to prawdziwy majstersztyk manipulacji.

Udaje, że rozpoznał Altona, chwali go. Ten opowiada mu, że najpiękniejszym dniem jego życia był ten, w którym jako 16-letni chłopak zastąpił giermka Jamiego. Podawał mu zbroję, szedł krok w krok. Alton ma poddańczą naturę. A wierne serce jest, niestety, ogłupiającym suflerem. Gdy wyznaje: „- Pamiętam tamten dzień, twój hełm, twojego konia, wykreślone linie pola, położenie słońca, gdy zrzuciłeś Bellona z konia, wgniecioną tarczę, którą mi oddałeś. Do śmierci nie zapomnę”. Jamie zapewnia, że rozumie jego wzruszenie, bo kiedyś przeżył coś podobnego. Och, jaki stary to chwyt! I jaki jary! Że łączą nas przeżycia, że „rozumiem cię jak nikt”. Całą litanię pragnień syci kilkoma wyrazami. Więc jedno już osiągnął: ufność. Zada sobie jeszcze trud, by przekonać Altona, że służyć wielkiej sprawie warto bez względu na cenę: To jakby śnić piękny sen, a po przebudzeniu przekonać się, że ów sen jest bardziej realny niż rzeczywistość”. Zostaje już tylko jedno posunięcie: wzbudzić w omotanym pragnienie jeszcze jednej ofiary. A potem można już krótko: jedno jest mi potrzebne, twoja śmierć. I Alton Lannister ginie, by Jamie mógł się wydobyć z klatki.

Nie dosyć na tym. Elokwencja i buta to broń, którą Królobójca włada nie mniej misternie jak mieczem. Catelyn Stark, kobieta dzielna, mądra, kochająca i rozważna pod jego wpływem znajduje w sobie emocje  i myśli, które w mniej zamroczonej chwili przegnałaby z głowy natychmiast. A tu urażona kobieca duma, zranienie uczuć, matczyna naiwność. Ech, nie ma mądrych, gdy sytuacja jest głupia.
Lannister to drań, ale umie wytłumaczyć swą niegodziwość tym, że wszystko jest relatywne.
„- Nie jesteś rycerzem. Złamałeś wszystkie śluby, które złożyłeś.
– Tyle ich było… Wciąż kazali mi przysięgać. Broń króla, słuchaj króla, słuchaj ojca, chroń niewinnych, broń słabych… A jeśli twój ojciec gardzi twym królem? Jeśli król masakruje niewinnych? Jest tego zbyt wiele. Nie mogłem nie złamać żadnego z moich ślubów”.

To tylko fragment misternej oracji Jamiego. Rzecz w tym, że w świecie Gry o tron, choć są postacie, którym racje przyznajemy na starcie i takie, którym nie zaufamy nigdy, nikt nie ma racji żelaznych, serca bez skazy i myśli wyłącznie szlachetnych. I odwrotnie. Bardziej pokrętne charaktery są chwilami zrozumiałe i oczywiste jak tabliczka mnożenia. I tak samo amoralne.

Martina właśnie zaczęłam czytać, od pierwszego tomu. Już widzę, że nie będę się czuła znużona, znając filmową opowieść. Trzecią serię serialu odpuszczam. Tym razem najpierw słowo, potem obraz.

I oby nie nadeszła zima… Choć pewnie nadejdzie. A pory roku trwają w Westeros całe dekady. Więc gdy Starkowie powtarzają swoją dewizę (winter is going), to jest się czego obawiać, zwłaszcza, że razem z mrozem, mogą nadejść i przeszyć na wylot swymi świdrująco błękitnymi oczami INNI. 

* Dwa pierwsze cytaty pochodzą z „Polityki” (z 11.06.2011 i 26.03.2013)

Reklamy

8 thoughts on “winter is going

  1. ZygmuntMolikEWA

    Licho tam, muszę/powinnam się przemóc (!?) Kilka razy podchodziłam do głośno głośnego serialu i…nic. Nie potrafiłam się wciągnąć. Może to właśnie ta dawka uderzeniowa jest niezbędna?
    Pięknie się czytało, tylko czy myśleć potrafię o tak przemyślnych racjach (stanu) ?
    Już czuję jak Inni świdrują mnie oczami, dasz ty radę chudzinko?

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Hmm…no, jeśli były podejścia bez wciągnięcia, to nie wiem. Nadmierne oczekiwania obniżają stopień rzeczywistej satysfakcji. Więc lepiej ich nie mieć. ;) Co do mnie, w świecie fantasy poruszam się niepewnie i potrzebuję silnego bodźca, żeby sięgnąć. Tu czułam się u siebie, bo zdecydowanie więcej psychologii, może też politologii niż czarów. Jestem wciągnięta, lecz do aktywnych, forumowych fanek nie dołączę. Uzależnienie nie zaszło. Mogę żyć bez. Ale warto – naprawdę – warto było poznać Westeros.
      Dwa są „oporniki”, które trzeba rozważyć. Jeden to przemoc, drugi to seks. Pierwszy – łykam. Jest krwawo, oczy nienawykłe wymuszają dreszcze. Podcinane gardła, nadziewane na szpikulec ciała (oko, brzuch, no wszędzie można dźgnąć!), cięcie, siekanie, nawet szczur jedzący wnętrzności żywego człowieka. Ohyda, ale dobrze pokazana. Drugi opornik to seks. Towarzyszki żołnierskiego życia to oczywistość. Muszą być. Ale sposób pokazania tej sfery życia jest dość bezpruderyjny. Trochę przeszkadzała mi myśl, że to sposób na zwielokrotnienie oglądalności.

      Nie dam rady z Innymi, nikt nie da. Siedzi toto za murem, od tysięcy lat nieuruchomione, niby martwe a żywe jak sto piorunów!

    1. tamaryszek Autor wpisu

      A czytałaś już coś? Do Martina nabrałam dużej sympatii, po wywiadach wnioskując. Więc Twoja strategia może być właściwa.I widzę, że się nie zrażasz. Nie ograniczasz się do próbki czy strony, tylko od razu połkniesz całość. Przyjemności!

  2. kornwalia

    Z książkami jestem już na bieżąco, cały 2012 je czytałam, aż mi Martin bokiem wychodził :) Dla mnie 1 cz. najlepsza, potem powolny spadek, zachwytów nad cz. 3 nie rozumiem.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Oho, to naprawdę musisz mieć determinację, że nie konfrontujesz z filmem. Bardzo dobrze się czyta. Choć opasłość może jednak przystopować. Z jesienną melancholią stwierdzam, że wszystko, co robimy za długo, dokładając tomów, odcinków i innych podrygów, ma się jednak ku wypaleniu lub degeneracji. Oczywiście, zachowując stosowną miarę do talentu. Bo co u jednego jest spadkiem formy, dla drugiego – nieosiągalnym niebem. ;)

  3. liritio

    Książek nie planuję ruszać, ale dwa sezony obejrzałam i przemyśleń miałam wiele, w różnym stopniu pochwalnych albo nie. Ale teraz rozpoczął się trzeci, radośnie włączyłam pierwszy odcinek i… Koniec, nie mogę, czy to straciłam zainteresowanie, czy to chwilowe zaćmienie gustu, nie wiem, ale trzeci sezon olałam i na razie nie wygląda na to, żebym kiedyś do Westeros powracała.
    Ale nie byłabym sobą, gdybym hierarchii intryg i charakterów nie przeprowadziła. Czyli tak, święta trójca: Jaimie, przebiegły piękniś, ale jaki mistrz dialogu! Varys, chyba jedyny, który nie straci głowy w mętliku spisków. I mój mistrz – Petyr „don’t trust me” Littlefinger, ale on źle skończy, to się czuje. Czy Liritio ma słabość do podłości? Może trochę w tym sensie, że podli najpiękniej poddają się pojedynczym odruchom dobrej woli? Chociaż jednocześnie może to się nigdy nie zdarzyć, tutaj ruletka.
    Dalej: Tyrion, rewelacyjny Dinklage, może nie dzieliłam Twoich obaw, że jedynie „Dróżnikiem” go zapamiętam, ale bardzo mnie cieszy sława i chwała, która na małego artystę spadła, należy mu się każda jej sekunda. Ogółem z bohaterami rodowymi mam problem. Lannisterowie w dużej części zbyt obnażeni w swoich słabościach – poza ojcem oczywiście, on jest niczym skała. Starkowie, jej, tyle nieprzemyślanej szlachetności na metrze kwadratowym, to się musiało źle skończyć. Ale Ned… Ned budził sympatię i do końca miałam nadzieję. Reszta Starków mnie drażni, chociaż córki najmniej. Khaleesi mnie w irytuje strasznie. Za to Ser Jorah to ukochany przeze mnie Iain Glen, szkoda, że rola takiej oddanej pierdoły mu się trafia, rycerskość jest odrobinę przereklamowana. Ale Liritio jednak do postaci pobocznych skłania sympatię.
    Oto zbyt długi komentarz rodem z Who’s Who, wybaczysz :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Liritio, niezmiernie Ci za to posegregowanie dziękuję. Bo ta moja notka zatrzymała się na dość ogólnym oglądzie. Tak jakoś poczułam, że może gdybym pisała cykl „tronowy”, to dokopałabym się do własnego głosu. A tu tylko tyle rzekłam, że jestem w chórze fanek Dinklage`a. Baaardzo super jest patriarcha Lannisterów, czyli Tywin (Charles Dance). I rudowłose, czy to Catelyn, czy to dzika Ygritte. A kobieta-rycerz? Cudaczna Brienn? Dziwna, ja jej nie admiruję, ale wolę od kilku większych dziwadełek (np ta kapłanka, która kieruje Stannisem – Mellisandre). A widzisz, dzięki Tobie zapamiętam sobie Iaina Glena, bo sprawdziłam, z czym jeszcze mogę go kojarzyć (i rzeczywiście mogę i powinnam).
      Historia Khaleesi hmmm… no ale ta scena ze złotą koroną wylaną na głowę jej brata – to było mocne. W ogóle: nie jest to może dowód geniuszu a zwykłej znajomości rzemiosła, niemniej lubię zaskakujące zakończenia. Dreszczyk. ;)

      Nie umiem oglądać seriali. I na pewno wciągnęło mnie to, że mogłam pożerać tę historię po kilka odcinków na raz. Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s