upał

Upał, reż. Kazimierz Kutz, Polska 1964 

Wspaniale, że tyle ostatnio nowych okazji do oglądania starych filmów. 

Upał W poznańskim kinie MUZA trwa czerwiec z klasyką według Tomasza Raczka (z tej okazji widziałam wczoraj Upał), a dziś wyczytałam o udostępnieniu 60 tytułów – legalnie! – on-line. (Tutaj i Tu). O zasłużonej TVP Kultura tylko napomknę. 

UPAŁ – wariacja na temat Kabaretu Starszych Panów, z tym wszystkim, co w jego niegdysiejszych telewizyjnych odsłonach stanowiło spécialité de la maison. Więc: humor, lekkość, absurd i wdzięk. Więc: oni dwaj – starsi (ho, ho! po czterdziestce!) panowie, Przybora i Wasowski. Więc: aktorzy, którzy czują tę specyficzną vis comica. I jeszcze – coś a la kurz minionych lat – złoty pył, który pozwala czemuś dawnemu zastygnąć i trwać. 

W filmie jest taka postać (pomocnik ambasadora) która przeróżne zaproszenia, bileciki czy noty posypuje dziwną mgiełką. To może o tę mgiełkę mi chodzi?

Byli sobie dwaj panowie, wcale nie starzy… Odwiedził ich premier i zlecił misję. Niechby popilnowali miasta, a on odskoczy, odpocznie, zniknie z oczu. Tym samym sugerując, że czujny wzrok dwóch panów byłby wskazany i zbawienny. Zaczyna się więc korowód postaci i zdarzeń, w które wplątują się „misjonarze”, fortunnie albo nie. Z oczywistym happy endem na „end”.

Co nieco dzieje się w plenerze, lecz większość w atelier. Świetne, bo niedzisiejsze. Cudne jest to, że wszyscy są tu tak samo ważni, nie ma głównego wątku. Postaci sobie po prostu są i nie schodzą z planu w imię jakiejś grubszej linii fabularnej. Kręcą się, uwijają aż trafią na moment, by się wynurzyć, rozegrać swoje, odejść i po chwili wrócić z tym samym lub podobnym. 

Jest na przykład taki, ni przypiął ni przyłatał, mężczyzna z delegacją. Krok zawiany, wzrok rozbiegany, w ręce torba, z której wyzierają butelki – widać, że wagabunda pierwszego sortu. Ale: szacuneczek do prawa trzeba mieć, więc chodzi i truje, coby mu ktoś podbił tę delegację, która się o dwudziestej kończy. W tej roli Jerzy Bielenia.

Pozwolę sobie zaprezentować kilkoro innych mieszkańców miasteczka, których upał nie skłonił do emigracji.

Upał. BarbarkaPani Barbarka (Barbara Krafftówna), kasjerka z baru mlecznego, co to kocha się w niej trzech mężczyzn, dzięki czemu Barbarka awansuje do roli strategicznego węzła fabularnego. Węzeł ma głos wysoki, uśmiech słodki, serce ofiarne. Kocha się w niej Kornel, sprzedawca z domu mody „Romeo i Julia” (dlatego co dzień ma rowerową kraksę przed oknem jej baru). Kocha się ambasador, co składa dwuznaczne propozycje (że da gitarę, jeśli ona zapłaci „dewizami”). No, szczęście wielkie, że w chwili strategicznej ambasadorowi wróciła pamięć o żonie i dziatkach. Kocha się w niej również, jako jedyny z wzajemnością, robotnik Albin (Wiesław Gołas), prototyp wszystkich urokliwych acz mało skutecznych pracowników drogowych. Albin ma to do siebie, że chce mieć gitarę. A im lepiej wie, że nie ma głosu (udowodnione na ekranie), z tym większym przekonaniem upatruje szczęścia w zdobyciu gitary Super Orfeo, bo to taka, co się stroi automatycznie. 

Ambasador (Wiesław Michnikowski) z pierogiem na głowie, o nim trzeba więcej! Nikt nie wie, skąd przyjechał (jego kraj jest potężnym eksporterem wody), wszyscy wcześniej czy później się dowiedzą, że ambasador ma anse, bo nikt go na dworcu nie powitał – nawet mała dziewczynka z kwiatami albo kulawy pies. Wystosował więc notę dyplomatyczną, której konsekwencje mogą być groźne. Myślą sobie dwaj panowie… A kto to wie, gdzie jego kraj…? Może trzeba będzie tam armię przetransportować…, jak kraj mały, to raczej wyspę do bitwy wynająć…, za pół wyspy zapłacić. Koszta ogromne. Trzeba przekonać, by notę wycofał. Ekscelencja nie będzie taki, ekscelencja wycofa notę… Może się uda, ale bez pomocy Barbarki, Grzanki i Drużyny Przeciwudarowej na czele z blond Kaliną Jędrusik, czyli Zuzanną, nie dałoby rady.

Upał. ZuzannaNo to niech będzie ta drużyna: dziewczyny jak maliny, cud-miód, już widok leczy. A który pan nie chciałby być przywitany całusem od każdej z pań? Może już nie każdy chciałby wysłuchiwać zwielokrotnionej biografii… Choć opowieść córki spawacza na gorąco i drobnej inteligentki warta była uwagi. Tatuś pijał i bijał mamusię. Ale mamusia była tak drobna inteligentka, że tatuś nie trafiał.… Tu również wspomnieć warto o wymianie uwag między dwoma panami, gdy przechodzą między śpiącymi na podłodze pannami: – Patrz na nogi! – A myślisz, że wypada? – Na swoje nogi.

Upał. GrzankaUpał to taki film, który trzeba zobaczyć ze względu na Grzankę. Grzankę, czyli Miss Upału. To jedyna aktorska rola Anny Górnej (scenarzystki i reżyserki). Oj, Grzanka to była kobieta urody niezwykłej! Nie przejdzie obok takiej mężczyzna, który by nie zawrócił z drogi, nie podążył jej tropem, nie merdał, nie maślił oczu i nie marzył. Nie ma takiego. A ona w powabnych sukniach, oplatających ciało w sposób podkreślający, idzie świadoma swej urody i niemogąca zrozumieć: dlaczego mężczyźni widzą we mnie ciało, a nie to, że jestem gorącą patriotką? Grzanka tylko czeka, by patriotyzm udowodnić. Jak się nadarza ambasador, stawia mu ultimatum: wycofa złą notę lub będzie miał na sumieniu jej śmierć. Chce się Grzanka utopić niczym Wanda, co nie chciała Niemca. Wiśta wio, łatwo powiedzieć! Utop się, jak tu upał i wody w rzece mało!

Patriotka jak się uprze, wszystko może. Wchodzi do wanny (wciąż w tej super obcisłej kreacji) i kurki odkręca… No, pech, czyli PRL-owska norma: woda nie leci. W zamian władze puszczają muzykę klasyczną z motywem wody. Ale to nie topi. Woda wraca, lecz brudna. W brudnej wodzie, stety-niestety, nawet Grzanka nie chce się topić. Zwłaszcza, że alternatywnych sposobów jest bez liku. Można się – ponoć – utopić wodą mineralną, jeśli się zatka nos i nabierze wystarczająco duży haust. 

Last but not least: Jarema Stępowski w pięciu wcieleniach. Wspomnę o trzech. Primo: żołnierz, który zgubił swój pluton. Wprowadzono bowiem gumowe podeszwy, co nie stukają. I odeszli mu kamraci w siną dal, po cichu. Secundo: kioskarz, co rekomenduje gazetę jako środek wachlujący. Tertio: jako wartownik, któremu coś wpada w oko i na tym czymś zbudowany jest całkiem zręczny gag.

Czar starego kabaretu i kina. Bardziej jednak kabaretu. Do zobaczenia również na You Tubie.

ANEKS

Link do filmu na You Tubie płata figle, więc podaję kierunek na fragmenty: Śpiewanki z Upału (tudzież kilka scen) oraz fragment z Brygadą Antyudarową.

Advertisements

25 thoughts on “upał

    1. tamaryszek Autor wpisu

      Niniejszym się dołączam. :) Materiału starczy na dłużej. Ale wiadomo: każdy lubi, jak może przebierać, wybierać. Dostęp do starych filmów powinien być równie poręczny jak dostęp do starych książek, prawda?

    1. tamaryszek Autor wpisu

      :) A spamiętać właściwie trudno. Bo fabuła jest jak patchwork. I słowa też nie za mocno się trzymają, choć nad wyraz zręcznie dobrane. Przyfrunęło teraz do mnie zdanie, które w filmie brzmiało zabawnie, a ja nie mogę sobie przypomnieć kontekstu, a bez niego jak bez śrubki (..O, zaczynają się pojawiać Murzyni). Aura natomiast zostaje na trwałe. Cudna :)

  1. PawełW

    „Upał” to takie zanurzenie. Zanurzenie w czymś czego co raz mniej i mniej: w dobrym, kolorowym Słowie. Ten film – moim zdaniem – mniej się ogląda niż słucha. Jest też lekki i bezpretensjonalny. Najlepszy na upał ;)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      :) Zanurzenie! Jasne, że tylko zanurzenie przynosi ulgę. A do tego w słowie! Czysta ożywczość! Zgoda. Poza wszystkim innym bardzo mi się podoba ta charakterystyczna dla Starszych Panów drugoplanowość. Niby są wszędzie i jakieś tam nitki fabularne czasem ze sobą łączą, ale nie ma przesytu. Dwa kroki do przodu, jeden wstecz. I tego mi brak. Zestawienie może trochę z kosmosu, ale nasunęli mi się przeróżni „prowadzący”, wodzireje, gospodarze programów, którzy rzucają się w oczy wielokrotnie silniej niż goście. Tu jest inaczej. Znaczy się : było.

    2. PawełW

      Murzyn pojawił się jako stopień wyższy od przymiotnika upalny :)

    3. tamaryszek Autor wpisu

      …czyli najnaturalniej w świecie… Wiedziałam, że nie chodzi o anomalię, ale zgubiłam trop. :)

  2. czara

    Tamaryszku, ależ u Ciebie się zrobiło letnio! Widać, że po majowych i depresyjnych klimatach przyszło lato i wakacje , cieszę się razem z Tobą :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Czaro, to mi miło, bo razem łatwiej znieść upały, które ponoć naprawdę nadciągają. I to bez względu na nierozpoczęte jeszcze (choć tuż tuż) wakacje. A może… zanim się zaczną…podbijesz mi delegację i będę miała je od razu. Prooooszęęę!!! Tylko nikomu ani słowa, bo delegacja jest lewa. A „ambasadorzy” za nic nie zamierzają wycofać proceduralnej noty.
      Depresji mówimy: nie, nie dziś. :)

    2. czara

      Niniejszym podbijam, pod warunkiem jednakowoż, że wakacje będą równoznaczne ze wzmożonym ruchem na rzeczonym blogu, albowiem chętnie je spędzę na lekturze wyżej wymienionego, tak mi dopomóż Tamaryszek.

  3. ZygmuntMolikEWA

    Tamaryszku, proszę nie wierz, jakiejkolwiek zbyt skocznej piosence.
    Przestroga nie tyczy się arcydzieł ‚starszych panów’, bynajmniej.
    CZARA SPĘDZI WAKACJE KONTEMPLUJĄC TWÓJ BLOG? http://www.youtube.com/watch?v=c2hjJH2N2ss, – to je to, co ja myślę o szczerości Dam z wielkiego świata. Nawet – gdyby miały zaperzyć się setnie!
    Wciórności, czujność rewolucyjna przede wszystkim, tamaryszku wielkopolski!

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      :)) Jak to, nie wierzyć? Czara, zimna dranka? Nie może być! Zerknie raz po raz. Nie da rady tak wciąż ze sztuką wysoką i starodawną obcować. Przyklęknie albo przycupnie, nad tamaryszkiem wielkopolskim pochylona… Szału nie będzie. Gdzie bym tam inwazję tekstów planowała! Lekkie przywrócenie rytmu, co najwyżej. Zdąży Czara wyskoczyć na sałatę i bagietkę, może jeszcze przebiegnie się na plac Pigalle, głowę przewietrzy. I już z powrotem może czytać, bo nowizna. Tak mi dopomóżcie, tamaryszki rozgałęzione i uparte.
      A desant czujności z Wrocławia będę czule głaskać, szukając weny. ;)

    2. czara

      Tamaryszku, melduję, że obchód placu Pigalle (jakkolwiek brzmi to dwuznacznie i niezbyt na moją korzyść;) załatwiony, sałata czeka na winegret, bagietka się nie łamie, a ja czekam na coś nowego. Swoją drogą, nie wiem dlaczego niektóre Koleżanki tak mnie szkalują? I to capslockiem? Masz jakiś pomysł?

    3. tamaryszek Autor wpisu

      :) Wyobraziłam sobie Ciebie na placu P., bo domniemałam, że lubisz kasztany. Tam są najlepsze! Mam pomysł, mam pewność. Bo my, Twoje koleżanki, dobrze wiemy, żeś ruchliwa, wędrowna, kocia…I wobec tego wierność zapewnieniom o kontemplacji jednej stronki mogłaby Ci zaszkodzić i podziałać wampirycznie. Znaczy, że ubyłoby Ci energii. Stąd próba otrzeźwienia Cię z zapędów tamaryszkowych. Tak to jest. No a ja coś i tak nie za dużo piszę, więc nie ma przynaglenia do zaglądania.
      Ale to nigdy nie wiadomo: może się pogłębić albo odwrócić. Na dwoje babka…
      Pozdrawiam! Też chce nowe!

    4. czara

      Ja tam czekam aż letni wiatr rozsieje Tamaryszka, żeby było go więcej i więcej. Co nie znaczy, że na wiatr moje słowa rzucam, o nie! W dobie 3G żadne, prawie, wędrówki nie odcinają mnie od moich ulubionych Autorów, ha! Tak więc proszę mi zaufać.I pisać, pisać :)

  4. Ojtam

    Czy zwróciliście uwagę na bar? Istny protoplasta tego mlecznego z Misia. Bardzo lubię ten rodzaj humoru, który prezentują Starsi Panowie. Może to ze względu na wiek? Na mnie tak jak na nich pani Grzanka „wcale” nie robi wrażenia ;) No i to wszechobecne – jak pisze PawełW – kolorowe słowo. Choć łatwiej go słuchać, niż mówić. Spróbujcie tak bez ćwiczenia powtórzyć ich przyśpiewki !
    Jakoś sześć lat później powstał film Hydrozagadka, w którym ambasador dalekiego kraju eksportującego wodę (W. Michnikowski) gra profesora pracującego nad rozwiązaniem zagadki, dlaczego woda znika. Zbieg okoliczności, ale i ten film na nadchodzące upały polecam.
    A dla tych, którzy niedługo idą na urlop (szczęściarze – bo dwumiesięczny) życzenia w języku tegoż ambasadora:
    chrpktsniufk szapktcich fju fju sfshat :))

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Czym prędzej śpieszę dzięki dygnąć, bo z życzeń jestem wielce kontenta! I w rzeczonym języku wyznam, że: Krupszx chickug szyszyka pst pston truk buzz wimsxtuk. :)
      Ojtam, już nie czaruj, że nie reagujesz na Grzankę, bo gdyby co do czego, to dołączyłbyś do tych do-płotu-przywierających skandujących jęczliwie: Grzaaan-kaaa, Grzaaaan-kaaaa!.

      Wyznam po cichu, że należę do wąskiego grona barbarzyńców, którzy nigdy nie widzieli Hydrozagadki. Wiem, że to wstydliwe wyznanie, toteż czynię je w zaufaniu. Niebawem nadrobię zaległości. Zbieżność ambasadora z profesorem w temacie wody naprawdę uważnie wyłapana. Poza tym uświadamiasz mi, że coś kultowego obejrzałam. Przeczuwałam, że skoro Kabaret Starszych Panów, to nie zaszkodzi mi ani na mózg, ani na smak. Ale sądziłam, że coś niszowego poznaję. A tu tymczasem dotykam dzieła kultowego (niemalże). Gdzie ja żyłam, że nigdy wcześniej nie widziałam Upału? Ksdeims pat chwax max deo tiki tru skaw ka!

  5. Bazyl

    Kochaniutka, ja Ci z całego serca dziękuję, bo ostatnio niczego nie oglądam, a „Upał” zdaje się być (sądząc po szybkim „kartkowaniu” na YT), tym, co przepchnie filmowy zator. Jeszcze raz – dzięki :D

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Kochaniutki, cieszę się, że mogę wystąpić w roli udrażniającej lub drożność przywołującej. Jakby co, to dodam kilka następnych tytułów. W ciemno polecam Dziewczynę z szafy. W ciemno, bo zgaduję, że byś obejrzał bez żenady. Ja już widziałam i wiem, że było warto. Bardzo serdecznie pozdrawiam, bardzo serdecznie. :))

  6. janek

    Gdy mowa o starym kinie i starym kabarecie nie może mnie zabraknąć! :) Bo lubię te czarno-białe obrazy z kolorowymi słowami. A słowa są nie tylko kolorowe ale również lekkie, dowcipne, szykowne… Mam swoje ulubione stare filmy (Upału nie znałem – znakomity), a z duetu Starszych Panów też mam jednego bardziej ulubionego, a jest nim Jeremi. Powodów nie podam, bo nazbyt osobiste (może przy innej okazji). „Coś” na temat powodów wie Czara no ale ona pewnie wietrzy głowę na Placu Pigalle, a może prędzej nad Kanałem św. Marcina :).
    Aha, no na mnie Grzanka, niestety, robi wrażenie! ;)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Witaj, Grzankolubny, szczery mężczyzno! Jeremiego dodałeś dla równowagi i kamuflażu, a może i innych koneksji. Bardzo właściwie – choć żal odstawionego na drugi plan pana Jerzego. Dobrze rozumiem? – obejrzałeś dopiero co? To wespół-zespół nadrabiamy zaległości. Ach te Pawłowe „kolorowe słowa” w czarno-białym entourage`u! Jesteśmy pod wpływem i po zażyciu. :)

  7. janek

    Yes! Pod wpływem jak najbardziej! Bo po zażyciu, of course. Bez możliwości wytrzeźwienia (gdyby tak można…). Jerzego trochę żal, ale zimy nie żal, za to życia, życia żal .. :))

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Dziękuję! I przepraszam za faux pas. Już prostuję. Najpierw w poście, a zaraz potem robię korektę w głowie. ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s