zmiana obiektu uczuć

Jak ojciec i syn (Soshite chichi ni naru), reż. Kore-eda Hirokazu, Japonia 2013
Płynące wieżowce, reż. Tomasz Wasilewski, Polska 2013 

13 MFF T-Mobile Nowe HoryzontyTe filmy wiele różni. Na wrocławskim festiwalu Nowe Horyzonty umieszczono je w odrębnych sekcjach: japoński w PANORAMIE światowego kina, polski w KONKURSIE głównym, czyli wśród filmów „nowohoryzontowych”, coś w temacie i formie przełamujących. Inne tempo (montaż) i barwy, inny rodzaj napięcia.

…wieżowce są ostre, eksplodujące, z emocjami szukającymi ujścia, domagającymi się haustu powietrza i tym haustem – szarpanym i gwałtownym – krztuszące się.  Fraza zamknięta w tytule pada podczas rozmowy Michała z ojcem, który przypomina synowi szczeniacki wybryk. Taniec na parapecie, przy otwartym oknie, gdy zdawało mu się, że świat razem z nim faluje, wieżowce płyną. Czyli? Stan niebezpiecznej wolności? Krótkotrwałe szczęście? Zatarcie konturów, rozmycie stałych kształtów? Interpretacja chyba nie jest konieczna, zresztą mogłaby iść innym tropem: płynięcia, zanurzenia w wodzie, która jest w filmie eksponowana, nie tylko dlatego, że obaj bohaterowie trenują pływanie i to jest ważna sceneria ich rozpoznań.

Jak ojciec i syn już w tytule jest bardziej zachowawczy. Kontekst uruchamia sugestię, że chodzi o istotę relacji między ojcem i synem, o tę odwieczną mantrę: krew z krwi, kość z kości, więź, której się nie kwestionuje.  Staroświecki tytuł, dość jednoznacznie ogniskuje temat w pytaniu, czy sedno relacji ojca z synem tłumaczy się genotypem, kodem biologicznym czy raczej tym, co wynikać mogłoby z obecności i czuwania. Film jest subtelny, emocje intensywne, z wektorem dośrodkowym. To, co się przydarza jest wystarczająco sugestywne, by o tym już nie rozprawiać.  To trzeba przeżyć, patrzeć, jak wszystko się rozsypuje i po omacku z rozsypanego budować na nowo.

W „Gazecie Festiwalowej” czytałam wywiad z ubiegłoroczną laureatką Konkursu, Domingą Sotomajor (Od czwartku do niedzieli), w którym pada zdanie: „W kinie nie powinno chodzić o fabułę, a o umiejętność przeniesienia widza w emocjonalny stan postaci”. I to jest łącznik między filmami, o których piszę. Najważniejsze są domagające się wyrażenia (lub stłumienia) uczucia, rozpoznanie ich, radykalna wolta (ewentualnie obrót dookoła własnej osi). „Przeniesienie widza w emocjonalny stan postaci” – to się naprawdę udało.

Zaznaczam: oba filmy mają fabułę. Wyraźnie prowadzoną, z punktami zwrotnymi, kulminacją etc. Temat z pozoru inny, lecz dający się sprowadzić do niechcianej, zaskakującej „zmiany obiektu uczuć”.  Inaczej: pojawia się ktoś trzeci, choć uczucie do osoby obdarzanej nim wcześniej nie znika.

Jak ojciec i syn. Do dwóch japońskich małżeństw przychodzi list z sądu, informujący, że sześć lat temu, przy narodzinach ich synów, doszło do zamiany dzieci. 
Płynące wieżowce. Kuba i Sylwia są ze sobą od dwóch lat. Dla obojga ta relacja jest ważna. Michał pojawia się jak grom z jasnego nieba. Węzłem wiążącym te relacje jest Kuba. (Kuba-Sylwia, Kuba-Michał).

JAK OJCIEC I SYN

Jak ojciec i syn. ZdjęcieOpis kadru

Po lewej stronie rodzina Nonomiya, po prawej Saiki – nie w komplecie, bo mają jeszcze dwoje młodszych dzieci.

Chłopczyk w białym kołnierzyku grzecznie wpatruje się w obiektyw. Lubi być grzeczny, tak trzeba. Nie śmiałby przeszkadzać czy łobuzować, bo woli, gdy wszystko jest jak ma być. Mama i Tata wiedzą co i jak, a on się tego trzyma. Często uwiecznia się w ich rodzinie ważne chwile. I wtedy ładnie się uśmiecha, zgłasza się (na pierwszej lekcji w szkole) i patrzy ufnie czernią swych dziecięcych oczu w obiektyw.  Słodki maluch, ale już wprawiony w rytm obowiązków – choćby regularne ćwiczenia gry na fortepianie. Gdy później mama zapyta, czy może chce przestać, odpowie, że nie, on będzie się starał. Chociaż wie, że innym gra przychodzi łatwiej i radośniej.

Drugi sześciolatek jeśli stanie na baczność, to przypadkiem. Umie się bawić i wygłupiać. Nigdy nie jest sam. W domu jest młodsza siostra i braciszek, jest Tata, który włącza się do każdej zabawy albo wskakuje z nimi do wanny. Co tam! Jak się coś zepsuje, to nic. Tata wszystko naprawi, bo umie i lubi. Nie ma sprawy, że się człowiek ubrudzi albo spontanicznie je palcami. Najważniejsze, że można puszczać latawce, gonić za nimi, spać w namiocie, przytulać się, kiedy się tego chce. Gdy później pan Nonomiya będzie mu tłumaczyć, że ma do rodziców mówić Wujku i Ciociu, nie da sobie niczego wmówić i będzie uparcie pytał: – Dlaczego? – Bo tak po prostu jest (Nonomiya jest zaskoczony, ale też widzi w tym buncie samego siebie). – Ale dlaczego?…

Obaj są tacy jak stojący za nimi ich „pomyłkowi” rodzice. Nonomiya mieszkają w dużym mieście, on buduje swą karierę, jest wykształcony i taki będzie też jego syn. Wysoki standard życia, stawianie sobie celów i zadań, ustalanie zasad wspólnego bycia. Gdyby nie list z sądu i absurdalna informacja o zamianie dzieci, nigdy by nie spotkali drugiej rodziny. Saiku żyją poza aglomeracją, prowadzą mało dochodowy sklepik, żyją w ciasnym mieszkaniu i nie potrzebują granic, są blisko, na wyciągnięcie dłoni, ogarnięcie ramieniem, przytulenie. Teraźniejszość ich dzieci jest ważniejsza niż przyszłość, której nie próbują aranżować. Styl i klasa Nonomiya kontra spontaniczność i luz Saiku. 

***

Jak ojciec i syn... Synem jest ten, przy którym jesteś. Bycia ojcem nie unieważni żaden szpitalny dokument. Ale co z nieznanym dzieciakiem, rzuconym przez los w przypadkowe ręce? Czy ma znaczenie, że traf jest pomyślny? Trudno się z tym zgodzić. Chyba nie sposób nie próbować dotrzeć do tego, który nosi nasze geny, w którym one wcześniej czy później dadzą o sobie znać. Będzie miał smykałkę do tego, co Ty, jego twarz i sylwetka będą Cię przypominać, a on niezrozumiale dla postronnych powtórzy reakcje, których nikt tak jak Ty nie rozszyfruje. I co byś poczuł, gdybyś był bohaterem tego absurdu?
– To nic nie znaczy. – Jak mogłam nie zauważyć. – Wiedziałem.
Powyższe odpowiedzi to pułapki.

Co sensownego można zrobić w sytuacji absurdalnej? Jak to doświadczenie ludzi zmienia i przede wszystkim: co przeżywają dzieci? Świetnie zagrany film, niesamowite wręcz role sześciolatków, mądrze prowadzonych przez reżysera i zaskakujących ekspresją. Bo niby wszyscy starają się ich chronić, lecz intuicja pozwala im wiele z tej dramatycznej zmiany pojąć i bez osłon się z tym zmierzyć.

Premiera światowa miała miejsce w maju. Nie wiem, kiedy trafi do polskich kin. Gdy trafi, warto obejrzeć. 

PŁYNĄCE WIEŻOWCE

Płynące wieżowce. Plakat

Opis kadru

Kadr to zarazem plakat, przemyślany, metaforyczny. Reżyser, Tomasz Wasilewski, w wywiadzie dla „Gazety Festiwalowej”: „Pod wodą jest bezpiecznie, ale nie ma tlenu. Trzeba wypłynąć na powierzchnię, żeby przeżyć, ale to wiąże się z niebezpieczeństwem i koniecznością konfrontacji z problemami”. Dlatego sceny poprzedzające wybór Kuby pokazują głębokie zanurzenie. Podczas zawodów, mimo że prowadzi, zaprzepaszcza zwycięstwo, schodząc w głąb.  Odruch obronny, w którym jest zarówno asekuracja, jak i świadomość, że ta ochrona nie może trwać wiecznie, przyspiesza potrzebę oddechu na powierzchni. 

Jeśli uznać, że wypłynięcie jest „konfrontacją z problemami”, to z jakimi? Zakończenie związku z Sylwią. Owszem, nieco rozchodzącego się w szwach, ale uszytego z dobrej materii, wciąż nie są sobie obojętni, jak dotąd niejedną trudność (vide: matka Kuby) przetrzymali. Dalej: przyznanie się przed sobą, że jest się gejem. Wbrew pozorom sobie samemu wyznać to jest najtrudniej. Wreszcie: zdecydować się na związek z Michałem. Skala lęków i przynagleń jest dość rozległa.

Miłość rodzi się na naszych oczach.  To trudne, ale możliwe do pokazania. Od jakichś zapatrzeń i ożywień, chęci rozmowy, ukradkowych obserwacji, przypomnień… Po zbliżenia erotyczne, zaskoczenie ich intensywnością, nieporównywalnością z niczym innym. Niepewność „co to jest?” i czy obaj czują to samo, i czy tego „nie spieprzą”. Nie chcą spieprzyć. Są prawie gotowi wypłynąć – jeden bardziej, drugi trochę mniej.

***

Powtórzę, co słyszałam podczas rozmowy z reżyserem, bo nie jest to instrukcja odbioru, lecz wpisana w film rzeczywistość. To film o ich trojgu. Pierwszoplanowa postać Kuby (Mateusz Banasiuk) nie zasłania emocji Michała (Bartosz Gelner) i Sylwii (Marta Nieradkiewicz). Ktoś kocha, ale poznaje silniejsze przyciąganie. Ktoś kocha, ale nie wie, czy może wejść w miejsce już zajęte. I nie wie, jak mógłby nie wejść. Ktoś kocha, walczy, przygląda się, jak traci bliskość, zostaje porzucony. Dlatego prawda, że to nie jest film gejowski, choć pewnie tej etykiety nie uniknie. Emocje, dojrzewanie, nieuchronność, odwaga i tchórzostwo to jest na pierwszym planie.

Komplikacje mogłyby mieć inny kontekst. Podobno na etapie szkiców scenariuszowych – miały. Trzecia postać mogłaby być kobietą, kimś starszym/młodszym, kimś zobowiązanym do lojalności wobec kogoś innego. Nagła zmiana kierunku, nieplanowana i nie oferująca ułatwień. 

To, co dzieje się między Kubą i Michałem ma swój kontekst społeczny, to drugi plan. Wiadomo, że gejowskie pocałunki działają jak płachta na byka na różnych osiedlowych twardzieli. Sprzeciw. Jasne, że rodziny chłopaków będą miały do przełknięcia trudną prawdę. Świetne drugoplanowe role Katarzyny Herman (partnerska i toksyczna zarazem mama Kuby), Izy Kuny i Mirosława Zbrojewicza (rodzice Michała, scena kolacji i zagadywanie wyznania pobocznymi tematami jest świetna). Sprzeciw. Ale – to walor – kwestie mentalnego szoku nie przysłaniają tego, co rozgrywa się wewnątrz głównych bohaterów.

Erotyka. Za Chiny Ludowe nie powiem, że „odważna”, bo irytuje mnie ten przymiotnik zestawiony z seksem. A zewsząd do mnie docierał. Płynące wieżowce mówią o odwadze wielowymiarowo i nie klasyfikowałabym odwagi jako sposobu podejścia do ukazywania miłosnych zbliżeń.  Bardzo wprost, bezpruderyjnie, gwałtownie, bez poetyckich skrótów. Tak, że fizyczne doznania stają się częścią opowieści o tym, co łączy – tych dwoje, tych dwóch. Zagęszczają emocje, zostawiają im intymność i zachłanność.

Film jest spójny, zdjęcia, muzyka, ta będąca wciąż na podorędziu woda… Dlatego w pierwszym odruchu mówię: Wasilewski robi dobre kino. Reflektuję się jednak i dodaję: miał rewelacyjnych aktorów! Nazwiska jeszcze przed chwilą mi nieznane. Skąd się wzięli tacy gotowi? Marta Nieradkiewicz niedająca się zepchnąć w cień, choć cicha i czująca co się święci, jak nieodwracalnie raz na zawsze znika jej poczucie stabilności. Świetne.

Festiwal – o czym już wspomniałam – tematy relacji lesbijskich i gejowskich przemycał w wielu tytułach. Ok. I tak nie widziałam tych najgłośniejszych – między innymi otwierającego Nowe Horyzonty zwycięzcy z Cannes (Życie Adeli). Płynące wieżowce mają ten ważny atut, że nie czynią z tego tematu sztandaru, nie są żadnym manifestem czy głosem w sprawie. A w mej subiektywnej (nielubiącej indoktrynacji) opinii naprawdę poruszają.

Dziś już wiadomo, że film otrzymał Nagrodę Publiczności w nowohoryzontowym konkursie. I ja to rozumiem, nie rozumiejąc, niestety, dlaczego Nieznajomy nad jeziorem został uhonorowany nagrodą FIRPRESCI. Niebezpiecznie jest rozumieć zbyt wiele, więc mnie to nie martwi. W kinie …wieżowce popłyną w listopadzie.

Reklamy

6 thoughts on “zmiana obiektu uczuć

  1. hello

    tamaryszku ! kiedy ty znajdujesz czas na dzieci i męża? tyle podróżujesz, oglądasz i czytasz ja nie jestem w stanie tego ogarnąć. wielki podziw :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Ady nie znajduję! Raz na miesiąc gotuję lekko przesoloną zupę, mąż lubi, pozostałe dni odlicza bułkami. Dzieci, cóż, ubrudzone, obszarpane i ze smarkami na wierzchu. Powtarzają zerówkę i boją się literek. Się nie ogarnie bez bata.

      A serio: na pewno to nie działa w myśl zasady coś za coś. Myślę, że można mieć wszystko. Niektórzy mają. Inni nie mają nic. A większość ma po trochu: czegoś więcej, czegoś mniej. Nic stałego w tych sprawach.
      Co do meritum: to się tak wydaje, gdy większym haustem łyknęłaś tamaryszka. Czytam umiarkowanie, podróżuję niewiele, filmy w czasie festiwalu oglądam pakietami, ale na co dzień jest inaczej. Na co dzień bez przedawkowań. Czasem nie mogę czytać, bo jak się w siebie zasłucham, to nic tego nie przebija. Tamaryszkowe pre-teksty działają jak dren i można na nowo się rozglądać.
      Dzięki za odwiedziny. Zapraszam. :)

  2. ZygmuntMolikEWA

    O matkokochana, hello!

    Tamaryszku, czytam kolejny raz. Ze zrozumieniem, sądzę.
    Na głowę mi się przekłada, na pióro nie. Choćby dlatego, że filmów nie widziałam.

    Ci ojcowie dzisiejsi, gdzie by nie mieszkali. Mało kojarzą co to dziadki są (płeć bez znaczenia, choć inaczej im się pewnie wydaje). Zresztą, ojcowie to zawsze była osobna kategoria, niezbyt przyjazna człowiekowi. Dobrze, że są tatowie, którzy kapać się lubią (choć organoleptyczne badania z uczestniczenia w komunikacji miejskiej nie są jednoznaczne).

    Płonące wieżowce – skojarzone z wodą. Logiczne niby, bo przecież straż pożarna (wcześniej czy później, gdy płoną) przybędzie. Nie wiem tylko czy sprawdza wprzódy czy niebieska, czy różowa wstążeczka na nadgarstku przewiązana. :) Eh

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      :) Ewo, te wieżowce już same z siebie płyną, bez strażaków, bo są „płynące”. ;)
      Miks płciowy, temat odwieczny, ale natężenie tematyki LGBT czy queer we współczesnej kulturze jest zastanawiające. Osobiście czuję przesyt i zauważam, jak autocenzura wstrzymuje mnie przed publicznym ziewaniem. Z tym, że dobre kino, dobra literatura może sobie ten temat wałkować w kółko, i tak warto będzie słuchać, czytać czy oglądać.
      Tu nadmienię, że właśnie znalazłam wzorcowo opracowane na Wikipedii hasło „motywy LGBT w filmie„. Rzadko spotyka się taką jakość wśród wikipedycznych haseł.

      Wracam. Film o ojcach rewelacyjny. Tatusiowie, nawet błądząc, są ludzcy. Sytuacja działa niczym lustro podstawione pod nos. Widać pryszcze, zmarszczki, przebarwienia i ogólnie całą krzywość wizerunku. I choć spektakularnego liftingu nie będzie, to porcja wiedzy o sobie jest bardzo sycąca. Polecam.
      Pan Saiki w kąpieli (zwłaszcza, gdy dla zabawy pluje na dzieci) jest absolutnie nie do przeoczenia. Dam znak, gdy wypatrzę w kinach. :)

  3. Bee

    Tamaryszku, dzięki, czekałam na te recenzje, teraz czekam na listopad :)
    W „Jak ojciec i syn” istnieje również walor dydaktyczny, na pewno szczególnie zauważalny i czytelny dla japońskiego społeczeństwa (istotność rodziny, wspólnie spędzanego czasu, budowanie więzi z dzieckiem), w którym normą są raczej relacje w rodzinie w typie Nonomiya, gdzie głównie matki zajmują się potomstwem, zapracowani ojcowie od święta lub wcale… Zresztą film jest bardzo uniwersalny.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Tak, to jedna z ciekawszych kwestii: na ile jest to obyczajowość japońska, na ile uniwersalna. Abstrahując od sytuacji, która mogłaby zdarzyć się wszędzie. Może trochę zależy od tego, czy w odbiorze przeważa filtr psychologiczny czy właśnie obyczajowy. Niesamowite wrażenie robi na mnie grzeczność małego Nonomiya (niestety, nie pamiętam imion). I ten pomysł z misją, którą dzielnie wypełnia. Naprawdę dużo scen, które ściskają gardło.

      Ale na marginesie dodam, że stawiam veto opiniom, że temat narzuca łzawość, że to musi iść w stronę Polsatu. Bo żadną miarą! Na FilmWebie redaktor umieścił taką – kontrowersyjną wg mnie – recenzję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s