masz ci los!

No masz. Jak czasem los przydepnie, to tylko stękać. Czekać aż przyjdzie wichura i przegna. Nic, nic, się wygramolę z przydepnięcia, kurz zetrę, włos potargam, przytupnę! Jeno ten los po horyzont się rozmościł. Nic innego nie widać, tylko los, karmę, przypisanie… istne fatum. I to z każdej strony, gdzie by nie zerknąć.

Otwieram Myśliwskiego – Ostatnie rozdanie – rzecz, wiadomo, wyczekana, bo prawie pewniak. Zakłady można robić, czy rozbije triumwirat, czy będzie na miejscu czwartym – trzy mocne tytuły idą łeb w łeb: Kamień na kamieniu, Widnokrąg i Traktat o łuskaniu fasoli. Zawsze jest tak, że ktoś próbuje pozbierać i ogarnąć swoje życie. Jakiś Szymon Pietruszka czy inny gawędziarz. Miesza się cierpienie z radością, bliskość z samotnością, codzienność i święto. A wszystko wokół zwykłych spraw się kręci. Albo to będzie potrzeba wybudowania grobu, albo wspomnienie zgubionego buta czy pałaszowanego rodzinnie rosołu, albo łuskanie fasoli. A tym razem jest notes-adresownik, spuchnięty od nadmiaru, rozlatujący się, sam siebie niepewien. Bohater otwiera go co i rusz, próbując rozpoznać, kto pod jakim nazwiskiem się kryje. Kim był ten, tamten? Co mnie z nim wiązało? Listy, zestawienia, rządki nazwisk upchanych pod kolejnymi literami alfabetu. Pięknie, ładnie, ale za dużo. Niestety, déjà vu

Rzecz pamięci, która bynajmniej nie jest gruntowna ani stała. Z biegiem lat pokazuje to samo jak zupełnie nowy film. Czasami z dnia na dzień. I tak od listy nierozpoznawalnych nazwisk przechodzimy do warstewek własnej tożsamości, która również ma całe połacie nierozpoznanego. „Bo to nie to samo żyć, a wiedzieć o tym” – mówi Myśliwski. Trochę mnie przynaglając, by podkręcić świadomość.

„Jeden jest wszakże warunek w takiej grze, jakiekolwiek byłyby jej reguły. Musielibyśmy się zaprzyjaźnić sami z sobą. I od razu nasuwa się pytanie: to znaczy z kim? Każdy jest przecież czymś w rodzaju zbioru obijających się o siebie ułomków, wypalonych niczym meteory, których nic z sobą nie łączy, pogasłych nadziei, marzeń, zetlałych pragnień, zaprzepaszczonych uczuć, kłamstw podszywających się pod prawdy i prawd podszywających się pod kłamstwa, a wszystko to niezdolne choćby krążyć wokół wspólnej osi”.

niby jarzębinaNie wiem, ku czemu prowadzi mnie Myśliwski, bo jestem w drodze. Wiszą mi nad głową różne miecze Damoklesa (innowacja, nie błąd), więc powieść łykam haustem, a potem odkładam i czytam od nowa. Tym sposobem nieźle już sobie obrzydziłam nieszczęsny notes, w którym wszystkiego jest ponad miarę, a niewielki z tego pożytek, bo słowa oderwały się od treści, nazwiska od twarzy, wspomnienia od prawdy.

Więcej u Myśliwskiego nostalgii niż entuzjazmu, więcej utraconego niż znalezionego. Mam nadzieję, że jest nadzieja. Sprawdzę. Liczę na nią, mając na uwadze obraz chłopca na obsypanej kwieciem ulęgałce. I szybko na tę modłę tworząc swój jarzębinowy ekwiwalent. Pozytywny, z mocnym akcentem, gościnny. Wyżej to nie jarzębina, ale zamiennik.

Kondycja, póki co, nie doskakuje do szczytu swych możliwości. Lecz uparcie przeczy diagnozom nader jednoznacznym o „obumieraniu w nas instynktu przywiązania, że uwierają nas już wszelkie związki, a jednocześnie nie umiemy radzić sobie z samotnością”. Bo też cóż by to była za pułapka. To byłby bezpardonowy kopniak losu. 

I rzuca mi Myśliwski takie zdanie: „Gdy się jednakże na taką kwitnącą ulęgałkę patrzy, można zawstydzić się sobą. Czymże się bowiem jest wobec takiej kwitnącej ulęgałki?” A ja nieśmiało myślę sobie: podpatrywać tę ulęgałkę. Uczyć się od jarzębiny. 

Niewykluczone, że Myśliwski jest o czymś innym, przeczytałam dopiero jedną trzecią.

6 komentarzy do “masz ci los!

    1. tamaryszek Autor wpisu

      To nie błąd ;) Licentia poetica. Alibi dla niesformatowanych.
      Ludzie to w ogóle so jacyś dziwni: chodzo i brudzo, śpieszo sie i zapominajo. Pogubieni na amen, a chco sie sensu dochrapać.

      Myśliwski, moim zdaniem – ok. To ja coś jestem niedostająca. No bo dlaczego porzucam, na półkę odstawiam, wracam. Podoba mi się jak o utraconej miłości pisze i coś mnie też od tego klimatu odrzuca. Dwie rzeczy mnie dziwią: że głupio porzucił Marię (powszechna rzecz, ale nie lubię porzucających) i że uparcie wozi ze sobą ten adresownik. Nadążam ze zrozumieniem, że się przywiązał i że całe życie zdaje się być w notesie…, ale ja bym takich oporów nie miała. Wyrzucić, spalić, skoro nie pamięta cieni, to niech się rozwieją. Ludzi zostawiać, rzeczy wyrzucać. Niby w notesie też ludzie, ale tropienie śladu po minionym i zamkniętym to jak nieustające dziady. I słusznie Ojtam tropi w tym impuls do dziadzienia. ;)

  1. Ojtam

    „Nie wiem, ku czemu prowadzi mnie Myśliwski” – ależ to oczywiste.

    To zdanie wyjaśnia wszystko:
    „Każdy jest przecież czymś w rodzaju zbioru obijających się o siebie ułomków, wypalonych niczym meteory, których nic z sobą nie łączy, pogasłych nadziei, marzeń, zetlałych pragnień, zaprzepaszczonych uczuć, kłamstw podszywających się pod prawdy i prawd podszywających się pod kłamstwa, a wszystko to niezdolne choćby krążyć wokół wspólnej osi”.

    Przed Myśliwskim już Kohelet wiedział co i jak. Któż nie zna najsensowniejszego zdania, jakie kiedykolwiek wypowiedział człowiek? vanitas vanitatum et omnia vanitas. I tylko niepokoi mnie ta ulęgałka, bo burzy uporządkowany obraz dziadzienia wszechświata, a wraz z nim i ludzkości. Czyżby jakieś światełko w tunelu?

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Nooo, nie wiadomo, co to w nas siedzi. Prawda pod fałszem, fałsz podszywający się pod prawdę… Tu akurat nie rajcują mnie to oskarżycielskie nuty, ani tonacja dezintegracji. Nie musi tak być. Ale już rozbicie na „ułomki” i warstewki jest „autentycznym faktem”, niestety. Bo coś nie dowierzam monolitom i oglądom, dopatrującym się we wszystkim całości.

      Ulęgałka może być furtką. Ojtam, najważniejsza jest sama zdolność trzymania się ukwieconej gałązki. Już nie trzeba nią wymachiwać. Byle mieć pod ręką i raz po raz sprawdzić płatki, korale, liście lub kolce.
      Oj, Ojtam, mógłbyś pracować w propagandzie dziadzienia. A wiadomo: najciemniej pod latarnią. Obstawiam, że asekuracyjnie powołujesz się na przemijanie, w które wcale nie wierzysz. ;)

  2. janek

    No i ciekawe, co na koniec rozdał Myśliwski i o czym on tak naprawdę jest? ;) Może jesteś już pod koniec lub całkiem po?. Bo diagnoza o”bezpardonowym kopniaku losu” nie zachęca mnie do lektury. A dopiero co oglądnąłem sobie „Kamień na kamieniu” i ten Myśliwski mi się podoba. Przewija się i tu kopniak losu, ale jest on innego rodzaju. To kopniak, który przynosi zmianę. Jest też przywiązanie do ziemi, w której początek jest i koniec wszystkiego …
    „Zaprzyjaźnić się ze sobą” – to trudne, ale chyba nie niemożliwe. Wymaga dużej dozy samoświadomości. Lecz kogo z nas na to stać, kto z nas to potrafi? Tylko nieliczni. Taki los.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Oj, dałeś mi czas, miło. Do tej pory to i żółw by przeczytał. Zwłaszcza, że jak by nie brzmiała powyższa notka, Myśliwskiego lubię i jak dotąd każdy tytuł był ważny. Hmm… Mowa moja będzie krótka: odłożyłam. Bezzasadnie, zakładając powrót, nie mając żadnego argumentu na dyskwalifikację. Absolutnie nie należy się mną sugerować. Może za dużo było rozpoczynania od początku.
      Kryzys czytelniczy, ale obserwuję drobne zmiany na lepsze. ;) Pozdrawiam :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.