tabor za taborem

Papusza czyta o sobie w gazetach

Papusza, reż. Joanna Kos-Krauze, Krzysztof Krauze, Polska 2013

Wysmakowane kadry, które można zabrać „na wynos”. Pejzaże: lasy (droga wśród kolumnowych brzóz!, drzewa odbite w zalewisku, obrysowujące horyzont), łąki i pola przecięte wijącymi się drogami, którymi ciągnie cygański tabor. Zrywające się do lotu ptaki. Czasem aż gęsto od liści, od przepychu zieleni i barw, które przeczuwamy, wpatrując się w czarno-biały obraz. Skala kolorystyczna jest niezwykła, rozświetlona promieniami słońca, przyćmiona dymem z ogniska, poddana ekspansji ognia (wtedy na przykład, gdy Papusza rozmawia z Ficowskim o słowach, których nie nazywa poezją, bo wydają się być czymś dużo bardziej naturalnym i oczywistym). Aż kłująca biel śniegu. Piękno dostępne ludziom drogi. Niewykluczone, że gdyby ktoś ruszył z nimi i zobaczył świat z perspektywy cygańskiego wozu, tęskniłby później bezpowrotnie. Bezpowrotnie, bo nie dałoby się zobaczyć tego samego z perspektywy gadzia.

tabory


Twórcy odrzucili cepeliadę – świadomie i na początku pracy nad projektem. Korale, chusty, spódnice romskich dziewcząt i kobiet nie skrzą się czerwienią, błękitem, fioletem jak w popularnej piosence, którą na przekór przytoczę, bo słowa napisał bohater tego filmu, Jerzy Ficowski:

Jadą wozy kolorowe taborami 
Jadą wozy kolorowe wieczorami 
Może z liści spadających im powróży 
Wiatr cygański wierny kompan ich podróży 
Zanim ślady wasze mgła mi pozasnuwa 
Opowiedzcie mi Cyganie jak tam u was jest 

U nas wiele i niewiele bo w sam raz …

Na przekór, bo życie taboru, choć niewątpliwie dynamiczne, wspólnotowe, nieprzewidywalne, nie jest takie znów bajeczne, by piosenkowy refren („…ale zawsze kolorowo jest wśród nas”) nie brzmiał naiwnie.

Papusza

I pozostając wciąż przy wizualnej stronie Papuszy, trzeba do nieskalanych obrazków natury dołączyć scenki obyczajowe (życie taboru, stacjonowanie w miasteczkach, próby zamieszkania w czterech ścianach) i atmosferę napięć. Między Cyganami a władzą PRL-u, zdeterminowaną ich cywilizować, osadzić, kontrolować. Między taborem a ludźmi, dla których są „utrapieniem” – już choćby z tego powodu, że mentalnie nie do pojęcia (inne wyobrażenia o relacjach społecznych, o etyce i estetyce życia). Między nimi, wewnątrz taboru – choć nie wiadomo, jak boli bezpośrednio krzywdzonych, którzy akceptują romskie status quo, bo na pewno inaczej niż wydaje się to patrzącemu z boku. Myślę tu o dziewczynkach rodzących dzieci, poślubiających mężczyzn nierzadko wbrew swej woli, znoszących niepojęty patriarchat, a czasem – jak w przypadku Papuszy – tragiczne wykluczenie. Bo również wykluczenie znaczy dla Romów więcej, mroczniej, beznadziejniej niż dla nas.

tabor na zakręcieI tak jak szłam na seans bez żadnego przygotowania, tak po seansie czułam potrzebę dowiedzenia się więcej. Niekoniecznie po to, by zrozumieć film. Raczej dlatego, że film uświadamia, jak mało wiemy i jak niełatwo romski świat pojąć. To nie jest tylko kwestia niesprawiedliwych stereotypów (nie ma żadnego porównania z „obcością” mniejszości żydowskiej!).

Gdyby tylko o to chodziło, że ktoś nie akceptuje Cygana, bo inny… Zastrzeżenia wynikają często z niezgody na cygańskie bycie poza prawem, które społeczność uznaje za regulujące zasady współżycia.

tabory2Mam z tym problem, choć wstydziłabym się wygłaszać negatywne opinie. Trudno mi ogarnąć, jak to możliwe: nie pracować, naruszać czyjeś prawo własności, nie asymilować się… Skrajny przykład: opisanie swojego świata uznają za zdradę. Napiętnują i Ficowskiego, i Papuszę, choć żadnej złej intencji nie miało żadne z nich. Wręcz przeciwnie: oboje dostrzegają w tym świecie wartość, z którą się utożsamiają. Czyżby więc Romowie chcieli być obcy, a później mieli pretensje, że nimi są? 

znikający tabor

Zaskoczeniem i dużym walorem filmu jest brak emocjonalnego szantażu. Krauzowie nie kreują mitu wolnych ludzi, których zrodził las i dźwięki skrzypiec. Nie znikają moje obawy, że romski świat (przynajmniej z czasów Papuszy) nie mógl nieść z sobą harmonii, nie mógł liczyć na bezkolizyjne przyjęcie czy choćby neutralność ze strony tych, w których społeczność wkraczał. Jakby tragizm wpisany był z definicji w los Cygana. Cygan chce być wolny, nie chce dbać o czystość w mieszkaniu, bo gna go do lasu, musi ukraść kurę (to jest honorowe, w odróżnieniu od pogardzanego przez nich żebractwa; anegdota z Papuszą, która trafia do więzienia za kradzież kury i trzeba ją stamtąd wyciągnąć, by dać nagrodę od ministra – super!). Z obawą o tym piszę, bo posługuję się skrótem i może to zabrzmieć obskurancko, ale tyleż w tym widzę wolności i niespokojnego ducha, ile nieodpowiedzialności, ignorancji, a nawet pewnego ograniczenia horyzontów (przy skądinąd otwartych na oścież horyzontach wyobraźni wędrowca). Oczywiście, współczuję Romom i dostrzegam, jak katastrofalnie obeszła się z nimi władza PRL-u. I pouczona po seansie rozmową, rozumiem, że należy przedefiniować podstawowe pojęcia (praca, własność, wolność, rodzina, wspólnota), by otworzyć się na to mroczne światło i zabłocone barwy świata polskich, romskich taborów. 

Dlatego bezcenny jest Jerzy Ficowski i jego monograficzne dzieło Cyganie w Polsce. Dzieje i obyczaje. I bezcenni są twórcy filmu, który – gdy teraz o nim myślę – powinien powstać koniecznie i właśnie w takim kształcie, w jakim mogłam go obejrzeć. Większość występujących w filmie to statyści, odtwarzający znany sobie świat. Tym razem obdarzyli artystów zaufaniem i – mniemam – również zezwoleniem. Przełamując izolację i niewiarę, by istniało cokolwiek poza teraźniejszością, a podobno nawet język nie zezwala Romom wchodzić w przeszłość lub przyszłość, bo obie strefy czasowe nazywa jedno słowo.

Dużo teraz zewsząd głosów rozwija ten temat. Dobrze, to dla nas wielka szansa. Ale też przyczyna, zwalniająca mnie z relacjonowania dramatu, który rozgrywa się w życiu bohaterów. Papusza – tragiczna poetka, która wyrzeknie się części siebie, przekreślając i paląc swoje wiersze, bo mogąc wybierać, wybrałaby szczęście w taborze: „Gdybym nie nauczyła się czytać, byłabym szczęśliwa”. Dionizy Wajs, mąż Papuszy, któremu nie drży ręka, gdy „trzeba” przyłożyć żonie, lecz który z empatią (nie przestając marudzić) towarzyszy jej w wykluczeniu. Kreacja Zbigniewa Walerysia jest najbarwniejszą w tym filmie. Jerzy Ficowski – fascynujący człowiek (bardziej jako pierwowzór niż filmowa postać stworzona przez Pawlickiego), przygarnięty i okrzyknięty zdrajcą, obciążony nieprzewidzianymi skutkami pomocy udzielonej Papuszy. Spisek dwóch poetów (Tuwim & Ficowski), który w zamierzeniu miał ratować poetkę, w rezultacie strącił ją w przepaść, choć ocalił dla dzisiejszych odbiorców, więc i uwiecznił.

Jowita BudnikI sama Bronisława Wajs, zwana Lalką, czyli Papuszą – kobieta o niezwykłej wrażliwości, obciążona społeczną klątwą przez swoich, płacąca za podążanie za swym głosem niebotyczną cenę. Bezdyskusyjnie dobra Jowita Budnik, zastępowana w retrospektywnych fragmentach aktorką romską – Palomą Mirgą. 

Zbigniew waleryś jako Dionizy WajsJerzy Ficowski

Reklamy

17 thoughts on “tabor za taborem

  1. PawełW

    Piękny portret świata, którego już nie ma. Piękny bo jak napisałaś „Twórcy odrzucili cepeliadę”. Piękny ponieważ zdaj się być prawdziwy: wozy są stare, zniszczone. Ludzie szarzy ale kolorowi od środka, prawdziwi. I jeszcze coś o czym nie napisałaś: Muzyka. J.K.Pawluśkiewicz stworzył wspaniałą oprawę dla tego świata. Aż mi się nie chciało wychodzić z kina. I Kolscy, którzy wszystko dobrze wyważyli: radość, ból, szarość, mądrość…..

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Piękny, bo już miniony. Piękny, ale też pęknięty i okrutny. Mało uwagi poświęciłam Papuszy. To dlatego, że w jednym poście trudno było mi wszystko połączyć. Uderza mnie, że życie postawiło ją po stronie tego, czego by sama nie wybrała. Nie przeciwstawiłaby poezji wspólnocie. To nie były dla niej równorzędne wartości. Gdy czytam w komentarzach o dramacie wyrzeczenia się własnej twórczości, to myślę, że nie w tym jest sedno dramatu. Ujmuje mnie to jej zdanie, że gdyby nie szukala zbyt wiele, byłaby szczęśliwa. Gdyby nie umiała czytać. Gdyby umiała ucinać swe uparte, powracające potrzeby. Tylko co ona mówi – to by wymagało przestrojenia się na inną melodię, nie swoją. A to nie byłoby cygańskie posunięcie. I myślę nad tym, żak ona była jednak samotna w tej wspólnocie. Kobieta, która czyta, kobieta, która nie rodziła, kobieta, która pisze do gadzia (czymkolwiek to pisanie dla niej było).

      Pawluślkiewicz, oczywiście, wart wzmianki. I autor zdjęć: Krzysztof Ptak. I Waleryś – ja doceniam dopiero teraz, po seansie. Najbarwniejsza to postać. Ficowski przy nim mocno blednie.
      Reżyserzy (zakradł się lapsus: oczywiście Krauzowie) naprawdę wiedzieli, co ważą i w jakich proporcjach. Warto było zobaczyć. :)

  2. MolikZygmuntEWA

    Powinnam napisać tak jak ty u mnie: tekst jest bardzo piękny, to bardzo utrudnia komentowanie :)
    Co robić mamy ‚z tymi cyganami’, z ich mentalnością rodem z pierwotnych kultur, gdy przychodzi nam przez wieki ‚niekomfortowo’ żyć obok nich.
    Patrząc na nich oczyma zabieganego, utrudzonego budowaniem jasnej przyszłości mieszkańca miasta 21 wieku, prawie nie chce się nam dociekać dlaczego są aż tak inni. Z naszego ‚średnio statystycznego’ punktu widzenia to leniwi, brudni, agresywni, ksenofobiczni kabotyni. Bronią czegoś, czego już sami od dawna zdają się nie rozumieć. Odgrywają te swoje fałszywe role, kochając tanie efekty, gdy ich dzieci cierpią głód, chłód i odrzucenie.
    Czy ten film cokolwiek wyjaśnia, czy tylko wzruszająco dokumentuje to co było?
    Od jakiegoś czasu, we Wrocławiu, głośny jest proces jaki miasto wytoczyło rumuńskiej grupie Romów, bezprawnie okupujących i dewastujących miejski teren. Dostali szansę obrony swoich racji, choć wielu statutowych obrońców uznaje ten fakt za zamach na ich status quo. I bądź tu mądry…

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Bądź tu mądry… i pisz wiersze. Wszystko jasne: stąd ten talent Papuszy. ;)
      Ja nie jestem w stanie zająć stanowiska w sprawie, po której sronie racja, gdy nie ma jednej racji. Nawet nie próbuję. Uważam, że na pewno nie każdy Rom mieści się w stereotypie; że zderzenie mentalności jest naprawde silne, graniczące z kolizją odrębnych planet i że nie zaszkodzi „wyjść z własnych butów” choćby na moment.

      A film… Pozytywnie zaskoczyło mnie, że wcale nie jest wzruszający, nie szarżuje mitem wolnego Cygana, któremu wiatr do serca wkłada muzykę, a gałęzie drzew akompaniują i nucą. Owszem, gdy mowa o nieporadnej polityce władz PRL-u wobec Romów, która koszaruje ich w blokach czy kamienicach lub osadza w więzieniach, to widać, że są to chore posunięcia. Ale ich reakcje też są specyficzne. Oglądasz, nie musisz każdej sceny oceniać. Prawda, że choć o Papuszy, to jednak jeszcze bardziej o jej świecie to film. Bez publicystyki i recept. Na szczęście. Jest to świat podszyty pięknem. Ale trudnym, chłodnym, zwodniczym. Tylko pejzaże wciągają bezgranicznie i bez żadnego „ale”.

  3. MolikZygmuntEWA

    Świat odrzuconej Papuszy, bez Papuszy prawie. Ofiara bez sensu, gdy patrzeć na osobniczy los Lalki niejakiej…
    Co tam PRL, czy zmieniło się znacząco ?
    Wciąż przecie ofiaruje im się/ skłania ich się – ku locum – by rodziny z dziećmi nie plątały się ‚bez sensu’, a które ‚oni’ dewastują z lubością (?). Bloki, które dla nas, ‚normalnych obywateli’ były, i wciąż są kulturowym awansem, dla nich okazywały się/ okazują się pułapką? Co to za świat więc, roszczeniowy?
    Piękno trudne, chłodne i zwodnicze ? Była gorąca woda, kaloryfery i metraże, wystarczyło płacić czynsz, Tylko trzeba było mieć dochód, którego nie gwarantuje ‚rytualna i uprawniona’ kradzież; drobiu?.
    Pejzaże wciągają. Włącznie, i faktycznie bez ‚ale’. Tylko czy ma się to jakkolwiek do ‚realu’?
    Nic, tylko muzykę mieć w sercu, muzykę w akompaniamencie gałęzi drzew, i już… cudnie będzie.
    A to się pi-jar’owcy wszelkich partii ucieszą :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      :)
      Odniosę się tylko do gorącej wody, bo u mnie dzisiaj jej brak. Otóż ja, niemająca romskich korzeni, próbuję nie histeryzować, ale co brak, to brak. Nie chcę kury, muzykę zastąpię ciszą, tylko wodo, wodo ciepła wróć! Dobrze, że nie muszę rozpalać ogniska, by ją wytworzyć.
      Ze mnie by tabor nie miał pożytku. Sprzedaliby mnie za pierwszą lepszą zmokłą kurę.

  4. Holly

    Piękną recenzję napisałaś Tamaryszku! Mnie również urzekły obrazy: nostalgiczne i poetyckie. To bardzo smutna opowieść o świecie, którego już niestety nie ma. Ktoś powiedział, że ten film można porównać do „Austerii”, niestety! Realizatorzy odkryli nam skrawek świata, którego właściwie nie znamy a który istniał przecież do niedawna. Cenne jest również to, że nobilitowano ożywiony na ekranie język romski. Ten film to również hołd wobec Jerzego Ficowskiego oraz bardzo piękny głos w debacie o Romach. Bo przecież, widząc ich inność, uświadamiamy sobie jak trudno jest im przystosować się do naszego sposobu życia. Temat jest bardzo gorący w całej Europie. We Francji, inteligencja stoi za nimi murem. Papusza wygrała nagrodę Jury paryskiego festiwalu filmowego organizowanego przez Instytut Kultury ( a w jego skład wchodzili sami Francuzi). Jak podkreślono, aby wesprzeć ten film i pomóc w znalezieniu dystrybutora we Francji. Ja jestem przekonana, że się on szybko znajdzie oraz że film zostanie tu doceniony.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Holly, dziękuję za informację o francuskiej percepcji. Na FPFF w Gdyni doceniono rolę męską Walerysia i muzykę Pawluśkiewicza, więc chyba oszczędniej. To bardzo ciekawe – ta gotowość francuskiej inteligencji do promowanie problemu (nomen omen) obecności Romów w społeczeństwach europejskich.
      Chyba rzeczywiście jest jak z Austerią. Papusza utrwala świat wolnych taborów, zanim ugrzęzną w klaustrofobicznych podwórkach, klatkach schodowych, wśród miejskich śmietnisk. Tamtego chyba (?) już nie ma.
      No i ten język romski! To jest fantastyczne. Dla mnie czymś niesamowicie egzotycznym były sceny cygańskich zebrań czy (jak by to określić?) kręgów, gdy wypływają spontanicznie i podlegają eskalacji jakieś nieufności, potępienia, niedowierzania. Bo jednak wspólnotowość to jest magia, czarna magia. ;)

    2. PawełW

      Holly, u nas też ‚inteligencja murem stała’ za tzw. ludem – vide „Wesele” ale co z tego skoro nie potrafiła wyedukować ‚pospólstwa’ w tolerancji dla odmienności. W filmie trochę mi tego potępienia brakowało. Jakby Twórcy chcieli przerzucić na nas tę rolę.

    1. tamaryszek Autor wpisu

      Na Święta? :)
      Niech Ci się trafią wszystkie mocne strony polskiego kina. I nie tylko. Podejrzewam, że Papusza będzie już na ostatniej prostej. Ale będzie się za czym rozglądać i czym sycić. Dobrej podróży. :)

  5. peregrino

    :^) .. niestety nie na święta dużo bardziej prozaicznie .. dużo bardziej .. u notariusza :^))
    niestety chyba obędę się smakiem .. Papusza finiszuje tutaj 2 dni przed moim przyjazdem :^)
    http://www.kinopodbaranami.pl/repertuar.php

    ale może znajdę gdzieś w mieście moich Rodziców trochę dalej nad Wisłą :^)

    pozdrawiam ciepło i dziękuję bardzo za tak ciekawe notki o filmach :^)

    Odpowiedz
  6. janek

    Świat, którego nie ma … Bo „prawdziwych Cyganów już nie ma”. Dużo nostalgii w tym filmie. Bardzo potrzebnym, rzeczywiście. I ze względu na Poetkę, i na opisany świat, którego była częścią. Krauzowie pokazali przemianę tego świata: od przedwojennej idylli, po powojenne powolne obumieranie (te puste, nieczynne wozy pod domami …). W mojej rodzinnej wiosce wychowywałem się w bliskim sąsiedztwie z Cyganami. Pomimo, że mnie nimi czasami straszono (co wiele mówi) zachowałem dobre wspomnienie. Poznałem, również osobiście, dobre matki i ojców-muzykantów (czy ktoś potrafi dzisiaj tak grać na skrzypcach na weselach?!). Choć wiem dobrze, że Cyganowi lepiej smakuje kura kradziona, to pamiętam, że rodzice sprzedawali im np. króliki :). Później różnie bywało: miałem przygodę z Cyganką co to prawdę Ci powie, a potem 50 zł nie twoje :). Lub na Słowacji: od natarczywości młodych Cyganów uratował nas leśnik … A dzisiaj w mojej wiosce nie ma już osady Cyganów … W filmie trochę za mało było poezji Papuszy, ale rozumiem, że to film nie przede wszystkim o niej. Tragizm wykluczenia pokazany świetnie – znakomita Budnik. Co prawda Waleryś momentami rozsadza ekran, ale taki to był świat, przez mężczyzn rządzony – to miał harfista większe pole do popisu. Jednak Budnik to klasa! Czy Romowie chcieli być obcy? Nie! Byli wyobcowani przez swoją inność. Bo tak jak dziś i jak dawniej INNY dla społeczeństwa znaczy obcy i niechciany. A przecież byli twórcami swoistej „kultury taborów”, często bardzo uzdolnieni, pomimo że samoucy. Dzięki, że napisałaś o tym filmie jak zwykle znakomitą notkę.
    Przepraszam, że przydługo, ale temat mi bliski, a i film udało mi się (o dziwo:)) zobaczyć.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Oj, Janku, dzięki za ten nostalgiczny ton. Moja notka to preludium, ktore wybrzmiewa w komentarzach. Wyjątkowo długo sama się w swych odczuciach rozpoznaję, bo są ambiwalentne. Film, oczywiście, klasa, ale cygańska odrębność jest do zaklasyfikowania niełatwa. Świetnie mi się czyta Twoje wspomnienia o weselnych muzykach, wróżących Cygankach, o taborze z rodzinnej wioski czy miasteczka. Warto je wskrzesić, chocby po to, by zestawić z obrazkiem mniej wesołym, może dlatego, że wciąż aktualnym (vide: komentarz Ewy). Po taborach zostal kolorowy, niknący ślad.

      Mówisz, że były i króliki? Bo myślę sobie, że Papusza przejdzie do historii kina jako film z największą ilością patroszonych kur. I że dawni Cyganie ożywią dzisiejszy protest – na przykład – potencjalnego ruchu Wolność dla Kur.
      I podejmuję wątek muzyczny: ileż Cyganów w polskich piosenkach!
      Sięgnijmy tym razem po Osiecką (posłuchać można TUTAJ):

      „Ukradła cyganka kurę
      Dostała za to burę
      Cygankę powiesili
      I jeszcze na nią mówili
      Ukradła cyganka kurę… (…)

      Oj ludzie, ludzie pacierze zmówcie za migdałowe oczy jej
      Oj ludzie, ludzie duszy nie zgubcie cyganki tej

      Migdałowe oczy, usta purpurowe
      A do tego jeszcze niebo, niebo granatowe
      Kto za nimi płacze?
      Tylko, tylko deszcze
      Tylko wrona kracze jeszcze, jeszcze, jeszcze
      Jeszcze, jeszcze
      Deszcze, deszcze
      Deszczu płacz

      Kto w te bzdury wierzy
      Na złość sobie robi
      Kto na świecie widział,
      Kto na świecie słyszał
      Wierzyć cyganowi

      Deszczu płacz

  7. janek

    Ren, Dzięki za piosenkę. I jeszcze moja ukochana Osiecka! Zawsze coś fajnego wynajdziesz. Można też posłuchać w wykonaniu Justyny Szafran, którą bardzo lubię.
    A z innej beczki bura: Pedagogu, O której to się chodzi spać?! Dzisiaj tam pewnie dzieci straszysz? :) . No dobra, ten jeden raz wybaczam ;)

    Odpowiedz
  8. maria

    Piękny, wzruszający film. Kiedy się skończył, zobaczyłam, że w ostatnim rzędzie siedziała duża grupa Romów, uśmiechnęłam się do Romki, kiedy nasze spojrzenia się spotkały, cóż, tylko tyle mogłam zrobić.
    P.S. Do Peregrino : w Łodzi w kinie Charlie na pewno Papuszę będą grali jeszcze cały miesiąc. Zapraszam :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Świetnie. Ciekawy seans. Symboliczny taki. Co też oni widzą w Papuszy, czy to samo co my? I co teraz sądzą o „zdradzaniu swoich”, o słuszności wymierzenia kary Papuszy. O nastawaniu czasów, w których odsłonięcie odrębności Cyganów jest jedyną możliwością ich ocalenia. Wreszcie – może przy tej okazji nie powinnam pisać „oni”, bo takiej samej rangi z nich widzowie, co i z nas.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s