beksa razy dwa

Magdalena Grzebałkowska, Beksińscy. Portret podwójny, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2014

Beksińscy. Portret podwójnyStrzał w dychę: tacy bohaterowie są jak podwójny magnes. Zdecydowanie bez sensu byłoby rozdzielanie postaci. Życiorys ojca naznaczał syn, ojciec determinował syna. A przy tym obie osobowości są pełne. Mroczne (to słowo jest skazane na nadużycia, słowo dyżurne), podbite tęsknotami i tajemnicą, stemplem dziwności, introwertyzmu i wylewności zarazem. Zdzisław – oryginalny malarz (zawieszę dopowiedzenia, pomnąc jak śmiał się z etykiet). Tomasz – krytyk muzyczny, dziennikarz, tłumacz. Po prawdzie, wbrew tytułowi, dostajemy do ręki biografię potrójną. Ale ta trzecia, pani Zofia Beksińska, cicha, oddana, „z niską samooceną i poczuciem klęski”, żona i matka, nie miała przebicia, by wcisnąć się na okładkę. Niemniej: jest.

Obrazy Beksińskiego znałam, mam album. Dawno do niego nie zaglądałam, lecz one są tak wyraziste, że przypominały się sugestią słowa. Może to – jak chcą niektórzy – sprawa maniery, monotematyczności, jednolitej tonacji nastroju. A może – jak chcą inni – piętno talentu. Dość, że kolorystyka i stałe motywy (czaszki, obłażąca skóra, krzyże, trumny, pejzaże „metafizyczne”) stały się scenerią tej lektury. Nic dziwnego. Czytam o tym, skąd się wzięły, jak powstawały, jaki był wokół nich ruch czy zastój. Wisiały przecież na ścianach. W tych dekoracjach rozgrywało się życie Beksińskich.

TomekTomek oglądał je od dzieciństwa, wyszukując co lepsze elementy. Patrzył wtedy na ojca (nomen omen) jak w obrazek. „W młodości trzeba mieć kogoś, kto stanie się dla ciebie przewodnikiem. Dla mnie był to stary”. Gdy jako trzydziestolatek przytwierdzi sobie wampiryczne zęby, zarzuci czarną pelerynę z czerwoną podbitką i po raz enty będzie szukał bladolicej, czarnowłosej piękności na wzór „kobiety-węża”, to będzie kontynuacja tego, czym rajcował się jako przedszkolak w sanockim domu Beksińskich. Szalenie dużo wziął od Zdzisława. Część pewnie świadomie: był w posiadaniu rockowych płyt, zanim dostępne były szerszej publiczności. To ojciec malował przy głośnej muzyce i kazał sobie płacić za obrazy sprowadzanymi z zagranicy na podkarpacką prowincję płytami. („potrzebuje wokół siebie huraganu dźwięków, marzy o aparaturze tak głośnej, że pocieknie mu krew z uszu”). Maniackie kolekcjonerstwo obaj mieli we krwi. Tomasz w warszawskim mieszkaniu (Mozarta 6) jeden pokój wypełni płytami, drugi filmowymi kasetami. Muzyka i film.

Dwa kurki, z których płynęła fikcja, emocje, esencja życia. Tak się jakoś splatały wizje, urojenia, koszmary ze snu i z życia, że niełatwo je było rozróżnić. Może rację miał Tadeusz Nyczek (przyjaciel rodziny, propagator twórczości malarza), że Zdzisław tworząc obrazy, dawał upust wyobraźni, Tomek tego wentyla nie znalazł, więcej zatrzymał w sobie. A to miało siłę toksyn.

ZdzislawZ pożegnalnego listu Tomka do ojca sączy się rozczarowanie, „pragnął zawsze żyć w innym świecie, gdzie reguły są proste, przyjaźń jest przyjaźnią i tak dalej”: „Wiem, że to świat fikcji, ale może i ja przez te 41 lat byłem fikcją. Odchodzę do świata fikcji, bo tylko tam było mi dobrze. Błagam na wszystko, nie budź mnie”. Samobójstwo Tomasza w Wigilię 1999 roku, po kilku próbach i licznych groźbach, stało się faktem. Materializowało wiszące nad rodziną przeczucie tragicznych alternatyw. Pięć lat później (i dwa miesiące) zamordowany zostanie ojciec. Zosia odeszła najwcześniej.

Twórczość Tomasza nie wiązała się z żadnym ściśle artystycznym fachem. Raczej sztukę zapowiadał i objaśniał (programy muzyczne w Trójce, arykuły i felietony w pismach typu „Tylko Rock”, tłumaczenia ścieżki dźwiękowej filmów – seria Bondów i Monty Pythona). Pozornie, bo w gruncie rzeczy szalenie artystowsko (z całym repertuarem tragicznie kabotyńskich znaków) kreował własny image. Niebezpiecznie wkręcając się w gotycko-romantyczno-neurasteniczno-depresyjne klimaty, w których zamotał się na amen.

Beksiński. C

Beksińscy. Portret podwójny to dobrze skonstruowana biografia. Duża porcja wiedzy o dorobku Zdzisława i Tomasza, podana z uwzględnieniem wielu perspektyw. Są wypowiedzi zawodowców, przeważa jednak podgląd codzienności, a więc wyznania tych, którzy na różnych etapach życia byli blisko Beksińskich. Naprawdę niesamowita jest różnorodność źródeł. Grzebałkowska dotarła do tak wielu osób (cześć kryje się pod zmienionym imieniem), do tak bogatych materiałów, że portrety są … nie powiem „pełne”, bo takie być nie mogą, ale zniuansowane.

Dodam, że tradycją Beksińskich było prowadzenie dziennika fonicznego, utrwalającego życie rodziny, a później każdego z panów z osobna. Obaj też pisali listy. Na ogromną skalę. Listy Tomasza są emocjonalne, wiwisekcyjne, konfrontujące go ze światem. Są skrajne: od fascynacji i marzeń o miłości, po żółć, obrzydzenie, pretensjonalne oskarżenia. Zdzisław, daleki od ekshibicjonizmu uczuciowego, jest z kolei mniej autokreacyjny, lubi komentować rzeczywistość. Poza tym: tych listów są krocie, niektórzy adresaci otrzymali ich ponad tysiąc! Rozmowy przebiegały na naprawdę licznych łączach. Ogromna dawka informacji – dla każdego, kto kiedyś zapatrzył się w obraz i chciałby bliżej poznać artystę lub dla tego, kto jeszcze pamięta kultowe audycje Tomka, bardzo osobiste, a przecież tajemnicze i budzące chęć poznania bliżej samotnego wampira-melomana. A przy tym materiał jest atrakcyjny w czytaniu, podzielony na krótkie rozdzialiki, z wyczuciem inkrustowany archiwaliami. Czyta się dobrze. Choć nie powiem, by lektura uskrzydlała.

Beksiński. B

Przekonuje mnie ten podwójny portret. Również dlatego, że rozstałam się z książką, nie mając gotowych etykietek. Opowieść wywoływała we mnie irytację, zaskoczenie dziwactwami czy infantylnością. Budziła przekonanie o upierdliwości charakterów.
Ale też przekonywała do oryginalności, niezależności, niesamowitej pasji, nieporadnej, lecz niepodważalnej miłości.

Wcale nierzadko ktoś kusi się o ocenę, diagnozę relacji między Beksińskimi. Tomkowe szafowanie śmiercią (od ekcentrycznego rozwieszania nekrologów o swym odejściu, po dużo subtelniejsze gesty) uruchamiało pytania i szukanie przyczyn. Przykład:
„Zdzisław Beksiński nigdy nie uderzy swojego syna. Zdzisław Beksiński nigdy nie przytuli swojego syna”.
Prawda. Zdzisław brzydził się małymi dziećmi (nasiliło się, gdy pojawił się Tomek, więc prosił o pomoc psychiatrę). Nie znosił dotyku. Miał dziwaczne manie natręctw i obsesji. Szalenie irracjonalne, choć sprowadzające się do praktycznych sfer życia: lęku przed podróżą (choćby wyjściem na proszoną kolację), strachu, że zabraknie produktu, do którego się przyzwyczaił (stąd: chomikowanie na potęgę), niechęć do jakiejkolwiek przynależności. Egocentryzm i podporządkowywanie sobie bliskich. Przy totalnym braku asertywności (paradoksalnie). Oj, te jego prośby-zlecenia, by kupić mu to, czego brak w Sanoku! Od materiałów do pracy, płyt z muzyką, po drobiazgi prywatne. Dziurę w brzuchu wiercił i wybrzydzał. 

Tomek z kolei męczył swą potrzebą opowiadania filmów, przebywaniem w fikcji, nadętym osądem świata. Choć była to maska ochronna i przed wieloma potrafił ją (na moment) zdjąć. Rodziców nie oszczędzał: groził, oczekiwał obsługi i wsparcia, utwierdzał w nieporadności. Pewnie prawda. W świetle reflektorów te relacje dziwaczeją, są ekscentryczne i niezdrowe. Ale przekonuje też siła wzajemnej przynależności. Gotowość do poświęceń, pewność, że jest się dla drugiej strony kimś ważnym. Ból, który rodził się ze strachu o dziecko, niemające sił, by pokochać życie. Felietony syna, w których portretował ojca jako równego gościa, którego warto znać.

Beksiński. A

Dobrze skonstruowana biografia zyska na tym, że nie będę jej okrawać i streszczać. Wyciągnę więc z niej kilka przypadkowych nitek – mnie oplotły.

Podstawowa sprawa to pasja. Zdzisław (z wykształcenia architekt, przez pewien czas na etacie w sanockiej fabryce autobusów) nienawidzi pracy, jednocześnie bez czasowych ograniczeń oddaje się tworzeniu, czyli niezłej fizycznej harówce. Zaczyna od reliefów, grafik i rzeźb. Stawia na fotografię. Potem kosztuje malarstwa (uczy się wszystkiego sam, od podstaw, zachłannie i przeklinając swą niemoc). Nadejdzie czas grafik komputerowych i fotomontaży. Próbuje sił w literaturze (ponoć paralelnej do malarstwa). Chłonie nowości muzyczne. Wie „wszystko” o komputerze, zafiksowując się na posiadanie coraz nowszych modeli. To już obrzeża pasji: obłędne wręcz gadżeciarstwo. 

Tomasz – podobnie: „był niesamowicie pracowity i świetnie zorganizowany. Wstawał rano, szedł do szkoły, a potem do wieczora zapieprzał”. Jako nastolatek: pisze opowiadania, nagrywa słuchowiska kryminalne, później kryminalne komiksy fotograficzne, wydaje płyty (tekturowe, lecz z bajerancko dopracowaną oprawą graficzną), wreszcie: zostaje prowadzącym szkolny radiowęzeł. Jest do bólu profesjonalny, nie improwizuje, ma przygotowany tekst i muzykę przyciętą co do sekundy, nieprzypadkową. W życiu zawodowym – był dziennikarzem, zajmującym się tym, na czym się znał.
Z dużą frajdą czytałam o jego przygodach z tłumaczeniem anglojęzycznych filmów. Wiele mówi jeden z jego felietonów:
„Wyżej podpisany ma opinię upierdliwie wymagającego, ale jeszcze więcej wymaga od siebie. Poza tym uczy się na błędach. Zatem: 1. Będę wdzięczny za wskazanie każdego błędu, jaki znajdziecie w tłumaczonych przeze mnie filmach. 2. Odcinam się raz na zawsze od wszelkich przekładów tekstów piosenek, które robiłem przed laty i czytałem na antenie. Była to robota translatorskiego analfabety. Od tamtej pory przeszedłem długą drogę i wciąż się uczę. 3. Gdybym mógł, poprawiłbym całego Monty Pythona. (…)”

Biografia podwójna obejmuje dwóch mężczyzn o zwielokrotnionych wcieleniach. Starszy był otwarty na powiew nowego i wszystkiego chciał doświadczyć na własnej skórze. Młodszy wypalił swoją ciekawość bardzo szybko. Czas płynął, a jemu wciąż się zdawało, że teraźniejszość nie dogoni przeszłości, że przyszłości po prostu nie ma. Nikt nie prześcignie Kruka Edgara Allana Poego. Nic nie zabrzmi tak jak przed laty End of the Night The Doors…

 

* Fotografie Tomasza i Zdzisława wzięłam z książki, obrazy dostępne są m.in. na stronieBeksińskiego.

Reklamy

22 thoughts on “beksa razy dwa

  1. buksy

    Kruka uwielbiam, Beksińskiego oglądałam jeszcze w dzieciństwie, bo po sąsiedzku, więc był w lokalnym muzeum. Na dodatek to kolejna pozytywna recenzja o tej książce. Czyli nic tylko muszę ją kupić :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      A! To mus lokalny. :)
      Czytałam e-booka, więc dodane reprodukcje obrazów mam w wersji biało-czarnej. Kupisz, już to chyba jest w niebiosach zapisane. ;) Dobre jest to, że obie biografie się naturalnie przeplatają. Moja chłonność też balansowała. Z emocjami jest dość specyficznie. Bo z jednej strony wciągały mnie te historie, z drugiej oszałamiały. No i aura taka mniej słoneczna. Choć zapomniałam w notce wspomnieć, że w sumie sporo humoru się tam znalazło.

  2. janek

    Mus lokalny. Ano właśnie: przecież największy zbiór dzieł Z. Beksińskiego jest w Sanoku, a to dość niedaleko. I nie byłem!;). Będę miał kolejny powód, by się do Sanoka wybrać. I Beksa, jako jedyny Europejczyk ma stałą ekspozycję w Osace. No ale to już nie jest tak blisko :). Doczytuję między wierszami, że bardziej niż sztuka interesuje Cię tu relacja ojciec – syn? Zaprawdę intrygująca.
    Obrazy Beksy – jak ze snu, pełne oniryzmu. Ja jednak wolę własną wyobraźnię. :). A serio: niektóre piękne. Lecz to piękno takie sterylne, chłodne, kościste …
    Z wywiadu z E. Dzikowską w serii „Artyści mówią” wyczytałem, że tworząc czuł wiele ograniczeń, choćby zw. z formatem obrazów, które musiały się zmieścić do takich samych skrzyń (!). Cóż, artysta, jak już było gdzieś powiedziane, potrzebuje wolności – nie tylko tej wewnętrznej …

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Sąsiad sąsiadem, ale przecież nie zza miedzy. Trzeba ciut dalej beretem rzucić. Malarstwo tez mnie bardzo interesuje, mniej muzyka, którą kochali. Biografia naświetla bardziej okoliczności niż sensy. Interpretacje pojawiają się raczej po to, by pokazać, czego szukano, co widziano w tych malowidłach. I co widział sam Beksiński. Tu kubeł zimnej wody. To podejście artysty do tworzenia jest dość prozaiczne. Dobrze to przeczuwasz. Format, koncepcje, barwy… rodziły się pod wpływem przyziemnych dość czynników.
      A relacja ojciec-syn jest centralna w tej biografii. Wiele zostało odsłonięte. Teraz wychwytuję nagłówki medialnych komentarzy i czasem one brzmią za ostro. Książka dostrzega ten trop (tlumaczenie porażki Tomasza tym, skąd się wywodzi i kim był Zdzisław), ale mimo „specyficzności” to nie jest fair, by za dużo przerzucać na ojca.
      W ogóle: jest naprawdę dużo dziwactw w stylu życia Beksińskich. Ale wszystko podbija oświetlenie. Gdy tak mamy przed sobą tragiczne zakończenie, komentarze postronnych etc., to dziwactwa są jakby postawione na piedestał. Trzeba uważać, by nie łykać za dużo anomalii, bo grozi wykrzywieniem percepcji.

      Mnie też kiedyś podobały się te obrazy bardzo. Teraz wiem, że nie muszę oglądać zbyt często.

  3. kasia.eire

    Narobiłaś mi smaku, zastanawiam się, czy chcę wchodzić w ten niełatwy świat Beksińskich, ale widzę, że pragnę jak najbardziej. Twoja zasługa

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Dobra robota Autorki. Ciekawy temat. Więc warto.
      Tym bardziej, że poza wniknięciem w świat Beksińskich, to także szansa na psychologiczne podpatrywania. Tudzież społeczne. Czasy PRL jednak nie mieszczą się w „normie”. Tu sporo ubawu. Choćby z obsesyjnym poszukiwaniem przez Zdzislawa papieru toaletowego. ;)
      W ogóle: dużo smaczków. Mnie się bardzo podobał wątek Puchalskiej. Jej przyjaźń (miłość?) z Mistrzem, już po śmierci Zosi i Tomka.
      No i ta Zosia. Lubię, doceniam, ale przeraża mnie myśl o takim wycofaniu się z życia. Próbka (fragment jej listu):

      „Peszy mnie tylko, że uważa mnie Pani za taką dobrą żonę, bo ja mam jednak przekonanie, że tak nie jest. Uważam, że wielka indywidualność powinna nie być sama, ale mieć przy sobie choćby mniejszą, ale też jakąś indywidualność, a ja jestem tylko cieniem. Nie mam żadnych ciągot artystycznych, nie mam najmniejszych zdolności w jakimkolwiek kierunku, nie mam nawet zawodu, który pozwoliłby mi się samej jako tako utrzymać. Więc raczej jestem ciężarem. Moim maleńkim plusem – o ile to można tak nazwać – jest chyba tylko to, że nie jestem wymagająca. Robię, co mogę, o nic się nie upominam, pamiętają, to dobrze, nie, też dobrze, i tak życie leci”.

  4. janek

    Rzeczywiście przerażający fragment. Jakąż osobowość trzeba mieć, by świadomie tak życie znosić? Pomimo że nie od dziś wiadomo, iż życie z artystą bywa cięzkie …

    Odpowiedz
  5. naia

    A ja skorzystałam z tego, że do Sanoka mam blisko, i w muzeum byłam. Niedawno, w te wakacje. Obrazy są niesamowite, już jako dziecko nie mogłam od nich oderwać wzroku, każdy szczegół mnie fascynował, każda kosteczka, płonące okno, iskierka w ciemności. A w muzeum to oczywiście wrażenie 100x bardziej. O rodzinie nic właściwie nie wiem, dlatego jak tylko się o tej książce dowiedziałam, zapragnęłam ją mieć. Tylko teraz nie wiem jak to zrobić, nie stać mnie za bardzo, a mojego osobistego „kupowacza” książek też mi nie wypada przesadnie eksploatować… Póki co się wybieram na spotkanie z autorką.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Silna reprezentacja podkarpacka :) Wszystkim blisko do Sanoka! Albo: Wszystkie drogi prowadzą do Sanoka. :)
      Ja też byłam! Jeden raz. I też nie było to odkrycie, lecz potwierdzenie wcześniejszej znajomości.
      W książce o muzeum niejedno. Długo Beksiński je omijał, aż trafił na dyrektora, z którym współpracować było warto.
      Dopiero dziś zobaczyłam w księgarni jaka to duża książka, jak nieźle wydana. Wersja e-bookowa, której poręczność bardzo mi odpowiada, ma tę nieusuwalną wadę, że nie ogarniam książki przestrzennie. Nie wiem, ile jej jest.
      Zacznij od spotkania. Grzebałkowska zbiera sporo zasłużonych komplementów.
      A potem zdecydujesz… się na kupno.;) To będzie słuszne posunięcie.
      Naiu, taki Kupowacz jest bezcenny!

  6. naia

    Prowadzą prowadzą, ze mną co prawda długo im zeszło, bo dopiero w 26. roku życia, ale grunt że w końcu się doprowadziły :)
    Też mi się wydaje, że na kupno jestem skazana. Skoro mówisz, że słusznie, to niech tak będzie!
    Kupowacz racja, bardzo się przydaje, choć ktoś bardziej pozbawiony skrupułów niż ja pewnie lepiej by go wykorzystał… Jeszcze się hamuję. Ale jak się tak sam nadstawia, to ciężko jest ;)

    Odpowiedz
  7. czara

    Zainteresowałaś mnie tą książką, poczytałam co nieco w internecie, teraz wracam do Ciebie. Ale mimo wszystko mam wrażenie, że moje zainteresowanie jest jakieś… „niezdrowe”. Jakaś taka ciekawość, która czasem kusi by zaglądać bliźnim w brudy. Gdyby to jeszcze był tzw. ekshibicjonizm i autotematyzm to nie miałabym oporów, jak pokazują, to biorę ;) Ale świadomość, że ktoś tak przegrzebał im w życiorysach i pozaglądał pod dywan trochę mnie krępuje. Nie wiem, to samo przecież można o większości biografii napisać, tu może fakt, że to historia tak świeża, nie pokryta patyną i dystansem czasowym…

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Czaro, więc odsyłam do Tygodnika Kulturalnego, w którym Grzebałkowska była gościem. Najlepiej włącz 28 minutę programu. To dobra rekomendacja. Krótka i dająca glejt autorce. Bo fakt, że to ważne, kto mówi, z jaką intencją, z jaką dawką empatii.
      http://vod.tvp.pl/audycje/kultura/tygodnik-kulturalny/wideo/21022014/13849890
      Rozumiem i to przyciąganie, i obawy. Chyba miałam podobne. Ale szybko sięgnęłam po książkę, więc się nie utrwaliły.
      Pozdrawiam :)

  8. czara

    Obejrzałam, od 28 minuty – dziękuję za linka i instrukcje. Bardzo ciekawa i zachęcająca rozmowa ale… pojawiło się dla mnie słowo-klucz, które akurat pasuje do moich obaw : „Obudziła się we mnie hiena dziennikarska”. Beksiński nie interesuje nas jako artysta (o ile dobrze zrozumiałam,, interesują nas patologie jakie pojawiły się w jego domu, w jego rodzinie. Ja też jestem pasjonatką patologii, ale.. mam zgrzyt. Cały naród zastanawiający się dlaczego Beksiński nie przytula syna i doradzający mu „kup mu mieszkanie dalej od siebie”? Rozumiem, że sami zainteresowani już nie żyją więc zupełnie im to obojętne, ale… mam zgrzyt. Ale może się czepiam i trzeba przeczytać a potem się wypowiadać.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Podejrzliwość godna podziwu. Serio. Jesteś czujna we właściwych momentach. Ale w sumie to wahania można odstawić.
      Co do hieny – to żartobliwa reakcja na propozycję wydawnictwa. Grzebałkowska nie żeruje. Więcej: odsłania różności, ale w tych dziwactwach można się przejrzeć, te porażki, nawet jeśli wynikają z błędów, to przecież zdarzają się, nie ma patentu na nieomylność. Autorka nie ocenia.
      Analiz dzieł właściwie nie ma. Czasem przytoczone jakieś sądy krytyków, do których się Beksiński odnosi (ironicznie). Biografia na pierwszym planie.

      Dobra książka. Może nie dla każdego na teraz. Ale jeśli ciekawi temat (jeśli jest głód), to można się nasycić czymś pożywnym. :)

  9. maria

    Właśnie czytam Beksińskich, a właściwie dawkuję. Co wieczór kilkadziesiąt stron, żeby na dłużej wystarczyło. Jestem oszołomioną różnorodnym talentem, inteligencją, osobowością, pracą i rozwojem Zdzisława, na Tomka jeszcze czas. Bardzo mnie wzruszył fragment o ojcu Zdzisława, Stanisławie Beksińskim, który ‚także miał halucynacje i widział krasnoludki chodzące po łóżku’. To wiele tłumaczy. Na początku także miał podobne wątpliwości, o których napisała Czara, ale w książce jest balans pomiędzy ciekawostkami dotyczącymi życia prywatnego a twórczością, a jedno bez drugiego nie miałoby racji bytu. Jest opisem życia artysty, wiarygodnego z ogromnym talentem i wyobraźnią, idącego po prąd, za co niejednokrotnie płacił bardzo wysoka cenę.
    Póki co, jeszcze przede mną 300 stron, czytam, czytam :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Mario, dobrej, odkrywczej lektury życzę! :)
      Gdyby Cię naszła myśl, którą chcesz się podzielić, to zapraszam, łamy tamaryszka stoją otworem. :)

  10. maria

    Tamaryszku, książka mnie zauroczyła totalnie, wciągnęła, wchłonęła, do ostatniej strony. Z drugiej strony z ulgą wypełzłam z mroków labiryntów Beksińskich :)

    Odpowiedz
  11. Pingback: rodzina we wnętrzu | tamaryszkowe pre-teksty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s