matura

Kciuki trzymam!

Maturzyści co mieli napisać, napisali. Wybór był skromny i drętwy. Arcypolski.
Teraz trzeba ściskać paluszki za egzaminatorów: by prace wpadły w dobre ręce, o dobrej godzinie, przy dobrej pogodzie etc.

koniczynkaI ja będę czyjeś maturalne analizy czytać i wyceniać. I niech mnie Bóg ma w swej opiece, bym trzeźwo, miłosiernie i jakoś tak adekwatnie (o ile się da) wyważyć cudzy trud umiała. Gdy spotkam pracę błyskotliwą, niech mnie oświeci intuicja, by nie zaprzepaścić niczego przez ślepą wierność wytycznym. Niech nie trafiają w moje ręce prace kuriozalnie głupie, by nie dobijać mojej wciąż nie dość polskiej, choć polonistycznej duszy. Wciąż „nie dość”, bo gdy się przyglądam tematom, to nie czuję w nich emocji, które współbrzmiałyby z moimi. Podejrzewam, że znaczna część piszących pisała o czymś niezbyt sobie bliskim. Szkoda. Po raz kolejny trzeba się było zastanawiać nad losem ojczyzny, narodu, literatury narodowej i przeróżnych ofiar. To są sprawy ważne, ale lepiej gdyby można je było przywołać samorzutnie, z impulsu lub przekonań, niż tak z rozkazu rozwałkowywać i ugniatać. Prorokuję liczne zakalce.

Odważniej i bez owijania w bawełnę pisze o tym Dariusz Chętkowski na blogu „Polityki”. Trafnie. Natomiast liczne komentarze, które się pod wspomnianym wpisem pojawiły, wprawiają mnie w nastrój kabaretowo-wisielczy. („Witam, zamiast Lucjan Rydel napisałem Ryszard Riedel, czy to błąd dyskwalifikujący moją pracę?”)

Spadające aniołyGdybym była maturzystką, to chciałabym, by wszystko miało ręce i nogi. I głowę. Wolałabym, by o egzaminie, do którego przystępuję, mówiono z szacunkiem, by nie ironizowano, nie wyśmiewano się, nie zamieniano matury w maturkę. Czasami życzy się zdającym łatwych egzaminów. Ja tam nie mam nic przeciw wyzwaniom trudnym, ale sensownym. Takim, które premiują wiedzę i sztukę myślenia. Angażują emocje i budzą wiarę, że to coś znaczy. Oczywiście, dojrzałość polega również na tym, by nie hołubić złudzeń, że Ktoś/Świat wystawi nam ocenę ze wszech miar sprawiedliwą. Ten najistotniejszy werdykt zapada mimmo wszystko w nas samych. Niemniej jednak: niechby nie było tak, że głównymi decydentami są fart i pech. Nie mam powodu naburmuszać się, że wysokie procenty przypadają w udziale czytaczom ściąg i streszczaczom załączonego fragmentu. Ale nie mogę pozbyć się dreszczu żalu, gdy myślę, jak niewiele szans na rozwinięcie skrzydeł mają ci, za których kciuki zaciskam szczególnie.

Wsłuchałam się dziś w przedmaturalne sondy, rozmowy z osiemnastolatkami przed egzaminem i tuż po nim. Uderzyło mnie, jak wielu z nich śmiało się ironicznie przy pytaniu, czy czytali lektury. Ja tego tak czarno nie postrzegam. Znam takich, którzy czytają, choć wiem, że gatunek nieczytających ma stary rodowód i bynajmniej nie wymiera. Ale to podejście do matury ze strony zdających nie jest mi obojętne. Bo raz: pełno w nim przejęcia właściwego komuś, kto będzie oceniany, dwa – często pobrzmiewa refren: „byle zdać”, „mnie to do niczego niepotrzebne” etc. Trzy: wyczuwa się świadomość uczestnictwa w grze – my nie czytamy, bo wiemy, że to lipa, wy od lat odgrzewacie trupie „nieśmiertelniki”. Bilans zbalansowany.


Może jestem staroświecka jak znaki interpunkcyjne, ale wystrzegam się jaj z matury. Wkurza mnie głupawy program „matura to bzdura” (bo co ma piernik do wiatraka? – powszechne niedouczenie ma się nijak do egzaminu, raczej demaskuje odmóżdżającą rolę mediów). Strunę przeciągają jedni i drudzy – twórcy matury i jej komentatorzy. Słowem, jak widać, ulotniło mi się poczucie humoru i trzeba czym prędzej je wskrzesić, bo bez niego ani rusz. No tak. Wymądrzyłam się, zaalarmowałam świat, jak strasznie ambiwalentne jest to, w czym uczestniczę. I zdawszy sobie sprawę, że kijem rzeki nie zawrócę, idę uprawiać swój ogródek. I wypić spokojnie trzecią kawę. ;)

Tegoroczne tematy:
1) (na podstawie fragm. Potopu – scena wbijania na pal, na szczęście przerwana interwencją Kmicica) przeanalizować emocje żolnierzy, zachowania i sytuacje ukazanych w tekście postaci;
2) (na podstawie fragm.Wesela – scena rozmowy Gospodarza z Poetą) przedstawić i porównać, co bohaterowie sądzą o Polakach i o poezji narodowej.

* koniczynkę pożyczyłam bez wiedzy Autora – stąd (licząc na to, że podanie źródła jest zadośćuczynieniem).
* powyżej Wyspiański – Spadające anioły

Advertisements

13 thoughts on “matura

  1. Ojtam

    Tamaryszku, widzę tu szerokie pole do popisu dla Ciebie. Podobnie jak księgarka z Wrocławia możesz wynotować co ciekawsze fragmenty z prac maturalnych. Zebrać to wszystko, opatrzyć komentarzem i wydać. A wówczas: czerwone dywany, światła reflektorów, nagrody, bywanie na eventach, koniec wtłaczania wiedzy w zamknięte, opancerzone głowy. I kto wie, może dzięki temu jakaś polonistka profesurę zrobi?

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Oj, byłoby z czego się pośmiać. Mam w głowie sporo perełek, brylancików i koralików wszelkiej maści, które namawiają oczy, by wyszły z orbit. Ale nie da rady.
      Arkusze maturalne to druki ścisłego zarachowania. Niczego nie wyniesiesz. Prawa autorskie, tajność procedur i etyka zawodowa to Święta Żelazna Trójca.
      Choć pokusa silna. Ech, bywać na eventach, zostać maturalnym celebrytą. Myślisz, że jest zapotrzebowanie? Chyba tak – celebrytów nigdy dość.
      Nie mam tylko przekonania, czy te maloletnie głowy są tak zamknięte i opancerzone, by choć dorównać tępocie główek starszych. :)

  2. maria

    Tamaryszku, ze szkołą już nic nie mam wspólnego od dawna. Maturę zdawałam w czasie, kiedy wydawało się, że jest to to przepustka do lepszego życia – studia, dobra praca itd . I tak też było. Teraz, jak jest, każdy widzi i każdy ma swoje zdanie na ten temat. Ok, ale tematy maturalne, które zacytowałaś okropne. Pozdrawiam i trzymam kciuki za wytrwałość.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Filozoficznie do tego można podejść. Czy to coś dało, że się wierzyło w sens przepustki, która dziś podlega dewaluacji (choć swoją rolę już spełniła)? I jak to jest, gdy już na starcie wiadomo, że nie ma gwarancji na cokolwiek?
      Nie, ja tutaj nie chcę podawać domorosłych pomysłów na ulepszenie matury. Z punktu widzenia czytelnika uważam jednak, że byłoby ciekawiej dowiedzieć się nie tyle, co miał na myśli Wyspiański albo któryś z jego bohaterów etc., lecz co myśli współczesny osiemnastolatek i w jaki sposób odnajduje w kulturze inspirację do własnych poszukiwań. Byłoby milej, ale jest co jest.
      Przesłanie czytelne: nie powinnam się za bardzo interesować, co tam ktoś sobie myśli, a ten ktoś nie powinien mieć złudzeń, że jego myślenie ma wagę priorytetu.
      Wiesz, że w ogóle się nie spekuluje o tym, czy temat będzie ciekawy. Kategoria „ciekawy”, „inspirujący”, „ważny” są z innej bajki.
      Pozdrawiam!

  3. maria

    Tamaryszku, to co napisałaś : ‚ …jak strasznie ambiwalentne jest to, w czym uczestniczę’. Nie wiem, czy to pocieszenie, czy nie, raczej nie, ale mam wrażenie, że reszta świata jest równie ambiwalentna, jeżeli nie bardziej niż szkoła i matura. No tak, tylko, że w wieku maturalnym myślałam zupełnie inaczej. Powiem więcej było inaczej. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Mario,
      pocieszenie. Dodaje dystansu do własnych emocji. I skoro jednak świat się kręci, to znaczy, że jest w tej ambiwalencji jakaś szczelina. Albo że można się skoncentrować na takim wycinku rzczywistości, który nas nie (mniej) drażni.
      Pozdrawiam :)

  4. Holly

    „Idę uprawiać mój ogródek”-kończysz Tamaryszku pomaturalne dywagacje. A czy wiesz, że jest tp cytat z literatury francuskiej? Pewnie wiesz, Tamaryszek wie wszystko:)) A ja piszę, bo też siedzę po uszy w maturze, tyle że z francuskiego i nie mojej, ale syna. Zaletą tej matury jest jakość przygotowywanych tekstów. I tak wczoraj przerabialiśmy razem „Kandyda” Woltera-tekst mądry, dowcipny i bardzo antyklerykalny (skądinad lepsze tłumaczenie Boya niż oryginał:)) Dziś siedzieliśmy nad Dom Juanem Moliera, a dokładnie nad sceną w której perwersyjny bohater proponuje dać biedakowi jałmużnę w zamian za zaparcie się Boga. I wreszcie Camus, „Obcy” -gdzie Boga już nie ma i pozostał absurd życia. Czytamy więc z zapałem literaturę francuską i ani słowa tu o patriotyzmie, narodzie, wyborach a dużo o uciechach życia, przyjemnościach filozofowania czy prowokacji intelektualnej. Oto jeden z cytatów dotyczących „Dom Juana” Moliera, które dziś usłyszałam, i który jako pytanie może paść podczas ustnej matury ” Bóg istnieje tylko po to, aby umacniać nierówności społeczne”-uzasadnij na podstawie przeczytanych lektur…Po dawce romantyzmu i pozytywizmu jaką otrzymałam w polskiej szkole, czytanie francuskich, to rozrywka:)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Holly, pamiętam! Pamiętam, że Twoja Latorośl dorośleje i kciuki trzymam!
      Wiem, że to Kandyd ostatecznie wrócił do uprawy ogródka :)

      Ta polska szkoła… ona jest trudna do uchwycenia. Bo różnie jest. Szkoła to ludzie. Naprawdę wielu sensownych ludzi (tych uczących się i tych, którzy oprócz tego, że wciąż uczą się, uczą też innych). Gorzej z procedurami (egzaminacyjnymi np.).
      Ale najważniejsze to że jednak oddychamy w jakimś innym rytmie. Tu w Polsce i tam, u Ciebie, we Francji. Niezmiennie jestem zafascynowana pomysłami francuskimi. Już o tym rozmawiałyśmy przy kilku okazjach. Podobają mi się, ale nie da się ich tak po prostu przeszczepić do polskiego pnia. Za duża konsternacja, wstrząs „termiczny” – tu gorączka patriotyczna, tu zimny kompres laicyzmu. ;)

      Serce mi się uśmiecha do tych waszych rozmów i pochyleń nad literaturą francuską (czytaj: nad życiem). „Uciechy życia, przyjemność filozofowania, prowokacja intelektualna” – o to, to! tego mi braknie w zestawie tekstów w polskim kanonie.
      Rozumiem, że to przykładowe pytanie jest z gatunku tych prowokacyjnych. ;) I że nie trzeba „uzasadniać”, lecz „rozważyć”. Bo jako teza brzmi mocno.
      Przyjemności i spokoju w przedegzaminacyjnym fermencie. :)

  5. Holly

    Tamaryszku, prowokuję, już taka moja natura, mam nadzieję, że się nie gniewasz. Wiem, wiem, że jest mnóstwo wspaniałych ludzi po obu stronach szkolnej barykady. Gdy Boy-Żeleński kończy swoje wprowadzenie do Kandyda, pisze, że chociaż autor nakazywał innym uprawiać własny ogródek, sam się do tego nie ograniczył, ale wrzucał, na szczęście dla nas, kamienie do innych ogródków. Wolter z jego obsesyjną walką o laickość, tolerancję i sprawiedliwość jest wszędzie, a zwłaszcza u nas nadal bardzo aktualny. Przydałoby się z niego kilka pytań na maturze. I z Diderota, z „Kubusia”. Ale rozmarzyłam się…Młodzież byłaby też bardziej zainteresowania moralnymi, libertyńskimi dywagacjami Dom Juana i Kubusia niż dywagacjami na temat ojczyzny, narodu czy literatury narodowej. Wartości literatury francuskiej do wartości ponadnarodowe, myślenie-naszym największym skarbem. Życzę Ci, może już w przyszłym roku, pasjonujących tematów na maturze, ze słowniczka Woltera wziętych i uczniów, którzy będą z pasją na te tematy pisać.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Holly,
      a teraz usiądź wygodnie w fotelu, a ja Ci powiem, ile literatury francuskiej jest w programie polskiego liceum. Siedzisz? Ok.
      Właściwie w ogóle nie ma. Jedna komedia Moliera w gimnazjum (nieobowiązkowo) i ewentualnie Dżuma w liceum (też niekoniecznie, bo jako powieść XX-wieczną można wybrać coś Kafki, Marqueza, Eco,Singera lub Orwella etc.). Jak się nauczyciel rozgada (a instrukcje brzmią: nie mówić za wiele, nowoczesność to obrazki i działanie), to coś tam o Wolterze bąknie.
      Chociaż nie, można na rozszerzonym profilu wziąć jakąś powieść XIX-wieczną (Panią Bovary, Ojca Goriot czy Nanę) – u mnie w tym roku był wybór, więc mówiliśmy o kilku tytułach. No i do Moliera można wrócić (jak się bardzo chce).
      Pisałam kiedyś artykuł o braku literatury francuskiej. Sięgnęłam, oczywiście, po Boya, bo nie ma lepszego apologety, warto sięgać „…[po] to, co jest w myśli francuskiej najczarowniejsze, jej ludzkość, jej prostotę, jej uśmiech wreszcie”.
      „[…] w tym uśmiechu francuskim rozsmakowałem się przed laty, a cała ta moja praca miała w istocie jedną przewodnią myśl: objaśnić, wytłumaczyć ten uśmiech”.
      „[…] Albowiem wieki całe nieprzerwanej, genialnej pracy i kultury myśli kryją się poza tym uśmiechem.”
      „Ze śmiechem Rabelais naraża się na stos, aby swymi zuchwałymi żartami wywalczać tolerancję religijną; śmiechem obronił przyszłe pokolenia Molier od tego, by je świętoszek gnębił, filozof ogłupiał, a lekarz zabijał”.

      „Uczono nas całe lata, że mądrość to coś, co musi być niezrozumiałe, ciężkie, najeżone specjalnym żargonem naukowym; że mądrość, filozofia, nauka to coś wyłącznie dla ludzi cechu. Jakże odbija od tego mądrość francuska, która pozwala najuczeńsze dzieło czytać jak najbardziej zajmującą powieść”.

      Znasz, ale ja wklejam te cytaty, by jak światło na widok wystawiać.
      A matura za rok będzie inna. Bo kolejna rewolucja wchodzi w życie. Wracają rozprawki i eseje. Bo teraz pisze się analizy fragmentu (sprawdzane według klucza – i taki nieborak-maturzysta musi myśleć nie o tym, co sam myśli, ale o tym, co powinien myśleć, by się w klucz odpowiedzi wstrzelić. No ale to już poza dyskusją. Wszystko ma swoja stronę jasną i mniej jasną. Jak szklanka do połowy… pełna. ;)

  6. janek

    Tamaryszku i ja trzymam kciuki za Ciebie i Twoją „trzeźwość” – nie przesadzaj z piciem kawy ;).
    Oraz oklaski za tak świadomie i „niepolitycznie” uprawiany ogródek.

    Odpowiedz
  7. peregrino

    ale fajnie Tamaryszku dziękuję Ci za tą notkę .. przyniosłem się w pamięci 30 lat wstecz ..niesamowty upływ czasu .. (może jeszcze bardziej przez 26 lat na emigracji) w rejony o których nie wiedziałem, że jeszcze istnieją :^)
    uwielbiam Wyspiańskiego wiec na pewno byłybym nieobiektywny :^)).. Wyzwolenie to mój ulubiony teatr .. i tak wiele bym dał by je ponownie zobaczyć na scenie kiedyś .. może już w ‚moim’ wtedy Krakowie u Wyspiańskiego (Wyspiański to jedno z moich urzeczeń krakowiskich dla których wybrałem to miasto na moje ‚drugie’ życie :^)))

    .. czytałem z zapartym tchem .. tu w Stanach matura nie istnieje .. na średnią ocen GPA pracuje się całe cztery lata w liceum i podchodzi się (można próbować wiele razy moje córki 3 lub 4 razy podchodziły) do egzaminów SAT i ACT (skomputeryzowane choć dosyć trudne) .. uczelnie biora pod uwagę SAT/ACT .. średnią ocen i podanie ..często to taki esej napisany własnymi słowami dlaczego kandydat wybrał taką właśnie uczelnię i kierunek .. a czasem w najlepszych uczelniach także rozmowa z kandydatem .. zupełnie inny świat .. tęsknię za maturą

    pozdrawiam bardzo ciepło :^)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      A ja też Wyspiąńskiego lubię, jak najbardziej! Na niego złego słowa nie powiem. A lubię szczególnie „Dziewczynkę z wazonem z kwiatami” i „Spadające anioły”.
      Anioły są za wąskie, wrzucę je do postu. A tutaj dziewczynka:
      Dziewczynka z wazonem z kwiatami. Wyspiański

      Osobiście, zwłaszcza dziś po całodziennym czytaniu, chyba mam mniejszy entuzjazm do matury. Zawsze najlepsze to, czego nie mamy (zwłaszcza jeśli już nie mamy). ;)
      Pozdrawiam! Już czas na nową notkę, bo ta dziala wypłaszająco. ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s