Liebster Blog Award

Ani się spostrzegłam, a minął miesiąc z hakiem. No cóż, w przyrodzie nic nie ginie, a już zwłaszcza rzeczy cenne. Dostałam nagrodę. (!) Mogę być ogniwem w łańcuszkowej zabawie blogerskiej.  Najfajniejsze jest to, że wytypowała mnie Buksy (Więcej niż pierwsza czytanka), co jest zarazem najstraszniejsze, bo tylko spójrzcie na pytania! To są pytania dla bibliofilów, dla czytelniczych freaków – o niezwykłej orientacji nie dość, że w literaturze, to jeszcze w księgarstwie, mediach i dziwnologii wszelakiej. Nie mam pojęcia, co odpowiedzieć. Poza tym, że spróbuję w przyszłym roku czytać więcej, to może coś mi się wyjaśni.

Bardzo mi się natomiast podoba definicja Liebster Blog Award, objaśniająca, że jest to wyróżnienie przyznawane blogerowi przez innego blogera „w ramach uznania za dobrze wykonaną robotę”. :)

Liebster Blog Award

1. Twoje Ulubione miejsce pełne książek to?
Znam odpowiedź! Ale najpierw muszę zaznaczyć, że biblioteka i księgarnia nie należą do miejsc, w których mogę przebywać dłużej niż pół godziny. Bo tam jest książek za dużo. Za dużo impulsów, zbyt intensywna świadomość, że przecież nie dam rady przeczytać w życiu wszystkiego, co jest tego warte. I  w ogóle: jest jeszcze tyle innych sposobów miłego spędzania czasu, że gdyby lektura miała mi je z życia wyrugować, to powinnam stanąć okoniem.

W domu książek naprawdę pod dostatkiem, odkąd mam Kindla, przybyło ze czterysta tytułów niezajmujących miejsca. Regularnie pozbywam się tych, do których już nie wrócę. Mam problem z wyborem, prawda. Ale gdy w Poznaniu trwa akcja Przytargaj książkę, to ja targam kilkanaście tytułów, wracając z ledwie dwoma zamiennikami. Świadczy to o moim lękającym się przywiązań do rzeczy sercu i potrzebie robienia miejsca nowemu – autointerpretacja ;).

Miejsce: Księgarnia z Bajki (TU i TU (FB)) prowadzona przez Krysię Adamczak. Absolutnie bezkonkurencyjne miejsce. Na Wichrowym Wzgórzu i na os. Przyjaźni w Poznaniu. Kto ma dziecko, ten powinien tam zabłądzić koniecznie. Czytelniczych spotkań, gier i przebieranek jest tu bez liku. Księgarnia z Bajki kończy godziny pracy o 18.00, a już o 19.00 zaczyna się drugie życie. Spotkania z autorami, przeróżne warsztaty, Kluby Zwierciadła (raz w miesiącu, prowadzone przez Renatę Dziurdzikowską z pisma „Zwierciadło” na ważne życiowe tematy, w kontekście mądrych książek) etc. Najpiękniej promujące czytanie miejsce w Poznaniu. Kiedyś z przyjaciółką prowadziłam tam zajęcia z „twórczego czytania/pisania”, co bardzo miło wspominam, zarówno czas szalonych przygotowań, jak i spotkania-niespodzianki. Dobrze pamiętam też zabawę w opowiadanie baśni! Byłam, próbowałam, ale mówię Wam: nikt nie opowiada baśni tak pięknie, jak pani Krystyna. Ostatnio uczestniczyłam w spotkaniu z Małgorzatą Sieczkowską, psychoterapeutką zaproszoną przez Ewę Woydyłło do współpracy nad książką Dobra pamięć, zła pamięć (polecam!). Wówczas w tej zacisznej książkowej przestrzeni zmieściło się ponad sześćdziesiąt osób.
Księgarnia z bajki

2. Pisarz (lub pisarka), którego czytania nigdy nie masz dość to ?
Sorry, klimat jest taki, że nie jestem wiernym czytelnikiem. Przeczytałam Wolność Franzena, po Korekty dotąd nie udało mi się sięgnąć. Był Nomen omen Marty Kisiel, a Dożywocie zakupione czeka na lepszy moment. Z lubianych pisarzy, po których naprawdę chcę sięgać, a jakoś wciąż mam białe plamy na mapie ich twórczości to: Julian Barnes, Bohumil Hrabal (Naia jest dla mnie żywym memento), Joanna Bator (książki japońskie wciąż czekają, razem z najnowszą – a przecież nie znaczy, bym wolała Wałbrzych od Kraju Kwitnącej Wiśni). Wiecznie nierozpoznanym nazwiskiem (o bardzo wysokich notowaniach w ciemno) jest dla mnie Magda Szabó.

Ok, wskazuję Chimamandę Ngozi Adichie. Przeczytam wszystko, co napisze. I Mariusza Szczygła – też nie wszystko znam, bo wciąż nad czymś pracuje – ale uważnie śledzę i mogę zadeklarować swą wytrwałość. Na przykład Duży Format bez „Szczygła na czwartek” uważam za wybrakowany.

3. Książka, której wydania w Polsce nie możesz się doczekać to ?
Nie jestem aż tak zorientowana w zagranicznym rynku wydawniczym, bym obstawiała, co należałoby przetłumaczyć. O planach dowiaduję się, gdy są już podjęte. I ze stoickim spokojem czekam na to, co ma nadejść.

Na przykład teraz wiem, że kupię nową powieść Larsa Saabye`a Christensena, Odpływ, którą Wydawnictwo Literackie wyda w połowie stycznia. Obwąchuję właśnie Półbrata, stąd ta deklaracja. Ale znów: Półbrat ma ponad 900 stron, to czy ja będę miała wolę, by rzucić się na następną rzecz tego samego autora?
W tym samym czasie ukaże się w Czarnej Owcy nowa książka Kate Atkinson. Po świetnej powieści Jej wszystkie życia i po rozczarowaniu Zagadkami przeszłości, które porzuciłam, mam ochotę sprawdzić trzeci tytuł. Wybiorę e-booka.
A z rzeczy polskich: czekam na aneks do antologii reportażu 100/XX, ale to dopiero w 2016.

4. Najlepsza lektura na listopadowy wieczór to?
Udaję, że nie słyszę tego przytyku, że w listopadzie świat jest szary, więc trzeba uciec w lekturę grubej powieści. Primo: miesiąc moich urodzin nadaje się do życia równie dobrze jak każdy inny. Secundo, można w nim czytać to samo, co w lipcu. Moją lipcową lekturą była pominięta na blogu Kate Atkinson. Grubaśna powieść Jej wszystkie życia.

Bardzo angielska w klimacie. Akcja toczy się w latach 1910 – 1967. O, i już trzeba sprostować. Owszem, pewnej śnieżnej lutowej nocy (10.02.1910) przychodzi na świat Ursula, której dorastanie i dorosłość będziemy śledzić, ale rozdział „Śnieg”, w którym jej narodziny są opisane, powtarza się w powieści jedenastokrotnie. Za każdym razem „przepisany” tak, że różnice (niuanse lub sprawy zgoła fundamentalne) decydują o dalszym biegu zdarzeń. Takich punktów, w których biografia wpada w korkociąg, jest kilka. A życie toczy się zależnie od przypadku lub impulsu, naszego chwilowego lęku bądź instynktownej (zapisanej w przeczuciu?) desperacji. Życie, życia Ursuli przebiegają w odmiennych tonacjach, zależnych od czasem niepozornych bodźców. Piękne. Dodam, że świetnie skomponowane, opowiedziane i przystrojone w literackie konteksty. 

Zapotrzebowanie na tradycyjnie rozumiany listopad z pewnością zapewni Magdalena Grzebałkowska i jej Beksińscy.

5. Jaki tytuł czytany przez Ciebie dawno temu powinien Twoim zdaniem po latach przerwy znowu zawitać do księgarń?
Nie wiem, pytanie mija się z moim tokiem rozumowania.

6. Jaka jest Twoja ulubiona audycja radiowa lub telewizyjna o książkach?
Telewizyjnej nie mam. Choć tradycyjnie oglądam Tygodnik Kulturalny na TVP Kultura (piątek po 22., powtórka w sobotę wieczorem). Mam swoich ulubionych recenzujących i takich, których pochwała działa ostrzegawczo. ;)

Radio to Trójka, Michał Nogaś i audycja Z najwyższej półki. Cieszę się, że można ją sobie odsłuchać poza czasem antenowym. Słucham też piątkowych rekomendacji przed ósmą rano, gdy Nogaś gościnnie występuje u Wojciecha Manna, a ja się modlę o szybszą zmianę świateł na skrzyżowaniu. 

Ale taki radiowy literacki rarytas, na który rzadko można trafić, a naprawdę warto czuwać i się czaić to Literackie Biuro Śledcze, prowadzone kilka (dwa, trzy?) razy w roku przez Śledczego Jerzego Sosnowskiego, Asystenta Michała Nogasia i kilku Detektywów-pomocników, np. Przemysława Czaplińskiego (UAM) i Jerzego Klejnockiego. Mówił Gombrowicz, że „nie widziano jeszcze wyjaśnienia, które by nie było zaciemnieniem” – i miał rację. Podpowiedzi są przewrotne, konkurencja wśród zgadywaczy duża, wymagania wysokie. I trzeba mieć sprawność „Szybkiego Billa”, by w mig się dodzwonić lub zamailować.

Ostatnia edycja była w drugie święto. Pluję sobie w brodę, że włączyłam za późno. Odgadłam (ale nie pierwsza) tę ostatnią zagadkę. 

„Idzie wskroś przez łan dzieweczka”,
Taka była to piosneczka,
Którą chłopiec znał.
Chciał poza tym dorosłości, alkoholu i ciemności,
I w hotelu spał.

(Autor, tytuł, miasto, w którym rzecz się rozgrywa:  kroY weN ,użobz w ycąjuzsuB ,regnilaS.D.J)
A kiedyś – zdarzyło się naprawdę! – trzy razy wygrałam paczki książek jako najszybciej trafiający. Redaktor Sosnowski powiedział: „Pani Renato, to się jeszcze nie zdarzyło, żeby ktoś w jednej audycji ustrzelił nagrodę dwukrotnie!”. A ja chciałam wejść do radioodbiornika i pomachać. Dopiero po chwili mnie olśniło: Live and let live. I stałam się mniej wyrywna. Zresztą: zagadki trudne, odgadnąć niełatwo.

7. Jaka jest Twoja ulubiona seria wydawnicza?
Jeśli mówimy o seriach, to zacieśniam krąg obserwacji do Wydawnictwa Czarne. Mają najlepiej zapadające w pamięć nazwy, które rzeczywiście z czymś mi się kojarzą. Wymienię te, z których w tym roku  wzięłam coś dla siebie lub na prezent. Seria Esej (Pensjonat pamięci), Inna Europa, inna literatura (Jest noc), Menażeria (Wieczne życie. O zwierzęcej formie śmierci), Proza świata (Czas kobiet), Lilith (Marlene), Dolce Vita (Brudna robota), Biografie (Havel), Amerykańska (Kroniki [Boba Dylana])…
Najlepsza seria (ex aequo): Reportaż (właściwie wszystko) i Sulina (Bukareszt, kurz i krew oraz Bolszewicy i apostołowie).

8. W jakiej książce znalazła/eś świat, do którego chciałabyś się natychmiast przeprowadzić?
Ja nie jestem taka, żeby już od razu się przeprowadzać. W myśl zasady, że nie trzeba kupować browaru, by napić się piwa. Lubię książki, w których nie jest słodko. W których już istnieją kłopoty i problemy, a ja to przeczuwam, więc wolę nie pakować się do lustra i pozostać po tej stronie.

Chyba że… Ok, mogłabym się przenieść do Nowej Funlandii. Tam, gdzie trafił życiowy nieudacznik Quoyle i gdzie okrzepł, zahartował się, stworzył fajną gazetę i znalazł samego siebie. Mowa o: Kronikach portowych Annie Proulx (lub o filmie Hallströma, pod tymże tytułem, z Kevinem Spaceyem w roli głównej).

9. Najdziwniejsza książka, jaką czytała/eś, to?
To by musiała być dziwność formalna, znacząca dużo więcej niż oryginalność. Szukałabym wśród surrealistów (Boris Vian?). Trudno wytypować, bo gdy książka mnie do siebie przekona, przestaje być dziwna. W ogóle: dziwność to dziwna kategoria. W udzieleniu pełnej odpowiedzi przeszkadza mi intuicyjne omijanie rzeczy niestrawnych. Gdyby nie to, pewnie wskazywałabym 
Finneganów tren albo coś z tej półki.

10. Twoje literackie odkrycie tego roku to?
Małgorzata Rejmer – nie znałam dotąd, jestem pod wrażeniem. Zapamiętuję i Bukareszt, i pióro. (Więcej…). 

11. Bohater literacki, w towarzystwie którego mógłbyś/mogłabyś spędzić, jeśli nie życie, to przynajmniej długą podróż to?
Nie sądzę, by coś dobrego wyniknęło ze zderzenia fajnej postaci literackiej akurat ze mną. Bardziej kręcą mnie pisarze i aktorzy. Ale też nic z tego. Sympatyczna relacja wyklucza zależność w rodzaju: on/ona i mój bezgraniczny podziw lub ja i jego/jej przymus, by spełnić moje oczekiwania. Niech sobie ten świetny bohater, czy Ktoś, rośnie w swoim mikrokosmosie, nie będę go na siłę do mego kosmosu przeflancowywać. Ot.

Ok, Ren, „nie filozuj”, tylko się zabaw. Wyruszam w podróż, nieważne dokąd, ja prowadzę. Zabieram Szczygła, wiele ryzykując. Co prawda nie muszę się bać, że rozmowa nam się zawiesi, pan Mariusz jest miły, umie zadawać pytania i opowiadać hecne anegdotki. Można by rozmawiać o czymkolwiek… i tu niebezpieczeństwo, że wziąłby mnie reporter na widelec. Z braku możliwości zasłyszenia i podpatrzenia czegoś bardziej frapującego. Doszłoby więc do zmiany warty.

Wskakuje Wokulski i pomaga mi zrealizować zaprzepaszczone marzenie o podróży do Turcji. Ze Stachem wypad nie byłby drogi, może nawet udałoby się pomnożyć majątek? Znamy się jak stare konie. Oddaję mu miejsce za sterem i ucinam sobie drzemkę.

Jeszcze mi nie wybrzmiał w uszach Stambuł (Wokulski został, bo i tak nie ma do kogo wracać), a już do samochodu wskakuje Oriana Fallaci (wygląda jakby wyszła z filmowego Wałęsy). Tyleż autorka, co postać. Peroruje o niebezpieczeństwie inwazji islamu, ale nie ulegam. Wolałabym kobiecą rozmowę lżejszego kalibru. Ufam, że dałybyśmy radę. Może o kapeluszach (pełnych czereśni)…

Dosiada się Cate Blanchett, Oriana wysiądzie, kiedy zechce, niczego nie sugeruję. Na początek możemy pomówić o sukienkach, bo Cate ma super kreacje. Mam nadzieję, że będzie w dobrej formie i nie będzie mówić sama do siebie (wiecie, Jasmine). Może zdradzi coś o Blackbirdzie?Przypominam sobie, że z nią można zbłądzić w świat książek: J.R.R.Tolkien (Galadriela), F.Scott Fitzgerald (ukochana Benjamina Buttona), Annie Proulx (epizod w Kronikach portowych), Szekspir (mam na myśli jej kreacje królowej Elżbiety I i wynikającą z nich znajomość z sir Williamem). Mogłybyśmy, dlaczego nie, obgadać Notatki o skandalu (też ekranizacja, poza tym: „szkolny” temat).

Jedziemy, asfalt śmiga pod kołami, boli mnie szyja od skrętu w prawo i śródstopie od naciskania gazu. Na poboczu widzę chmary interesujących postaci, które chcą się dosiąść. Nie zatrzymuję się. Czekam na kogoś…, no, jest! Nie macha, bo się zapatrzył, ale gdy mówię, że mogę podwieźć do Lizbony, to wskakuje. Raimund Gregorius, niegdyś łacinnik, któremu zdarzyło się wyjść w połowie lekcji, a potem wkroczyła bajeczna nieodwracalność. Co my będziemy robić w Lizbonie? Chodzić śladami Amadeu de Prado, „złotnika słów” (Nocny pociąg do Lizbony). Raimund będzie mi opowiadał. Nostalgicznie i magicznie. Tak jak to było u Pascala Mercier: „- Balsam rozczarowania. Rozczarowanie uchodzi za zło. To nieprzemyślany przesąd. Przez co, jeśli nie przez rozczarowanie, mamy odkryć, czego oczekiwaliśmy i na co mieliśmy nadzieję? I w czym, jeśli nie w tym odkryciu, ma się kryć poznanie samego siebie?”. Sami przyznacie, że w takim nastroju będę gotowa na fado.

Nagroda jest przechodnia, więc ja przyznaję Liebster Blog Award każdemu, kto zechce w komentarzu odpowiedzieć na choćby jedno z trzech pytań.
1. Z jakim zdaniem, znalezionym w czytanych w tym roku książkach, artykułach, tudzież komiksach, chciałbyś wejść w rok 2015? Nie musi to być credo, może być cytat kilkuzdaniowy.
2. Gdyby w Szopce noworocznej mogły wystąpić postaci nie z pierwszych stron gazet, a jednak – dla Ciebie – ważne, to kto by to był, co by powiedział lub o co by został zapytany? Ewentualnie – w rytm jakiej muzyki by zatańczył?
3. Dlaczego marchewka jest lepsza od pietruszki? (pietruszko, przepraszam).

Advertisements

20 thoughts on “Liebster Blog Award

  1. Agnieszka czyta...

    1. ‚Nie wiem, co myślę o niektórych sprawach, dopóki nie siądę i nie spróbuję o nich napisać.’
    Don DeLillo
    3. No, przecież marchewka jest czerwona, a to mój ulubiony kolor :)
    Pozdrawiam.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Dziękuję. Ten DeLillo sensownie mówi. Mogę wziąć to zdanie na swój sztandar. Działa uspokajająco. Wystarczy zasiąść do pisania, a wiele spraw nabiera kształtu, problem może stracić na wadze, a coś innego może na wadze przybrać. Pisaniem powinni się zająć (badawczo) dietetycy. :)

    1. tamaryszek Autor wpisu

      Dziękuję! Pozdrawiam Kraków (i całą Szwecję) :)
      Niech Ci się szczęści i darzy w każdej dziedzinie. Również w literackich wyborach i pisaniu własnych tekstów.
      I (powtórzę) we wszystkim innym też.

    1. tamaryszek Autor wpisu

      Przedłużam toast: …niech żyją nam! A kto? A blogerzy, literaci, filmowcy, zwykli niezwykli, szarzy kolorowi… Ci od napełniania kieliszków, i ci od sprzątania statków.
      ps. „statki” to jedno z zapomnianych słów, umieszczone w indeksie.
      Pa.

  2. kasjeusz

    Księgarnia (jak) z Bajki prezentuje się znakomicie! U nas takiej nie ma, chyba sama będę musiała założyć. ;) Ciekawa uwaga z tym nadmiarem bibliotecznym; ja też bywam zdezorientowana (przytłoczona?) w takich miejscach pełnych książek-bodźców (chciałoby się ulec wszystkim, a tak się nie da).

    Kokietujesz na początku, że nie masz pojęcia, co odpowiedzieć, ale tak odpowiadasz, że nie sposób się od tego oderwać! :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Kasjeusz, Twoja deklaracja nadaje mojej sensu. Bo czasem nabieram podejrzeń – dlaczego niby nie zapuszczam korzeni, a wręcz przeciwnie – budzi się we mnie jakiś eskapizm. Niedługo zacznę twierdzić, że nadmiar bodźców to pułapka i tyko selekcja jest ratunkiem.
      Tymczasem: zawierzmy intuicji.
      Nic? Na żadne pytanie nie odpowiesz? A obawiałam się, że zwycięży opcja komiksowa. Jakieś: Łuuum! Booom!!! Trach :)

  3. buksy

    Dzięki za obszerne i bardzo oryginalne odpowiedzi :) Choć chciałabym przestrzec przed podróżą ze Szczygłem, bo to straszna gaduła i po kilku kwadransach miałoby sie serdecznie dość jego złotoustej elokwencji. A Oriana znowu wrzaskliwa, można by przy niej dostać palpitacji albo innych nerwowych wstrząsów ;) natomiast możliwości słuchania trojki (na moich domowych radiach nigdy nie mogę złapać) i cudownej księgarni szczerze zazdroszczę. Przy okazji: wszystkiego dobrego na Nowy Rok:)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Pozdrawiam noworocznie :)
      Nie dokończyłam mojej myśli a propos pana Szczygła. Sytuacja zainspirowała mnie możliwością zamiany ról. To świetny potencjalny bohater reportażu (portretu). A miły i lubiany jest tym bardziej, im bardziej prześwitują jakieś pęknięcia. W styczniowym „Zwierciadle” jest bardzo ciekawa rozmowa, właśnie z takim wątkiem: uwalnianie się od gotowości bycia miłym 24h/d.
      Chyba można odbierać Trójkę on-line. Zwłaszcza wybiórczo, poszczególne audycje. Bardzo dziwne, że tam, skąd piszesz nie słyszysz.
      Na Nowy Rok życzę wszystkiego po trzykroć. :)

  4. naia

    1. To pasuje: „Właściwie pisanie to nic aż tak trudnego, aby je uprawiać nie potrzeba więcej prócz odrobiny zuchwałości by zdecydować się na napisanie pierwszych linijek a potem wszystko to leci już samo jak przy pruciu starego swetra”. Z Hrabala oczywiście.
    Miło być dla kogoś żywym memento :)

    Odpowiedz
  5. Stanisław Błaszczyna

    Nagroda jak najbardziej zasłużona. Dobra robota (pisanie) wyróżnia tamaryszkowe pre-teksty spośród innych blogów – twierdzę tak niezmiennie od kilku już lat (jak ten czas leci!)

    A nawiązując do Twoich pytań.
    Przełom roku upłynął mi na czytaniu „Nic nie zdarza się przypadkiem” Tiziano Terzaniego. A tam – wśród wielu zdań niemalże sentencjonalnych – znalazłem np. takie:

    „… nie potrzebuję wierzyć, być czegokolwiek pewnym. Żyję teraz tutaj z poczuciem, że wszechświat jest nadzwyczajny, że nic nigdy nie zdarza się nam przypadkiem i ze życie to nieustanne odkrywanie.”

    Mając takie przeświadczenie (Terzani: nie potrzebuję wierzyć), można się nawet obyć bez nadziei ;)

    Pozdrawiam i Dobrego Roku życzę,
    S.

    PS. Na nagrodę nie zasługuję, bo odpowiedziałem tylko na jedno z trzech Twoich pytań ;)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Oj, Przekoro, przecież to kwintesencja nadziei. Bo można rozumieć nadzieję jako wyczekiwanie, oczekiwanie, że coś dobrego się zdarzy, coś się pomyślnie rozwiąże etc. A można właśnie tak jak Terzani, że nadzieja jest akceptacją i wiarą, że wszystko, co nadejdzie jest sensowne, prowadzi do dobrego, „jest nieustannym odkrywaniem” etc.
      A propos antonimu rozpaczy. Ty, po męsku, czyli emocjonalnie, obstajesz, że jest to zachwyt i uniesienie. A ja, po kobiecemu, czyli racjonalnie, że to jasne nastrojenie myśli. ;) Rozpacz to według pierwszej opcji: gęsta, czarna emocja, według drugiej – brak perspektyw, przygniatający brak światła.
      Ale w sumie: to nie tak odległe od siebie.
      Dziękuję. Świetny cytat.
      Dobrego Roku. Pozdrawiam :)

  6. Stanisław Błaszczyna

    W sumie to mówimy o czymś podobnym. Z tym, że ja bardziej stawiam na zachwyt i uniesienie, niż na nadzieję, jako antonim rozpaczy, bo według mnie nadzieja odnosi nas bardziej do przyszłości, natomiast zachwyt zawsze odczuwamy tu i teraz – a wtedy zupełnie nie ma do nas przystępu rozpacz, (bo jest przez zachwyt w danym momencie znoszona).
    Poza tym, nadzieja ma zawsze w sobie konotację pewnej naiwności (a nawet – jak w przysłowiu – głupoty), ale bynajmniej nie dlatego się do niej dystansuję – bo i głupotę przyjmuję z pokorą, jako coś, co jest atrybutem każdego ludzkiego życia i samego człowieka ;)

    Tanzani pisze „nie potrzebuję wierzyć” a przecież nadzieja to nic innego, jak wiara. Czyli on nie nawiązuje do nadziei. On przez ostatnie lata swego życia żył chwilą, przeżywaniem, doświadczaniem, świata, samego siebie – własnej egzystencji. Widział co go czeka.
    My też wiemy, ale w zasadzie żyjemy tak, jakbyśmy nie wiedzieli ;) I rzeczywiście, większości z nas, pomaga w tym nadzieja.

    A czy to żeńskie, czy męskie, co mówię – to nie ma dla mnie teraz większego znaczenia. ;)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Mnie jest dość bliskie to, o czym pisze Tanzani. I to, co od siebie dopowiadasz w komentarzach. Nie żebym osiągnęła tę świadomość, ale jest to ten rodzaj wtajemniczeń, który mnie przekonuje i z czymś się kojarzy.

      Czytałam w ubiegłym roku (ściślej: chyba cały rok) Potęgę teraźniejszości (autor: Eckhart Tolle) i myślę, że to są te klimaty, choć być może inaczej podane.
      Żeńskie – męskie to gra. :)

  7. Stanisław Błaszczyna

    Może dlatego bliskie, bo po ludzku uniwersalne. I prawdziwe. Terzani, kiedy przestał pracować jako dziennikarz (korespondent m.in. Spiegla), stał się na wskroś autentyczny (wcześniej grał kogoś, a raczej swoją rolę – co nie znaczy, że był pozerem, fałszem, zmyłką…) bo już nie musiał żadnej roli grać, co było dla niego pewnym wyzwoleniem.

    Już sam tytuł ‚Potęga teraźniejszości” brzmi przekonująco ;)

    Przy okazji polecam ‚Listy przeciw wojnie” Terzaniego”. Taki trochę testament – przesłanie dla współczesnego świata (jest tam jeszcze sporo polityki, ale tę – w ostatnich latach swojego życia – Terzani zypełnie porzucił).

    PS. Oczywiście Terzani, a nie Tanzani. Myślałem, że mnie poprawisz ;)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      No tak, brzmiało podobnie, a ja nigdy go nie czytałam. Choć mam świadomość, że nazwisko ważne. Więc oboje przekręciliśmy. Zresztą w pierwszym komentarzu było bezbłędnie. Ok, biorę pod uwagę. :)
      Ale chyba bardziej zachęca mnie ten pierwszy tytuł – Nic nie zdarza się przypadkiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s