dzikie historie

Dzikie historie, reż. Damián Szifrón, Argentyna, Hiszpania 2014

Oscarowy rywal Idy. Film argentyński. Złożony z sześciu nowel, które łączy to, że ludziom (cytuję dystrybutora) – w różnych sytuacjach i z odmiennych powodów – „puszczają nerwy”. Pyszna zabawa – komedia, którą można obejrzeć na poważnie, jeśli taka wola i gust. Śmieszność jest z gruntu przewrotna, bo człowiek spokojny i zrelaksowany, gdy ogląda doprowadzonego do wkurzenia nerwusa, zawsze pod nosem się uśmiechnie. Całkiem dowolnie wybierając stronę, której kibicuje. Nerwus bywa niekiedy wyjątkowo długo spokojny. Ale taki się jeszcze nie urodził, w którym coś-kiedyś-gdzieś nie wzbudziłoby potrzeby dzikiego rewanżu. Albo na poszczególnym osobniku, albo na „całokształcie”.

Polecam. Działa odprężająco. Muzyka ładnie prowadzi akcję. Napięcie i suspensy przednie. I tu, niespodziewanie, ulatnia się wena recenzencka. Bo co tu pisać, by nie zdradzić najważniejszych konfrontacji? Ludzie, idźcie, zobaczcie. Pozdrawiam.

Rzecz jasna nie oddam klawiatury bez próby. Najpierw zajrzałam na Filmweb, by sprawdzić, czy ktoś coś mądrego napisał (zadziałałoby odstraszająco). Przeczytałam tekst zgrabny, z kilkoma spojlerami, a pod nim burzę komentarzy, odżegnujących Autorkę od czci i wiary. Bo odsłania fabułę, a nie wolno. Widzom „puściły nerwy”. Ktoś rzucił propozycję, by wprowadzić nową klasyfikację gatunkową: recenzje dla tych, którzy filmu nie widzieli i recenzje dla wtajemniczonych. Cudne, jak z komedii. :) Mam w tyle czaszki takie przykazanie, by nie spojlerować. Teraz doszło mi nowe: nie pisać pitu-pitu. Doprecyzuję (bo komentarze usunięto): unikać ogólności, które nie rozpatrują filmowych sytuacji, skupiając się na mądrościach czy intensywności przeżyć recenzującego. Oj tak, bądź tu mądry i pisz wiersze. Albo recenzję.

Dzikie historieNo to piszę. Tytuły nowel (z parafrazą translatorską):
1) Pasternak (Ręka w górę: kto nie zna Gabriela  Pasternaka?)
2) Las ratas (Czy przeterminowana trutka na szczury szkodzi bardziej czy mniej?)
3) El más fuerte (Nie wiesz co znaczy uścisk namiętności)
4)Bombita (Inżynierze Bombka, prosimy zająć się skarbówką!)
5) La propuesta (Są granice)
6) Hasta que la muerte nos separe (Śliwka w kompocie – do popicia tortu).

Wcale nie jest jasne, którą stronę trzymać. * Wyobrażam sobie, że można wspierać gościa, mającego chęć wyprawić wszystkich, którzy mu podpadli, w kosmos. Choć siebie widzę raczej wśród tych „podpadłych”. * Wielu będzie się puszyć, że należy utrzeć nosa cwaniakom w wypasionych autach, a mnie bardziej irytują drogowe żółwie. * Co do trutki, oficjalnie powiem, że nie stosuję. Chociaż nie wykluczam, że gdyby była pod ręką, tak samo blisko jak ktoś, kto zalazł za skórę moim bliskim, to korciłoby mnie złączenie tych bliskości. * Są podobno propozycje nie do odrzucenia. I są wyjątkowo sprawni negocjatorzy (vide: Mauricio). Ja kibicuję olśnionym jeleniom zrzucającym przyprawione rogi. * Bombeczka to mój ulubieniec, więc z trudem przyjmuję do wiadomości, że ktoś widzi w nim agresora. Gdyby Franz K. obejrzał Dzikie historie, kto wie, czy jego Józef dałby się wyprowadzić do kamieniołomu. * Ślub traktuję wyjątkowo: obie strony mają tej samej rangi ambaras. Boy to przewidział: …żeby dwoje chciało naraz.

I można robić – po seansie – licytacje na najlepszą nowelę. Uśmiecham się przy Bombeczce, ale prawdziwą wisienką na torcie (nomen omen) jest opowieść ślubna, finałowa. 

Oczywiście, poddaję się. Szyfrogram zamiast recenzji. Może i da się napisać sensowniej. Ale lepiej po prostu obejrzeć. 

aneks
Dzikie historie zdobyły oscarową nominację w kategorii film nieanglojęzyczny. Konkurowały z Lewiatanem, Timbuktu, Mandarynkami i zwycięską Idą.

Advertisements

12 thoughts on “dzikie historie

  1. xbw

    Film trudny do „przekazania dalej”. Widziałam we wrześniu i nie „skropliło” mi się na jego temat w głowie ani jedno zdanie. Tylko ogólne bardzo pozytywne wrażenie sytości. Może jakiś organ w ciele odpowiadający za zemstę został na jakiś czas nakarmiony ;) Niewątpliwie „naj” historyjka „dwóch panów z samochodami”, może dlatego, że kiedyś w poślizgu urwałam jakiemuś facetowi lusterko a ten zamiast się cieszyć, że tylko takie szkody, bo mogło być ZNACZNIE gorzej, wściekły wystartował i oberwał mi, w akcie zemsty, moje… Na dodatek, oprócz treści, piękny widok mostu z górami w tle. Samolot i wielkie BUM też dobre, najmniej poruszyło mnie właśnie finałowe wesele. Obejrzałabym drugi raz :) I tak wszyscy jesteśmy jaskiniowcami.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      I trudno, i nie trzeba.
      Bo film zbudowany jest suspensem. Podobna konsternacja zdarzyła mi się, gdy chciałam pisać o Zaginionej dziewczynie. Zdradzić cokolwiek, to popełnić grzech ciężki. Choć może nie? Może przesadzamy z tym lękiem przed spojlerami. Kto ich nie znosi, ten na ogół nie potrzebuje czytania recenzji przed seansem.

      Historię z lusterkiem mogłabyś podrzucić do El más fuerte, pasuje jak ulał, na początek starcia.
      Wesele było świetne. Ja najwięcej dystansu mam do Propozycji. Sytuacja jak z Trzech małp Ceylana. Oczywiście z innym finałem. A co do „dwóch panów z samochodami” to eskalacja absurdalna. A zobacz jaką fajną puentę znalazł reżyser. Tyle zwierzęcości, a na koniec „uścisk” i spokój straży drogowej. Bezbłędne.
      Śmieszą mnie te historie. Ale mogłabym też obejrzeć je na poważnie, z jakimś tam tylko odcieniem pure nonsensu.

      Pozdrawiam,
      jaskiniowiec ;)

    2. tamaryszek Autor wpisu

      Prawie horror. :)
      Żadna nowość: dzieciaki są nieobliczalne, okrutne i o kilka długości przed dorosłymi.
      Wzięte z opisu: „Steve jest mężczyzną zdrowo po dwudziestce”. Czyli młody, od bardzo dawna. Podoba mi się, że „zdrowo”. ;)

    3. xbw

      „Molii” – dzieciaki robią swoje nie zważając na obowiązujące schematy, chcą się pobawić w wodzie, naturalny instynkt – a tu jakieś zakazy, nakazy, ograniczenia. Po prostu – cwane bestie :) Niektóre opisy filmów lepsze od samych filmów ;)

      „Dzikie historie” – chyba nie złożę broni i obejrzę ponownie pod kątem napisania czegoś, strasznie mnie korci. We wrześniu synoczek przyjechał na urlop i wypełniał sobą większość przestrzeni. Oglądaliśmy razem i on coś tam jednak nasmarował.
      Język hiszpański w filmie od razu wprowadza specyficzny klimat przymrużonego oka, uśmiechu kącikiem ust przy najbardziej dramatycznych scenach, jakby punkt odniesienia twórców znajdował się gdzieś poza…

    4. tamaryszek Autor wpisu

      Drugie podejście daje świeży ogląd i wręcz wymusza większą dawkę analizy. ;)
      Hiszpański jako język z innej planety? Ba! U mnie w pracy dużo hiszpańskiego (i native speakerzy), więc dziwniej brzmi w uchu francuski.
      Jeszcze nie czytałam Synoczka. Ale zajrzę. :)

  2. maria

    Film można by teraz zadedykować ‚frankowiczom’, czyżby twórca filmu inspirował się ‚ruchem oburzonych ‚ i chciał dać im chwilę odreagowania i humoru ? Tak, wesele jest najlepsze, choć mojemu znajomemu jakoś nie było do śmiechu ;) Swoją drogą to jedyną osobą, która skorzystała z tych aktów zemsty był kucharz na weselu, najważniejsze to znaleźć się w odpowiednim czasie i odpowiednim miejscu :) Inżynier bombka jest słodki i to obywatelskie nawoływanie do uwolnienia lub do dalszych działań, świetne. Myślę, że mocną stroną filmu są zaskakujące puenty no i oczywiście formuła krótkich ale zwartych epizodów. W związku z tym, że sromotnie spóźniłam się na film i nie obejrzałam epizodu z panem Pasternakiem pójdę do kina jeszcze raz. Co do mnie, nie przeszkadzają mi spojlery, dobry film zawsze się obroni.
    P.S. Na pytania o wiek będę odpowiadała, że jestem zdrowo po trzydziestce :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Piękna sprawa: deklaracja powrotu na Dzikie historie. Box office znacząco ruszy w górę.;)
      Ja się nie dziwię, że facet ostrożnie odbiera tę opowieść o ślubie. Przez znaczną część jest atakowany możliwością potrzasku. I nawet to, że sam w końcu decyduje, że chce (zdaje się, że bardziej siłami instynktu, a w najlepszym razie intuicji niż rozumu), może nie rozwiewać obaw. Tu zresztą nie rozumem trzeba rzecz odebrać (dlatego faceci – na ogół – mają moment konsternacji).

      Proponuję zostać przy dwudziestce, co najwyżej dodać „całkiem” zdrowo po. :)

  3. Pingback: córki dancingu + 10/2015 | tamaryszkowe pre-teksty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s