Mr Fox, fantastyczny

Fantastyczny Pan Lis, reż. Wes Anderson, USA 2009

…na poprawę humoru, ucieczkę przed zmęczeniem, na brak życiowych przygód…

Mr Fox. Śniadanie u LisówŚniadanie w norce Państwa Lisów: fantastyczny On (George Clooney) i niesamowita Ona (Meryl Streep). Poza kadrem ich syn Ash (zielonooki) i bratanek Kristofferson (oczy błękitne). Ci dwaj niezmiennie w konflikcie, bo syn jest ciapką o wielkich ambicjach, a jego młodszy kuzyn bezwiednie utalentowanym bystrzachą. Plan pierwszy należy do Lisa. 

Dawno temu był lisim zagrożeniem okolicy. Najsprytniejszy, przebiegły, nieuchwytny. Głupie kury padały poderżnięte, a w Panu Lisie i w Pani Lis adrenalinka produkowała feromony szczęścia. Bywało niebezpiecznie, wręcz beznadziejnie – właśnie wtedy Pani Lis rzekła „I`m pregnant” i  „never more”. Lis miał przed sobą jeden kierunek: wybawić ukochaną z opresji, znaleźć „another job” i zostać Tatą. Tak ujarzmiono lisią naturę. Pan Lis przemienił się w felietonistę. Dobrze było, ale bez soli i pieprzu. Natura dała o sobie znać – to było nieuchronne.

Samo się życie prosiło, by je brać w łapki i ssać. Trzech wrednych farmerów w sąsiedztwie: gruby, mały i chudy (Boggis – kurza farma, Bunce – chyba gęsi i Bean – produkcja cedru, wina jak czyste złoto). Lis kupił przecenione kominiarki i ruszył w tan. Dodawać, że napytał sobie biedy? Ej, kłopoty Lisowi służą! Jak inaczej miałby pokazać skalę swej „fantastyczności”? Co tam, że mu odetną kitę – to będzie jego znak szczególny. Podobnie jak – podpatrzone u Clooneya! – strzelanie palcami i cwaniackie cmoknięcie. 

Mr Fox. Szczur w piwnicy

Szczur o krwistych oczkach (Willem Dafoe) jest rodem z gangsterskiego kina. Rozpijaczony, ze sprężynowcem w kieszeni, zaczepny i łajdacki. Lecz w ostatnich chwilach życia budzący zrozumienie i sympatię. Cóż, grał w niewłaściwej bandzie. Gdy jednak prosi o przedśmiertny łyk złotego cedru, to dałabym mu całą beczkę. 

Szczur był na służbie u człowieka. Pozostałe zwierzęta zwarły szyki, broniąc swego interesu, honoru i innych imponderabiliów. Chcąc je przedstawić, sięgnę po jedną z piękniejszych scen. Otóż, gdzieś w podziemnym korytarzu, w niezłym impasie, gromadzi się zwierzęca brać poturbowana przez farmerów. Pan Lis ogłasza swój (nie pierwszy) genialny plan („Wszystko albo nic”) i wznosi toast. Naprawia nim błąd, gdy nierozważnie pysznił się przy suto zastawionym stole. Teraz są głodni, kieliszek wyobrażony, gardło suche, ale słowa właściwe. Szacunek dla każdego. O sobie wspomni na końcu. Pamiętacie przemowy Wilka z Wall Street? Jeśli można im przeciwstawić coś o równej sile motywującej do działania, to są to słowa Pana Lisa.

„Widzę grupę dzikich zwierząt. Z ich nieokiełznaną naturą i talentami. Z łacińskimi imionami, mówiącymi wiele o ich DNA. Każde ma silne i słabe strony, zależnie od gatunku. Te piękne różnice być może dadzą nam cień szansy na uratowanie mojego bratanka i pozwolą mi wynagrodzić Wam wątpliwą atrakcję przebywania tutaj. Tylko tak pomyślałem. Dziękuję za uwagę. Na zdrowie”.  I po gromkiej aprobacie zaczyna się spis wszystkiego, co każdy z osobna wnosi do wspólnoty. Fantastycznym pomysłem Fantastycznego Pana Lisa są te łacińskie imiona. Tożsamość rośnie jak na drożdżach. Najmniejsza myszka staje się olbrzymem. Lutra lutra! (wydra) i Talpa europea! (kret), i Oryctolagus cuniculus! (królik), i Castor fiber! (bóbr), i Meles meles! (borsuk), Mustela nivalis! (łasica), aż po Microtus pennsylvanicus! (nornik łąkowy,  myszowaty gryzoń).

Wes Anderson i LiskiChociaż nie. Może jeszcze lepsza jest scena późniejsza. Gdy Lis (Vulpes vulpes) spotyka Wilka (Canis lupus) i prezentuje się jako poliglota.

Niezliczone są rzesze tych, którzy znają od dawna Fantastycznego Pana Lisa (2010). Niemały procent – zakładam – widziało film kilkakrotnie. Ja do nich zamierzam dołączyć. Tyle tu różności! Bo to i kino familijne, i komedia pełna mrugnięć i parodii, i po prostu: film emanujący gracją, wdziękiem i inteligencją. Jak Meryl Streep i George Clooney. ;)

Advertisements

3 thoughts on “Mr Fox, fantastyczny

  1. Pingback: moonrise kingdom | tamaryszkowe pre-teksty

  2. Wspolnik

    Jakże mocno podzielam ten zachwyt :) Utożsamiam się też z tymi słowami: „…na poprawę humoru, ucieczkę przed zmęczeniem, na brak życiowych przygód…”. W „Fantastycznym Panie Lisie”, jak dla mnie, nie chodzi o nic, poza tym, że chodzi o sam film. To znaczy o to, że Anderson wymyślił sobie w głowie fantastyczny film i po prostu go nakręcił, robiąc przy okazji świetne kino użytkowe, no właśnie: na chandrę, na nudę, na zmęczenie… Ale zrobił to tak zmyślnie, że nie trzeba dodawać, że ten film jest ciekawy „pomimo” braku głębi refleksji, egzystencjalnych rozterek, psychologicznych niuansów. Oj nie, on tego wszystkiego po prostu nie potrzebuje, by maksymalnie wciągnąć widza. Równie nie na miejscu byłaby też taka recenzencka klisza o „filmie-wydmuszce”, że niby ładne, ale w sumie to o niczym. Anderson, moim zdaniem, ma w sobie tyle – uzasadnionej talentem – odwagi, by po prostu zrobić film lekki i ładny, a resztą się nie przejmować ;)
    Zupełnie nie przeszkadza też to, że postacie kreślone są już nie grubą kreską, a wielką krechą. A więc przerysowanie i karykatura, a do tego zabawa międzygatunkowymi wycieczkami, której jednak nie sposób nazwać „postmodernistyczną grą”, bo wydaje mi się, że w ogóle nie o to reżyserowi chodzi, lecz jedynie o dobrą zabawę (swoją i widza). Generalnie, Anderson dobitnie pokazuje jak bardzo brakuje kina bezpretensjonalnego, jednocześnie pokazując źródło tego braku – to po prostu szalenie trudne i udaje się nielicznym ;)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      No tak! Aż nie wiem, co dodać. „Pomimo głębi”, ale wielowymiarowo. Bez silenia się na pięć w jednym, lecz z uwzględnieniem wszystkich nitek splatających się w ostateczną plecionkę. I właśnie: też uważam, że żaden to postmodernizm. A przecież gra konwencjami i cytatami, cała ta hybrydyczność, mogą się z tym kojarzyć. Dlatego „nie”, bo – jakimś cudem – filmy Wesa Andersona nie są przekombinowane. Szarża zatrzymuje się tam, gdzie trzeba, by dystans nie zamienił się w cudzysłów.

      Oczywiście, całkowicie rozumiem tych, którzy w to nie wchodzą. Nie samym Wesem żyje człowiek. Czasem trzeba zobaczyć coś diametralnie innego. Bardzo jednak jestem ciekawa, co jeszcze wymyśli. I tego, co już wymyślił, a mnie jeszcze nie było dane widzieć. Jak ten „Pociąg…” na przykład.;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s