majówka

Wrocław, 1-3 maja 2015

Iksora

Z miasta do miasta. Z Wielkopolski na Dolny Śląsk, w specyficzny mikroklimat, gdzie zawsze najcieplej, najbardziej optymalnie dla ciała i ducha, choć już niekoniecznie dla zmaltretowanych chodzeniem (bo odwykłych) stóp. WROC+LOVE.

Bywam tu często, a chodzę utartymi szlakami – jak koń. Z sali nr 1 w kinie Nowe Horyzonty do sali nr 9 w tymże. Poszerzyłam sobie horyzont. Doszłam na Plac Solny, potem Rynek i mniej lub bardziej wokół z wyskokiem na Kleciny. Promień marszruty byłby dłuższy, gdyby nie to, że było co oglądać, gdzie zerkać i do czego wracać. Więc zostało mi odrobinę na następną wyprawę badawczą.

No i teraz Wam opowiem: kiedy zbudowano Wrocław, jak i po co. Kto tu mieszkał i jak mu się żyło. Co gdzie kwitnie, co jak smakuje i za ile. Jakie rzeźby, ambony i witraże są w jakim kościele. Gdzie się czają krasnoludki… Nie dam rady? Dam, ale rzeczywiście, to co powyżej biorę w nawias. Bo i miejsca brakuje, i wiedzy. Cóż, postawię na przystawki.

A bez pachniał! Rany, ile tu bzu! Jasne, że w Ogrodzie Japońskim różowiły się wiśnie, w Botanicznym jeszcze tulipany, ustępując pierwszeństwa azaliom (azalia pompejska na przykład, żółta, pachnąca jak oszalała lilia!). Albo taka iksora jak na zdjęciu u góry. Jednak bez liliowy królował siłą ekspansji. Głowy nie dam, ale gdyby uważnie przeczesać krzaki, jakiś krasnal pewnie by się w nich znalazł. W zasadzie, trochę głupio tak o krasnalach, bo to oczywistość. Jest ich bez liku, jedne zgrabniejsze i dowcipniejsze, inne ciut mniej. Dużo wdzięku i naprawdę trafione proporcje. Najbardziej lubię Syzyfki, ale bawią mnie też Pożarki, tuż przy kościele św.Elżbiety, który zapalny jest jak słoma i stał już w ogniu nie raz. Robiłam im fotki, banalnie dołączając do grona turystycznych tropicieli. Na przykład poznana w ten sposób siedmiolatka (przy Grajku i Melomanie) westchnęła z żalem: „- To dwudziesty trzeci i dwudziesty czwarty. Jutro wyjeżdżam, a jest ich ponad setka”. Chciałam znaleźć tego, co pierze portki w Odrze, lecz nie dojrzałam. Na trzeciej fotce: krasnal-Kinoman, stary znajomy. Co znaczy żabia perspektywa! Wygląda tu jak krasnolud, a jest przecież tyci jak inne.

krasnale-Syzyfki   krasnale-pożarki   krasnal-kinoman

Nie wiem, czy rzeczywiście zamysł urbanistyczny Poznania jest aż tak różny od wrocławskiego, czy to efekt bycia tubylcem. Dość, że gdy myślę o swoim mieście, to wszystkie atrakcje układają mi się w ciąg niezależnych, niepołączonych ze sobą punktów. A we Wrocławiu nie ma żadnych interwałów, spacer wśród drzew prowadzi mnie do ławeczek i parków, Botanik sąsiaduje z
krzesło KantoraKatedrą, most przerzuca mnie na wyspę, kolejny przenosi ze sfery sacrum w profanum (lub odwrotnie), a jak już się nachodzę (np. Wybrzeżem Wyspiańskiego) i dwoi mi się w oczach od politechnicznych udziwnień architektonicznych, to znów trafiam w rejon kamienic i podwórek, najlepiej z jakąś smakowitą cukiernią za winklem. Obok Politechniki (tej z kodem binarnym „zamiast” okien) przechodziłam, wracając z gitarowego bicia rekordu Guinessa (5003 gitar i Hej, Joe). Przywidziało mi się, że we Wrocławiu tramwaje jeżdżą w powietrzu i czym prędzej to przywidzenie uwieczniłam. Także krzesła tu mają większe. Mosty – też żadne odkrycie, wszak Wrocław to most przy moście. Mnie się szczególnie podoba niebieski Grunwaldzki, ale zamieszczam fotkę czerwonego Mostu Piaskowego. Bardzo ładne błękitne (!) bramy ma uniwersytet. Każdy chyba strzelił sobie fotkę na tym korzystnym kolorystycznie tle.

tramwaj na drutach  Most Piaskowy   Zrób to sam

Przerzucę się z błękitu na zieleń. Parków po uszy. Szczytnickim szłam, ale muszę wrócić i bardziej się w niego zapuścić. Botaniczny – świetny, brawo za ławeczki. Japoński – miniaturka, odwiedzana przez nieproporcjonalną do metrażu liczbę ludzi. Południowy – tylko mi mignął zza okna samochodu. A przecież skwerek też poniekąd park, bulwary i wybrzeża ciągną się kilometrami, w zieleń można się zawinąć co krok. Korci mnie, by palmę pierwszeństwa przyznać Cmentarzowi żydowskiemu na Ślężnej. Gwar czynią ptaki, ludzie snują się jak cienie, z rzadka i niewyraźnie. Spacer kojący, łatwo się wtopić w tutejsze światłocienie, choć trzeba w końcu wychynąć ku żywym.

To może wrócę do podnoszących glukozę w żyłach szczegółów. Słodycze. Nie byłam na diecie, więc jadłam: 1) lody na Bema (bezowo-cydrowe!), 2) sernik kremowy u Spychały (super) i 3) TyrajMisiu w mistrzowskim podaniu Pszczółki. Niebo.

Inny szczegół to oczekiwanie na zmianę świateł. Z perspektywy kierowcy: mają tu czasowe odliczacze, kiedy nastąpi zmiana. Od razu się do nich przykułam, bo jestem z Poznania. Natomiast nie mają guzików na słupach przy przejściu (to z perspektywy pieszego). Hmm… tak stoją sobie cierpliwie, nawet z nogi na nogę nie przestępując. A w Poznaniu takie guziki są i my ciągle w nie dusimy. Żeby szybciej zabłysło zielone. Po prawdzie to nie działa, to znaczy czerwone i tak musi trochę poświecić, ale co nadusisz, to twoje. U nas nawet w windzie są takie przyspieszacze. W moim bloku na przykład. Dojedziesz na właściwe piętro i możesz czekać aż drzwi windy się otworzą. Ale możesz też nacisnąć – na znak, że chcesz wysiąść szybciej. Oczywiście, że to nie działa, różnica prędkości jest żadna, ale co nadusisz, to twoje. Otóż, we Wrocławiu tego nie mają. Inna mentalność.

PaluchOj, ambaras, ambaras. Bo jak tu ogarnąć te krocie ślicznych kamienic! Tych wyeksponowanych na podziw (usytuowaniem lub funkcją). Ale też tych, które co rusz wyrastają to w podwórzu, to na rogu, wygalantowane lub lekko zapadłe, wyczekujące na lepszą przyszłość. Przeglądam fotki i raz, że nie oddają tego, co widziałam, dwa – trzeba by debaty nad tym, którą wybrać.

A to oznacza, że postawię na dekoracje. Najpierw dwie płaskorzeźby z Domu Miedziorytnika przy kościele św. Elżbiety: Paluch i Zrób to sam. Ta druga powyżej, obok Mostu.

Angelus przed OssolineumW drugiej kolejności niech będzie Angelus sprzed Ossolineum, prawem pierwszeństwa, bo ma literackie, szerokie plecy. W wydaniu mikro jest statuetką Nagrody Literackiej Europy Środkowej, zwanej Angelusem właśnie, której laureatem w 2014 był Pavol Rankov [Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)]. Nie czytałam. Za to mogę zacytować umieszczony na cokole fragment wiersza Anioła Ślązaka (patron nagrody) w przekładzie Mickiewicza:
„Do nieba patrzysz w górę,/ a nie spojrzysz w siebie:/ Nie znajdzie Boga,/ kto Go szuka tylko w Niebie”.

Wystroje kawiarnianych wnętrz to temat na długi esej, bezpieczniej będzie zostać przy elewacjach zewnętrznych, przy muralach. Jeden z nich trafił na tegoroczną maturę z WOS-u. Jeśli dobrze pamiętam, rzuca się w oczy przechodniom na ulicy Sienkiewicza: „Co słychać u sąsiada?” A ja sobie przywołam Mural z Fantastycznym Lisem i Mural Rebusowy. Dla towarzystwa dodając tablicę pamiątkową dedykowaną Cybulskiemu i Mural z Dziewczyną w sukni z kłódek. Tyle ozdób.

Mural -Fantastyczny Lis        Mural łańcuchowy

   Mural - kłódkowa suknia      Cybulski przy Pergoli

Weekend we Wrocławiu przypadł na dni poprzedzające pogrzeb prof. Bartoszewskiego. Ossolineum, które jak wiadomo odziedziczyło archiwum profesora, pożegnało go uliczną galerią karykatur i bon motów. To było jedno z ciekawszych zaskoczeń. Szpaler osiemnastu plakatów, które kreską tyluż rysowników uwieczniały zdeformowany wizerunek i uzupełniały go cytatem. Jest wśród nich słynne zdanie: „Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca. Opłaca się być nieuczciwym, ale nie warto”. Są i inne, celne, bezpośrednie, dowcipne. Mam nadzieję, że po dzisiejszym wyborczym święcie nie przyjdzie mi powtarzać w duchu: „Kocham moich Rodaków, choć doprowadzają mnie do cholery”. Wytłumaczę się ze zdziwienia. Wrażenie było pozytywne. Fenomenalne, że na przekór smutnym okolicznościom, wybrano wierność osobowości, wdzięk i humor zamiast patosu i minorowej żałoby. Że tak lekko, nie bombastycznie. [Jeśli ktoś w ostatnim tygodniu włączał radio i zaatakowały go reklamy Lidla, to rozumie, dlaczego postanowiłam użyć słowa „bombastyczny”. Powariowali? Reklamują swoje ceny jako bombastyczne – przecież to znaczy: „napuszone, pompatyczne”. Chcą przyciągać tym, co odpycha?]

Bartoszewski 1 Bartoszewski 2 Bartoszewski 3 Bartoszewski 4

Niektóre z tych słów powinny z nami zostać. W czasach, gdy zewsząd atakują słowa nijakie lub agresywne, ubite jak pianka bez treści… naprawdę dobrze chwycić się bon motów. 

Wrocławski mistrz słowa, nie dość że ugościł mnie obiadem, to jeszcze hasał ze mną po ulicach, wskazał na domy, w których chciałby mieszkać (jakieś dziesięć, ułamek z rejestru) i wypił z nami piwo. Z nami, bo to był siostrzany wypad. W ostatnich słowach chętnie więc adresuję całuski: i do Gośki (siostra), i do Ewy (Mistrzyni ripost i dowcipu). Pamiętając serdecznie o Pszczółce. :)

Wspomniałam, że nie tylko bez, również tamaryszek kwitł i mościł się gdzie popadnie? Tak było. A na międzymiastowej dawał po oczach rzepak: czyste złoto pól. 

Advertisements

13 thoughts on “majówka

  1. MolikZygmuntEWA

    Wystawiłaś Wrocławiowi „pomnik niemożliwy”, jak to krzesło autorstwa Kantora, które po otwarciu stoi (leży?) do widza bokiem. Bardzo, bardzo mi się to podoba, co rychlej zatem muszę go rozpropagować. A nóż, już niebawem, znajdzie się w annałach, choćby Ossolineum, jako… niebombastyczny?

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      „Niemożliwy”! – z akcentem na „niemożliwy”. ;) Ale pomyślałam, że jeszcze może kiedyś coś napiszę, to będę miała pierwsze koty za sobą.
      Wrocławia sporo na maturze. Już wspominałam o muralu, a w dzisiejszych zestawach na ustnym języku polskim (zestawy codziennie świeże, w całej Polsce te same) był Kalina i jego „Przejście”. Wniosek: kto się po Wrocławiu włóczy, przygląda się i wdycha tutejsze powietrze, temu to procentuje. No trudno, jak już za późno, by na maturze błysnąć, to choć temat na posta się znajdzie.

      Trzeba mi było szukać środka. Mądrości opisują przewodniki. Prawdę znają tubylcy. Mnie zostało naiwne i przypadkowe zawieszanie się różnościach.
      Dobre miejsce do życia, tak mi się zdaje. :)

  2. maria

    Och, Tamaryszku wspaniała wycieczka. Od lat wybieram się na Dolny Śląsk, choć może trzeba zacząć od weekendowej wycieczki do Wrocławia, bo ta jest najbardziej realna. We Wrocławiu byłam wiele lat temu przejazdem mając naście lat i pamiętam tylko przepiękne witraże na Dworcu Głównym. Wstyd się przyznać, ale lepiej znam murale w sardyńskim Orgosolo niż te polskie. I krasnoludki, latające tramwaje, kolorowe kamienice, ogrody kwitnące . No to koniecznie teraz. I lody bezowo-cydrowe ! Jadę !

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      :) Tak, bo to bardzo proste jest. Przyjechać i iść na spacer. Mają tu bardzo dużo ulicznych map z podpowiedzią „Tu jesteś”, więc bez GPS-a, bez wcześniejszych uściśleń, można się poruszać po sporej przestrzeni centrum. W razie potrzeby można doczytać ze Spacerownika czy innego bedekeru. Nie zdążyłam wejść do muzeów, a to też ciekawy trop.
      Natomiast nie bardzo się da łączyć wędrówkę po Wrocławiu z imprezami kulturalnymi, bo te są na tyle absorbujące, że żal się rozpraszać. Może sobie przedłużę pobyt przy kolejnych Nowych Horyzontach.
      A hoj, wyruszaj! :)

  3. inwentaryzacja krotochwil

    „Ale co nadusisz to twoje”, hehe. Właśnie dlatego rozważam wycieczkę do Poznania ;)
    Wrocław urzekający i spacerowniczo logiczny, potwierdzam.
    Zastanawiam się teraz, czy byłabym w stanie wskazać w stolicy 10 domów, w których chciałabym mieszkać. Chyba tylko na Saskiej Kępie i Żoliborzu, ale to banał.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      W Poznaniu też gość w dom, Bóg w dom. I nieprawda, że robimy osiem herbat z jednej torebki. Polecam miasto. Zapraszam.
      Wycieczka do Wrocławia uświadomiła mi, że powinnam wpisać na listę (której nie mam) przewodnik po Poznaniu. Nawet zapytana, które miejsca lubię najbardziej, nie bardzo wiedziałam, co powiedzieć. Bo są takie, ale rzadko w nich bywam i nawet nie obserwuję jak się zmieniają. Nic to. Cichosza. To się zmieni. Udrażniam kanały poznawcze. Może dam znak na tamaryszku.

  4. Ewa Ikroopka

    Mozna sie zakochac w Twoim Wroclawiu, przyznaje, z drobna poprawka – mamy tu przyciski na slupkach, ale na tych mniejszych przejsciach, nie na tych z odliczaniem sekundowym, ktore sobie zreszta, jako kierowca, bardzo chwale.
    Wroclaw jest pieknym miastem, w ktorym wszedzie jest daleko, wszedzie sie jezdzi, nawet na spacer, do parku trzeba pojechac, wiec jak jade do Krakowa, mojego miasta rodzinnego, to zostawiam samochod pod domem i wszedzie juz na piechote;)
    Pozdrawiam:)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Wrocław to miasto przyjezdnych. Tym lepiej czują się w nim tacy przelotowcy jak ja. Bo z kolei Kraków to ludzie, którzy rezydują tam od kilkunastu pokoleń. :) Piękna sprawa: tramwajem do parku! Cóż, poniekąd to po prostu bolączka miast. Nie mogą się składać z samych parków, bo trzeba by mieszkać pod chmurką.
      Pozdrawiam :)

  5. Bee

    Przyjemnie spojrzeć na Wrocław Tamaryszkowym świeżym okiem. Jeszcze bardziej wypiękniał. Oto siła dobrej literatury :)
    Krasnal piorący znajdował się prawdopodobnie w pobliżu Mostu Piaskowego, zaintrygowana Twoją opowieścią sprawdziłam wczoraj i, niestety, zostały po nim tylko … nogi w czubatych butach. Przyjmijmy, że … porwała go Odra.
    Jeszcze jedna ciekawostka – kolejka linowa jest własnością Politechniki i zwie się Polinką (łącząc uroczo właścicielkę z linką). Ściskam serdecznie Obie Turystki!!

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Tak, taki był namiar, że przy Moście Piaskowym, czyli czerwonym. Więc tylko buty(z nogami)…to prawie nic. Nadmienię, że bardzo lubię też most biały, ten na obwodnicy. Przejeżdżałam, wracając do Poznania. I zawsze tamtędy, gdy wracam z wakacji. Stąd te wysokie notowania.
      Dziękuję za ciekawostki. Zresztą podrzucasz je też na swoim blogu. Teraz się tam rozkwieciło na potęgę! :))
      Też pozdrawiamy, bardzo serdecznie :)

  6. M.

    Czytałam z przyjemnością. Szczególną – gdyż, jak się okazuje, byłyśmy we Wrocławiu w tym samym czasie :) Nigdy nie komentowałam wcześniej ale dziś ujawniam się nieśmiało – uwielbiam tu bywać i chłonąć piękny język, wspaniałe przemyślenia, całą atmosferę. Pozdrawiam ciepło! M.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      M., dziękuję za ujawnienie i za obecność. :)
      No popatrz, jak się drogi przecinają! I my miałyśmy w planach fontannę w świetle i dźwięku. W piątek, bo później trzeba było mieć bilety. Ale już byłam schodzona i w drodze na nocleg. Zajrzałam na Twoją stronę. Dużo pięknych zdjęć. :) Romantycznie i rodzinnie. Więc jednak to czasem idzie w parze.
      Pozdrawiam :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s