marsylski łącznik

Marsylski łącznik (La French), reż. Cédric Jimenez, Francja& Belgia 2014

Niektóre miasta mają szczęście. I takich miast jest sporo. Rodzą lub adoptują artystów, do których dzieł wkradają się nie tylko prawem tła, ale i bohatera. Nie „pocztówki” mam tu na myśli, bo dużo ciekawsze są wizerunki wyrastające z bolączek, niewygody, czegoś szczególnego.  Raczej genius loci niż folder turystyczny. Tak jest z Marsylią.

Z sympatią wspominam kryminalną trylogię marsylską Jean-Claude`a Izzo. [Total Cheops – Szurmo – Solea]. Szkoda, że nic już więcej nie spotka Fabia Montale, eksinspektora tutejszej policji. Wyrzuconego za jakąś niesubordynację, jednak nie do zastąpienia, bo znał Marsylię jak własną kieszeń. Poza tym kochał ją, nie mniej niż kobiety (liczba mnoga), dobre wino, jedzenie i jazz. Izzo już niczego nie napisze i tylko z nostalgią nadmienię, że debiut po pięćdziesiątce i na chwilę przed końcem bywa jednak sensowny i daje przepustkę do trwania. Tymczasem…
Marsylski łącznik… w kinie można jeszcze zobaczyć Marsylskiego łącznika.
Oryginalny tytuł – La French – jest nazwą mafii narkotykowej, z którą walczy sędzia Pierre Michel. Portowe miasto wypuszcza przestępcze macki oplatające Marsylię, Francję, sięgające do USA. Sprawę tych przekrętów naświetlał amerykański Francuski łącznik (1971), któremu zawdzięczamy aluzję w polskim tłumaczeniu tytułu filmu.

Zarówno sędzia wypowiadający wojnę mafii, jak i stojący na jej czele Gaëtan „Tany” Zampa to postaci autentyczne. Zakładam, że poddane artystycznej obróbce, lecz mające korzenie w jak najbardziej realnej historii. Dramatycznej (tragicznej dla protagonistów), dynamicznej, w której każda ze stron stawia na szali wszystko.

I tak jak przy Taksówkarzu mogłam powiedzieć: stare jak nowe, tak tutaj: nowe jak stare. A jedno i drugie ma wartość dodatnią.

Powiedzieć, że lata 70. są historycznym (politycznym) tłem dla fabuły – to za mało. Owszem, Jest rok 1975, gdy opowieść się rozpoczyna. Tak nie inaczej wyglądają układy w strukturze władz. Na coś przymyka się oko, nie sposób znaleźć haka na kogoś, kogo wszyscy kryją. Ważnym bodźcem dla rozwoju akcji będzie wybór Mitteranda na prezydenta (1981), który uruchomi polityczne przetasowania. Ktoś otrzyma wyższy stołek. Włączą się inne światła na stare sprawy. Co wcale nie znaczy, że jakaś polityczna opcja ma moc oczyszczania tego, co dzieje się na zapleczu. Korupcja, przekręty i nielojalność nadal będą trwały.

Zostawmy jednak zaimki (ktoś – kogoś – komuś) i wskoczmy w skórę antagonistów. O, rany, rany! Komu kibicować?! Tu sędzia Pierre Michel (Jean Dujardin) – otrzymał właśnie awans z działu spraw nieletnich do działu przestępczości zorganizowanej. Ujmuje tym, jak traktuje uzależnioną narkomankę. I tym, że wie, co to uzależnienie, bo był zależny od hazardu. Poza tym jest przystojny. Co jeszcze? Działa jak torpeda. Nie da sobie w kaszę dmuchać i wymachiwać przed nosem przepisami, które wiążą ręce. Do diabła! Jest nieobliczalny i zdeterminowany. Poza tym jest przystojny. Kocha żonę i córeczki, które dają mu wsparcie, ale też stawiają ultimatum (całe szczęście, że żona ma równie silny charakter). Sędzia wsiąka w sprawę, dociera za kulisy, rozpracowuje zdradę i zależności. Wcześniej czy później – nie dziwi nic – odsuną go od działania, bo nie w policji miejsce na taką zadziorność. W każdym razie, nie odsłaniając kart przetargowych, powtórzę tylko, że jest przystojny. I zilustruję to fotosem.

Jean Dujardin. Marsylski łącznikWięc tu sędzia Pierre Michel, a tam mafioso Zampa (Gilles Lelouche). Emocjonalny, władczy, lecz i serdecznie przywiązany do swoich. Cóż, ojcowie chrzestni też mają swoje racje, swoje wartości i charyzmę. Zampa nie da się zrobić w bambuko, bo nie przebiera w metodach komunikacji. Przykład: ociągający się współpracownik dostaje zrozumiałą motywację. Zampa mówi, że w jego stronach, gdy dzieciak nadużyje alkoholu, ojciec nie krzyczy, nie bije pasem, a stawia przed synem butelkę i każe pić. Nie zważa na odruch wymiotny, na to, że uleciała przyjemność. Powróci nieprędko. Zampa w ten sposób częstuje białym proszkiem niesfornego „syna”. Okrutne. Ale w innej scenie wzrusza, przekonuje, walczy o aplauz.

Od początku filmu widz ma przed sobą wyzwanie: komu kibicować i kto jest przystojny bardziej. Ja się zdeklarowałam.

A serio – bo naprawdę nie w szyku obu panów leży sedno ich postaci – to naprawdę świetne role. Pojedynek racji i kreacji. Z narastającym zahipnotyzowaniem sobą nawzajem. Przy czym wartością naddaną okazuje się tu nie przełamywanie schematów a wpisanie się w konwencję. Mamy więc „kino noir”. Termin przeszczepiony z innej epoki, ale w tym rzecz, że Marsylskiego łącznika ogląda się, zapominając, że powstał dopiero w 2014. Trudno mi zdemaskować w czym rzecz. Nie tylko w scenografii i kostiumach. Poza tym „noir” wnosi niejednoznaczność podziału na dobro i zło. A tutaj – choć ja sympatyzuję z „dobrym” Michelem – sprawy nie rysują się antonimicznie.

Ech, kino francuskie! Zawsze ma ten swój stempel „francuskości”, której bezpieczniej nie definiować – nie uda się i tylko podkreśli, że określający jest spoza kręgu. Niedawno oglądałam bezpretensjonalne (choć lekko przerysowane, bo komediowe) Rozumiemy się bez słów, które wzruszyło mnie klasyką francuskiej piosenki. Nie tak znów często kino stamtąd jest u nas na ekranach. Tym bardziej warto nie przegapić pojedynku Michela z Zampą.

Reklamy

10 thoughts on “marsylski łącznik

    1. tamaryszek Autor wpisu

      :) Weź pod uwagę również tę komedię „Rozumiemy się bez słów”. Zwariowana rodzinka głuchoniemych, w której tylko córka „ma głos” i to jaki! Chce śpiewać, ale pewnie silniej niż inne nastolatki czuje się potrzebna wśród swoich. Proste, ale piękne wzruszenia. Mnie oszołomiło, jakie bezpretensjonalne są francuskie piosenki. Tu, oczywiście, generalizuję. Ale nauczyciel śpiewu sięga do mistrzów, taki pop sprzed może trzydziestu (zgaduję) lat. Niezłe.

      A „…łącznik”, przyzwoity, dobrze się ogląda, klimat retro. Warto. ;)

  1. MolikZygmuntEWA

    Ach te „męskie sposoby” na ułomności innych, bo wszak przecie to nie oni są ułomni…
    Dobrze, że chociaż przystojny był nieautonomicznie, skoro nie racja to ni kreacja to, co podkreślałaś w …nasób (?).
    Pozwoli mi to posłuchać jakiej francuskiej, nie związanej z nijakimi chłopami, piosenki, no chyba, że byłaby o nieletnim jakim, lub za wysoko urodzonym…hohohoho https://www.youtube.com/watch?v=9OEybR_Scqs

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      :) Taaaak, powtarzam informacje warte zapamiętania :) Taka maniera albo mus.
      A piosenki są dobre na wszystko. Nawet bardziej te nieprzetłumaczone, bo wydaje mi się, że mają jeszcze jakiś naddatek poezji. Co bierze się z dźwięków. Z tego nadmiaru samogłosek i wibrujących spółgłosek. Przy przejściu w dominantę sycząco-szeleszczących polskich „sy-cy-zy-dzy” i „szy-czy-ży-dży” coś się ulatnia. Chyba, że tłumaczyć na „la-la-la-la, laaaa-laaaa…”

      A z tych dwóch przystojniaczków to jeden ma zabójczy uśmiech (łobuzerski, choć sędziowski), a drugi – poza tym, że cały jest zabójczy z definicji (bo mafioso), ma też ujmującą męskością powagę. Jest dylemat, bez dwóch zdań. A to, że można tak sobie na ekranie i bez konsekwencji wtórować ich rywalizacji, to czysta przyjemność.

      A cóż nad czystą przyjemność?!

  2. maria

    Czy jest tak dobry jak ‚Le professionnel’ z Belmondo i wspaniałą muzyka Ennio Morricone? Ten film, który obejrzałam ponad 20 lat temu był i chyba jest do tej pory najlepszym filmem z gatunku: kino noir i gatunku: francuskie emocje – idąc Twoim tropem. Zgadzam się z Tobą na temat szczególności i wyjątkowości filmów francuskich, te ostatnie obejrzane, które pamiętam : ‚Polisse’ , ‚Nietykalni’ dały mi wiele wzruszeń. Mam nadzieję, że zdążę jeszcze obejrzeć ‚Marsylskiego łącznika’. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Oj, Mario, mam ostatnio taki czas, że co chwilę muszę ujawniać, że nie znam kolejnych połaci klasyki kina. Trochę przy okazji nadrabiam, ale i tak to się chyba nigdy nie skończy. Zwłaszcza lata 70. i 80. Bo na przykład „Wjazd pociągu na stację w La Ciotat” (1895) kojarzę nieźle. ;)

      Czyli nie wiem, czy równie dobry jak „Zawodowiec”. ;)
      Ale myślę, że nie pożałujesz. Dobrze skonstruowana fabuła, dynamika (lecz bez pośpiechu), antagonizmy (choć przełamane), niewiadoma (bo ja nie sprawdzałam przed seansem żadnych historycznych kontekstów i też celowo je zaciemniłam w poście). Najfajniejszy jest retro szyk.
      Pozdrawiam :)

    2. maria

      Zdążyłam na ostatni seans w moim mieście i oczywiście nie pożałowałam, gdyby muzyka jeszcze była bardziej wyrazista, to może byłby nawet lepszy od ‚Zawodowca’, choć nie o porównanie tu chodzi. Emocje ogromne, oczywiście na końcu popłakałam sobie cichutko, co zresztą uwielbiam robić w kinie;) Świetny film i te Twoje po trzykroć przystojny wcale nie przesadzone, a długie i podkręcone rzęsy trochę mnie irytowały, bo sama takich nie mam ;) Postać wrażliwego ( bardzo) mężczyzna w skórze gangstera i sędziego nie wiem, czy wiarygodna psychologicznie, ale w filmie bardzo przekonywująca. No i retro szyk, dyskoteki lat 80-tych, już zapomniałam, że takowe były. Dzięki za inspirację.
      Tamaryszku, wakacje czas zacząć ! Wszystkiego dobrego!

    3. tamaryszek Autor wpisu

      O, to siostrzany (braterski) odbiór. Te miny Dujardina są naprawdę miniaste (ale bez przerysowań). Zasłynął nimi już w niemym Artyście. Czasem aż się rozglądałam, czy zza zakrętu nie dobiegnie do niego piesek, z którym przyjaźnił się w poprzednim filmie.
      Mario, dziękuję :)
      Wakacje rozpoczęte. Póki co – konsternacja. ;)
      I Tobie – przyjemnej pracy i dobrych wywczasów, gdy nadejdą (o ile nie nadeszły). Pozdrawiam :)

  3. M.

    Dziękuję za recenzję – będę miała prezent dla męża :)
    i z przyjemnością posiedzę obok, jeśli nawet nie dla fabuły, to dla Marsylii i obu panów – zdanie: „cały jest zabójczy z definicji (bo mafioso)” – zachwyciło mnie :))
    „Najfajniejszy jest retro szyk” – przekonało :)
    Pozdrawiam :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      M.,
      powodzenia w wypatrywaniu seansu. :)
      W Poznaniu jeszcze grają. Jak widać po komentarzu Marii – można zaryzykować. ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s