w głowie się nie mieści

W głowie się nie mieści, reż. Pete Docter, Ronaldo del Carmen, Studio Animacji Pixar, Walt Disney Pictures, USA 2015

Szybciutko, na gorąco. O tym filmie chyba wyjątkowy maruda mógłby rzec słowo pozbawione aprobaty. Zgodny zachwyt krytyków. I właśnie to mnie do kina wygnało – że niemożliwe. Zazwyczaj nie rozglądam się wśród opinii przed seansem, więc w głowie miałam tyko peany Panów z FilmWebu. Teraz zajrzałam do nich ponownie: wszystko się zgadza! W programie movie się (Walkiewicz, Popielecki i w zastępstwie Muszyńskiego – Oleszczyk) zgodnie przyklaskują: film roku! Jak to?! – myślę, gdy słyszę po raz pierwszy – taki zachwyt nad animacją? Że aż do Obywatela Kane`a przyrównana albo że to skompresowane studia psychologiczne? Trochę się to – nomen omen – w głowie nie mieści.
W głowie się nie mieści

Ostatecznie nie wiem, ile się w tej kompresji spakowało i kto jest w stanie całą mądrość zdekompresować. Pięciolatek? Dziesięciolatek? Może dopiero ktoś z maturą? Wiem, że jeszcze wrócę do filmu Doctera i skupię się na stricte kognitywnych odkryciach. Pierwszy ogląd oddaje prym opowieści. Film jest zabawny, barwny, dynamiczny, inteligentny i prowadzony przez dobrego dyrygenta! Jeden z czołówki najmądrzejszych filmów, jakie widziałam. Ever.

Bohaterką jest 11-letnia dziewczynka, którą poznajemy w dniu narodzin i w kilku scenach z jej najwcześniejszych lat. Mieszkała w Minnesocie, otaczała ją przyjazna aura. Szczęście w pigułce, niestety, reglamentowane, bo nadszedł czas wywrotki. Ściślej: przeprowadzki do San Francisco. Albo: wyprowadzki z krainy Dzieciństwa w sferę tuż przed Dorastaniem. Jeszcze nie na całego jest nastolatką, dopiero stoi w progu, ale burza nastrojów już przepycha się na plan pierwszy.

Perypetie małej Riley to jeden z filarów fabuły. Drugi, równoległy filar, to komentarz do wewnętrznego świata bohaterki prowadzony z perspektywy jej emocji. Pomysł tyleż prosty, co genialny. Za konsoletą stoi pięcioro spersonalizowanych uczuć: Radość, Smutek, Odraza (wstręt), Strach i Gniew.  Każde wystrojone w dyktowane charakterkiem fatałaszki. Krótko-zwięźle – Smutek rozbraja! Wiadomo, deprecha wkurza jak nic, działa ze spóźnionym zapłonem i farbuje na niebiesko czego się chwyci. Przeprasza, że żyje, niby chce się schować w kąt, a rośnie tam, gdzie jej nie siano. I choć Radocha wyznacza jej kółko i próbuje zgasić w zarodku, to wkrótce sama rozumie, że sprawy nie są tak jednoznaczne. Wszystkie emocje mają prawo wydostać się na wierzch. Chronią, oczyszczają, regenerują, dają napęd. Nawet te z pozoru osłabiające (vide: Smutek). Jedna rzecz to współistnienie emocji. Druga – to, że nie istnieją w stanie czystym. Przynajmniej odkąd wyjdziemy ze skansenu dzieciństwa. Bo początkowo rej wiedzie Radość. I wydaje się, że jest synonimem szczęścia. A niekoniecznie.

Radość. PlakatSmutek. PlakatOdraza. PlakatStrach. PlkatGniew. Plakat

Trzy panie i dwóch panów – tak to się rozkłada genderowo (nie wiem, ale to może być znaczące). Taki jest zespół emocji Riley. A nie tylko nią sterują (?) uczucia. Każdy ma własny pakiet, z czego wynikają przeróżne wojny i starcia. W filmie jest to zalążkiem kilku świetnych anegdot. Gdy nasz Strach wejdzie w relację z czyjąś Odrazą albo Gniew się naczupurzy na cudzy Gniew etc. Świetnie to ilustruje jeden ze zwiastunów

To, co zasygnalizowałam powyżej, byłoby już wystarczające, by film wybrzmiał i namieszał. O najlepszym jednak nie wspomniałam. Bo najcenniejszy, moim zdaniem, jest efekt zmieszania prostych i znanych każdemu sposobów reagowania, tego, co nazywamy osobowością i bez podręczników umiemy diagnozować, z dość skomplikowaną jednak wiedzą na temat ludzkiej pamięci, przeróżnych struktur i mechanizmów, wiążących nasze przeżycia w niepowtarzalny, jedyny we wszechświecie organizm. Inaczej mówiąc: miks mądrości płynącej z doświadczenia życiowego i akademickiej wiedzy o procesach poznawczych, o tym, co przynależy do sfery świadomości i podświadomości.

Tu właśnie ukryty jest poziom kognitywistyki. Przygody tak się rozpędzają, że na pewnym etapie Radocha ze Smutkiem znikają zza konsolety (a jak! nastolatce czasem musi wystarczyć gniew, wstręt i lęki). Wraz z nimi wędrujemy po meandrach wysp tożsamości, krainy snów i wyobraźni, podświadomości, pamięci długo- i krótkotrwałej, gdzie z zaułków wyskakują przypominajki lub archetypiczne figury naszych pragnień. Skomplikowany to wszechświat, lecz rządzący się jasnymi prawami. Niezbadanymi do końca, więc akcja nie toczy się przewidywalnie. Jeśli bowiem analiza podpowiada, by wskazać fundamenty i główne „wyspy” osobowości, by szukać w przeszłości sterów tego, dokąd zmierzamy, to i tak zaskoczą nas różności (a to Bing Bong, a to zapamiętane nie wiadomo dlaczego pierdołki).

Rodzinka1. W głowie się nie mieści   Riley. W głowie się nie mieści

Gdyby ktoś jakimś cudem nie słyszał jeszcze zachęty, by obejrzeć najnowszy film wytwórni Pixar, to ja swój głos dostrajam do chóru pochwał. 10/10. Koniecznie zobaczyć. :)

Smutek i Radość2. W głowie się nie mieści

 

Advertisements

9 thoughts on “w głowie się nie mieści

  1. ZygmuntMolikEWA

    No cudne. Ja sama pewnie, także ?, zbyt mało wiem o swoich emocjach, osadzoną ‚wiedzę’ zatem warto by zweryfikować. Tym bardziej, że zawsze lubiłam… bajki.
    Cóż, pomyślę o tym… jutro :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Cudne. Zawsze jest ten hamulec, że trzeba by jakiegoś malucha wziąć ze sobą, by animację oglądać. Ale z całą powagą można się wybrać na dorosło. A potem się bawić na całego. ;)
      Naprawdę żadnych dydaktycznych obciążeń, a po prostu mądra rzecz. Też o tym, że pamięć jest jednak zależna od emocji. Nie mamy wpływu na przeszłość – tak, lecz to samo może działać budująco lub destruktywnie (i na to wpływ mają procesy hm… emocjonalne, kognitywne, jak komu lepiej to określić). I w ogóle: ile w nas siedzi, i jaką orkiestrację można tym bogactwem rozegrać. Wiem na bank, że by Cię to wzięło.

      Tylko żeby się nie nabrać, bo u nas w multipleksach puszczają przed seansem krótkometrażówkę Disneya. Ja spanikowałam (w końcu nie jestem amatorem animacji tak totalnie) i zaczęłam badać, czy aby w dobrej sali siedzę. Raz już się zmyliłam Pszczółką Mają, więc na zimne dmucham. ;)

  2. Bazyl

    To i ja dołączę do chóru pochwał. Ciekawe, że chłopaki zapytane po seansie jaki rodzaj wspomnieniowych kulek u nich przeważa najpierw wskazały pomarańcz (nie za bardzo znam się na kolorach :P ) Radochy, a po dłuższej chwili zastanowienia przyznali, że jednak i niebieskie by się znalazły i czerwone (wcale sporo). Naprawdę mądry film.
    PS. A krótkometrażówka z wulkanami i ukulele, też świetna :D

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Tej krótkometrażówki nie oglądałam uważnie. Wierciłam się z niepokoju, że ona jest daniem głównym, a ja siedzę w niewłaściwej sali.
      Biblioteki wspomnień robią wrażenie. I to, że kolory są w ciągłym ruchu. Pamięć podlega „przepisywaniu”, może się zmieniać, choć niby mówi się, że na nią nie mamy już wpływu. A tu proszę! Sposób pamiętania jest do naszej dyspozycji.

      Bardzo optymistyczne, że Żuczki dużo rozumieją :)

    2. Bazyl

      Mnie się podobało sprzątanie pamięci. I wstrząśnięty byłem tym, jak są kruche i jak łatwo rozwalić, filary kiełkującej, dziecięcej osobowości. Sceny, w których kolejne wyspy rozpadają się w pył, robią wrażenie.
      PS. Smutek wymiata, choć u moich chłopaków (co mnie troszkę martwi), gniew na 1 miejscu :(

    3. tamaryszek Autor wpisu

      A pamiętasz tę scenę (ostatni obrazek w tym poście), gdy Radocha i Smutna wracają zza światów i trafiają na szybę? Gdyby nie Gniew, który wypalił dziurę (lekko podpuszczony przez Odrazę) nic by nie było. Gniew to rozładowywacz pierwszej klasy. Ja bym się niepokoiła, gdyby chłopcy zapałali sympatią do Fioletowego. ;)

      Ciekawe też, że opowieść uwzględnia czynnik wieku. To, że najpierw emocji było niej, potem się przy konsoli zrobiło tłoczniej. I to, że akcja właściwa przypada na wczesne dojrzewanie. (Swoją drogą – emocje jeszcze nie wiedzą, co je czeka, bo mówią: „A co to jest dojrzewanie?” „Nic takiego chyba”). Dlatego tak się panoszą lęki, gniewy i wstręty. Filary kruche – też sobie tak myślałam, że właściwie zawsze mogą się załamać. Na wcześniejszych etapach wystarczy słabszy impuls, za to później trzeba by zwielokrotnionej dźwigni do odbudowy. Bardzo żal Bing Bonga…
      Super jest to sterowanie emocjami za pomocą pamięci. W obie strony: emocje mogą zmieniać pamięć, pamięć może wzmacniać emocje. Dam przykład dotyczący nie Riley, lecz Smutnej. Gdy tak leży w depresji a Radość ją pyta, czy pamięta swój ulubiony wesoły film. A Smutna sobie przypomina… ha, ha… taki, w którym umarł piesek. ;) No ale gdyby znalazła wesołe wspomnienie, toby się podniosła.
      I jeszcze podoba mi się, by w fazie depresji czytać instrukcje. :)) Nie wiadomo, czy pomaga, ale przynosi ulgę otoczeniu.;)

    4. Bazyl

      A wiesz, że z Bing Bongiem to było tak, że rozumiem przesłanie jakie niesie jego odejście i oczywiście dopadło mnie wzruszenie, ale nie do końca umiałem się wczuć, bo sam wymyślonego przyjaciela (chyba??) nie miałem.

    5. tamaryszek Autor wpisu

      Bing Bongi znikają i nawet później nie wiesz, że były. Twój też pewnie za Tobą płakał. ;)

  3. Pingback: córki dancingu + 10/2015 | tamaryszkowe pre-teksty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s