miara człowieka

Miara człowieka, reż. Stéphane Brizé, Francja 2015
Nowe Horyzonty, Wrocław 23 lipca – 2 sierpnia 2015
Obejrzałam na Nowych Horyzontach w towarzystwie 15 innych filmów. I trochę się waham, czy nie pójść w stronę podsumowań. Zwłaszcza, że przynajmniej o dziesięciu filmach chciałabym wspomnieć i zaznaczyć, dlaczego warto je obejrzeć i co z nich zapamiętałam. 

Wahadło zmniejsza amplitudę i staje w pozycji ze wskazaniem na jeden film. Nie dlatego, że jest the best of all. Może (raczej) nie jest. Ale zakleszczył mi się w pamięci i sama chciałabym zrozumieć dlaczego. Nie znam reżysera. Nie znajduję informacji o polskiej dystrybucji tego tytułu. Wiem, że premierę światową miał w maju, był w canneńskim konkursie głównym i otrzymał nagrodę za najlepszą rolę męską (Vincent Lindon). 

Miara człowieka. Vincent Lindon

Skromnie opowiedziana historia, wyjęta z życia pięćdziesięcioletniego mężczyzny, który jakiś czas temu stracił pracę, żyje z zasiłku, szuka nowego zajęcia. Nie będzie retrospektyw ani epilogu, są kadry z teraźniejszości rozciągniętej na kilka miesięcy. Miara człowieka bliska jest poetyce dokumentu: bohater w biurze pośrednictwa pracy, na warsztatach uczących jak szukać skutecznie, na dyżurach w nowym miejscu zatrudnienia. Kilka scen prywatnych, ale nieprzekraczających granic intymności. Można by je rozegrać przed kamerą. Ale właśnie w tym rzecz, że nie ma tu osoby trzeciej. Patrzymy oczami Thierry`ego. Obdarzeni jego świadomością.

Co prawda to zależy od widza, czy Thierry jest mu bliski, czy też widzi w nim element oglądanego świata. Mnie ujęło właśnie to, że Vincent Lindon jest zarazem niezwykle oszczędny (w sposobie ekspresji, w komentowaniu rzeczywistości, w relacjach z innymi) i pełen cichej świadomości tego, co mu się przydarza. Zależny od świata, w którym funkcjonuje, ale nie na tyle, by odebrało mu to godność. Słowem: mój odbiór był emocjonalny. Absurd zaczął nacierać i wprawiać mnie w dyskomfort i zdumienie. Zaczęłam główkować, co by tu było najwłaściwsze, bo oczywiście do wyboru tylko odcień z gamy szarości. I przejął mnie ten balans między pokorą i realną wyceną swoich możliwości a intensywną potrzebą podkreślenia, że nie chcę, by ze mną świat tak pogrywał. Veto.

Thierry jest robotnikiem (wykształcenie średnie?), ma sympatyczną żonę i syna z ruchową niepełnosprawnością. Jest ciepły, budzi zaufanie, wydaje się kimś odpowiedzialnym i stonowanym.

[No trudno, spojlery] Esencją poszczególnych scen są dialogi sytuacyjne.
Thierry w rozmowie z urzędnikiem, który szacuje jego rynkowe szanse. Urzędnik bardzo rzeczowy, logiczny, kulturalny. Przekonujący nawet. Tyle że Thierry dał się przekonać raz i drugi, wyszedł na poradach jak idiota, zrozumiałe więc, że nie chce kręcić się jak bączek wokół tej samej osi. Dopiero co skończył kilkumiesięczny kurs operatora dźwigu. Rozgląda się za pracą i dostaje jasny komunikat, że kurs był zbędny, bo na dźwig przyjmują tyko tych z wcześniejszym doświadczeniem budowlańca. Po co go tam wysłano? Czy ktoś to wie? Do cholery! Nie, Thierry nie jest wariat, nie przeklina. Wysłucha grzecznie drugiego urzędnika (rekrutacja przez Skype`a), który równie nienaganny „proceduralnie”, daje do zrozumienia, że szanse są nikłe. Franz Kafka zaraz wyjdzie zza firanki!

Thierry na szkoleniu. Ciekawe, czy w Polsce też tak się instruuje bezrobotnych? To jak warsztaty na prezentera tv. Nagrana na kamerę sytuacja (z Thierrym w roli głównej) komentowana przez całą grupę i prowadzącego. Feed back jest diablo ostry. Choć może słuszny i przydatny. „Źle, że rozpięta koszula”. „Za cicho wymawiane ostatnie sylaby”. „Mnie nie przekonuje”. „Nie dałbym szansy”. Dwie skrajne refleksje: jasne, trzeba przećwiczyć rozmowę z potencjalnym pracodawcą; no ale to jest kosmos! A w każdym razie taniec garbatego na linie. Chodzi o to, by garbaty chodził prosto. „Garb” znaczy tyle, że bezrobocie obciąża. Gdyby Thierry był młody, bogaty, z ekstra doświadczeniem i alternatywą wyboru między ofertami, to mógłby z wdziękiem i gracją odginać mały paluszek od uszka filiżanki. Ok, słucha cierpliwie i chyba wyciąga wnioski.

Dyskusja kumpli z poprzedniej pracy, szykujących się do walki z ekspracodawcą. Chcą wejść na drogę sądową, zwolnienia były niesłuszne. I jeśli nawet powrót jest niemożliwy, to możliwa jest riposta, tupnięcie na ważniaków. Thierry mówi: dość. Owszem, jest słuszność w procesie, ale on swoją sytuację widzi inaczej. Po pierwsze: od kilku miesięcy kręci się w kółko, angażowanie się w proces zatrzyma go w miejscu na dłużej. Po drugie: żeby zacząć, trzeba zatrzasnąć drzwi i chwycić za nową klamkę. Szalenie mi się ta scena podoba. Jest niejednoznaczna. Gdy film się kończy, można by do niej wrócić i zrozumieć inaczej. Ujmuje mnie, że ten społeczny impas staje się filtrem egzystencjalnym. W ogóle – Miara człowieka wydaje mi się bardzo uniwersalna. Mimo wyraźnie określonych sytuacji społecznych, dotyczy mnie bardziej niż historie paraboliczne z założenia. I to jest transowe wejście w skórę Thierry`ego. Rozumiem nagrodę dla aktora. Świetna postać.

Sceny rozmów z synem czy tańca z żoną albo wycofania się ze sprzedaży domku ludziom, którzy wymuszają na nim obniżkę ceny. Wystarczy, by polubić, uwierzyć, dać kredyt i patrzeć na świat z grubsza tak jak on. Bo Thierry obserwuje dobrze i czyta między wierszami.

Miara człowieka. PlakatNowa praca to służba w markecie. Obserwowanie klientów i pracowników. Demaskowanie złodziei etc. Robi, co trzeba. Koleżanka ze szczebla wyżej nadaje kontrolom ton i baczy na restrykcje. Nad nią kierownik. Nad kierownikiem szef spod jeszcze większego szefa. Jest korporacyjnie, choć niby na mikro skalę.

Dwie sceny, surowe, ogniskujące najróżniejsze „odśrodkowe” tego systemu. Bo nie ma wątpliwości: ludzie nie konfrontują się jak ludzie, lecz jak pionki w grze ze źle zredagowaną instrukcją.

Jedna ze sprzedawczyń (dział mięsny) odchodzi na emeryturę. Zbiera się cały personel. Śpiewają napisaną dla niej piosenkę. Że jak nikt. Znała się na wątrobie, była miła, wszyscy ją lubili i trele morele. Thierry w ogóle jej nie znał i też jest w grupce przyjaciół. Sam kierownik rozpływa się, choć pewnie przed sekundą ktoś mu powiedział, o kogo chodzi. Kobieta wygląda na szczęśliwą. Thierry chyba myśli, że to dziwne i nienormalne. Albo ja tak myślę.

A gdy po kilku tygodniach jedna z kasjerek zaliczy wpadkę, a kierownictwo zwolni ją z pracy, to niedawna komitywa przestanie obowiązywać. Strzeż mnie, Boże, od „przyjaciół”.  O tym, że oskarżona o kradzież popełniła samobójstwo, dowiadujemy się ze sceny zebrania. Szefostwo jest biegłe w zarządzaniu emocjami. Zapewne działa proceduralnie i „w trosce o”. Zapobiegliwie i stymulująco. „Przede wszystkim muszę powiedzieć, że absolutnie nikt nie może się czuć odpowiedzialny za to, co się stało”. Bo przecież praca to nie życie. Takie decyzje to splot różnych czynników. Ani grama winy, ani ciut. I chyba ta czystość procedur to jest najbardziej obezwładniające piekło społecznej matni. Nikt procedur nie lubi, ale każdy rozsądny uznaje, że bez nich ani rusz. Łykamy kompromisy, bo da się je logicznie wytłumaczyć. A potem przesuwają się granice i obrzydliwość poddusza nas systematycznie. Aż trudno znaleźć ramy, trudno policzyć, która żaba jest tą nie do przełknięcia.

Ja wiem, że o tym mówi co drugi reportaż i przecież dla mnie temat też nie nowy. Jeśli ukłuło i truje emocje, to dlatego, że film jest świetnie wyważony. Obsadza życie w roli narratora i nie dopuszcza żadnych morałów. Stéphane Brizé (reżyser) nie ma w swej filmografii spektakularnych tytułów. Ale ten warto mu policzyć za sukces. Bo jeśli w skrawkach historii Thierry`ego można zobaczyć mechanizmy społeczne i naszą wobec nich bezradność (niebiadolącą, podejmującą wyzwanie i próbującą wytrwać, ile się da), to znaczy, że realizm wskoczył na wyższą półkę i zyskał drugie dno.

Advertisements

4 thoughts on “miara człowieka

  1. Holly

    Bardzo ciekawa recenzja- Tamaryszku, temat aktualny- nie tylko we Francji. Nie widziałam, ale sporo o tym filmie słyszałam, gdyż towarzyszył mu skandal- reżyser został posądzony przez autora innego filmu, krótkiego metrażu „Lundi CDI” Patrice Deboosera o plagiat. Ponieważ widziałaś film Stephana Brizé, to może zainteresuje Cię zapowiedź krótkiego metrażu, który stał się „inspiracją”:http://www.dailymotion.com/video/x2g82ut_lundi-cdi-un-film-de-patrice-deboosere_shortfilms
    Francja znajduje się naprawdę w poważnym kryzysie i dobrze, że znajdują się głosy, które nie tylko starają się nas bawić, ale pokazują problemy społeczne od wewnątrz.
    A ja się wstydzę, że francuską kinematografię poznaję zazwyczaj na Twoim blogu…

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Bardzo dziękuję za informacje! Obejrzałam krótki metraż. Ja niestety nie znam francuskiego, ale obraz jest bardzo sugestywny. Sceny w pokoju kontroli klientów są mocniejsze niż w filmie Brizé. Szalenie trudno wyważyć, gdzie tu plagiat, gdzie inspiracja (jeśli, to wymagałoby to uzgodnień lub wzmianki), a gdzie klisza znanych z życia sytuacji. Temat nie jest w niczyim posiadaniu na wyłączność. Prawa autorskie wracają do mnie niczym bumerang. Ciekawa kwestia i trudna. Czasem mi się wydaje, że zwłaszcza w Polsce, ale chyba niekoniecznie.

      Kino francuskie, naprawdę, ofertę ma wspaniałą! Jeśli czasem się zdarzy, że widzę wcześniej niż Ty, to mój fart. I tak przyjemność podsłuchiwania, co we francuskiej trawie piszczy jest po mojej stronie (podsłuchuję u Ciebie). :)

      Pozdrawiam :)

  2. MolikZygmuntEWA

    Eh, to życie. Francja nie Francja…
    Z jednej strony cieszę się, bo są ludzie tacy jak ty, którzy potrafią tak myśleć, a i pięknie oraz sensownie ten tok myślenia opisać.
    A z drugiej? te „mechanizmy” i ta nasza (w gruncie rzeczy) bezradność wobec tego co doskwiera na co dzień. Tylko sobie pochlipać i łykać, bez nadmiernej zgagi ? kolejne kompromisy.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Zawsze te „zabójstwa w białych rękawiczkach” są najwredniejsze. Choć trudno stopniować. W ogóle – praca kontrolerów, jakichkolwiek, to jednak ogromne obciążenie. Wolę myśleć, że panowie, których mijam między półkami, chodzą tam po to, bym w razie czego mogła spytać, gdzie jest proszek do pieczenia albo by mi sięgnęli żółtą fetę z górnej półki. ;)

      Pozdrawiam! Dziękuję za sobotnie wrażenia :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s