czapla i brzoza z tatarakiem

Nadmiar ogranicza inaczej niż niedobór, bo co innego odbiera. Poza tym – ostatnio – strasznie się panoszy. Ten nadmiar. Ciut za dużo upałów. Za dużo wakacyjnych zdjęć (z których przebrałam ponad setkę do ocalenia, reszta – w niebyt). Nawet filmy, o których chciałam pisać, rozmnożyły się na potęgę. I po prostu muszę uznać tę oczywistość, że świat się nie zawali, jeśli nie napiszę.

Może najbardziej męczący jest nadmiar artefaktów, to, że – jako gatunek – stajemy się coraz bardziej homo faber. Każdy coś wytwarza. Pisze, filmuje, fotografuje. Nie ma już hierarchii, żadnych map, wskazujących, jak się w tym gąszczu poruszać, co odpuścić, z czym się zapoznać. Lepiej już nie będzie. Trzeba pogodzić się z tym, że każdy może wytwarzać wszystko i nikt nie da rady zasymilować tej nadprodukcji. To z jednej strony paraliżuje, z drugiej – uczy wielogłosu i tego, że w lesie różne ptaszki śpiewają. Fotografia to unaocznia. Profesjonaliści mogą sobie debatować o technice i odpowiedzialności za to, co uwieczniają, amatorzy się do tego nie odnoszą. Robią swoje, selfie-sticków jest tyle, co zabranych w drogę butelek z wodą. Zapadło mi w pamięć czyjeś pytanie: czy będziemy wracać do napstrykanych  w liczbie niepoliczalnej zdjęć – tak, jak do tych, które zatrzymywały chwile wyselekcjonowane?

P1030744

Szalejąca rudbekia z sandomierskiego zaplecza przekornie dziczeje. Wbrew uporządkowanym miejskim klombom, wystylizowanym ogródkom, wypieszczonym kwietnym oknom czy balkonom. Sandomierz jest piękny i zadbany. Pelargonie, begonie, surfinie, petunie, floksy… Prawda, że więcej tu ojca Mateusza niż Teodora Szackiego. Na pierwszy rzut oka. Bo podszewka należy do Miłoszewskiego. W podziemiach nie było psów i ani mru mru o zbrodni. Ale katedralny pan kościelny, przepędzający turystów, każe docenić w pisarzu zmysł obserwacji. Nieopodal katedry stoi ta rudera, w której popełniono drugie morderstwo. A w pobliżu rynku, vis-a-vis pierogarni, jest mała wypasiona kawiarenka. Jak w Ziarnie prawdy. Nie pomnę, ale Miłoszewski nie wspominał chyba o krówkach (specjalność lokalna – u mnie plus, bo krówka to stały punkt mojego menu) i raczej paskudnych ptysiowych preclach. Pochwalam cydr z sandomierskich jabłek („dobroński”).

P1030844

No cóż, gdzie się dało, tam weszłam. Do sacrum i profanum. W Piszczele i Góry Pieprzowe. Nie zapominając kręcić się wokół tego, co centralne: rynek, katedra i dzwonnica, zamek, kościoły (najstarszy jest najwspanialszy – świętego Jakuba, tuż przy wąwozie i muszli stemplującej drzewo emblematem Drogi – Camino de Santiago). Tudzież inne, których tu nie będę wyliczać z racji ich mnogości. Zrobiły na mnie wrażenie malowidła de Prevota, tego się zresztą spodziewałam: 12 miesięcy męczeństwa jako chrześcijańska baza mentalna. Z legendarnym obrazem legendarnej rzezi sandomierskich dzieci przypisanej Żydom. Ale zagęszczenie! A spośród budowli ze ścisłej listy zabytków wizerunkowych ja największą sympatią darzę Zamek. Wciąż mam dreszczyk, czy aby nie leży tam ciało Elżbiety albo nie siedzi Wilczur czekając na Szackiego. W książce ta scena dzieje się przy synagodze, ale w filmie właśnie na zamkowym zboczu.

[aneks: nieprawda; obejrzałam po raz drugi Ziarno prawdy i nie ma żadnego kadru z Zamkiem; iluzja]

P1030875

Ech, są takie ruiny, przy których każda całość wygląda jak sen idioty. Ruiny na wyobraźnię. Nieopodal Sandomierza, w Ujeździe, jest pozostałość po posiadłości Krzysztofa Ossolińskiego. Jakie to było przemyślane! W folderach przywołuje się koncepcję domu-kalendarza: 4 baszty, 12 wielkich komnat, 52 pokoje, 7 bram i 365 pięć okien. Jak pory roku, miesiące, tygodnie, dni w tygodniu i dni w roku. Jeden ze stropów był niegdyś oszałamiającym akwarium, a w stajniach stały lustra nad marmurowymi żłobami. Wjazd naznaczony krzyżem i toporem, insygniami wiary i rodowego herbu Ossolińskich. Choć nurt podziemny interpretuje to inaczej, w Ossolińskim widząc nie tyle barokowego katolika, szermierza kontrreformacji i teatralnej Sarmacji, tym samym: obrońcę wartości i jednak gigantycznego pechowca. Historia tego pałacu jest bowiem smutna i wieje od niej niespełnieniem. Założyciel cieszył się majątkiem rok zanim umarł, jego syn trzy lata dłużej. A potem z rąk do rąk przechodził splendor aż się zużył i nie było komu restaurować. Ale „to” nie mogło lepiej wyglądać niż teraz, gdy każdy wyświetla swój własny film. Nie umiałam uchwycić w kadrze tej przestrzeni. Dokończę myśl: otóż nie byłoby dziwne, gdyby te pięcioramienne gwiazdy i baszty żywiołów i różne poszlaki obwiniające magnata o to i o owo, prowadziły boczną drogą od kościoła do masońskiej alchemii. Dla laika absolutnie niekonieczne są tu rozstrzygnięcia, mnie się podoba ta dwuznaczność.

P1040059

P1040100

P1040087

Polesie!

P1040341

No to hej, na północny wschód. Między Łęczną a Włodawą. Na Polesie! – nie to, o którym pisała Małgorzata Szejnert (Usypać góry…), ale to mniejsze, bliższe, objęte granicami Poleskiego Parku Narodowego. Tu, gdzie jeziora zarastają tatarakiem i sitowiem, gdzie lśnią na brzegach czaple białe, wykąpane w lepszym proszku niż ich siwe kuzynki. W godle Parku jest żuraw. Nie wiedziałam, jak go wytropić. Za to wiewiórek, żółwi, czapli, kaczek, błotniaków, jakichś rycyków, kszyków i mew było na pęczki. I był majestatycznie sentymentalny łabędź niemy. W głowie mi się zakręciło od grzybieni białych. Wiem, że one wyjęte z wody już nie są takie ładne (nie wyjmowałam! – zakazane), bo przecież pamiętam Noce i dnie – tę scenę, w której Barbara czeka aż Tolibowski zmoczy swój biały garnitur i wręczy jej naręcze na oczach zazdrosnej gawiedzi… (Scena na YouTubie).

Tu rosną inne lasy. Jest trochę sosny, bo gdzie jej nie ma. Lecz dominują grądy, olsy, brzeziny. A między nimi są spleje. Spleja to torfowisko przejściowe. Takie ni to jezioro, ni to łąka porośnięta tatarakiem. Było sucho, myślę jednak, że o nieco innej porze zdobyłabym sprawność wiedźmy błotnej. Jak nic!

P1040402

P1040257

Byłoby nie fair nie wspomnieć o czerwonych i niebieskich ważkach. Natomiast kilka końskich (?) much, które pogryzły mnie przez spodnie wzgardliwie przemilczę. I tak głośniejsze były dzięcioły. Te to stukają! Bez opamiętania i na oślep.

Zestawiając Polesie z Krzyżtoporem, wskrzeszam romantyczny topos natury silniejszej od kultury, rozrastającej się bujnie na swoim i nieswoim, wypuszczającej pędy na gzymsach, w lukach między cegłami (rośliny izotermiczne). Przekraczającej ścieżki i wszelkie linie graniczne nakreślone człowieczym planem. No ale znów Sandomierz, pamiętający i konserwujący wiek XIII, daje odmienny przekaz. Jak przemija, kiedy wciąż jest jak memento nie do zdarcia? Choć przypomina ser szwajcarski (piwniczne podkopy!), póki co nie zapada się i trwa.

Jedno i drugie koi, przepłukuje teraźniejszość filtrem ciszy i samoswoich dźwięków. Kościół dominikanów, ciemny, chłodny i surowy, niemal pusty. Albo ścieżki – nieprzeludnione – pod ptasim zarządem, bez wyszukanych słów: dziko zielone.

P1040192

 P1040217P1040418

 

 

Advertisements

10 thoughts on “czapla i brzoza z tatarakiem

  1. MolikZygmuntEWA

    Tamaryszko, wszystko to co opublikowałaś, w słowach i fotografiach, to balsam na udręczoną duszyczkę rodaczki. A już, bynajmniej, moją (jak mówią eleganci).
    Tzw. świat kręci się wokół horrorów serwowanych w tv, a u ciebie sielsko i anielsko. Podano to wszystko, na dodatek, z naukowym, kolejne bynajmniej, wsparciem. Większość nazw własnych, które tu zaserwowałaś mogą jedynie wybałuszyć oczy maluczkich, takich jak ja. Tym bardziej jestem wdzięczna, co nie znaczy, że je zapamiętam…
    Jestem ci dozgonnie wdzięczna (co podkreślam, bynajmniej) bo poczułam się, bardziej niż zwykle, osadzona w realnej rzeczywistości. I mile upewniona w tym co na tym padole płaczu ma realną wartość, i do czego odnosić się warto. Jeśli ceni się zdrowe zmysły, bynajmniej.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Dziękuję za dostrzeżenie i symbiotyczny odbiór świata :)
      No, tylko nie mów, że „symbiotyczny” to trudne słowo, bo sięgnę po „alegorię” (były kiedyś takie reklamy kabaretu Mumio… o trudnych słowach).

      Jedno jest naprawdę dla mnie nowe: „spleja”. Ale że rymuje się z fleją (brudas), łatwe do zapamiętania. W ogóle – super słowo. Bo co to znaczy „torfowisko przejściowe”? Bagno, które można przejść suchą nogą. Definicja słownikowa ani się umywa do tej ze szlaku. Tam tablice głoszą siódme wtajemniczenie: że jest to „trzęsawisko uginające się pod ciężarem człowieka, kożuch roślinności bagiennej powstały w wyniku zarastania jeziora”. Działa na wyobraźnię: „kożuch roślinności bagiennej…”

      Tak więc bywaj, padołem się nie przejmuj, bynajmniej :))

    2. PawełW

      Tamaryszku, piękny jest Świat, który zwiedzasz. Kiedy wrzuciłaś ‚spleję’ przypomniały mi się pło i wiszar. Rodziewiczówna zakochana w Polesiu przemycała takie zaklęte w czaharach słowa.

    3. tamaryszek Autor wpisu

      Czahary, wiszary i pło! No, dzięki :)
      Ja się jakoś wymknęłam wpływom pani Marii, więc muszę okrężną drogą dochodzić. Pomogłeś mi zaliczyć trzy podskoki za jednym ruchem!

      Polesie warte odkrycia. Ludzi sporo przy wodzie, nad rekreacyjnymi jeziorami. A wydaje mi się, że w przewadze są te zarastające, ptasie, liliowo-grążelowe etc. Na ścieżkach prawie bezludnie. Jak już wspomniałam – zaskoczyły mnie lasy. Bo te roztoczańskie to były takie męskie bardziej. Dęby, wiązy, graby, klony i jawory. A tu tak kobieco: brzozy, wierzby, jarzębiny. Dawno nie wchodziłam w taką przestrzeń.

  2. maria

    Sandomierz, Polesie, ten cały południowy wschód jest ciągle dla mnie od odkrycia. Ja, dziecko Warmii, przez długi czas myślałam, że Polska w większości wygląda tak jak warmińskie miasta i mazurskie wioski :) Jako dorosła już osoba, przy okazji podróży służbowej z Olsztyna do Krakowa i obserwując widoki z okna samochodu nagle doznałam olśnienia, że tak nie jest :) Wciąż mam wiele do nadrobienia w temacie zwiedzania Polski. Krzyżtopór jest niesamowity, a miałam kiedyś okazję, żeby zboczyć z drogi i zwiedzić i nie pojechałam, teraz żałuję. Piękna wycieczka Tamaryszku i upał najwyraźniej Ci służył :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Tyle egzotyki w tej naszej swojskości. Potwierdzam :)
      A Krzyżtopór zrobił na mnie duże wrażenie. Przy tym: on się znajduje w wiosce Ujazd, która żyje własnym życiem i ruiny na jej obrzeżach są lekko irracjonalne. Zresztą chyba Ujazdów traci na rzecz Opatowa, który intensywniej promuje swe skarby i przejmuje np „imprezy rycerskie”. Do czego ma pewne prawa, bo jest w Opatowie romańska kolegiata, z którą związana była pierwsza komandoria templariuszy w Polsce. Słowem: sarmackie ruiny są jak przeklęte. Nie mogą się wygrzać w pełnej chwale.

      Pozdrawiam :)
      Aha, jeszcze sobie przypomniałam, że przejeżdżałam przez Dwikozy! To tuż pod Sandomierzem, stąd pochodzi Wiesław Myśliwski. wieś osadzona wokół długieeeej drogi, na końcu której, na wzniesieniu stoi kościół. Tak sobie powiedziałam (bo nie mogłam od razu sprawdzić), że to ta nowa droga, o której opowiada Szymon Pietruszka (Kamień na kamieniu). Śladów żadnych nie szukałam, ale i tak materializacja wioski Dwikozy była dla mnie frajdą. :)

    2. tamaryszek Autor wpisu

      Naprawdę?! Mieszkasz w okolicy? Ale fart! Przed następnym wypadem nakreślę szlak peregrynacji. Albo mnie Ktoś zaprosi, albo napadnie. Raczej to pierwsze, bo jestem przecież z kategorii zapraszalnej, chyba. ;)
      Tak się czuję, jakbym to piwko wypiła. :)
      Kojarzyłam, że świętokrzyskie. Natomiast zaskoczyło mnie, że to województwo obejmuje np również Sandomierz.

      Co to rywalizacji – takie odniosłam wrażenie, gdy Pani przy straganie opowiadała nam, że kiedyś inscenizacje walk rycerskich były z rozmachem, który teraz przygasa etc. Ale sercem jestem za Ujazdem (poprawiłam). Absolutnie rewelacyjne ruiny. W moim prywatnym rozeznaniu jest tak, że zabytki czasem usypiają. Można podziwiać i się wpatrywać etc, ale bez emocji. A Krzyżtopór działa energetyzująco. Może przez to szerokie pole do wyobraźni.

      Pozdrawiam :)

  3. M.

    Piękne podróże! Cudownie opisane, malowniczo, emocjonalnie, z pasją :) Miło zobaczyć Autorkę bloga :) Pozdrawiam ciepło!

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      :)
      Jeśli kto wyobrażał mnie sobie w typie hiszpańskim, to nie. Nic z tego.
      Dziękuję, i ja pozdrawiam :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s