dziewczyna z portretu

Dziewczyna z portretu (The Danish Girl), reż. Tom Hooper, USA
Dziewczyna z portretu

Transpłciowość w połowie lat 20. ubiegłego stulecia to absolutna zieleń. Einar Wegener, duński malarz pejzaży jest pierwszym mężczyzną, na którym przeprowadzono operację zmiany płci. To musiało być strasznie ryzykowne z medycznego punktu widzenia. Było też niezwykle obciążające psychicznie – dla postaci głównej i tych, którzy byli tuż obok. Wykluwanie się Lili Elbe to temat fascynujący tym bardziej, że nawiązujący do prawdziwej historii. Temat gęsty, realizacja rozrzedzona.

Historia ma potencjał, a grzęźnie na mieliźnie. Co uzmysławia, że w filmie, jak i w literaturze, nie chodzi o niezwykłość i wagę pomysłu, lecz o sztukę opowiadania. O napięcie, tempo, wiarygodność, o zawłaszczenie uwagi widza. Może jeszcze o świeżość, która jednak wcale nie musi być awangardą formy czy problemu.

Spróbuję wyważyć wrażenia – film obejrzałam i być może zapamiętam. Nie jest to jednak moje kino. W FilmWebowej skali daję 4/10 (czytaj: „ujdzie”). 

To nie grzech, że w Hollywood powstają „hollywoodzkie” filmy. Cóż. Dziewczyna z portretu zrealizowana jest dla wrażeń wizualnych. Wrażenia są wysokiej próby. Scenografię i kostiumy doceniono oscarowymi nominacjami. Piękna jest Kopenhaga i Paryż lat przedwojennych. Dom, w którym mieszka dwoje malarzy (Gerda i Einar/Lili) ma jasnobłękitne ściany, jest przestronny, pracownia przenika się z przestrzenią mieszkalną, artystyczny nieład przyprawia małżeńską symbiozę szczyptą nonkonformizmu. Małżeństwo Wegenerów jest zgodne, jakby oparte na komunii dusz i ciał, a zarazem nieszablonowe, gotowe na towarzyski skandal (pierwsze wyjście Einara w stroju Lili) i bezkompromisową lojalność w najtrudniejszych chwilach.

Od Gerdy (Alicii Vikander) oczu nie można oderwać. Bezpośrednia, delikatna i łobuzerska zarazem, zakochana w swym mężu-mimozie. Kostiumy leżą na niej cudnie. Piękne kreacje wieczorowe, koktajlowe, dzienne. Śliczna jest nocna koszula, i podomka, i ten kostiumik, w którym maluje. Cukiereczek. Dorzućmy do tego image Lili. Błękitne rajstopy, ecru i zieleń sukien kontrastujące z rudą fryzurą. 

Oczy się pasą, muzyka prowadzi emocje. I tu już jest za dużo grzybów w barszczu. Ta opowieść się nie rozwija. Niezwykle szybko ktoś rzuca karty na stół (ok), a potem próbuje przez dwie godziny grać na jednej nucie. W każdej scenie napięcie jest constans (tonacja szczytowa). Gerda przeżywa (słowo kluczowe) zagubienie Einara, Einar przeżywa budzenie się Lili, Lili przeżywa swe narodziny. Nie ma zwykłych scen. Wszystko jest podbite emocjami i przerysowane manierą Redmayne`a. Zarówno Eddie Redmayne, jak i Alicia Vikander otrzymali w tym roku nominacje do Oscara (aktor pierwszoplanowy, aktorka drugiego planu). Nie jestem fanką ich gry, choć stawiam tezę, że ugotował ich scenarzysta. 

Nie wiem, co czuje kobieta w ciele mężczyzny i czego potrzebuje, by swą kobiecość rozpoznać i wyrazić. Redmayne proponuje, by jego Lili hiperbolicznie reagowała na dotyk. Gładzi więc nieustannie swoją twarz, szyję, dekolt. Wygina ciało, przegląda się w lustrze. Znów się dotyka. Gładzi materiał sukienki, doznaje ekstazy, wciągając na siebie pończochy lub nocną koszulkę żony. Reaguje jak oczadziały(a). Wśród licznych scen, które ja odbieram jak dublujące komunikat – niektóre są niesamowite. Ale ich siła jest zaprzepaszczona tym, że w sąsiedztwie aż tyle analogii. Już wiemy, że Lili chce być Lili. Nie chcę, by to zabrzmiało cynicznie, ale żal mi Lili nie dlatego, że musi uwolnić się od Einara, a dlatego, że kobiecość, za którą tęskni, jest karykaturalna. Lili traci zainteresowanie światem, chce tylko jednego: być kobietą. Stuprocentową. A to przecież jakiś fantazmat. Przestaje malować, jest wniebowzięta, gdy dostaje pracę stażystki w sklepie dla pań. Jeśli ma osobowość, to w tej fazie skurczyła jej się do rozmiarów orzeszka. Oj, wiem, że to skomplikowane i być może tak to jakoś przebiega. Ale Redmayne nie trafia do mnie z przekazem. Zamiast empatii odczułam znużenie. 

Aktorka drugiego planu interesuje mnie dużo bardziej niż postać tytułowa. Ostatecznie – to Gerda namalowała Danish Girl. Jej obecność, lojalność i ból ważą tyle samo, co metamorfoza Einara w Lili. Gdyby tylko Alicia Vilander miała szansę na lepiej rozegraną dramaturgię swych emocji. Mogłoby to niejedno ocalić. Gerda jest święta. A gdy w ostatniej bodajże scenie pozwala, by wiatr ukradł jej szalik, by szalik odpłynął w pejzaż Einara, to skala emocji rozwala termometr. Efekt jest chłodzący. Do diabła, myślę sobie, gdy czytam w epilogu, że do końca życia malowała portrety Lili. Jeszcze i to!

Wcale się nie kryguję, że zdradzam co nieco z treści. Nie wierzę, że można oglądać film Toma Hoopera i dać się czymś zaskoczyć. To złudzenie (na pewno), ale zdaje mi się, że przez 120 minut dzieje się to, co spodziewam się zobaczyć. Oczywiście, czasami sukienka jest mniej udana, a czasem bardziej. I wciąż nie rozstrzygnęłam, czy bardziej twarzowe były dłuższe włosy Gerdy czy te krótsze.

 

Reklamy

14 thoughts on “dziewczyna z portretu

  1. szwedzkiereminiscencje

    oj, cos ci wyraznie nie podeszlo! tutaj tez ma recenzje srednie, ale wszyscy i tak kibicuja alicji. ja tam mam slabosc do eddiego od czasu „nedzników”, gdzie byl po prostu sliczny

    ja tam rozumiem (nie obejrzawszy filmu) skromne oczekiwania lili. jak jestes mniejszoscia to dotkliwie odczuwasz zawezenie swiata oczekiwan. a jak ci sie uda zrealizowac wielkie i nieakceptowalne w oczach swiata marzenie to zadawalasz sie/napawasz samym faktem – cokolwiek wiecej sie zdarzy j juz na plus. czyzbys pogardzala „stażystka w sklepie dla pań”? nie zapominaj, ze to byla dania, kt ma wiecej szacunku dla kazdej pracy…

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Alicię Vikander zapamiętam! Znam ją też z Ex Machiny, filmu, który doceniam dziś bardziej niż tuż po seansie. Odbiór się zmienia. Czasem ulatuje irytacja, czasem zachwyt. Dziewczyna z portretu nadaje się do obejrzenia. Może się podobać. We mnie budzi jakieś veto. Pisząc, starałam się zrozumieć w czym rzecz. Najbardziej w tej górnej tonacji, domagającej się empatii dla bohatera. Efekt odwrotny.

      Dobrze, że wypunktowałaś mi, że czepiam się marzeń Lili. Tu możesz mieć rację. Lili nie jest Einarem. Einar malował w nieskończoność ten sam pejzaż. Lili zaczyna nowe życie, może musi porzucić dawne cele. Ok. Obsesyjne koncentrowanie się na tym, co kobiece, też jest (być może) psychologicznie prawdziwe. Ciuchy, makijaż, ruchy, gesty. Własne ciało. To, że może pracować, doradzając innym kobietom, jak mają używać perfum. Ok. Z tym, że Lili nie poprzestaje na małym dlatego, że jest realistką, lecz z zachwytu nad potencjalnością bycia w pełni kobietą. „Kobiecość” muszę tu ująć w cudzysłów. I to mnie męczy.

      Są przebłyski, by dostrzec, że Lili jest okrutna w swym dążeniu, ale dominuje JEJ racja. Tu nie mam co dyskutować z reżyserem, bo widocznie tak chciał. A mnie by bardziej interesowało, by pokazać, że owszem, tak musi, ale to, co ma do udźwignięcia Gerda jest trudniejsze niż widać. Musi pogodzić się z przemianą męża w przyjaciółkę. A przyjaciółka, walcząc o swoje, staje się egocentryczna. Wrednawa. W filmie Hoopera jest za słodko. Problemy nie wybrzmiewają, są zagłaskane.

      Podobała mi się taka scena, gdy Lili leży obok Gerdy (samotnej jak nigdy) i opowiada, że chciałaby kogoś spotkać, zakochać się. Później zacznie marzyć o dziecku, no tak, bo bez dziecka to nie będzie prawdziwą kobietą, prawda? Ale ten moment, gdy leżą obok siebie, niedawno sobie najbliżsi, teraz bliscy-dalecy, to do mnie przemawia. Bo rozumiem, że Gerda kocha Lili jak Einara. Można kochać kogoś, nawet gdy widzimy, że nie jest tym, kogo pokochaliśmy. W tym jest potencjał zbyt łatwo pogrzebany przez twórców filmu. Tu wszyscy współczują Lili. Raz ją ktoś skopie w parku i lekarz zdiagnozuje nienormalność. Najbliżsi emanują totalnym zrozumieniem i podporządkowaniem.

      Bardzo mnie kiedyś poruszył Na zawsze Laurence Xaviera Dolana. Sfera problemów analogiczna, a lepiej poprowadzona. Głębiej.
      Przepraszam, że tyle o treści. Jesteś przed seansem. Mam nadzieję, że wykasujesz te odsłony nim zaczniesz oglądać. :)

    2. szwedzkiereminiscencje

      masz te niewatpliwa wyzszosc, ze ty film widzialas ;-)

      masz racje, iz wydobywasz racje gerdy: jej dzielnosc, lojalnosc i milosc. madrze powiedziane, ze przy autentycznym zaangazowaniu j jak w starym powiedzonku: niewazna plec, wazne uczucie. bo znam pare, kt sie rozstala po latach wielu ze wzgledu na homoseksualizm meza. to bylo ewidentne od poczatku, lecz fasada i wzgledy ekonomiczne przewazaly wiele, wiele lat. potem zona domagala sie wspólczucia otoczenia – i dla mnie byl zgrzyt – duza nielojalnosc

      mimo wszystko – a moze wlasnie dla tych niebieskich rajstopek – chcialabym film zobaczyc!

    3. tamaryszek Autor wpisu

      To lubię! Gdybyś się zniechęciła moim wybrzydzaniem, byłoby mi żal, że nie popatrzysz sobie na Redmayne`a. Sprawdź te rajstopki czy pończochy. Takie gołębiobłękitne. :)

    1. tamaryszek Autor wpisu

      Buksy, śmieję się od paru minut. :) Rany! Tylu słów potrzebowałam, a Ty tak prosto z mostu. Nie podważam Twojego werdyktu.
      Jeśli w tym roku Leonardo DiCaprio nie otrzyma statuetki, to już nigdy. Konkurencja jest następująca: Redmayne (NIE!), Matt Damon (NIE!), Fassbender jako Jobs (Ok, no zależy co pokaże Leonardo; Jobs stoi scenariuszem) i Bryan Cranston w roli hollywoodzkiego scenarzysty (nic nie wiem). Leo ma szanse.

    1. tamaryszek Autor wpisu

      A nie dziwota, że Autorkę Miódbordów ciągnie do słodyczy.
      To trzeba na własne zmysły wycenić, jest kilka smaków oprócz mniej miodnych.
      Myślę, że fatałaszki też Cię wabią. :)

    2. tamaryszek Autor wpisu

      O ile mnie pamięć nie zwodzi, szary jest garnitur Einara. Dobrze skrojony. Ale coś musiało być z nim nie tak, że bohater wolał sukienkę.;)

    3. czara

      Czy ja wiem, czy coś nie tak… Jak tylko kupuję ubranka dla chłopców, a obok wiszą te dla dziewczynek – od razu rozumiem takich Einarów ;)

  2. szwedzkiereminiscencje

    nareszcie zobaczylam (dostalam w przesylce z „krowami”) – i wiesz co, b mi sie film spodobal!!!!

    nic-a-nic sie z toba nie zgadzam i wychodzi na to, ze ciebie denerwuje wszystko to, co mnie sie podoba ;=

    milego dnia!

    pa \ m

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      No, fajnie, że bazarek działa. :)
      Jeszcze chwila i będziemy sobie potrzebne jako ostrzeżenia: co jedna poleci, druga ominie i na odwrót. :)

      Podoba Ci się nadekspresyjność Redmayne`a? Mnie męczyła. Nie mam nic do słuszności pragnień Einara. Zwłaszcza, że był pierwszym/pierwszą, który podjął taką próbę. Może ta niedojrzałość wyobrażeń o kobiecości jest wytłumaczalna. Ale mam wrażenie, że to nie tylko naiwność Einara, ale całego filmu.
      Który skądinąd jest wizualnie bardzo ładny.

    2. szwedzkiereminiscencje

      B lubie Eddiego, nawet jako kobiete – choc wolalam go jako (spiewajacego) Mariusza

      Dla mnie nie j nadekspresyjny, tylko zmyslowy!

      Tam sa sami znakomici aktorzy, jak Ben Wishaw, znany z „The hour” czy Sebastian Koch, niezapomniany Klaus Mann. Enturage piekne, piekne, piekniste – wizualnie moja ulubona epoka

      Na pewno jeszcze raz obejrze, a nawet i wiecej razy (fajnie byloby przetestowac ogladanie w róznych jezykch, na przyklad w lotewskim – niedawno wrócilam z Rygi)

      Milej reszty weekendu! Pozdr \ M

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s