moja miłość

Moja miłość (Mon roi), reż. Maïwenn, Francja 2015

Z pewną rezerwą podchodziłam do tego filmu. Z rezerwą – bo toksyczna miłość i związek jako temat flagowy (słowo „flagowy” przyczepiło się do mnie za sprawą przebierania w ofertach telefonów komórkowych). Miłość, oczywiście, istotna sprawa. Ona, jej brak lub zniekształcenia pojawiają się wszędzie, czy się tego pragnie czy unika. Ale żeby tak tylko o niej, to grozi przegrzaniem zmysłu percepcji. Vincent Cassel wabił z plakatu. Szalę przeważyła Maïwenn – byłam pod wrażeniem Polisse, czas sprawdzić, co u niej słychać.

Dobrze słychać. Podobał mi się film. Uruchomił kilka znanych wirów. Aż by się chciało potrzymać główkę w oparach zatrutych perfum i deliberować nad tym, jaką trzeba mieć siłę, by miłość udźwignąć lub ominąć, gdy głupia. Jako że z Nowym Rokiem deklaruję dbać o zdrówko psychiczne, ominę grząski grunt.

Odczekałam. Poczytałam recenzje innych (nietypowo) – szukałam zwłaszcza tych pisanych przez mężczyzn, ale i tak najkrytyczniejszą wysmażyła kobieta. Zauważyłam, że wyceny krytyków są rozbieżne. Bywają noty dostateczne! Ja wystawiłam dobrą (7/10 na FilmWebie). Z tym, że mam w głowie tę historię i ona wciąż działa, co znaczy, że obejrzeć bardzo było warto.

Mon Roi. Tony

Historia obejmuje circe 10 lat. Rozpoczęła się, gdy bohaterowie byli w okolicach czterdziestki. Może jeszcze ciut przed. Zakochali się, pobrali, urodził im się Sindbad. Imię wymyślił mężczyzna, zaznaczam, bo wydaje mi się, że tacy mężczyźni jak Giorgio, wybierają imiona, które pasują do nich samych. Nie upieram się. Sindbad kojarzy mi się z kimś lekko oderwanym od życia, wpatrzonym w odległe latarnie, wiecznie w rejsie ku nieznanym morzom. Mężczyzna i kobieta byli ze sobą i nie byli. Kochali się i doprowadzali do szału, czego innego im było trzeba, ale uparli się, że chcą też siebie nawzajem. Choć był to głupi upór. Dali sobie trochę szczęścia i trochę bólu. Właściwie: dużo. Mężczyzna wygląda kwitnąco, kobieta jest w rozsypce.

Opowieść jest retrospektywą, przesuwającą się przed oczami Tony (Emmanuelle Bercot). Wypadek zniszczył jej kolano, czeka ją długa rehabilitacja, podczas której ma szansę spojrzeć na to, co doprowadziło do kraksy. Nieudany zjazd na nartach i nieudane małżeństwo dały jej w kość. Z obu będzie wychodzić powolutku, wkładając w to wysiłek, znosząc ból, nabierając determinacji, by wrócić do zdrowia.

Niepotrzebnie pojawia się scena z psychologiem, który wyjaśnia analogię, czytelną i bez tego. Natomiast świetnym pomysłem jest wprowadzenie przyjaźni Tony z paczką chłopaków, którzy jak ona leczą  swe kontuzje w klinice. Są od niej o połowę młodsi, z innych światów społecznych. Ona to dobrze zarabiająca adwokatka, oni mają imigracyjne korzenie, inny pułap możliwości. Niektórzy twierdzą, że czas teraźniejszy wypada w filmie słabiej niż opowieść właściwa. Mnie się wydaje niezbędny. Jak inaczej Tony miałaby udźwignąć przeszłość? Rozpamiętywaniem, zaprzeczaniem etc.? Nie da się wrócić do siebie inaczej niż przez tu i teraz. Tony angażuje się w szereg drobnych rozmówek, wygłupów, rozrywek. Śmieje się, zajmuje głowę czymś innym niż dotąd. A do niedawna wydawało się, że jedynym źródłem radości, dawcą śmiechu i szczęścia, jest Georgio, tytułowy „król”. Nie trzeba zastępować intensywności czymś równie intensywnym. Wystarczy dopuścić do siebie trochę innego świata. To już jest wentylacja. Oddech leczy.

Mon Roi. Vincent Cassel jalo Georgio Milevsky

Giorgio (Vincent Cassel) to przystojny restaurator. Paryski bon vivant, z klasą, wdziękiem, poczuciem humoru, pełen pomysłów na życie. Krążą wokół niego różne „eks”, długonogie modelki, którym trudno oderwać się od czaru Georgia. Powiedzmy, że spotkanie z Tony jest doświadczeniem nowym, szansą na stabilizację i rodzinę. Małżeństwo i dziecko z błyskotliwą, roześmianą i rozumną kobietą – właśnie tego chce. Nie kalkuluje (załóżmy), lecz szuka ciepła, miłości, gruntu. 

Trochę wygładzam, ale rysy i tak się pojawią. A gdyby nie to, że Tony czuje się przy Georgio wyjątkowo – seksownie, bezpiecznie, radośnie (nigdy nie śmiała się tak całą sobą) i jeszcze odzyskuje wiarę w miłość (przecież jej doświadcza), to nie brnęłaby na oślep i łatwiej by jej było zmienić kierunek. 

Nie ujawniam tego, co zaszło, z obawy, że mogę komuś zepsuć odbiór. Jedną scenę przywołam, bo jest symptomatyczna. Gdy zdesperowana Tony prosi o rozwód, mówi, że nie wytrzyma dłużej emocjonalnej huśtawki. Rysuje dłonią amplitudę: góra-dół, góra-dół. – Wiesz, co to jest? – odparował Georgio. – Wykres EKG. To znaczy, że żyjesz. Spokój, o którym marzysz, to linia prosta. 

Mon Roi1

Aktorzy są świetnie dobrani. Emmanuelle Bercot nagrodzono za tę rolę w Cannes. Vincent Cassel mistrzowsko wypełnia rolę Georgia donjuanowskim urokiem, perfidią w manipulacji i swoistą bezbronnością (wobec siebie samego). 

Doświadczona cudzymi recenzjami (z nich pochodzą cytaty) postawię kilka znaków ostrzeżenia. Wcale nie jest tak, że historię Tony i Georgia należy uznać za „pigułkę prawd o kobietach i związkach”, ani za „uniwersalną opowieść o wypalającym się uczuciu”. Bo to pretensjonalne. Opowieść o dwojgu ludziach jest opowieścią o nich. Zdarza im się to, co się zdarza i zachowują się tak, jak oni mogą się zachować, a nie tak, by ileś milionów kobiet i tyleż samo mężczyzn widziało w nich siebie. Mogą widzieć. Albo: mogą zrozumieć, że reagowaliby inaczej. Byłabym zdziwiona, gdyby ktoś obejrzał Moją miłość i wszystko wydało mu się obce. Zgłaszam też veto wobec recenzentów, wyrokujących, że Tony jest niedojrzała („rozhisteryzowana i niesamodzielna”) albo że Georgio to tylko playboy. 

Dojrzałość i inteligencja o niczym nie przesądzają. Nie chronią przed toksycznym związkiem. Chyba że ktoś rozumie dojrzałość jako unikanie ryzyka. Ma tu coś do powiedzenia głód miłości, deficyt nie do zastąpienia niczym innym. W historii opowiedzianej przez Maïwenn, noszą go w sobie oboje: Tony i Georgio. Może dwa głody to nie najlepsze połączenie? 

Do mnie ten film trafia, tym bardziej, że jest niejednoznaczny. Na przykład ostatnia scena: wybieram interpretację pozytywną, a można odwrotnie. Podoba mi się, bo na pewno nie jest o tym, że mężczyzna niszczy, a kobieta cierpi. Choć Georgio zniszczył trochę więcej, a Tony więcej wycierpiała. Nie ma winowajcy i ofiary. W tym sedno. Maïwenn mówi w wywiadzie, że ból zadajemy sobie sami. Słowa reżysera a film to nie zawsze rzeczy zbieżne. Ale warto je skonfrontować.

„Chciałam ukazać również to, w jak różny sposób mężczyzna i kobieta egzemplifikują uczucie. Mężczyzna chce wolności i ją daje. Kobieta oddaje siebie i oczekuje w zamian tego samego”.

„Georgio, główny bohater pani filmu, zarzuca partnerce: pokochałaś mnie za wolność, którą noszę w sobie, za poczucie niezależności, wystawne życie, które oferuję. Teraz chcesz mnie zmienić. Winisz mnie za to, jakim jestem mężczyzną, a przecież to były cechy, dzięki którym zwróciłaś na mnie uwagę.

To okrutne, ale prawdziwe. Mam wrażenie – nie chwaląc się – że wyszła mi tu jakaś bardziej uniwersalna diagnoza. Georgio mówi do Tony: prosisz mnie o rozwód z tego samego powodu, dla którego mnie pokochałaś. Znam wiele takich par”.

Advertisements

10 thoughts on “moja miłość

  1. Justyna - blog o Francji

    Czytam Twoje recenzje dość regularnie, szczególnie jeśli dotyczą kina francuskiego, ale dopiero dzisiaj postanowiłam się ujawnić :) Niestety przegapiłam ten film, kiedy grany był we Francji (pozdrowienia z Bretanii). Po przeczytaniu Twojej recenzji żałuję jeszcze bardziej, że go nie zobaczyłam, ale na pewno nadrobię. Poliss widziałam dwa razy. Dla mnie arcydzieło!

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Fanfary powitalne na ośmielenie :)
      Chętnie bym wróciła do Poliss. Moja miłość, no, coś innego. Ale bardzo pozytywnie odbieram tę reżyserkę.
      W filmie najnowszym wzięła się za temat, który może blokować na starcie. Raz, że tyle już o miłości opowiadano. Ok, temat-studnia. Dwa, dwie godziny obecności na ekranie pierwszoplanowych bohaterów. Na szczęście dobrze wybrała. Wiadomo, Bercot jest również reżyserką. Mam nadzieję, że zdarzy mi się zobaczyć, co kręci. Dotąd okazji nie miałam.

      Polecam. Jak wspomniałam, film zbiera rozbieżne noty, od wysokich po wybrzydzające. Więc zawsze może się okazać, że bliższe Ci będą te drugie. Chociaż nie sądzę. :)
      Pozdrawiam, z Wielkopolski :)

  2. czara

    Ależ mi sprawiłaś przyjemność tą recenzją! Wrócę na pewno po seansie filmu, ale już teraz się wypowiem, skoro nie znam ;) Cytat z tym EKG jest świetny!
    Jaki jest Cassel? Bo już na fotosach widać, trochę…afrodyzjacki:) Czy słowo Maiwenn jest linkiem do wywiadu? Bo nie działa, a chętnie bym poczytała więcej.
    Zastanawia mnie jedna Twoja myśl.: „Dojrzałość i inteligencja o niczym nie przesądzają. Nie chronią przed toksycznym związkiem. Chyba że ktoś rozumie dojrzałość jako unikanie ryzyka. Ma tu coś do powiedzenia głód miłości, deficyt nie do zastąpienia niczym innym.”
    Mnie się wydaje, że jeśli dojrzałość rozumiemy jako dojrzałość emocjonalną (podobnie z inteligencją) to jej osiągnięcie powinno oznać, że nie musimy już radzić sobie z deficytami lecąc jak ćmy prosto w ogień. Dla tego tak dobrze jest ZANIM się w związek wjedzie, zająć się sobą samym. Wtedy ryzyko, że posłużymy się drugą osobą jak protezą, jest mniejsze. Inaczej, ten głód może okazać się nie do zaspokojenia.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Czaro, podlinkowałam. Dopiero teraz, bo w sumie…wywiad jest króciutki. Wiem, dotrzymujesz słowa, wracasz po seansie. :)
      Nadal myślę, że to niezły film. A przecież zdarza mi się zmieniać zdanie, gdy trochę czasu od obejrzenia minie.

      Co do unikania sytuacji toksycznych, zapewne niedojrzałość przyciąga je jak magnes i na odwrót, dojrzałość pomaga ich unikać. No chyba tak. Zwłaszcza taka dojrzałość buddyjska, co to uczy, jak się uwalniać, nie żałować, być w teraźniejszości etc. Albo może nawet nie to, że buddyjska, może jakoś wrodzona lub wynikająca z przepracowań różnych wcześniejszych. To, co mówisz: to pogodzenie z sobą.

      Bardzo bym była ciekawa Twoich spostrzeżeń na temat bohaterki. Pisałam chyba trochę na przekór głupawym recenzjom, które zarzucały Tony, że wstyd przynosi feministkom. ;) Mnie się wydała jej postać bardzo zrozumiała. Oczywiście, z zewnątrz łatwiej było diagnozować. Np. jej młodszy brat widzi szpary w związku Tony i Giorgia. Raz nawet mówi, że gdyby Giorgio poślubił inną, Tony wytłumaczyłaby to sobie tym, że w ten sposób próbuje pojąć, jak silne jest to, co między nimi. Mądrusiński. Mechanizm uzależnień to tysiące sprzężeń zwrotnych. Czekam aż zobaczysz. Pewnie w małych paryskich kinach wciąż bywa „Mój Król” w repertuarze. :)

    2. czara

      Sprawdziłam – w 3 małych kinach studyjnych jeszcze można go upolować :) No, ale jak się domyślasz, moim problem jest nie tyle dostępność filmu w kinach… Ale może coś wykombinuję :)

    3. tamaryszek Autor wpisu

      Jako że mały Sindbad dostał od starszych w kość. Fluidy działają, a krew nie woda. To jednak nie bierz ze sobą Hobbita. Na wszelki wypadek. :)
      Będę czekać. Jestem pod wrażeniem Emmanuelle Bercot. A co do Cassela, to bardzo inteligentnie zagrał Giorgia. Miał być facetem pełnym wdzięku z narcystycznym odchyłem, to był. Wcale się jednak nie wdzięczy na własne konto. Bardzo ok.

  3. maria

    Obejrzałam dziś.
    Emmanuelle Bercot świetnie zagrała, zasłużone nagrody, Vincent Cassel ze swoim typem urody jakby żywcem wyjęty z filmów kostiumowych o muszkieterach, tylko brakowało płaszcza i szpady :) I tak sobie pomyślałam: Boże broń przed taką miłością! On, z cechami osobowości borderline. Ona, jak to kobieta kocha za bardzo swojego Króla. Nie wiem dlaczego polski tytuł to ‚Moja miłość’, bo dosłowne tłumaczenie oryginalnego tytułu ‚Mój król’ oddaje bardzo dobrze sens filmu. Ciekawy był wątek świętowania urodzin Sindbada, syn także uwiedziony absolutną wyjątkowością i wdziękiem ojca. No i ostatnia scena, kiedy król ostatecznie odrzuca swoją faworytę. A może dostrzegł jej przeciągłe spojrzenia i wiedział, że wszystko zaczęłoby się od początku? Może też w końcu dojrzał na swój sposób?
    Wybierasz się na ‚Opowieść o miłości i mroku’ ? Książkę czytałam i jestem ciekawa jak sobie poradziła Natalie. Pozdrawiam :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      :)
      Przed chwilą wróciłam z kina. Oczywiście z Opowieści o miłości i mroku. ;)
      Natalie super. Bardziej jako aktorka.

      Ten typ to borderline, też tak obstawiam. Chociaż ostrożna jestem z wyrokiem, bom nie psycholog. I jak tu się nie zauroczyć? Jako kelner jest cud-miód. mam dużo zrozumienia do toksycznych zakręceń. Aczkolwiek: Boże strzeż, a jak już, to ześlij mocne lekarstwo.

      Ostatnia scena mnie zaniepokoiła. Bo też Tony zachowuje się dziwnie. Wpatruje się w szczegóły twarzy Georgia, nie słyszy, co mówią ci państwo ze szkoły. Jakaś taka półprzytomna. Ale przecież niemożliwe, żeby to był powrót. Zwłaszcza, że tak spokojnie przyjmuje jego wyjście. Może patrzy, by mocniej poczuć, że już nic. Mnie ta opcja pasuje. Widzisz szczegóły, przypominasz sobie bliskość i już w nią nie wchodzisz. To dużo mocniejsze niż unikanie.
      Co z Georgiem? nie dojrzał. Gdzie tam! Rozbrajająca jest jego odpowiedź a propos postępów małego Sindbada (pilność to ma po żonie, a elegancję i gust po jego ojcu). Za to powinna go gęś kopnąć. ;)

  4. ka

    choć sama piszę, zawsze się bałam tworzyć recenzję. mój odbiór jest zbyt emocjonalny, a – choć także piszę o emocjach – te w tym kontekście są ciężkie do uchwycenia. a o ich merytorycznej poprawności mogę zapomnieć! stąd też mój podziw dla ciebie – przepiękna recenzja. świetnie napisana. była kropką nad „i” dla obejrzanego tego filmu wczoraj, w ciepłą, letnią noc przerywaną delikatnym deszczem, na dachu teatru szekspirowskiego.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Ka, w takiej scenerii, to chyba cokolwiek by nie oglądać, wrażenia muszą zadowalać. :) Na dachu szekspirowskiego teatru?! Rozumiem, że w Gdańsku. Nie wiedziałam, że na dachu teatru ogląda się filmy. Miło, jeśli moje słowo odegrało rolę kropki. Z rozmów wiem, że odbiór był różny. Ja wspominam bardzo dobrze. Pozdrawiam, dziękując za pochwałę. Widzę, że u Ciebie może mniej recenzji, za to dużo więcej rozważań o miłości. Trzymaj się tego. To też ma sens. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s