Hedi. Przebudzenie

Hedi, reż. Mohamed Ben Attia, Tunezja, Belgia 2016
Srebrny Niedźwiedź (w kategorii Najlepszy aktor) – Berlin 2016
HediSzalenie mi się ten film podobał. Choć gdy tak myślę – dlaczego? – widzę, że sprawy tu poruszone i użyte do tego środki są proste. 

Kilka lat po jaśminowej rewolucji w Tunezji. Opadł gwar, stępiło się poczucie wspólnoty, przekwitła wiosna. W jednej rozmowie powraca ten temat. Gdy Hedi opowiada Rym, jak wtedy czuł się cudownie. Z zażenowaniem pewnym, bo uniesienia już wystygły i dziwić może tamto naiwne poczucie wspólnoty. Hedi ma 25 lat, pracuje w salonie Peugeot w Tunisie, ma matkę, starszego brata i narzeczoną. Ale wspólnoty z nikim dotąd nie doświadczył. Wtedy, wiosną, przez chwilę. 

To jeden z tych filmów, w których główna postać jest na arcypierwszym planie i wszelkie tła czy konteksty nie są w stanie jej przebić. Mimo że Hedi  dość długo jest introwertyczny, jakby we własnym życiu grał rolę statysty. Poznajemy go raczej poprzez obecność niż przez słowa czy działanie. Milcząco znosi to, co jest, a w czym zaczyna się dusić. W pracy jest przezroczysty. Najchętniej rysuje coś pokątnie, przyjmuje zadania, do których nie ma serca (ze sprzedawcy staje się akwizytorem), krąży między Tunisem (pobyt tymczasowy), Al-Mahdijji (hotelowa samotność) i Kairuan (dom matki). W branży trwa kryzys, praca jest niepewna.

W rodzinie role rozpisane są jeszcze bliżej żelaznego schematu. Zaradna muzułmańska mama finalizuje narzeczeństwo Hediego tak, jakby on sam był dodatkiem do planowanego w najbliższych dniach ślubu. Matka remontuje dla Hediego dom, wie, co powiesi na ścianie w sypialni młodych, aranżuje codzienność i snuje perspektywiczne plany. Hedim trochę gardzi, bo zakochana jest w pierworodnym. Ktoś powie, że to film o mięczaku, a wcale nie. Świetna (nagrodzona Niedźwiedziem) kreacja jest niezwykle spójna. Hedi jest spokojny, podporządkowany zewnętrznie, sprawia wrażenie kogoś, kto jest świadomy losu. Wie, jak niewiele może odwrócić, jak wiele trzeba w sobie zgasić, by podołać oczekiwaniom. Ma poważne podejrzenia wobec tego, co mu pisane. A mieć podejrzenia to wcale niemało. Wystarczy iskra, by podpalić stertę suchych liści.

Hedi z człowieka bez właściwości przemieni się w człowieka rozbudzonego. O tym jest film i to jest temat tak genialny, że przykuwa uwagę tak samo wtedy, gdy trwa cisza przed burzą, w czasie burzy, jak i wtedy, gdy żywioł ucicha. Hedi nie Hedi, każdy to skądś zna i chyba każdy sekunduje, podejrzewając, że to za ładny sen, by trwał po przebudzeniu. Choć niewykluczone. 

Cherchez la femme! Jak nie wiadomo, co jest przyczyną – pewnie kobieta. Są dwie (mamuśkę zostawmy w tle, choć źle to znosi) – narzeczona i ta druga. Narzeczona jest młodziutka, ładna i miła. Hedi zna ją trzy lata. Oficjalnie widzi ją wśród przyzwoitek, potajemnie – w samochodzie, gdzie oboje są równie układni jak w blasku fleszy. Rozmawiają i tęsknią do siebie, są wobec siebie fair i może nie bez szans, gdyby nie garb tradycji, który mocno ich oboje przygniata. Druga kobieta jest z innego porządku. Tancerka z branży turystycznej, niezależna, wiecznie w drodze, otwarta na nowe i niewstydząca się życia, które sobie wybrała, mimo że z obyczajnością jest trochę na bakier. Bo ani męża, ani dzieci (a lat 30), ani domu z płotem nie ma jak inni. Przygoda Hedi ze spotkaną w hotelu Rym ma w sobie – oczywiście – coś z przygodnego romansu. I coś z archetypicznej ucieczki sprzed ołtarza, gdy zegary oznajmiają za pięć dwunastą. Najważniejsze jednak, że przede wszystkim ta część opowieści jest cudem spotkania, odnalezienia nie tylko tego drugiego, lecz i siebie. Małomówny Hedi ożywa. Załóżmy, że nie wiemy, co będzie dalej, ale nawet gdyby było tylko kilka takich chwil, to już wystarczy, by przestać być statystą. Poczuć intensywność, realność marzeń, siłę własnych decyzji. 

Właśnie dlatego to, co proste, jest zarazem świeże. I ogląda się bez wstrząsów, ale jednak z napięciem. Zupełnie przy tym wystarczy, jeśli zobaczy się w tej historii przypowieść o przebudzeniu jednostki. Gdyby zaś przełożyć tę osobistą komunię i zmartwychwstanie na plan mniej kameralny – to też jest prawomocne. Bo siła wiosny i przebudzenia, nawet jeśli musi z czasem spowszednieć lub upaść pod naporem trudności, to jednak budzi świadomość. Osobistą i społeczną. Wystarczy.

AFRYKAMERA

Hedi pokazywany jest w programie tegorocznej Afrykamery.

Do kin wejdzie latem, w sierpniu, warto go wówczas wypatrzyć i na niego się wybrać. Do tego czasu nawet ktoś, kto się wścieka, że spojlery przeczytał, zdąży zapomnieć i będzie miał szansę obejrzeć bez obciążeń.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s