zanik pamięci krótkotrwałej

Jednym pamięć szwankuje, innym towarzyszy jak namolny rzep. Niezwykle czuły „organ”, niecielesny, choć ma swoje biologiczne macki. Miejsca stałe – jakieś płaty potyliczne, ciemieniowe, zakręty skroniowe czy kątowe itp. Chciałoby się tak wyjąć ją i sobie pooglądać! Tu odkurzyć, tam nieco zmatowić, gdzie indziej trwale amputować. 

Od skraju do skraju: czasem móc ją wyłączyć, czasem uaktywnić, naoliwić i usunąć rdzę. Są sposoby na nadpamiętliwość i na niepamięć: dieta, terapia, coaching. Ale szczerze nie wiem, kto kim steruje: my pamięcią, czy pamięć nami.

Nadpamiętliwość jest gęstsza emocjonalnie. Żywi się traumą. Rozpamiętuje brak lub utratę, jakąś krzywdę czy zranienie. Wspomina niegdysiejsze emocje i słowa. Rzeczywiste lub urojone. Co ciekawe – to bez znaczenia. Pamięć jest interpretacją przeszłości. Powtarzam za Ewą Woydyłło* – jest alternatywa w tym temacie. Możesz pamiętać dobrze lub źle, jak chcesz. A po co chcieć źle? Nawet ekstremalne zdarzenia różnie się zapisują, jednych przytłaczają i niszczą, innych budują nie naruszając naskórka. Zależy od osobowości, a często właśnie od decyzji, że chcesz pamiętać, co dobre lub że do upadłego będziesz drążyć to, co boli. Eckhart Tolle*, mistrz świadomości, postrzega pamięć jak niepotrzebny brzęczyk. Nie en block, oczywiście, ale jednak. Utożsamia ją z umysłem, który – uwaga! – należy jak najczęściej wyłączać, bo jest narwany i nadprojekcyjny. A wtedy, oddychając głęboko i świadomie, pomieszkując w swoim ciele i świadomie smakując teraźniejszość, możemy wreszcie nie przegapiać życia. To Eckhart Tolle, nie ja.

Mądrzy ludzie mówią: nie żyj przeszłością. Nie trać teraźniejszości. Zinterpretuj to, co było tak, by nie raniło, lecz dawało siłę, pozwalało zrobić zakręt i bez garbu ruszyć dalej. Lub – co chyba statystycznie zdarza się rzadziej – by nie mamiło minionym pięknem.

A co na to sztuka? Ha! Wszystkie książki świata i wszystkie filmy są zrobione z przeszłości! Co to za bohater, którego nie uciskają przeszłe zdarzenia? Przeszłość motywuje, kształtuje, intryguje… itp, itd, etc. Na drugie ma Retrospekcja. Wszak każdy opowiadacz główkuje, jak tu zapuścić szyję w przeszłość. Czy retrospekcja ma wkroczyć we śnie czy w konfesyjnej rozmowie, błysnąć w monologu wewnętrznym czy we flashbackach? Tyle cudownych tricków i to by miało pójść w niepamięć? Nomen omen. 

Czytam właśnie Małe życie Hanyi Yanagihary, więc wiem, co mówię. Nie mam jeszcze wglądu w to, kim okaże się Jude i dlaczego bagaż ma taki ciężki. Wiem, że ma i że odrzucić nie potrafi. Dla równowagi przywołam Brunona Schulza, bo znalazł w przeszłości jakąś odnogę czasu, który wiecznie trwa i daje kopa. Aż się od tego frunie zimą w stronę fiołków i słodko zasypia w zaspach. Więcej przykładów nie uruchamiam, bo trudno wybierać z nadmiaru.

Otóż, chciałam zauważyć, że „niepamięć” ma dużo mniejsze obłożenie. Jeśli już, to pojawia się przy charakterystyce staruszków, którym mylą się twarze i dni. Jak dziaduniowi Domuntównej z Nad Niemnem. Jemu akurat pomieszało się tyleż z racji wieku, co z szoku miłosnego, bo mu żona odeszła z Pacenką. Wołał więc po naciśnięciu na jakiś memuarowy odcisk: „Pójdę! Znajdę! Zabiję!”, choć Pacenko już dawno był martwy. 

Nawet jeśli rzeczona niepamięć pojawia się w literaturze czy filmie, to jest bytem rozrzedzonym i niezbyt wdzięcznym w opisie. Masz ci los: opisz nicość!

Ok, ok, wiem. Gabriel García Marquez* jest genialnym wyjątkiem. Wszak plaga bezsenności, która nawiedziła Macondo, niebawem przekształciła się w zbiorową amnezję. Na szczęście ród Buendiów umiał temu zaradzić metodą karteczkową (co już kiedyś cytowałam: TUTAJ).

Do tego, że z wiekiem pamiętamy mniej, za bardzo bym się nie przywiązywała. Trzeba uwzględnić neurobiologię i to, że dzisiejsze nastolatki są poddane „przyspieszonej ewolucji”, która pamięć uznaje za organ fakultatywny. Zdaje się bowiem, że niewiele już trzeba pamiętać, skoro wszystko jest na kliknięcie. A że mam szerokie pole obserwacji, to potwierdzam, że znane mi nastolatki mają pamięć jak ser szwajcarski. Z wyjątkami, które cementują regułę. Że jednak żal i że warto się nie poddawać trendom, o tym przekonuje esej Umberto Eco*, list do wnuka, zachęcający, by pamięć ćwiczyć, systematycznie, z uporem i na przekór. „Pamięć jest mięśniem takim samym jak mięśnie w nogach”. Więc ćwicz. Ucz się co rano wiersza albo składu drużyny piłkarskiej. Znasz te z tegorocznego Euro, to sięgnij do składów sprzed lat. Sprawdzaj czy umiesz wymienić bohaterów z ulubionego filmu, miejsca, słowa, to wszystko, co sprawia, że świat nie jest pustym, sterylnym pokojem. „Wygląda to na zabawę (i jest to zabawa), ale sam zobaczysz, że twoją głowę wypełnią postaci, opowieści, wszelkiego rodzaju pamiątki”.

„Wszystko jest godne pamięci. Przyjdzie dzień, kiedy będziesz stary i poczujesz się tak, jak gdybyś żył tysiąc razy, bo będzie tak, jak gdybyś brał udział w bitwie pod Waterloo, jak gdybyś był świadkiem zabójstwa Juliusza Cezara i znalazł się w miejscach, gdzie Berthold Czarny, mieszając w moździerzu różne substancje w nadziei, że wyjdzie z tego złoto, odkrył przez pomyłkę proch strzelniczy i wyleciał w powietrze (…). Z innymi twoimi przyjaciółmi, którzy nie pielęgnowali pamięci, będzie tak, jak gdyby przeżyli tylko jedno życie – własne, które wyda im się bardzo smutne i ubogie”.

Tak, no cóż. Może gimnastyka pomoże. Bo też trzeba na koniec wyznać, czy to jest literacko płodne czy nie, robią się luki w pamięci. Robią się na potęgę. Pamiętacie Motyl Stil Alice*? Film, w którym Julianne Moore gra błyskotliwą profesor lingwistyki, rozkochaną w słowach, które nagle zaczyna tracić? Alzheimer. Pamiętam początki objawów (później jest jak w ciągu geometrycznym). Jogging kończy się w miejscu, którego nie rozpoznaje, choć biega tą samą drogą od lat. Coraz więcej słów lubi się chować „na końcu języka”. Albo ten test w gabinecie lekarskim, wredny, ja bym poległa. Jakieś informacje do zapamiętania – adres, nazwisko, dane bez związku, które umykają z głowy natychmiast, więc nie pamięta się ich, gdy lekarz prosi o przywołanie. Pamiętam (!), że stany przed diagnozą robiły na mnie duże wrażenie. Ostatecznie, kto tego nie zna z autopsji?!

Kilka przykładów, wcale nie wymyślonych (choć akurat nie moich własnych). Gubisz się w swoim mieście. Zapominasz PIN do karty debetowej. Zabierasz do torebki pilot od telewizora. Urządzasz scenę kasjerce, że naliczyła ci towar, którego nie kupowałaś, po czym znajdujesz go jednak w siatce. Ulubiony aktor ma twarz, a nie ma nazwiska. Zaglądasz do lodówki w poszukiwaniu Pazdana i nie znajdujesz w niej kluczyków od samochodu… 

DORY 5


„Cześć, jestem Dory*. Cierpię na brak pamięci krótkotrwałej”. Jak by nie było, aż tak źle nie jest, by Dory nie pobiła nas w tej konkurencji. Dory to mała zapominalska rybka ze Studia Pixar. Nie pamięta niczego dłużej niż sekundę. Nawet gdy kończy zdanie (albo w połowie), zapomina, co właśnie powiedziała. Zatroskani rodzice znaczą drogę do domu muszelkami i układają wierszyki mnemotechniczne. Martwią się. Całkiem słusznie, bo na długi czas tracą Dory z oczu. Rybka rośnie. Plącze się, myli, zapomina. Ale radzi sobie przednio, przysposabiając różnych towarzyszy do uwzględnienia jej specyfiki.

Niesamowita animacja. Pełna przygód i dowcipu, a tak bardzo wprost mierząca się z czymś nie do zbagatelizowania. Z innością, brakiem pełnej sprawności, której nie sposób odzyskać czarami czy technologią. Jeśli chce się – spróbować – temu zaradzić, to szukając w dostępnych zasobach. Skoro nie pamięć, to intuicja. Jeśli nie wiem, to pytam. Jak już wiem, że nie tu, to idę tam.

Jasna rzecz, że moje uwagi o nadreprezentacji bohaterów ze schorowaną pamięcią, inaczej mówiąc: z bagażem przeszłości, wcale nie znaczą, że naprawdę nikt nie pisze o uwolnionych od wspomnień i pamięci. …Dory jest o tyle ciekawym przypadkiem, że będąc bajką, nie jest zbyt słodka, że nie przeraża i nie drąży niemocy. Bardzo w sam raz, wręcz na miarę. Mówiłam, że występuje tu Krystyna Czubówna? Widocznie zapomniałam…

DORY 6

***

  • Ewa Woydyłło, Dobra pamięć, zła pamięć, Wydawnictwo Literackie 2014.
  • Eckhart Tolle, Potęga teraźniejszości, Wydawnictwo Galaktyka 2010.
  • Gabriel García Marquez, Sto lat samotności
  • Umberto Eco, O pożytkach z oglądania się za dziewczynami [w:] „GW” z dn. 23.04.2016
  • Motyl Still Alice, reż. Richard Glatzer, Wash Westmoreland, USA 2014.
  • Gdzie jest Dory?, reż. Andrew Stanton, Studio Pixar, USA 2016.
Advertisements

6 thoughts on “zanik pamięci krótkotrwałej

    1. tamaryszek Autor wpisu

      O, Pani Przewrotna! Jeśliś za Pan Brat (!) z krótkotrwałą, to może znaczyć dwojako: albo że wszystko tylko na krótko, albo że właśnie ta krótka jest naoliwiona a długa to składzik, z którego czerpiesz w razie potrzeby (i słusznie). Nie mam co gdybać. Ja się piszę na korepetycje u Ciebie. Już ja wiem, ile Ty pamiętasz i z jakim wdziękiem tym żonglujesz. Obym się zaraziła Twoim talentem.

      Chociaż tak super nie narzekam. Dość dobrze pamiętam słowa, liczby, twarze, obrazy, to, co jest ciągiem zdarzeń…Trochę mniej przestrzeń, a absolutnie mało dźwięki. Dźwięki tylko słyszę (i czuję). Ucieczki słów uwielbiam w wydaniu dialogowym.

      – Wiesz, on przypomina tego, no tego, wiesz… Co to wtedy tak samo jak tamten.
      – Ale który? A już wiem, ten na „S”. Jejku, jak mu było?! Na „S” na pewno… Jeszcze wczoraj o nim mówiłam, no wiesz..
      – Może Kajetan?

  1. Leżę i czytam

    Jak to łatwo powiedzieć: od Ciebie zależy nie tylko, jak przeżyjesz życie, ale nawet to, jak je zapamiętasz… A człowiek (niestety chyba) tak jest skonstruowany, że pamięta lepiej/dłużej i rozpamiętuje boleśniej właśnie negatywne zdarzenia. Dojść z tym do ładu to droga długa i czasem równie przykra, jak samo wspomnienie. Może najlepiej iść wtedy za przykładem literatury – to, co złe, zapisać, a potem zapisane podrzeć, wyrzucić, symbolicznie pożegnać i w końcu – jak pamięć da – zapomnieć. Ale to przecież niełatwe (tak, pamiętam, że się powtarzam!) :-)
    A propos Twojego komentarza powyżej: ja również najlepiej pamiętam twarze, imiona, dialogi, ciągi zdarzeń. Wszystko, co związane z ludźmi. Liczby i przestrzeń rzadko się w moim hipokampie zapisują. Jesteśmy „typowymi” kobietami.
    Często mnie nęka pytanie: po co czytać, skoro człowiek nie pamięta (po latach/miesiącach/dniach nawet), co przeczytał i „o czym była książka”? Blog pomaga w utrwalaniu wrażeń i „ćwiczy” pamięć równie dobrze, jak czytanie. I jak krzyżówki.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Ciekawa wskazówka z tym spisaniem i podarciem czy spaleniem (to by był symbol! – oczyszczający ogień!). Moim zdaniem to więcej niż gest, bo pisanie naprawdę wiele wyzwala, uruchamia, modyfikuje etc. Jest dużo lepsze od krzyżówek. ;)

      Nic nie działa aż tak prosto, by dobra rada „weź postanów i już” dała się zastosować od razu. Jest czas „żałoby”, noszenia w sobie problemu czy pytania. Ale też nie ma co upierać się, że póki boli, to się muszę rozczulać. Bo człowiek by tak niańczył się bez miary. Serio, duże wrażenie zrobiła na mnie książka p.Woydyłło. Niesamowite, jak wiele w tym, co widzimy i co odbieramy jako fakty (!), jest jednak interpretacją. Filtry emocji mogą zniekształcać rzeczywistość. Nie mam tu na myśli wyłącznie „czarnowidztwa” czy „różowych okularów afirmacji”. Po prostu filtry i tak są. Osobiście składamy zdarzenia naszego życia w opowieść. Sądzę więc, że tu jest pole do pracy (z terapeutą lub z sobą samym), by ta interpretacja była dla nas raczej korzystna niż niekorzystna.

      Oczywiście, to pewien skrót. Bo znów przesada – jak zawsze – prowadzi na manowce.
      I też ta umiejętność tworzenia „własnej narracji” nie wszystkim dana w jednakowym stopniu. Moją cechą wrodzoną raczej nie jest. Zaskakują mnie ludzie, którzy umieją o sobie opowiadać płynnie i z rozmachem. Kiedyś powiedziałabym: konfabulacja. ;) Ale – ostrożnie. Jak zawsze, gdy w grę wchodzą słowa. ;)
      Na przykład taki dar – sądzę, że wyćwiczony – mają ludzie z kręgów AA. Oraz różnej maści opowiadacze. Choć opowiadacze czerpią nie tylko z tego, co przeżyli osobiście.

      Blogowanie… Dzięki za przypomnienie. ;) Również sporo daje. Więc choć niechcieje różne krążą mi nad głową, to jak sobie przypomnę, dlaczego lubię i potrzebuję, to wracam.
      Pozdrawiam :)

  2. maria

    Czytałam ‚Male życie’, trochę Ci zazdroszczę, że jesteś dopiero na początku skoro nie znasz dalszej historii Juda. Książkę świetnie się czyta, wciąga. Mam nadzieję na Twój post w tym temacie, ale też się obawiam, jeżeli taki powstanie. Do tej pory ‚Male życie’ mnie uwiera, a czytałam dwa miesiące temu, pozdrawiam.

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s