rodzina we wnętrzu

Ostatnia rodzina, reż. Jan P. Matuszyński, Polska 2016
zdzislaw   zosia   tomek

Z tygodniowym dystansem i nienachalnym podsłuchem szumu, jaki film wywołuje, widzę go tak: 1) biografia przesunięta w stronę portretu uniwersalnego, 2) trójca Beksińskich (trzy równie ważne osoby w jednym), 3) trochę odlot dziwaków, ale może tylko ekscentryczność bez pudru. Anormalność wytwarza się w odbiorze, gdy patrzymy na Beksińskich z własnej perspektywy i widzimy to, co nie wydostałoby się na zewnątrz, gdyby nie jakaś ponadprzeciętna potrzeba komunikowania siebie innym i wybebeszania się. 

Bo Beksińscy byli niezwykle elokwentni i nastawieni na utrwalanie i oznajmianie siebie innym. Zdzisław dzień po dniu zapisuje każdy okruch, potem filmuje maniacko scenerię swego życia. Trudno to znieść w czasie seansu. Jakaś nieokiełznana mania. Ujęcie pokoju i widoku z okna, i tego jak wygląda kuchnia i żona, i tego, jak świat trwa w bezruchu, i tego, jak coś się zmienia. Utrwala, jak Tomek demoluje mieszkanie i prosi, by ktoś jego sfilmował („bo taki się czuję niedopieszczony”). Nawet śmierć nie stanowi granicy. Zdzisław kręci kamerą umierającą matkę, filmuje pogrzeb. Odbierałam zachowanie Zdzisława i Tomasza w napięciu, z refrenem, który włączał mi się bezwiednie – „to się nie dzieje! niemożliwe”. 

Najdziwniejsze wydarza się pomiędzy. Nie tyle samobójcze obsesje Tomka czy „katastroficzne” obrazy Zdzisława. Raczej to, w jaki sposób oni ze sobą rozmawiają, jak na siebie reagują. Bezpośredniość Tomka – nieco cyrkowa, nawet chamska, to znów dziecinna. Jego niezaradność, tendencja do ucieczki i marudzenia na sztuczność, na to, że świat odbiega od jego oczekiwań. A oczekiwania są maksymalne. Więc wszystko źle, nie tak, głupio. Skądinąd raz po raz widzimy Tomka w „stroju wyjściowym”. Gdy czyta tłumaczone przez siebie dialogi filmowe, prowadzi audycje w radiowej Trójce. Inteligentny, urokliwy, dowcipny, romantyczny. Ale tego jest mniej, bo reżyser na dalszy plan przesuwa portret artysty. Ani praca Tomka, ani twórczość Zdzisława nie są tematem pierwszorzędnym. Dominuje to, co widać od środka, w mieszkaniu na Sonaty czy na Mozarta.

Wracam do interakcji. Tomek wkurza się niegrzecznie, ekscentrycznie, jakby zakładając, że rodzice powinni do tej wściekłości znaleźć klucz. Ale też nie zataja problemów. Mówi o relacjach z kobietami (prosi matkę, by przegnała mu z mieszkania dziewczynę, z którą zerwał), o tym, że gubi sens. Zaskakuje mnie ta otwartość. To, że egzystencjalne zwątpienia są precyzyjnie nazwane. To chyba rzadkość? I to idzie w parze z brakiem ogłady, tej formy, którą podobno uwodził słuchaczy swoich audycji. Ekscentryczność albo dowodzi bliskości, albo też jest pochodną tego, że – jak sam mówi – nigdy w dupę nie dostał, więc nie wie, gdzie są granice. Przypominają się mocne słowa z książki Grzebałkowskiej: „Zdzisław Beksiński nigdy nie uderzy swojego syna. Zdzisław Beksiński nigdy nie przytuli swojego syna”. [Beksińscy. Portret podwójny]

Ojciec jakby film oglądał, ma wprost niepojęty dystans. Tam, gdzie ja reagowałabym emocją, on ripostuje intelektem. Nie oburza się. Pomija nieokrzesanie i odpowiada rzeczowo, błyskotliwie. Akceptuje nawet samobójcze próby. Tomek jest bytem odrębnym, więc skoro zdecydował, że chce umrzeć, to może nie trzeba mu w tym przeszkadzać. Szokująca sugestia Zdzisława w rozmowie z lekarzem. I „gratulacje”, gdy znajduje martwego syna. Tego się nie da ocenić, bo takie zachowanie jest organicznie  spójne z tym, jak Beksiński widział świat.

Tercet Beksińskich to związek – na nieszczęście i na szczęście – nierozerwalny. Subiektywnie etykietę najsilniejszej osobowości, najmocniej determinującej pozostałych, przyznaję Zdzisławowi. Zofia ten prymat uznaje, Tomek wierzga. Wpływ i zależności są wzajemne. Dlatego – choć film ma biograficzny kontekst – prywatne staje się uniwersalne. Bohaterem jest rodzina. W jednej z zapadających w pamięć scen Zdzisław tłumaczy jej sens Zofii. Siedzą każde na swoim łóżku, zmartwiona Zosia i jej racjonalny mąż. „Nikt nie gwarantował, że życie rodzinne jest samą atrakcją. (…) To grono ludzi, którzy tak, jak się lubią, tak się i nie znoszą”. A im większa bliskość, tym potem większa potrzeba dokopania drugiemu. Grzejesz się i przypalasz jednocześnie. 

Tercet aktorski – wyśmienity. Seweryn. Ogrodnik. Konieczna. Jestem pod olbrzymim wrażeniem roli Zofii Beksińskiej. Siedzi mi w głowie najsilniej. Z tym wschodnim zaśpiewem, skromnością i zmartwieniem. Gdy wentylatorkiem chłodzi ziemniaki dla Tomka, sprząta w jego domu, gdy powoli, ważąc każde słowo, mówi dorosłemu synowi, że rani ludzi i że miłości trzeba się cierpliwie uczyć. Albo gdy po diagnozie choroby objaśnia Zdzisławowi jak nastawiać pranie. Wiecznie w cieniu, ale tym razem nie do pominięcia na plakacie. Już w trakcie lektury Portretu podwójnego… Grzebałkowskiej jej obecność była wyrazista. Tym razem jest równoprawną bohaterką. Nie ma zbyt wielkich słów, by chwalić za to Aleksandrę Konieczną.

Rzecz jasna – przyczynił się do tego scenarzysta, Robert Bolesto, który ku mojemu zdziwieniu, zapewnia, że Grzebałkowskiej nie czytał. Może teraz do niej sięgnie, bo przecież warto. W rozmowach o inspiracjach pojawia się tu i ówdzie tytuł krótszego tekstu: reportażu Wojciecha Tochmana Leży we mnie martwy anioł. To z kolei trop dla mnie, mam nadzieję, że poznam.

Z naprawdę licznych wypowiedzi okołofilmowych, które zapewne będą się mnożyć, słusznie promując dzieło Matuszyńskiego, dla mnie szczególnie ciekawe były dwie. Rozmowa z Magdaleną Grzebałkowską (TU) i wywiad z Bolestą we wrześniowym numerze „Kina”. Przyciągają, bo są to rozmówcy, którzy zęby zjedli na wnikaniu w prywatność Beksińskich. A naprawdę mieli się przez co przedzierać. Trudno o szerzej udokumentowaną historię niż życie maniaka zapisu, pana Zdzisława. Ogarnąć materiał, to jednak ledwie stopień wtajemniczenia. Druga sprawa to szukanie klucza, metody selekcji, sposobu ujęcia. Zwłaszcza, że koncepcje się zmieniały, bo praca nad książką czy scenariuszem trwała latami. Bardzo interesująco – choć ja o tym tylko nadmienię (odsyłając do źródła) – zapowiadał się pomysł opowieści z perspektywy ciała (biologii), ostatecznie porzucony. Do końca natomiast ważną inspiracją w układaniu scen była muzyka, której słuchali Beksińscy, i w którą można się zanurzyć podczas seansu.

Zacytuję fragment wypowiedzi Bolesty. Przewrotnie. Bo ukazuje ciekawą zbieżność. Może zabrzmi fatalistycznie, ale ja – choć słowa mi się podobają – trzymam z tymi, którzy nie tropią ani fatum, ani nieuchronności w kolejach losów Beksińskich.

„… skupiłem się na fantazjach bohaterów. Babcie chciały po prostu żyć jak najdłużej i osiągnęły wyniki osiemdziesiąt dziewięć i dziewięćdziesiąt osiem. Zosia, matka Tomka i żona Zdzisława, chciała umrzeć przed synem i mężem. Kiedy ciężko zachorowała, odmówiła możliwości eksperymentalnego leczenia  i umarła pierwsza. Wielką fantazją Tomka było samobójstwo – i Tomek popełnił samobójstwo. Wielką fantazją Zdzisława było zostać zmaltretowanym, sponiewieranym, zamordowanym. To też się spełniło. (…) Bohaterowie mieli świadomość swoich fantazji i w końcu osiągają spełnienie, ulgę: uwalniają się od więzów. Od strachu o drugą osobę, od ciała”.

 

Advertisements

10 thoughts on “rodzina we wnętrzu

  1. maria

    Ten cytat na końcu przyprawia o dreszcze! Książka „Portret podwójny’ Grzebałkowskiej bardzo mnie poruszyła, filmu jeszcze nie widziałam, ale jestem bardzo ciekawa. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Mario, dzięki za sygnał.
      Już nie chcę dodawać do chóru peanów swojego głosu. Dobry film. Ale lepiej sprawdzić.
      Dodam, że ma świetne dialogi. I sporo scen absolutnie świetnych. Choćby jedzenie chińszczyzny. Albo pogaduszki obu babć o tym, kto z ich rodziny najwcześniej umrze (obie zakładają, że ten najmłodszy). ;)

      Udanego seansu!

  2. Stanisław Błaszczyna

    Ciekaw jestem tego filmu (znalazł się w repertuarze najbliższego Festiwalu Filmu Polskiego w Ameryce), wiem o tragicznych losach Beksińskich (z Tomkiem zetknąłem się kilka razy osobiście – był dobrym znajomym mojego przyjaciela jeszcze z czasów jego studiów w Rzeszowie), intryguje mnie malarstwo Zdzisława (swoją drogą również jestm ciekaw jak też podeszli twórcy filmu do jego sztuki… może w ogóle nie podeszli, zważywszy na dramatyzm psychologiczny „rodziny we wnętrzu”, który im aż nadto wystarczył do wypełnienia filmu treścią?)
    Muszę przyznać, że przeczytałem tyko początki Twoich tekstów (o tym filmie i o „Wołyniu”). Jednak nie chcę się nimi sugerować. Na pewno wrócę do tych wpisów, kiedy już sam te filmy obejrzę. (Żałuję, że filmu Smarzowskiego nie będzie na Festiwalu, ale mam nadzieję, że będzie go można zobaczyć przy innej okazji.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Co do malarstwa Beksińskiego… Matuszyński w programie telewizyjnym powiedział, że celowo przedłożyli poetykę zapisu video nad wizyjność Zdzisława. Skolimowski im doradził: „tylko bez czerwonego deszczu”. Ale obrazy wiszą na ścianach. Są podsuszane suszarką do włosów. Są oglądane przez marszanda i trochę nawet się o nich rozmawia. Trudno żeby nie.

      Właśnie – co do czytania tych opinii o filmach. Myślę sobie, że pisanie bloga bardziej mnie służy niż komukolwiek. Film najlepiej oglądać bez jakichkolwiek wskazówek. Co prawda bardzo się staram unikać spojlerowania. Ale każda opinia może jakoś ukierunkowywać.
      Przed Tobą kilka super kąsków. :)

      Pozdrawiam

  3. Stanisław Błaszczyna

    Ja właściwie nie boję się czytania recenzji przed obejrzeniem samego filmu, ale jakoś ostatnio tego unikam :)
    Zresztą, nawet jeśli… to oglądając film i tak o wszystkim zapominam, a zwłaszcza o jego recenzjach, jakie przeczytałem ;)

    Pewnie, że pisanie bloga jest użyteczne przede wszystkim dla nas samych, ale jeśli inni wejdą w relację z tym, co się piszemy – a zwłaszcza jeśli coś z tego wyniosą / na coś się im to przyda – to tym lepiej.

    Przypominam sobie, że nie tak dawno jeden z moich (blogowych) znajomych, Darek (vel Onibe) napisał ciekawy tekst o malarstwie Beksińskiego. Może Cię zaciekawi?
    Polecam:

    https://onibe.wordpress.com/2016/01/02/malowac-smierc-zeby-choc-na-chwile-o-niej-zapomniec-czyli-o-beksinskim-slow-kilka/

    Odpowiedz
  4. Jolanta Zdanowska

    Byłam na filmie wczoraj i nie mogę się opędzić od myślenia o nim. Może nie nazwałabym tej rodziny patologiczną, ale w takim domu, jaki stworzyli Tomkowi jego rodzice, nie mógł wychować się człowiek bez problemów emocjonalnych. Nikt mu nie pokazał, jak normalnie żyć, kochać, czerpać z życia radość… Miał jakiś wynaturzony przykład życia i stosunków międzyludzkich, potęgowany dodatkowo przez wizje ojca, przedstawiane na obrazach. To nie mogło się dobrze skończyć dla wrażliwego człowieka, jakim był Tomek. A jeśli psychoterapia wyglądała wtedy tak, jak na filmie, to tym bardziej…
    Film świetny, moim zdaniem. Kreacje Seweryna i Koniecznej fenomenalne! Najmniej podobał mi się Dawid Ogrodnik w roli Tomka (chwilami za bardzo mi przypominał bohatera „Chce się żyć”). Doskonale też została oddana za pomocą detali rzeczywistość lat 80-tych i 90-tych. Jeden z lepszych polskich filmów ostatnich lat.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Zjadło mi komentarz albo co? Bo widzę, że nie ma po nim śladu, a przecież pisałam. To chociaż daję znak, że uważnie przeczytałam i zareagowałam na Twoją refleksję. Zaraz po przeczytaniu.
      Teraz powiem tylko, że naprawdę, im więcej czasu mija, tym bardziej się utwierdzam w tym, że film dobry. Teraz to już łatwiej o tym mówić, bo recenzje i achy ucichły. Bronię Ogrodnika. Moim zdaniem świetny. I z wszystkich bohaterów najsilniej rozdygotany, zmienny, wielotwarzowy. Po Grzebałkowskiej takie właśnie miałam wyobrażenie. I do mnie protesty fanów muzycznych, że ten filmowy Tomek to nie ich Tomek, jakoś nie trafiają. Choć gdyby się zastanawiać, czyja kreacja najlepsza, to trudno tak jednoznacznie wskazać.

      Pozdrawiam :)

  5. małgosia (guciamal)

    Obejrzałam prawie miesiąc temu, a wciąż we mnie siedzi mocno. Po lekturze książki Grzebałkowskiej szłam na film z ciekawością, ale i pewnym sceptycyzmem. Nie spodziewałam się, aż tak dobrze zrobionego obrazu. Świetnie zagrane role Zdzisława, Tomasza i Zosi, doskonale oddany klimat szaro-burej rzeczywistości PRL-u i jakże bogaci duchowo bohaterowie. Wychodząc nie mogłam powstrzymać się od stwierdzenia co za popieprzona rodzina, ale co za wspaniała rodzina; kolorowa, ciekawa, wkurzająca, dziwaczna. Bohaterowie mnie denerwowali, a jednocześnie im współczułam, choć jak wynika z wypowiedzi Bolesty nie powinnam współczuć, bo każdy dostał od życia to czego chciał, nawet jeśli trudno mi to zrozumieć, że chciał tego naprawdę.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Małgosiu,
      no, skoro po miesiącu dajesz znak, to znaczy, że film mocno zapadł w pamięć. Tyle tych obrazów, niektóre filmy trwają swoje pięć minut i mijają. A Ostatnia rodzina to coś na dłużej. Nieważne, czy obejrzymy wielokrotnie (pewnie tak). To, że film istnieje, że ta opowieść tak ładnie wybrzmiała (irytując, śmiesząc, dziwiąc), to szansa na to, że przetrwa.
      Też chyba błąkało mi się podczas seansu to wrażenie dziwactwa i nienormalności. Ale nie zatrzymało się na tym, by kiwać głową z niedowierzaniem. Bo jakoś tak chyba jest, że wszyscy mamy swoje dziwactwa, tylko tak do nich przywykliśmy, że nienormalne się nam nie wydają. A gdyby wziąć pod lupę rodzinę, w której relacje się przycina do normalnych, tłumiąc emocje i je przekłamując, to przecież absurd też byłby stężony.
      W każdym razie: dołączam do Ciebie w deklaracji, że film mi w głowie siedzi. Dzięki za komentarz. :)

  6. małgosia (guciamal)

    Ano właśnie, doskonale znam te z pozoru normalne relacje, które są tak sztuczne i tak zakłamane, że na ich tle wolę taką nienormalność, w której nie ma udawania. Dotyczy ta także i innych relacji, ale te rodzinne są przecież najważniejsze. Wyszłam z przekonaniem, iż raczej po raz drugi nie będę oglądać, bo czułam się trochę przytłoczona, a jednak dziś nie jestem już tego taka pewna.

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s