Michalina

Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej – reż. Maria Sadowska, Polska 2017
sztuka-kochania-plakat

Tak chcę szybciutko, po prapremierze, bez rozczytywania się w ewentualnych sprostowaniach i wykazach rozbieżności między życiem a filmem…

Bardzo udany film. Stawiam na równi z Bogami, zwłaszcza, że podobieństw wiele i kilka chcę sobie samej uświadomić. Zacznę od tego, że warto obejrzeć i że z pewnością da się obejrzeć wielokrotnie. A wszelkie niżej wyliczone analogie nie świadczą o wtórności, lecz o dobrym patencie na filmowe rzemiosło i na dobrze dobraną ekipę twórców.

Zbieżność podstawowa: obie opowieści stawiają w centrum lekarza zajmującego się dziedziną-tabu (przeszczepy serca – seksuologia). Lekarz jest barwną, charyzmatyczną postacią, niedoskonałą w życiu prywatnym, lecz zdeterminowaną, by wdrażać w życie idée fixe. Oboje – Religa i Wisłocka – to postacie-ikony, chyba każdy przed seansem coś już wie, a nawet ma do tych postaci pewne nastawienie, które film może potwierdzić, a zakładam, że przede wszystkim pogłębić. Mam przeczucie, że w Sztuce kochania wierność fabuły wobec życia jest mniej ścisła.

Druga sprawa to PRL-owski kontekst. Chodzenie od Annasza do Kajfasza, od sekretarza do biskupa lub po prostu do człowieka z pieniędzmi. Sale konferencyjne i gabinety ówczesnych szych, dysonujące z bezpośredniością Wisłockiej czy Religi. Hierarchiczne układy w świecie medycyny i nauki. W filmie o Wisłockiej podrasowane szczególnie mocno (i zabawnie) nadętym patriarchatem.

Kto inny trzyma reżyserski ster (Palkowski – Sadowska), ale za scenariusz odpowiedzialny ten sam człowiek – Krzysztof Rak. Takiej rangi scenarzysta winduje znaczenie tej profesji, wydobywa ją z cienia. Tu warto zaznaczyć, że powtarza się również nazwisko producenta (Piotr Woźniak-Starak) i autorów zdjęć („klan” Sobocińskich, Piotr – Michał). I tak jak twarzą (ucieleśnieniem) Bogów był Tomasz Kot, tak Sztukę kochania rozgrywa Magdalena Boczarska. Oboje są fenomenalni!

Scenariusz to rusztowanie. Tworzy dramaturgię i napięcia w opowieści, ustala proporcje humoru i powagi – tu: mieszanka idealna. Temperament, emocjonalność i bezpośredniość Wisłockiej-Boczarskiej, torpedują powagę, ale nie schodzą do poziomu farsy. Intonacja głosu, rubaszność (co nie przekreśla delikatności!) i dosadność mowy – rewelacyjne! Poza pionierską diagnozą seksualności zasługi Wisłockiej mają też charakter lingwistyczny. Ona sama nazywa przedmiot swych badań leciutko i naturalnie. „- Skąd ty jesteś, wiesz? (…) Z waginy jesteś!” – mówi do dygnitarza banującego wydanie książki. A profesorowi sugerującemu, by młoda Wisłocka zajęła się lepiej kardiologią, bo to potrzebniejsze, odparowuje „- Tak, bo serce ma każdy, a cipkę tylko połowa?!”. Ale gdy trzeba pisać, trzeba też dobierać słowa i jest problem – między terminologią naukową a słownictwem wulgarnym w polszczyźnie zieje deficytem. Stąd zabawne „pierożki”, „główki w kajaku” etc. Improwizacja Wisłockiej wypływa po trosze z potrzeb innowacji leksykalnej, ale też po części z nieszablonowych porad (np zainspirowanej jazzem gry na saksofonie).

I choćbym tu przywołała dziesiątki scen…
Jak Miśka poznała najpierw „staszka”, potem Stanisława. Jak  stroiła się w serwety i zasłonki. Jak przed oszołomionym majstrem odegrała „samolot”, by wyjaśnić, na czym polega jej praca. Jak sprowadzała do piaskownicy panów mądralińskich (sceny z Jakubikiem, Mecwaldowskim, Barcisiem!). Jak uganiające się za nią pacjentki zapewniała, że wszyściutkie wysłucha i każdej pomoże (a rady trafiały w sedno, omijając oficjalne trakty).

Więc choćbym wyliczała sceny-gagi, to nie uchwycę humoru, który rozsiany jest w niuansach, również tam, gdzie króluje romantyzm czy ekscentryzm. Ale też nie zagłuszę tragizmu, błędów życiowych i samotności, które nadają tej postaci drugi wymiar, mniej krystaliczny i mniej spełniony. Kuriozalny pomysł życia w trójkącie nie był może tak nonszalancki, jak można by się spodziewać po bezpruderyjnej Michalinie. Stoi za nim lęk przed seksem z mężem („Jesteś ciałem, które ma duszę, czy duszą, która ma ciało?” – pyta męża, sama wybiera wariant drugi). Jest w tym naiwna wiara kobiety, że jeśli pozwoli mężczyźnie na zdradę, to nie straci go, bo ją jedną kocha, a tamte są bez znaczenia. Jak mantra wybrzmi ta naiwność kilkakrotnie, sytuując bohaterkę raz w roli tej, która daje się nabrać, raz obserwującej tę iluzję, to znów w roli tej, o której żona pomyśli, że jest niczym, a jej się zda, że wszystkim. Co do trójkąta – poranieni są w nim wszyscy – on, one i ich dzieci. Dzieci szczególnie i nieodwracalnie.

Świetnie, że Magdalena Boczarska zintegrowała komizm z emocjonalną huśtawką, smutkiem i samotnością swojej postaci. Tym lepszy efekt, że scenariusz stawia nam przed oczy wszystkie Michaliny naraz. Niemalże. Opowieścią nie rządzi chronologia. Od pani w zamaszystej spódnicy i chustce na głowie, która toczy boje edytorskie, wracamy do osiemnastolatki. Młoda doktorantka zamaszyście krocząca w spodniach i żyjąca pod jednym dachem z kochanką męża, ustępuje miejsca tej dojrzalszej, euforycznie zakochanej w cudzym mężu – brzydkim mężczyźnie o nieodpartym uroku (Eryk Lubos!). Ta rozsypana kartoteka to świetny pomysł. Potwierdzam też, że trafnym zabiegiem jest bonus po napisach końcowych. Gdy wychodziliśmy z kina, na ekran raz jeszcze wróciła Boczarska-Wisłocka we fragmencie wywiadu. Rozczulający widok jak zaczarowała publiczność. Stali ludzie między rzędami, nie wychodząc, słuchając jej ostatnich porad o miłości i życiu. Z kredytem zaufania, że przecież „ślepy o kolorach nie prawi”.

Opowieść o Wisłockiej podobała mi się bardzo. O przesłaniu można by dyskutować. Wyrażone wprost brzmi pozytywnie: cieszyć się życiem, więcej wiedzieć i lepiej z wiedzy korzystać, przełamywać tabu tam, gdzie niepotrzebne. Jasne. Tu zadziwiającą sprawą jest to, że przekaz filmu nie brzmi anachronicznie, choć przecież świat tak się zmienił, że mógłby zalatywać szafą z molami. A nie. Widz chyba nie przychodzi po instrukcje, a opowieść o tym, jak sobie ludzie próbują radzić z nadmiarem, brakiem, niedopasowaniem i wszelkim innym niedogadaniem damsko-męskim – wcale nie pachnie naftaliną.

Zachowuję lekki dystans wobec feministycznych akcentów. Bo wydają mi się przerysowane. Pewnie tak było, że kobiety bardziej doceniały Wisłocką, bo mówiła o ich potrzebach, z ich perspektywy. Niewykluczone, że opór partyjnych cenzorów złamały ich żony i kochanki. Świetnie zresztą zagrane w epizodach przez Gruszkę, Stenkę i inne panie. Szarża ciut nadto. Komizm podbity ideą. Ta scena, gdy spotykają się na naradzie, by ruszyć do boju, do mnie nie trafia. 

Mniej mi przeszkadzają niezgodności biograficzne (nie umiem ich zresztą wychwycić, raczej przeczuwam dużo większy dramat dzieci i nieco mniej spójną osobowość bohaterki). Niech sobie będzie, że Michalina Wisłocka to szalona baba z pasją i marzeniem, by ludziom drogę do szczęścia utorować. Zawsze można doczytać i skonfrontować z faktami. Jeśli to komuś potrzebne.
[np. Rozmowa z córką Wisłockiej: TU]

sztuka-kochania-lubos-i-boczarska

Reklamy

25 thoughts on “Michalina

  1. szwedzkiereminiscencje

    buuu, tyle dobrych polskich filmów – tyko kiedy ja je zobacze?

    a wydanie „sztuki kochania” pamietam. oficjalnie wszyscy stwierdzali, ze j…zboczona (tak okreslano kobiete, kt nie j cierpietnica lózkowa). rzeczywiscie, postawila kamil milowy. pomogla nie tylko kobietom, ale tez mlodym chlopcom, od kt spodziewano sie znajomosci rzeczy (a oni, biedacy niby skad mieli wiedziec?). dziekuje za recenzje – bede czekac, jak zwykle, na bazarek…

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Właśnie! Są dobre polskie filmy! Trzymam kciuki za bazarek. :)
      Szkoda, że jeszcze nie masz dostępu (u nas premiera za tydzień), bo na pewno byłoby o czym pogadać. Rozmowa odłożona.Myślę, że na temperaturze nie straci. Pozdrawiam :)
      ps.
      Co u Ciebie tak cicho na blogu? ;(

    2. szwedzkiereminiscencje

      obiecuje wypowiedziec sie, jak bede miala o czym ;) (czyli jak zobace film)

      na blogu cicho, poniewaz przebywalam przez jakis czas na zwolnieniu lekarskim z powodu wypalenia zawodowego. wyobraz sobie, zupelnie nie bylam w stanie czytac ksiazek – moglam tylko ich sluchac. musialam wyeliminawac z zycia wszystkie „must”, a niestety pisanie bloga to tez jedna z rzeczy, z kt trzeba zdazyc w 24 godzinach. teraz zaczynam powoli odczuwac ochote i mozliwosc pisania – i po prawdzie przywiozlam z krakowa jedna ksiazke, kt byla zdecydowanie warta przeczytania. tyle, ze to dzielo wiekszego/ciezszego kalibru. moze zdaze sie rozpisac zanim mnie wysla do finlandii do pracy…

      serdecznosci \ m

    3. tamaryszek Autor wpisu

      Więc trzymam kciuki nie tylko za bazarek. :)
      Dbaj o siebie, chuchaj, dmuchaj. Zmęczenia nie lekceważ.
      Łatwo przegapić ostrzeżenia i przeszarżować. Mnie nie zdiagnozowano, ale jesień upłynęła mi pod znakiem wyczerpania. Jeszcze teraz czuję, że zdrowieję wolniutko, a werwa, choć wraca, to po kruchym lodzie stąpa. Zawierzyłam, że duch przez ciało wraca, więc próbuję (i joguję).;)

    4. szwedzkiereminiscencje

      tez joguje i chodze na gimanstyke (uruchamiajac kolano uszkodzone przy kite surfingu). mysle, ze wiosna coraz blizej – a na pewno coraz j jasniej i idzie ku dobremu.

      czasami trudno j nauczyc sie byc dobra dla samej siebie – jakos tak latwiej dla innych… ucze sie od szwedów mniejszego zaangazowania w prace i stawiania wymagan, takze mojej szefowej.

      badz zatem przede wszystkim mila dla siebie – i byle do wiosny! :)

    5. tamaryszek Autor wpisu

      No, to się szykujmy na wiosnę. :)
      Wpakowałam do doniczek cebulki tulipanów, narcyzów i hiacyntów. Pewnie wiosnę wyprzedzą, ale będą jak jaskółka (co to niby nie czyni wiosny, ale jednak).
      Milutka będę. Już dziś mnie korci, by wyrzucić próbne matury do kosza bez sprawdzania. ;)

  2. PawełW

    Chyba się doczekaliśmy ‚stajni’ filmowej na bardzo dobrym poziomie. Oscara nie dostaną ale ubawią i wzruszą tysiące widzów. Od dawna – chyba od czasów młodego Machulskiego – nie było tak dobrej ekipy. Scenariusz, muzyka, zdjęcia, scenografia – wszystko na najwyższym poziomie. Dodać do tego znakomitych aktorów i sprawnego reżysera i jest pomysł na sukces.
    Boczarska rulez !!

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Za muzykę odpowiada Radzimir Dębski (a reżyser też muzyk). Więc rzeczywiście dużo dobrych nazwisk się zbiegło. Choć to jeszcze nie gwarancja.
      Nie umiem ocenić, czy rzeczywiście nie było równie dobrych ekip (raczej były, aż tak bym nie szacowała). Ale Boczarska świetna! Nie mogę sobie wyobrazić, by kto inny był Wisłocką. Mocny pozycja w jej filmografii. Trudna do przebicia.

  3. janek

    Ooo, a to prapremiera w Poznaniu była? Fuksa miałaś jeśli tak ;). Reszta plebsu do piątku musi czekać. No raczej się wybiorę, sentyment mam duży ;). A z Twojej recenzji wnoszę, że polubię tą Wisłocką jeszcze bardziej, może zwłaszcza za „tragizm i błędy życiowe”? Ech, to były czasy, kiedy cenzura dozowała miłość, a teraz : Polacy do kin! :). Pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      O, Janku! Jak już masz sentyment, to przepadłeś z kretesem. Fanem Boczarskiej będziesz na bank. A pominęłam dość istotną jednak rzecz. Momenty są. Dość wariackie nawet. Ale smacznie podane. Rozumiem, że to Cię nie zniechęca. ;) Tylko w cierpliwość wyczekiwania musisz się uzbroić. :)

    2. janek

      :)) Taak, ciągle to wyczekiwanie, a tu cierpliwość niemal na wyczerpaniu. W tym przypadku jednak jest duża szansa, że Godot nadejdzie. I tego się trzymajmy. ;)

  4. Karo

    Film ma świetny scenariusz, dlatego świetnie się go ogląda. Do tego sporo dobrego humoru, co bardzo cenię ;)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Rozumiem, że już po seansie i że zadowolenie pełne.
      Dziś słyszałam oceny krytyków w Tygodniku Kulturalnym (TVP Kultura). Doceniają, rzecz jasna. Ale zastanowiło mnie, że mężczyźni podkreślali rozrywkowy charakter i to, że jednak emocjonalnie ich nie porwało, choć było atrakcyjnie. Krytyk kobieta zauważała aktualność postawy Wisłockiej. Zastanawiające. Czyżby to był constans, że facet ma problem z emocjonalnym zaangażowaniem w tym temacie? Zabawne, bo naprawdę o szowinizm panów krytyków nie posądzam, a jednak trochę zabrzmieli zgodnie z męską konserwą z filmu. ;)

    2. Karo

      Owszem po seansie i zadowolenie faktycznie pełne :)
      Co do emocjonalnego porwania mężczyzn- wydaje mi się, że wszystko zależy od jednostki jednak niestety większość nie skupi się na przekazie emocjonalnym. Może po czasie, może po rozmowie konkretnie na ten temat. Dlatego tym bardziej właśnie film i sama książka są aktualne ;)

  5. maria

    Czy ten film jest tak dobry jak ‚Toni Erdmann’? ‚Toni’ skradł dziś moje serce i postanowiłam poniżej tego poziomu nie schodzić :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      :) OK, jeśli uwzględnimy istnienie jakiejś amplitudy rozbieżności, to możesz zaryzykować. Też dobry.
      Ale narobiłaś mi apetytu! Właśnie zaklepałam sobie jutrzejszy seans Toniego. Oglądałam we Wrocławiu, notkę poświęciłam mu króciutką, pamiętam dość dobrze. Niemniej jednak, czas na powtórkę. :)

  6. janek

    Toni Erdmann rządzi, i to zdecydowanie! Jednak pozostawia w tyle w film Sadowskiej. Może też jestem zakonserwowany, ale emocjonalnie Sztuka mnie nie porwała, choć film się podobał. Bardzo ciekawe było spotkanie z Sadowską po seansie, gdzie opowiadała m.in. jakie były perypetie ze scenami „gołymi” Adamczyka i o roli jego pośladków :). Zabrakło mi jednak tego, o czym wspomniałaś: pokazania złożoności życia w trójkącie, dramatu dzieci i w gruncie rzeczy dramatu osobistego. Coś jednak trzeba było wybrać z tej bogatej biografii. Bogów też bym postawił wyżej. Ale doceniam świetnie obsadzoną Boczarską i Adamczyka. Pozostali aktorzy również byli OK. Znakomita dbałość o realia i szczegóły epoki.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Janku, pozdrawiam :)
      No to dwie nowości ustrzelone. :) Toniego za drugim razem odebrałam inaczej, ale wciąż z uznaniem. Już gagi niespodzianki były przewidywalne. I nawet więcej racji (niż poprzednio) dostrzegłam po stronie Ines. W tym sensie, że Toni próbujący „ocalić” córkę jest jednak bezradny, a recepta brzmi enigmatycznie. Nie pozwolić, by życie nam minęło nieprzeżyte. Wcześniej włożyłam w tę podpowiedź to, że trzeba być bliżej ludzi, szukać równowagi między ambicją zawodową a małymi radościami etc. Dla mnie jedną z mocniejszych stron tego filmu jest to, że w życiu Toniego też nie wszystko gra. W ten sposób nie ma przegięcia. Nie ma kontrastu, że tato wie, córka błądzi. Wszyscy błądzimy i z tym naszym jako takim życiem tyle możemy zrobić, by go nie przegapiać. Tak to poczułam za drugim podejściem. I niezmiennie rozbraja mnie scena, w której Toni i Ines, w podzięce za wielkanocną gościnę, śpiewają gospodarzom i ich gościom piosenkę.

      Michalina ma jednak swoje braczki. Mnie bardziej doskwierały te pomysły na babską solidarność. Ona jest tu zasadna, ale lekko przeszarżowana. Taka Rzeczpospolita Babska. Co do golizny, jest super. No nie mogło się obejść. A jest smacznie. Trójkąt sam w sobie tematem nie jest. Tak jak mówisz: selekcja. W ogóle – już po seansie miałam wrażenie, że gdyby zaczęli się wypowiadać znający Wisłocką, to mieliby dużo do prostowania. Mnie wystarczy, że jest niejednoznaczność, są błędy, nie ma laurki. Trójkąt może nie wybił się na pierwszy plan i dość łatwo zniknął, ale uruchomił wyobraźnię. Nie mam złudzeń co do konsekwencji.

    2. janek

      Ładnie, oj ładnie to napisałaś. A ja, przy okazji, zacząłem się zastanawiać, czy u mnie nie ma kontrastu i czy nie jest tak, że „tato wie a córka błądzi”? ;). Pozdrawiam również

  7. Anna

    Nie wiem czy zwróciłaś uwagę, że w jednej scenie pojawia się, choć bardzo subtelnie, tak, że można go przegapić, Religa z filmu „Bogowie”? Urocze nawiązanie do teamu scenariuszowo-producenckiego. No i na imprezie śpiewa Ania Rutowicz, co jest trafnym, big beatowym wyborem. Do tego striptizerka ubrana w największy przedmiot pożądania tamtych czasów – papier toaletowy. To takie zabawne smaczki. :)
    A Boczarska przecudowna! Do tego wyjątkowo trudno uwierzyć w tę brzydotę Eryka Lubosa, tak jest pięknie zakochany. Chemia między aktorami rozsadza ten film, aż chce się tego oglądać więcej.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      :) Zwróciłam uwagę :) Podczas balu, w lekarskim środowisku, więc może Kot rzeczywiście jest tu jako Religa (?). W tej chronologicznie wcześniejszej części, gdy Michalina żyje z mężem i przyjaciółką, można na targu zobaczyć reżyserkę, Marię Sadowską. Papier toaletowy w roli seksy stroju jest jak rakieta w przeszłość. :) Ale ja i tak pozostaję pod urokiem sukienek z zasłon i serwet. :))
      Eryk Lubos ma taką rolę, że klękajcie narody! Ona mu zmieni życie, jak nie zawodowe, to prywatne. :))

    2. Anna

      Nie, nie wtedy :) Na imprezie Kot gra kogoś innego. Na schodach w Ministerstwie, filmowany jest z góry, więc nie widzimy, że to Kot, ale ma fryzurę Religi z „Bogów”, religowy sposób poruszania się i zapalania papierosa. Wisłocka pyta go którędy do Ministerstwa Kultury, czy coś takiego, a on odpowiada głosem Kota z „Bogów”, że na drugim piętrze. Łatwy moment do przeoczenia. :)

    3. Anna

      A Lubosa uwielbiam od bardzo dawna (pierwszy raz widziałam go w sztuce „Made in Poland”, do zobaczenia tutaj https://www.youtube.com/watch?v=Q4AM5lUArxs), to tak charyzmatyczny aktor, że aż smutno było patrzeć, że tak się marnuje w zaszufladkowaniu jako dresiarz, bandzior, ubek, etc. – wiadomo, po warunkach, najczęściej w rolach drugoplanowych, a przecież mógłby zagrać wszystko, ja amanta widziałam w nim już dawno. :) Miał przecież role sympatyczne – w serialu „To nie koniec świata” czy w „Dziewczynie z szafy” (ten ostatni film miał takie cudowne, choć niewystarczająco docenione, role aktorskie – Mecwaldowski, Głowacki, czekam aż dostaną znowu coś dobrego do grania, bo to też świetni aktorzy, a przez rozdrabnianie się w komediach, trochę opatrzeni i zaszufladkowani). Mam nadzieję, że po „Sztuce kochania” naprawdę jego kariera filmowa się rozkręci, już dawno na to zasługiwał.

    4. tamaryszek Autor wpisu

      A, to tego Kota przegapiłam. A faktycznie dobre miejsce na spotkanie. Gabinetowe pertraktacje skojarzyły mi się z Bogami, więc jeśli gdzieś, to tam było akurat. Co do Lubosa w Dziewczynie z szafy, to jak najbardziej przesympatycznie. Ocieplenie wizażu powinno było nastąpić. Ale wciąż pozostawał w cieniu jako ten mniej atrakcyjny. A Michalina co prawda mówi na dzień dobry, że „pan jest brzydki”, ale potem zachodzi kolosalna zmiana i przestemplowanie na plus. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s