tytułem wstępu

Nie wiem, co ten wstęp zapowiada – kolejny rozdział czy epilog? Babka wróżyła na dwoje. Ale fakt: dwa i pół miesiąca bez wpisu. Znów zawiesiłam się na polskim kinie (syndrom Wołynia i Pokotu). Jeden z możliwych wniosków sugeruje, że jest to kinematografia wampiryczna i trzeba ją z kinem światowym przeplatać, inaczej wyssie, zassie, zaczopuje wenę na amen. Niewykluczone, że magiczny wpływ na zamilknięcie miało też podwójne mierzenie się z Milczeniem (Endo i Scorsese`a). Wszystko bowiem może mieć skutki uboczne i stać się niechcianym antypre-tekstem. 

Szukając przyczyn racjonalnych, znajduję trzy. Po pierwsze nadmiar pretekstów. Kwietniowy konkurs filmowy (dla licealistów) przygotowuję cały rok, ale im bliżej mety, tym większa gorączka. Przeistoczyłam się więc, na miesiąc z okładem, w filmowy odkurzacz i oglądałam na tyle dużo, że nie dało się wcisnąć w rozkład doby ani chwili na tamaryszka. Czyste oglądanie plus wymyślanie zagadek. Ależ by mi blog napęczniał, gdybym nadążała z refleksją! Po drugie: odwyk. Mówi się, że potrzeba 21 dni, by wprowadzić jakąś czynność do nabytych przyzwyczajeń (jeśli dzień w dzień ma się ją w harmonogramie). To ile trzeba, by któryś z nawyków wyrugować? Może trochę więcej, ale każdy brzęczyk jest do usunięcia, więc i pisanie bloga, gdy zejdzie na czwarty plan, to szybko spada na dziesiąty. Nolens volens. Po trzecie – wpis Czary o tym, że tu i teraz, że gąsienica w ogrodzie, czyli czas na przepoczwarzanie (metamorfozy). A przede wszystkim – że czas blogów chyba minął. Dłuższą chwilę zajął mi namysł nad tym końcem.

Bo choć pewnie w każdej chwili powstaje iks nowych, to – tak mi się zdaje – energia ekspansji maleje. Blog to już nie prekursor sieciowych publikacji, lecz epigon. Daleko w tyle za vlogiem, za instagramem (tudzież bliźniaczymi portalami) i nawet kurzu po facebooku nie wącha. Gdzież mu do jego intensywnej nachalności, nieprzerwanej mobilizacji by być up to date! Otóż, nie tam trendy, gdzie blog. Co – paradoksalnie – może jednak dawać blogowi pewne fory. Takich jak ja jest może niewielu, lecz się zdarzają: bez przekonania do filmików nagrywanych roboczo, do selfie-dokumentacji, do hasztagów, hiperłącz i alarmów o cudzej aktywności.

No wiem, przesadzam. Są na pewno makroplusy w tym, nad czym wybrzydzam. A ja marudzę z nienadążania. Bo tak jak wyznaje Czara – inne formy są nie dla mnie. Niech żyje blogowa staroświeckość! Niech żyją blogi-dinozaury! Zwłaszcza te, podszyte jakąś silną (często tajemniczą) motywacją, która sprawia, że jest mus. Czasem dlatego, że czytelników krocie, czasem pomimo że kroci brak. Czasem dlatego, że posty są na poziomie profesjonalnych tekstów publicystycznych, a czasem, że w ogóle nie pretendują do zawodowstwa, jeno urokiem naturszczyka głoszą charyzmę autora. 

Co do mnie: bez założeń, bez liftingu, bez wyścigu i bez szans na Grand Prix – rozkrzewiam się dalej. Tamaryszek tak ma. Potwierdzają to dane z botanicznych encyklopedii.

Tyle tytułem wstępu.

ps.
Cokolwiek postanowi Czara, mam nadzieję, że o tym usłyszę i że przeczytam. Bo pisanie Czary to w blogowym wszechświecie crème de la crème. Odsyłam do Gąsienicy

Advertisements

21 thoughts on “tytułem wstępu

  1. małgosia (guciamal)

    A wiesz, że naszły mnie podobne myśli po przeczytaniu wpisu u Czary. Myślałam długo, choć może krócej niż Ty i doszłam do wniosku, że jeszcze mi to sprawia przyjemność i pomijając wszystko inne jest takim moim zapasowym dyskiem pamięci. Powiedziałby kto po co to uzewnętrznianie- wystarczyłby notatnik, pamiętnik, dziennik czy coś w tym stylu. Ale to co dziś dla wielu staje się przeżytkiem, dla mnie jest przejawem współczesności, ukłonem w stronę pójścia z duchem czasu, a fakt, iż nie liczę na rosnące słupki „oglądalności” – (a że blog jest troszkę okraszony zdjęciami- to ta oglądalność jak najbardziej na miejscu, o ile łatwiej przejrzeć obrazki niż wysilić szare komórki i poczytać te moje wypociny (naturszczyka jak najbardziej) – i mam świadomość, iż niewiele osób do mnie zagląda zupełnie mi odpowiada. Ja dziwadło, ja odmieniec, ja która nie biorę udziału w żadnych konkursach, bo przeraża mnie to, że mogłabym przypadkiem wygrać (choć prawdę mówiąc nie powinno, bo szans na to nie ma).
    A przerwa w pisaniu u mnie podobnie, jak u ciebie nastąpiła trochę z „przejedzenia” (czyt. nadmiaru tematów- książek, spektakli, podróży) a trochę z powodu przerażenia wywołanego naszą polską rzeczywistością i trochę z powodu ociężałości umysłowej, jaka mnie z wiekiem nachodzi. Mam nadzieję, że zarówno Ty, Czara jak i parę jeszcze osób nie zaprzestanie tej niemodnej dziś formy wypowiedzi.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Gosiu,
      wyczuwam, że jakiś nerw przechodzi przez tę diagnozę o staroświeckości blogowania. Bo i zaprzeczyć można, i przyklasnąć. Blogi mają za dużo słów jak na pulsomierz czasu. Z drugiej strony – nawet pomijając moje upodobania – nie dowierzam, by się dało długo wytrzymać pod naporem atakujących fb-postów czy tweetów. To znaczy: lapidarność ma siłę. Ale jest trochę zbyt gorączkowa, by nie męczyć. Nie musi to oznaczać zwrotu do tekstów. Trudno jednak wierzyć, że hasztagi się nie przejedzą. Zostawiam każdemu wolność wyboru menu. ;)

      Notes też, ale dla nie nawet bardziej transformator, który wyjaśnia mi, co myślę. ;)
      Bardzo mnie ciekawi ta ewolucja dinozaurów. Coś się tonuje, coś się zamienia z rzeki w strużkę (jak sugeruje Kornwalia). OK. Choć znów ja sama, gdy coś śledzę, to wolę mieć świeżą i regularną dostawę (żeby np wiedzieć, kiedy zajrzeć). Ale trudno liczyć na to, że długodystansowiec będzie działał jak piekarnia.

      Pozdrawiam, Gosiu, i odwzajemniam zaklęcie, by Ci się chciało dla przyjemności i ku radości wzajemnej wciąż – sobie i innym – być. :)

      Ach, jeszcze i to, że polityka zatruwa nam swobodę w penetrowaniu tych mniej bieżących tematów. Ale mam nadzieję, że truciciele miną szybciej niż by chcieli. ;)

  2. kornwalia

    Rozkrzewiaj się dalej, podoba mi się to!
    Cieszę się, że przerwałaś blogowe milczenie. Sama miałam kilka postnych lat na blogu i wydawało mi się, że to już równia pochyła, a jednak powróciłam. Na pewno nie z taką energią i intensywnością jak kiedyś, ale jednak, mnie taki szemrzący strumyczek jak najbardziej pasuje. Tak jak guciamal traktuję blog jak dysk pamięci i nadal sprawdza się w tej swojej podstawowej roli.
    Też odnoszę wrażenie, że blogi książkowe mają już najlepsze lata za sobą, teraz więcej jest tych lafstajlowych i młodych matek. No i instragram, dominacja obrazu nad słowem. Ale cóż, dla każdego coś miłego, jednak ktoś nadal czyta blogi, ktoś je nadal tworzy.

    Odnośnie konkursu, czy po jego rozstrzygnięciu – jest szansa, że pojawi się u Ciebie na blogu w formie zabawy? :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Można by ustanowić legitymację członkowską dla klubowiczów Wiecznego Powrotu. Ale widać, że to działa i się kręci. Podoba mi się Twój pomysł na „tylko cytat”. Się sprawdza. :) Teraz do mnie dociera, jaki to ma czasowy zakres! Kilka postnych lat! :)

      Kornwalio, co do konkursu (który przygotowuje się cały cały rok, a rozstrzyga ad hoc), to chyba mi się tu nie zmieści. Raz, że zabawa jest multimedialna i do pytań są skrawki muzyczne i filmowe. Dwa, że samego Quizu osiem stron A4. A wszystko w grze na czas i offline. Trzy, że trochę chyba z linią tamaryszka niespójne, no i zasadniczo nie odgrzewam kotletów. Ale co mi podyktuje smak, tego nie wiem. Może będzie czas i na kotlety.

  3. Bazyl

    Ja się topię w puszku nicniemuszenia. Tylko tej garści czytelników mi szkoda. Z drugiej strony nie wiem czy nie bardziej mi ich było szkoda, kiedy musieli te moje wypociny czytać :P
    Wracaj i pisz, bo czasu na oglądanie co prawda nie mam, ale lubię „oglądać” Twoimi oczami :D

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      O rany, Bazyl! „Puszek nicniemuszenia” trzeba zgłosić na patent. Bo jeśli nie, to ja od razu biorę za swoje. :)
      U Ciebie to się zawsze od razu wszystko przeistacza w swojskość. Zajrzy się i na wejściu już jest fajnie. A komentarzy tyle, że kilkakrotnie dłuższe od postu. Więc rozumiem, że „śnurki” Cię ciągną. Inna sprawa, żeś leniuszek nie śmieciuszek. Tekstów mało i za mało. ;)
      A mnie się podoba, że czasem nadrobię braki w tym, na czym powinnam się znać trochę lepiej. A w co Ty masz wgląd z racji podczytywania tego, co czytają Starszy i Młodszy. A hoj!

    2. Bazyl

      Ja z tych co to się łatwo podpalają do nowych rzeczy. I niestety równie łatwo je porzucają :P Więc póki co biegam. A po bieganiu leniuszkuję :) Niestety, nawet fakt, że biegnąc układam w głowie zgrabne (w moim odczuciu) zdania i śmiałe (jw.) opinie o przeczytanym/oglądanym, nie przekłada się na szpalty tekstu :) No, zobaczymy :D

    3. tamaryszek Autor wpisu

      Oj, bieganie (i jazda rowerem) to priorytet. Same zyski: kształt i forma. Super paliwo napędzające refleksję. Trzeba tylko po biegu i prysznicu, zanim owiniesz się kocykiem, wypić kawę. Np. Lavazza Oro. I z wolna po szpaletce, po akapiciku, małym krokiem do dużych efektów…
      Miłego dnia :)

    4. Bazyl

      Żadnej kawy. Co najwyżej sok z buraka. Z jabłkiem. Albo sto gram dobrej, zmrożonej wódki :P Herbata jeszcze. Rooibos :D Miłego!

  4. szwedzkiereminiscencje

    blogozaurko moja siostrzana! no shit? na prawde chcesz zrobic tamaryszexit?
    w odpowiedzi pozwole sobie sparafrazowac jeden z moich ulubionych wierszy:

    Nie chcemy konczyc z blogami

    To za łatwe

    To za głupie

    To za wygodne

    Za często miewa się ku temu okazję

    To nie sztuka

    Wszyscy koncza z blogami

    My już nie chcemy konczyz z blogami

    lassie, wróc!

    pozdr \ m

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      O! No teraz mnie kusisz fajną nazwą! „tamaryszexit”! Po takiej nazwie, to z marszu bym wyszła. Choćby po to, by taki post napisać bez słów a z tytułem. Gdyby nie to „Lassie, wróć!” Bo tak samo przekonujące. Nie mogę wybierać tego, co łatwe! :)) Dzięki :)
      Nie chcę się droczyć. Pogadam, zamilknę. Się zobaczy. Nie ma co ważyć i roztrząsać. Wstęp musiałam napisać, bo nie wiedziałam, jak się do tego przeterminowanego Pokotu dokleić.
      Mam zaległości, ale zajrzę. Dobrze, że Sygryda w piśmiennym rozruchu. Pa.

    2. szwedzkiereminiscencje

      renée, prosze, nie wyzlosliwiaj sie – wiesz znakomicie, ze sie ostanio blogowo „absentuje” – i to juz od dluzszego czasu. ku mojemu wielkiemu zdziwieniu ilosc wyswietlan nie zalezy wcale od mojej aktywnosci, czyli tak jakbym sie sklonowala i zyla (wiecznie?) na wirtualnym swiecie-necie ;)

      dla mnie blogosfera miala te wielka zalete, ze dzieki niej spotkalam ludzi o podobnych gustach literackich, na co nie mam zadnych szans IRL. mysle, ze blog daje upust troche innym stronom naszego „ja” (tym werbalnym) i jakos, d’apres moi, jezyk bardziej odslania czlowieka. wczoraj zajrzalam na instagram córki wspólpracownika, parajacej sie glównie „stylem zycia”, ku wielkiemu utrapieniu swoich rodziców. to prezentacja/autopromocja idealna, od blond wlosów na tlle deski surfingowej w oz po ziarenka chia. i ta rzeczywistosc tez gdzies egzystuje – mniej badz bardziej wirtualnie. latwiej jednak j wykadrowac czy wyphotoshopowac zdjecia niz edytowac tekst. jezyk koduje wyraznie spoleczna przynaleznosc, poziom wyksztalcenia, blyskotliwosc i intelekt. z twojego podwórka – taki aktor, nicolaj costau-waldau. uuuu, jaki ladny, nic tylko by lyzkami jesc. ale takze oczytany, dobrze wychowany i bystry – wiem, dzieki wystepowi w TV u skavlana. czyli sama fizycznosc i entourage, promowane na insta, to tylko jedna strona medalu. mozna sledzic z zaciekawieniem jako forum innego pokolenia i obserwowac: 1. rozjezdzanie sie rzeczywistosci z marzeniem o sobie, 2. anachronicznosc naszych wartosci typu wyksztalcenie czy chodzenie do pracy.

      nie musisz byc wzorowa uczennica i pisac wyczerpujacych analiz wszystkiego, co sie do opisania nadaje. zapraszaj nas do siebie od czasu do czasu, renée, ne me/nous quitte pas!

    3. tamaryszek Autor wpisu

      Były dwa wpisy kwietniowe! ;) (200% więcej niż u mnie!)
      M., kilka ważnych spraw poruszasz.
      Rzeczywiście, blog różne potrzeby zaspokaja, ta wymiana słów jest czymś wyjątkowym. Przecież okazji do pogadania w realu nie brakuje, a jednak posty mają w sobie coś z manifestu, z samookreślenia, z „werbalnej strony naszego ja”. Są mniej powierzchowne niż to, co zazwyczaj rzucamy w przelocie.
      Bardzo mi po drodze z Twoim spostrzeżeniem, że język człowieka określa.

      Z jednej strony – nie ma tu znów tak dużo miejsca na erudycyjność. Forma wymusza lżejszy kaliber.
      Ale też umożliwia cięższy niż takie tam rozmowy kuluarowe ze znajomymi. Ma przewagę nad wieloma innymi okazjami wypowiedzi.
      Bardzo ciekawe, czy określa nas pokoleniowo. Znaczy: tendencja jedno, przełamania drugie.
      Mimo siły obrazka, słowo działa na piśmiennych – od pięcio- po stulatka. Jest różnica modulacji (jakiś miks genotypu pokoleniowego i fenotypu, jeśli tu czegoś nie mieszam).

      Obejrzałam niedawno kilka nagrań na vlogu znanej blogerki, która przerzuciła się ze słownych postów na wypowiedź do kamery. Primo: nie każdy ma gen medialności, nawet jak dobrze mówi. Secundo: mnie to potwornie rozprasza. Wszystko, co było cenne w słowie pisanym, schodzi na dziesiąty plan, gdy ktoś patrzy do kamery. Liczy się strój, makijaż, wystrój wnętrza… tysiąc innych komunikatów. Zupełnie insza inszość.
      Kończę, bo ze zmęczenia trochę mi się plączą słowa.

      Pozdrawiam :)

  5. maria

    Tamaryszku, cokolwiek zrobisz, zawsze będę wypatrywała kolejnego wpisu :)
    P.S. Widziałaś może ‚Zwariować ze szczęścia’? Fantastyczny!

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Nie! Jeszcze nie widziałam. Ale odpuściłabym, gdyby nie Twój anons.
      Nadciąga co prawda ciemny czas matur. Ale zaproszenie, by sobie powariować ze szczęścia potraktuję jak intratną ofertę. :)
      Mario, ależ miło być w orbicie tych Twoich wypatrywań. :) Pozdrawiam!

  6. Stanisław Błaszczyna

    W sumie trochę to przykre, że nasi (internetowi zwykle) znajomi zawieszają swoje blogi. Mój też leży odłogiem od blisko 2 miesięcy – i też mi jest z tego powodu przykro ;)
    No ale może dlatego więcej teraz czytam i słucham muzyki? ;)

    Mam nadzieję, że wrócisz do pisania tutaj, bo jestem Twoim stałym czytelnikiem – i to od wielu lat.
    Bo to nieprawda, że piszemy bloga głównie (a tym bardziej nie „tylko”) dla siebie.
    Po drugiej stronie musi być ten „ktoś” – prędzej czy później odczuwamy taką potrzebę.

    Jest w nas jakaś potrzeba dzielenia się swoim światem z innymi. Moim zdaniem forma bloga nadaje się do tego całkiem dobrze, jeśli przez słowo „świat” rozumiemy naszą wyobraźnię oraz rozumienie i przeżywanie tego, co nas zajmuje, pasjonuje, interesuje…

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Ach, długa lista! Nie wierzę, że Czara tak na dobre (tylko zasugerowała, że nie wiadomo, ale to zawsze jest niewiadome). Jeszcze czekam aż się obudzi Liritio. Chihiro i Magamara, Lirael i Snoopy, Nutta, Porządek Alfabetyczny… Polubiło się, nabrało nawyku zaglądania i co teraz? Tyle że to przecież nie jest koniec dla odchodzących. Coś tam pewnie kreują, tak lub siak. Może rzecz i w tym, że bloger-dinozaur (starszy od trzylatka) traci na mobilności i już się z mniejszym zapałem za nowościami rozgląda.

      Bardzo się cieszę, że ja mam takich fajnych Czytelników :)
      Ty, oczywiście, na Wizję wrócisz. Nasłuchasz się, naczytasz, uporasz się z redakcjami przeróżnymi… i zawsze będzie w samą porę.

      Można by napisać taki post pochwalny nt. bloga. Niech ktoś napisze może, przyklasnę. :)

  7. Liritio

    Niczym Diabeł z pudełka. Myślę, że forma ekspresji jest dostosowana do osoby, instagram to inna forma niż np. ja. Bo ja to lubię bajać (lub bajdurzyć, jak kto woli). Zdjęcie to tak… To niezbyt. Wręcz wcale. Chyba, że zdjęcia co wkoło, ale nadal, nie każdy jak Logos zdjęcia robi, bajdurzenie jest ok.
    Rozkrzewianie się Tamaryszków, jeśli może być przeze mnie poprawnie interpretowane jako zrelaksowanie i tworzenie w miarę chęci, jest godne przyklasku, zgłaszam się do klaskania.
    I za jednymi tęsknię, a inni, tak ja Ty, jeszcze są obecni, jeszcze do Ciebie mogę wracać. Jak będziesz jakieś exity planować to nie, będzie Rejtan.
    Do klubu Wielkich Powrotów ja się zapisuję momentalnie, taki jeden za mną chodzi od kilku miesięcy. Już nawet sobie wymyśliłam, że może pod hasłem systematyzacja. Tyle, że tu bajanie, a tam systematyzacja, ale może się pogodzi.
    Czołem, Tamaryszku.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Wszelki Duch! No Diabeł z pudełka! A to ci! :))
      Liritio, czułam, że coś knujesz ino brakuje Ci kopa. Powierć się, ile Ci potrzeba i już. Literaci do piór! Blogerzy do klawiatur!
      Serio, chcesz postawić na systematyzację? Że niby jakiś nowy porządek od teraz? Czy porządek retro, systematyzujący wszystko, co już było?
      To drugie wymaga ogromnego poweru i na początek może być mocno wysysające. Chyba że tak to ustawisz, że będziesz mieć zabawę.

      Rozkrzewianie bez przymusu, rzecz jasna. Bez deklaracji. Ale mam pod skórą przeświadczenie, że mnie regularność motywuje i dyscyplinuje. Tak w pisaniu, jak w czytaniu. Jak się odklejam, to mi to wszystko rzednie. A znów nigdy tak nie mam, bym w cokolwiek się pakowała z nadgorliwością. Tu już działa zmysł autodystansu. ;)

      Słowem: legitymacja Wielkiego Powrotu przyznana bezterminowo. Dojrzewaj. Ale zobacz, że wokół wiosna, nie czekaj do jesieni lub leniwego lata. :)

  8. Liritio

    Oj retro nie.. Nie przerobiłabym. Systematyzacja na zasadzie mniejszej spontaniczności, którą uwielbiam, ale czasochłonność +100. Cytując Ciebie, „jak się odklejam, to mi to wszystko rzednie”. Dokładnie.
    Legitymacja, cacy, przyjmuję i zbieram się… Para buch, czy jak to tam. Może będę niczym bocian.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Rozumiem już, dlaczego zwlekasz z pierwszym krokiem. „Systematyzacja” zacznie się, gdy go postawisz. ;)
      I wtedy już regularnie. Bez musu, ale z wewnętrzną dyscypliną. Ja w to wierzę. Jeśli mi się podoba myśl o częstych i regularnych wpisach na tamaryszku, to dlatego właśnie, że to by mi bardzo porządkowało głowę i może nawet weszło w krew. A krew nie woda… ;)
      Ale to, póki co, czysta teoria.
      Jest takie słowo, trochę nawet do systematyzacji podobne, choć o przeciwnym znaczeniu: „prokrastynacja”. Uważaj, nie daj się złapać. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s