sznurowadła

Najsłynniejsze filmowe sznurowadła to te, które w Święto Dziękczynienia wylądowały na talerzu Charliego Włóczęgi (Gorączka złota). Sznurowadłowe spaghetti obok steku z podeszwy. Charlie zjadł i jakoś przeżył. Nie pamiętam, by inne sznurowadła zawracały mi dotąd głowę. Dotąd – znaczy do czasu, gdy przeczytałam o telomerach.

Jest taki syndrom, że osoba czytająca o jakichś dolegliwościach, rozpoznaje je w sobie. Ma to każdy hipochondryk i pewnie co drugi student medycyny. Takie zboczenie empatyczne. Nie wiem, czy ono działa, gdy czytamy o super mocach, ale choróbska, ułomności wszelakie czy niedobory bardzo uruchamiają wyobraźnię.

Najpierw przeczytałam, że energia urodzeniowa, niestety, ma ściśle ograniczone zasoby i co zużyte, to się nie odnowi. Dalej wywód prowadził do tego, że kto energię trwoni lub nadweręża, ten się wypali (czasowo lub na amen). Skoro wypalenie nie musi oznaczać gapienia się w sufit, lecz równie dobrze rzucanie się bez tchu w działania zastępcze, postawiłam sobie diagnozę. 

Kto się rzuca jak wieloryb na agrafce – z projektu w projekt, z jednej sterty wypracowań w kolejną, z małego zobowiązania w duże, z dwóch zobowiązań w cztery… Kto? Wielu. Ja też. Może to nawet norma, ale coś za bardzo z przytupem tym razem, bo poczułam, że energia mi umyka, że mogę nie podopinać tego tysiąca drobniutkich, małych, średnich i mega zadań, co sobie wzięłam na klatę. 

Dotarło, gdy przeczytałam o telomerach, które zostały porównane do niklowanych końcówek sznurowadeł. Analogię podsunęła Elizabeth Blackburn (Nagroda Nobla w 2009 r.). Telomery to zakończenia chromosomów, które je chronią przed zwyrodnieniem (żeby się sznurowadła nie rozplątały na końcach). I jak tak dzielą się komórki, enzym polimeraza kopiuje DNA, lecz niecałe. Ta część chromosomowej nici ujęta w uchwyt niklu (telomeru) nie dzieli się. Telomerki też z czasem się skracają. Pomaga im enzym telomeraza, ale do czasu. Tym samym liczba możliwych podziałów danej komórki jest skończona. W sensie: policzalna. Leonard Hayflick ustalił, że komórka ma zaprogramowaną maksymalną liczbę podziałów (tzw. limit Hayflicka). Koniec. Drugiego życia nie dostanie. Podobnie (podobno) ma się z energią. Odnawia się, dzieli na bliźniacze cząstki, lecz wciąż ciut mniejsze. Już nie tak zamaszyście można nimi zarządzać. Czegoś braknie na finiszu. Hip hip hurra zamienia się w sapnięcie – uffff. 

Może tak właśnie jest? Konsternacja. Nie chcę mieć przykrótkich sznurowadeł! Przez chwilę się zastanawiałam, czy może lepiej: nie rozmieniać się na drobne. Poczekać. Znaleźć sobie jeden obszar działań, nie tamaryszkować na wszystkich frontach. Dłużej spać. Nie stresować się nic a nic. (Zestresowane myszy miały telomery krótsze niż myszy wyluzowane!). Co by tu jeszcze? Jeszcze można by – dla zabezpieczenia – jeść tylko Dobre Produkty. Bez przerwy się wiercić, czyli być w Ruchu. Przepędzać czarną aurę, nie zauważać ludzi toksycznych, wyłączyć samokrytykę i jakiekolwiek rozpamiętywanie.

Na szczęście przyszedł Nowy Rok, a wraz z nim ironiczny uśmieszek. Tylko nie planuj! Chyba że Boga chcesz rozśmieszyć dodatkową porcją absurdu.
Astrologowie 
przepowiadają, że Skorpiony mają w herbie feniksa, co się z popiołów odradza. A nie słyszałam, by mu się dziób skracał albo by odrastały mu miniaturowe piórka. Skorpion ze mnie co prawda zwyrodniały (łagodniutki, niepamiętliwy, ze średnio rozwiniętą ambicją). Ale zawsze. Poza tym większość moich butów obywa się bez sznurowadeł. To może jakoś to będzie. 

Niechby więc te sznurowadła – choćby tymczasowe – były jak najdłuższe i jak najmniej się snujące po głowie. Najlepiej, by były pożywne i lekkostrawne.

 

Reklamy

8 komentarzy do “sznurowadła

  1. Ojtam

    I po co ja to czytałem??? Mało mam stresów??? Leonard Hayflick zabrał mi całą nadzieję!!! JA CHCĘ MIEĆ DRUGIE ŻYCIE!!! A on-ten cały Hayflick-mówi, że nic z tego??? Bo jakieś końcówki na sznurowadłach, bo energia się mnoży ale dzieli. Ja tak nie chcę. Chcę zacząć od nowa, urodzić się jeszcze raz ze swoim aktualnym rozumem, nie przejmować się sznurowadłami, wdziać wsuwane mokasyny i żyć na luzie. Tak. Tak chcę. Może jest jakiś naukowiec, który udowodni(ł), że to możliwe? Wszystkim w 2018 i następnych latach życzę więcej luzu. :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Prawda? Że to co wiemy od zawsze, wciąż jeszcze zaskakuje. Ja się przejęłam ubytkiem energii. Pewnie dlatego, że czytałam w momencie, gdy mi jej brakowało i mobilizacja wydawała mi się mało skuteczna. Owszem – się wezmę i zawezmę, ale z poczuciem, że będę dłubać w nieskończoność. No cóż, wciąż mam nadzieję, że jak się dzieli, to się też mnoży. ;) Pozdrawiam!

    2. demirja

      no, ale jednak na miejsce tych umierających ostatecznie komórek… rodzą się nowe :) … choć nie dotyczy to neuronów niestety :( ;)

    1. tamaryszek Autor wpisu

      :)
      Neurony też się jakoś regenerują. Mam nadzieję, że nie w formie zdegenerowanej. Ja tylko zgłaszam przestrach. No już może nie tyle przed starzeniem się i umieraniem komórek, ile przed ubytkiem energii. Przed zdradziecką rolą niklowanych końcówek sznurowadeł. ;)
      Pozdrawiam!

  2. Stanisław Błaszczyna

    Najlepszy tekst o sznurowadłach jaki czytałem w swoim życiu :)

    Zainspirowany nim przypomniałem sobie sprawę telomerów i poczytałem sobie o nich znowu. I tak, jakbym to robił pierwszy raz: przemyślność zawarta w naszych komórkach (a odnosi się to również do życia na naszej planecie w ogóle) dosłownie zaszokowała mnie do granicy łez. Ja wiem, że to można uznać za wstydliwy afekt, ale piszę jak jest ;)
    Wygląda na to, że dopóki żyję, świat – to co nas otacza i to co jest w nas – nie przestanie mnie zadziwiać.
    I tak jest dobrze.

    Rozumiem, że Twój tekst jest okolicznościowy, więc w Nowym Roku życzę Ci tego samego, co sobie: oby w tym naszym zadziwieniu światem i życiem, więcej było zachwytu, a jak najmniej przerażenia.

    PS. Wygląda na to, że dzisiaj albo jutro będę mógł wreszcie wziąć do ręki książkę (trzymali ją ponad dwa tygodnie w urzędzie ceł w Nowym Jorku, ale tracking mi dziś rano pokazał, że tuż po północy wysłano ją stamtąd do Chicago :)

    Odpowiedz
  3. Liritio

    Wypadłąm z obiegu, wypadam bardziej i bardziej. Powrót, to moja nadzieja (chociaż, skoro drugiego życia nie będzie, trudna rada). Natomiast Twoją jest luz, popieram.
    A sznurowadła chyba najlepiej zawiązać, jednak skoro większość Twoich butów jest bez, taka myśl wydaje się wtórna.
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku Tamaryszku, będzie pięknie.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Liritio! :)
      No, wypada się. Z obiegu, z rytmu… Gubi się konieczność i potrzebę. Najlepsze z obejrzanych filmów zostawiłam bez komentarza. Choć pewnie pomógłby mi on coś tam sobie uporządkować. No ale tamaryszki nie wymierają, w miejsce uschniętych korzonków wyrastają inne. Co najwyżej rosną sobie bliżej płota, na uboczu i z lekko przebranym rozgałęzieniem. Liritio, (Lessie) wróć! Bo chociaż ci słabiej piszący, rzadziej też zaglądają do innych, to jednak byłaby frajda móc zajrzeć i pogadać. Tak więc, nie myśl, a pisz. Samo wróci. Pa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.