Archiwa miesięczne: Styczeń 2019

VICE

Vice. Ten ktoś, kto stoi w cieniu. Naznaczony przedrostkiem sugerującym „zastępczość”, usłużność wobec Pierwszego, mniej wyrazisty image, mniej spektakularne zasługi, nie tak pilne do zapamiętania nazwisko. Dla prawdziwych asów bycie Vickiem to żaden cymes. Gdy George W. Bush chce na to stanowisko Dicka Cheneya, Dick grymasi. „- Znajdę ci innych. To nie dla mnie”.  Ale…

Ale po pierwsze: mowa tu o stanowisku wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych. Po drugie, jak wiadomo, funkcję zastępcy można pełnić na dwa sposoby (i tysiące pośrednich sposobów pomiędzy). Vice to ktoś, kto lojalnie dba o Pierwszego, kompetencjami wzmacnia jego piar, współgra, bierze na siebie zadania pilne-niebłyszczące. Albo: vice to ktoś, kto stoi w cieniu i pociąga za sznurki, w razie wtopy może jednak zrobić krok w tył. I ten przypadek realizuje Cheney. Zanim ogłosi, że bierze przydział, mówi do żony: „on jest zielony; zie-lo-niutki”. Zanim się zgodzi, sprawdzi, czy granice tego, co będzie mu wolno, są wystarczająco elastyczne. 

Na pewno: można obejrzeć ten film ze względu na odsłonięcie mechanizmów władzy i niepokojącej żądzy przyprawionej cynizmem. W odróżnieniu od Gry o tron czy House of Cards rzecz rozgrywa się w scenerii współczesnego świata (atak na WTC, wojna w Iraku, tortury w amerykańskich więzieniach, afery w amerykańskiej administracji). Zdarzenia są w tle, na pierwszym planie ktoś, kto albo za nie odpowiadał albo musiał się wobec nich określić. Powtórka z pierwszej dekady XXI wieku. Nie podważam tego waloru filmu, ale są mocniejsze.

Czytaj dalej

Reklamy

MÓJ PIĘKNY SYN

„Życie to to, co ci się zdarza, gdy jesteś zajęty układaniem innych planów”.

Słowa z piosenki Lennona (Beautiful Boy), jeden z możliwych kluczy interpretacyjnych. Idę tymi drzwiami, które otwiera piosenka. Ojciec śpiewa ją małemu Nickowi, wraca do niej wspomnieniem, gdy złoty sen się prześnił. 

Archetypiczna więź ojca z synem ma wiele wariantów. W tym – inspirowanym biografią wziętego amerykańskiego dziennikarza – jest wzajemnym przylgnięciem do siebie. Krew z krwi, ktoś najbliższy. Może tym bardziej, że David wychowuje Nicka bez jego matki. On w Stanach, ona we Francji, każde ułożyło sobie nowe życie. Davida wspiera Karen (Maura Tierney), z którą ma chłopca i dziewczynkę. Bezkonfliktowo tworzą nową rodzinę, ale to więź ojca z pierworodnym jest niczym skała, czysta miłość, duma i przynależność. 

Gdy Nick był chłopczykiem, ojciec usypiał go tytułową piosenką: Zamknij oczy, nie bój się, potwór odszedł, przy tobie jest twój tata, mój piękny, piękny chłopcze. Ochronię cię przed wszystkim – taki przekaz. Gdy mały Nick odlatuje na wakacje do Francji, ojciec pyta, czy wie, jak bardzo go kocha: Kocham cię tak, że nie umiem opisać. Tyle do ciebie czuję. Wszystko (everything). Później, gdy pojawiają się maluchy, a Nick jest nastolatkiem, witają się uściskiem i wymianą  słowa, które za wszystko starcza: „Everything”.

I nadchodzi taki czas – niepostrzeżenie, nie wiadomo dlaczego, chyba bez niczyjej winy – że metamfetamina kradnie Davidowi Nicka. Snujesz plany i wkładasz w nie serce, a życie podstawia swój wredny scenariusz. To jest film o bólu, odczuwanym przez ojca patrzącego na ukochane dziecko, które traci. To jest film o miłości za dużej do udźwignięcia. Film z wybitnymi aktorskimi kreacjami (Steve Carell w roli ojca i Timothée Chalamet w roli syna) i mniej wybitnym scenariuszem. Czytaj dalej

GREEN BOOK

Dwa miesiące przed Bożym Narodzeniem zaczyna się podróż, której finał zaplanowano na Wigilię. Tony Vallelonga – największy wciskacz kitu w Nowym Jorku, bramkarz w nocnym klubie, spryciarz i bystrzacha, pilnujący porządku metodą: komuś trzeba wlać, by było cicho – wyrusza w trasę jako szofer „doktora”. Tony jest Włochem i ma włoską rodzinę (wszelkie stereotypowe skojarzenia uprawnione). Kim jest doktor Shirley, pasażer auta? Czarnoskórym jazzmanem, z potrójnym doktoratem, eleganckim w mowie i obyciu samotnikiem. Dokąd jadą i po co? Na Głębokie Południe Stanów, które w latach 60. w temacie czarnoskórych ma mentalność plantatorów. Tony musi panować nie tylko nad kierownicą. Doktor Shirley, w NY mieszkaniec salonu nad Carnegie Hall, wysmakowany esteta, oklaskiwany przez elity – jest najwidoczniej posiadaczem genu masochizmu. Pcha się bowiem tam, gdzie mogą mu rozkwasić zgrabny nos. Asekuracją jest Zielona Książka, bedeker rekomendujący, gdzie może przenocować czarnoskóry na Południu, jeśli już koniecznie musi się tam wyprawiać. 

To taki film, który życia człowiekowi nie wywróci, długo się o nim nie myśli, ale dwie godziny seansu mijają nadzwyczaj przyjemnie. Okoliczności kalendarza sprzyjają, by go nie przegapić. Kilka powodów, dla których seans wart jest obejrzenia.

Czytaj dalej