Archiwa tagu: Adam McKay

VICE

Vice. Ten ktoś, kto stoi w cieniu. Naznaczony przedrostkiem sugerującym „zastępczość”, usłużność wobec Pierwszego, mniej wyrazisty image, mniej spektakularne zasługi, nie tak pilne do zapamiętania nazwisko. Dla prawdziwych asów bycie Vickiem to żaden cymes. Gdy George W. Bush chce na to stanowisko Dicka Cheneya, Dick grymasi. „- Znajdę ci innych. To nie dla mnie”.  Ale…

Ale po pierwsze: mowa tu o stanowisku wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych. Po drugie, jak wiadomo, funkcję zastępcy można pełnić na dwa sposoby (i tysiące pośrednich sposobów pomiędzy). Vice to ktoś, kto lojalnie dba o Pierwszego, kompetencjami wzmacnia jego piar, współgra, bierze na siebie zadania pilne-niebłyszczące. Albo: vice to ktoś, kto stoi w cieniu i pociąga za sznurki, w razie wtopy może jednak zrobić krok w tył. I ten przypadek realizuje Cheney. Zanim ogłosi, że bierze przydział, mówi do żony: „on jest zielony; zie-lo-niutki”. Zanim się zgodzi, sprawdzi, czy granice tego, co będzie mu wolno, są wystarczająco elastyczne. 

Na pewno: można obejrzeć ten film ze względu na odsłonięcie mechanizmów władzy i niepokojącej żądzy przyprawionej cynizmem. W odróżnieniu od Gry o tron czy House of Cards rzecz rozgrywa się w scenerii współczesnego świata (atak na WTC, wojna w Iraku, tortury w amerykańskich więzieniach, afery w amerykańskiej administracji). Zdarzenia są w tle, na pierwszym planie ktoś, kto albo za nie odpowiadał albo musiał się wobec nich określić. Powtórka z pierwszej dekady XXI wieku. Nie podważam tego waloru filmu, ale są mocniejsze.

Czytaj dalej

Reklamy