Archiwa tagu: Dorota Kolak

chce się żyć

Chce się żyć, reż. Maciej Pieprzyca, Polska 2013 

Widziałam. Było warto. I to, że film Macieja Pieprzycy zbiera tyle dobrych recenzji, nagród, pochwał etc. jest czymś absolutnie zasłużonym. Może tylko lepiej by było, gdyby slogany reklamujące ten tytuł poluzowały w achach i ochach, bo szantaż paraliżuje. „Wielki film” – no, może wielki, bo na pewno nieprzeciętny. „Wzrusza do łez” – no, płakałam. „Znakomita gra aktorska” – no, oniemiałam; to, co robi Ogrodnik, jest fenomenalne. „No” – ratuję się tą partykułą, bo naprawdę: czuję się więźniem słów. Przeczuwam, że nic nie powiem, powtarzając powszechne zachwyty, ale też nie mam ochoty wchodzić z nimi w polemikę. 

Może jedynie opinia, że jest to: „polski film, który ma szansę wzbudzić autentyczne zainteresowanie na świecie” wydaje mi się echem absurdalnie polskich kompleksów. Jakby zachwyt zagranicznych oczu był miarą czegokolwiek. I chyba nie do końca nastrajam się na przesłanie, które werbalnie formułuje w wywiadach sam reżyser – o pozytywnym wydźwięku, wzmocnieniu, optymizmie. W każdym razie powtarzane przez Mateusza zdanie: „Dobrze jest”, nie przesłania mi goryczy, której posmak nie znika, mimo dowcipnych komentarzy. Mimo zgody na to, co jest i niezgody na to, co jest – bo obie opcje zachodzą jednocześnie. 

chce się żyć 3

Kilka podstawowych informacji
Opowieść jest inspirowana życiem. Filmowy Mateusz ma wiele z Przemka, ale na warstwę jednego przypadku nachodzą kolejne (inne pierwowzory, rozmowy z rodzinami osób dotkniętych niepełnosprawnością, obserwacje progów, które muszą przekraczać). Mateusz jest jednym z trojga dzieci państwa Rosińskich (Dorota Kolak i Arkadiusz Jakubik), dotkniętym porażeniem mózgowym. Zaburzenia ruchu i mowy (zła diagnoza narzuca Mateuszowi werdykt upośledzenia umysłowego!) sprawiają, że jest uwięziony w ciele. Nie ma sprawności nóg ani rąk, ruchom brak koordynacji. Nie mówi, bo dźwięki, które artykułuje są nie do rozpoznania. Czy (i co?) myśli i czuje?

Lekarka mówi o kilkuletnim chłopcu: to roślina. Dwadzieścia lat później, gdy dzięki metodzie Blissa Mateusz może przekazać światu informacje o sobie, układa zdanie: nie jestem rośliną. To prawdopodobnie chwyt dramaturgiczny, ale przekaz jest zagęszczony. Oto ja, żyję, czuję, myślę, pragnę… i od lat konfrontuję się z ograniczeniami waszej wyobraźni, noszę garb cudzych uprzedzeń i niewiedzy. Jakby bagaż choroby był niewystarczający.

Scena w ośrodku dla upośledzonych. Ksiądz odwiedza pokój Mateusza, w którym oprócz niego mieszkają dwaj pacjenci ze zdiagnozowanym imbecylizmem.
„- Bóg cię kocha, Mateuszu (znak krzyża na czole).
– Bogu dzięki. Co by było, gdyby mnie nienawidził?!”

Sedno tkwi w balansie między niezgodą na werdykty, które paraliżują, a umiejętnością godzenia się z ograniczeniami, których naprawdę się nie przeskoczy. Jak w tej znanej sentencji (Marka Aureliusza?): „Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to, co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego”. 

„Chciałem, żeby to był inteligentny, fajny chłopak z poczuciem humoru”
Taki jest zamysł. Chodzi więc o to, by widz mógł przebić pancerz, którego nie przenikają ludzie żyjący obok Mateusza. Dla widza dostęp do myśli i uczuć bohatera zostaje udrożniony. Reżyser posłużył się głosem z offu, którym bohater komentuje swoje życie. Myślę, że zabieg to dość ryzykowny, lecz poprowadzony z wyczuciem i broniący się sporą porcją autoironii i bystrych obserwacji.

Zaczyna się od sceny z małym Mateuszem (Kamil Tkacz) i jego bezradną, kochającą matką, która rozmawia z nim, ale tak trudno jej odebrać przekaz syna. „- Co chcesz mi powiedzieć? Jesteś głodny, tak? Chce ci się pić? Chcesz mi powiedzieć, jak bardzo mnie kochasz? Gdybym cię mogła zrozumieć…”

Rodzice są świetnie wykreowani. Mają swoje ograniczenia, popełniają błędy (czasem okrutne), bywają niedojrzali i grzeszą nadmiarem troski (Mateusz zawłaszcza uwagę, której brakuje dla drugiego syna i córki). Krócej obecny na ekranie Arkadiusz Jakubik wnosi uśmiech, ciepło, wdzięk lekkoducha. Matka towarzyszy Mateuszowi dłużej, więc jej rola jest mniej jednoznaczna. Dorota Kolak gra mądrze, prostotą, uporem, czułością i bólem zdrady. Wspaniale, że to ona wciela się w postać matki.

„Sądziłem, że mój ojciec jest astronomem” – po rozmowie, w której Arkadiusz Jakubik peroruje: „Wiesz, synek, niektórzy myślą, że gwiazdy są nieruchome. Ale to nieprawda. One zapieprzają raz – dwa – pięć. Tylko się zdaje, że stoją w miejscu”.

A rola rodziców jest nie do przecenienia i nie do ogarnięcia, gdy mowa o tak specyficznym doświadczaniu losu. Dawid Ogrodnik, powołując się na swe spotkania z rodzinami, które mierzą się z porażeniem mózgowym dziecka, skomentował to tak: „To miłość, której nie da się opisać słowami. Jak się myśli, że się kogoś kocha, a potem ogląda się miłość rodziców do dzieci z porażeniem, zaczyna się zastanawiać nad swoim poziomem uwagi na drugiego człowieka”. 

Mateusz rozpoznaje świat, nie lubi sąsiada-despoty, zaloty brata budzą w nim zainteresowanie dziewczynami, zakochuje się, potem musi odnaleźć swoje miejsce tam, gdzie nie powinien był trafić. Musi niejedno wytrzymać, powtarzać mantrę, której nauczył go ojciec, by nie pękać. Są chwile, że pęka. Bo czegoś jest nad miarę. I może na tym polega optymizm, że człowiek może przetrwać niejedno i nadal chcieć żyć jak najpełniej. Lecz na tym samym polega też gorycz. Tyle prostych potrzeb pozostaje niezaspokojonych. Nie można nawet wykrzyczeć buntu, skargi, prośby, wyjaśnienia. Scena płaczu jest wstrząsająca. Nie ma happy endu, mimo że następują pewne rozstrzygnięcia i zwroty akcji.

„Najpiękniejsze na świecie są gwiazdy i cycki”. Wyznaje Mateusz-małolat. Trzeba będzie nanieść korektę, ale zasadniczo rozpoznaniu pozostaje wierny.

Pielęgniarka jest „głupia i nie ma cycków”. Ale też sposób, w jaki go karmi, przyprawia o zawrót głowy. Na leżąco. Dlaczego nie ustawi go w pozycji półsiedzącej? Patrzy się, ciapa jedna, jak pacjent się krztusi i jeszcze stroi wydziwiające miny. Jedna z mocniejszych scen ma miejsce chwilę później, gdy zapada decyzja, by „pomóc” Mateuszowi raz na zawsze. Ubezwłasnowolnienie sięga szczytu, muzyka cichnie, wszystko rozgrywa się bez dźwięków i tylko w widzu coś krzyczy. I też nie mamy słów, by to opowiedzieć i może warto by było przejść na symboliczno-obrazkowy język Bllisa? Uproszczony, lecz wystarczający, by dać każdej stronie te same szanse.

chce się żyć 2

I tak, jak nie szukam recenzji filmu, tak łapczywie wychwytuję wywiady z Dawidem Ogrodnikiem. Bezpretensjonalne. Gramatycznie lekko rażone prądem, ale bez gwiazdorzenia i można w nich odnaleźć wiele konkretnych uwag na temat pracy nad rolą. W Tygodniku Kulturalnym (TVP Kultura – program z 11.10.2013, o filmie – 23`, Ogrodnik od 27`40„) zapytany o pracę w filmie Pieprzycy, mówi o szukaniu niepełnosprawności w sobie. – Czy nie bałeś się karykatury, o którą łatwo, gdy odgrywa się postać tak naznaczoną oryginalną ekspresją ciała? Odpowiedź sugerowała odejście od podpatrywania cudzych ruchów, szukanie własnej ekspresji, a autentyczność poszukiwań zwalniała z lęku przed śmiesznością. Bo trzeba przyznać, że kreacja Mateusza naprawdę rewelacyjnie łączy to, co mówi o jego fizyczności z tym, w czym przejawiają się emocje. Zachwyt, płacz, rozczarowanie, wściekłość. Opis jest trudny, zresztą – niepotrzebny. Ogrodnika w roli Mateusza trzeba zobaczyć i zapamiętać.

Interesująca była dla mnie rozmowa z aktorem w „Polityce” (1.10.2013) i w materiałach dystrybucyjnych (Kino Świat), które już nie pamiętam, gdzie znalazłam. Zamieszania wokół aktora jest sporo, do tego stopnia, że niektórzy życzą mu, by mężnie zniósł nieszczęście sukcesu. Myślę, że da radę. 

chce się żyć. 1