po mię dzy

Anna Onichimowska, Po mię dzy, Agencja Edytorska Ezop 2012

pomiędzyOpowiadania. Dwadzieścia, krótkich tekstów objętych jedną okładką – całkiem nieprzypadkowo. Bo choć każda historia jest osobna, bez ciągów dalszych, bez „wariantów”, z innymi bohaterami…, to wspólny mianownik można zdiagnozować. I to właśnie spróbuję zrobić.

Nie musi istnieć wyjaśnienie, dlaczego sięgnęłam po tę książkę, ale istnieje. Onichimowska kojarzy mi się z literaturą dla dzieci i młodzieży, w której nie mam rozeznania, więc i tę autorkę znałam jedynie z nazwiska. Ale w przedświątecznej polecajce („Książki. Magazyn do Czytania”) wskazał na nią Mariusz Szczygieł. Ha! Wspomagając się cytatem z blogerki książkowej (kogo?, ach, kogo cytuje M.Sz.?!): „Pozycję polecam gorąco dla każdego, kto nie czuje się do końca szczęśliwy i nie potrafi powiedzieć, dlaczego tak jest”I poszłam za wskazaniem. 

Jak nigdy: zgodność opisów z okładki z tym, co jest w środku każe mi zweryfikować nabyłą w tej kwestii nieufność. Ale ujmę rzecz po swojemu.

Po pierwsze: świetne i adekwatne motto. „Człowiek postępuje rozsądnie wtedy i tylko wtedy, gdy wszystkie inne możliwości zostały już wyczerpane” (Edward A. Murphy). Myślę, że pozory wskazują na co innego. Na ogół zachowujemy się dość przewidywalnie, akceptowalnie, z niedużym odchyleniem od tego, czego oczekuje od nas świat. Dopiero gdy coś przeskoczy w zwykłych trybach, zaczynamy zachowywać się dziwnie. Absurdalnie, dziwacznie, intuicyjnie…, czyli rozsądnie.;) Bo gdy uzewnętrzniają się anomalie, uchodzi powietrze ze zbyt twardo nadmuchanych materaców (serc, głów i ciał). Wchodzisz „po mię dzy” i jesteś tam, gdzie inność ma zielone światło. 

Dla wielu tekstów wspólna jest sytuacja niespodziewanego spotkania lub poczucia znużenia tym, co stabilne. Kobieta przypadkowo wskazana przez staruszkę z domu opieki wchodzi w rolę jej córki. Samotnego mężczyznę „odwiedza” dziecko i zaczyna w jego życiu być. Albo pojawia się płowy wyżeł z czarnym końcem ogona… i gada w myślach, a my to mamy na podsłuchu. Dziewczyna pod wpływem impulsu decyduje się na adopcję konia.

Jedna z postaci ma wrażenie, jakby były w niej dwie osoby. Pierwsza rozważnie podpowiada: nie wpuszczaj do domu tego mężczyzny, nie częstuj go herbatą, nie rozmawiaj, nie wtajemniczaj. A druga anuluje wszelką asertywność („rozsądek”) i działa wręcz przeciwnie – Kobieta i kobieta. I ta sytuacja się powtarza. Możliwe, że celowo, bo właśnie przełamanie schematu i rutyny otwiera szczeliny czegoś nowego. I może nie jest to oryginalne, ale intrygujące.

„Kompletnie do tego nie pasuję. Nic tu po mnie” (Muszla). „- To z tobą jest coś nie tak, nie z nami. (…) – Ze wszystkimi jest coś nie tak. Ze mną też” (Słonie). „- Pewnie pan myśli, że jestem stuknięta? – Ależ skąd – skłamał. – Bo ja czasami tak o sobie myślę. Że jakoś nie pasuję” (Adopcja). Niektórzy bohaterowie są dziwni jakby bardziej (sześćdziesięciolatka zakochana „wirtualnie” w o połowę od siebie młodszym gwiazdorze – nie mylić z tym od prezentów!), ale to przecież drugorzędne. Nie ma powodu odmierzać inności centymetrem. Jest nam wspólna.

Krótkie teksty Onichimowskiej były w sam raz na czas świąteczny, gdy po książkę miałam ochotę sięgać często, lecz na moment. Nie od razu się przekonałam. Po troszę wynika to z wymagającej formy. Opowiadanie jest jak wyrwana z notesu kartka – nie ma rozmachu powieści, pogłębionych bohaterów, umotywowanej intrygi. Albo coś zaskoczy w lekturze, albo nie. Pierwsza historia (Kobieta i dziecko) nie przekonała mnie. Singielka rodzi dziecko, niemowlę ma wąsy. Ludzie chcą widzieć w tym anomalię, a ona akceptuje inność bez zastrzeżeń, doprowadzając do tego, że synek jest ikoną reklamy, czuje się z wąsami całkiem dobrze (no, chce je zgolić, ale gdy koleżanka z przedszkola wyznaje, że z wąsami podoba jej się bardziej – trwa przy tej opcji bez problemu). Chwalą Onichimowską za puenty, ale różnie z tym bywa. W pierwszym tekście nie bardzo. Ni z gruchy ni z pietruchy mama znajduje sobie partnera życiowego (na co wystarcza jedno, ostatnie zdanie). Zaznaczam jednak: skoro po pierwszym tekście byłam na nie, a po ostatnim zdecydowanie na tak, to coś musiało się stać po mię dzy.

Reklamy

15 thoughts on “po mię dzy

  1. czara

    Po przeczytaniu Twojego opisu jestem za a nawet przeciw ;) Zdezorientowanie. A co do: “Pozycję polecam gorąco dla każdego, kto nie czuje się do końca szczęśliwy i nie potrafi powiedzieć, dlaczego tak jest”. Czyli prawdopodobnie dla większości członków naszej cywilizacji ;)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      O, otóż to! na tym polega moja – zapewne nieco wkurzająca – inność, że nie ma tak, tak – nie, nie.
      Mnie się miło czytało, więc nikogo nie zniechęcę. Konieczności też nie ma. Ale przecież nie ma konieczności, by znać wszystkich klasyków, mądrych i wielkich.
      Opowiadania Onichimowskiej momentami wydawały mi się zbyt proste – językowo i kompozycyjnie – mimo że wymyślne. Ale kilka jest do zapamiętania: Milczenie, Słonie, Kobieta i mężczyzna…
      To jest trochę jak wejście do czyjegoś mieszkania na moment, bez głębszej znajomości gospodarzy (casus: opowiadanie). I przy pierwszym oglądzie myślisz sobie: na cholerę ta muszla na stoliku?! A potem przychodzi ci do głowy, że to lepsze niż słoik wodorostów albo że to się może z czymś komponować… Trudno rozstrzygnąć, bo po chwili wychodzisz i nigdy się lepiej nie rozeznasz. Specyfika opowiadań. Z której wyłamują się tylko te genialne, co to jak każdy wyjątek potwierdzają regułę. :)

  2. Mariusz Szczygieł

    Ależ pierwsze opowiadanie jest fantastyczne. Właśnie dlatego, że singielce, która nie chce mieć faceta, ale dziecko, rodzi się mężczyzna właśnie. Przecież te wąsy są symbolem męskości. Ona ma mężczyznę w postaci dziecka… I jeszcze postanawia na nim zarabiać. Nie chcę tu podawać interpretacji tego opowiadania, bo nie lubię spłaszczać, a każda interpretacja jest spłaszczeniem. Jednak naprawdę proszę, żeby Pani zweryfikowała swój pogląd na to opowiadanie :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      A! Ja doceniam, doceniam – na przykład to, że te wąsy są jak brama. Kto się zdziwi na początku, dalej już wie, że ma rozluźnić brwi, coby się ukośne za często nie robiły. Bo wszystko być może. Może przy pierwszym opowiadaniu jeszcze za daleko w drzwiach stałam, to i przeciąg mnie ogarnął.;)
      Ale zapomniałam o czymś ważnym! Pana komentarz mi uświadomił. Poczucie humoru Onichimowskiej podbija wartość tych tekstów. Mam słabość do bohatera, który poznanym kobietom, na powitanie, wyznawał szczodrobliwie: „Chciałbym mieć z panią dziecko”. Tę słabość niejedna ze mną podzielała i pan miał dużą łatwość w realizacji swoich obietnic (czy gróźb – zależy od punktu widzenia). ;)
      Rekomendacja była więc trafiona i skromnie przekazuję ją dalej. :) A które opowiadanie lubi Pan najbardziej? Bo ja mam słabość do Słoni i Rzeczy. Pozdrawiam!

  3. maria

    W kwestii polecanych książek przez Pana Mariusza, bardzo podobała mi się także rekomendacja ‚Święta przebiśniegu’ , cyt: ‚Dla wszystkich, którzy nie lubią życia i nie mogą znaleźć na to tabletki, ta książka może być ostatnią deską ratunku. Jeśli nie, to z Bogiem’… Jeszcze po nią nie sięgnęłam, a nuż będzie to ostatnia deska ratunku ?

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      O! Trudne zestawienie. Ale możemy zaryzykować – tu i tu zbiory opowiadań. Trochę bym się bała takiego testu, bo dość ostateczny.;) Ale kto by oblał na Hrabalu?! Śmiało ryzykuj. Widzę, że sięgamy po te same rekomendacje. :)

  4. ZygmuntMolikEWA

    To nie tajemnica, opowiadania czytam od dawna i prawie wyłącznie. Może to kwestia tępiącej się z wiekiem percepcji, a może nie..Może jest we mnie rodzaj rozsądku, zdiagnozowany przez A.O (?) .Bardzo mnie to ‚pomiędzy’ zaintrygowało, powinnam przeczytać, by być bardziej niż zazwyczaj – dziwną, bo znużoną tym co stabilne (?).

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Każdy „porządny” człowiek jest trochę dziwakiem, więc masz to na bank. Od Pomiędzy się nie dziwaczeje. Raczej widzi się, jak różne formy (i jak powszechnie obecne) ta dziwność przybiera. Zresztą – ja używam niewłaściwych słów. Dziwne są wąsy u niemowlaka w pierwszym opowiadaniu, gdy jeszcze nie weszło się w świat Onichimowskiej. Przy ostatnim to słowo od dawna nie istnieje.
      Wiesz, coś w tym jest, że sięgasz po opowiadania. Dziś wydaje mi się, że ta forma jest trudna, każda fałszywa nuta jest nieodwracalna, każdy brak lub nadmiar ma tu groźniejsze skutki niż w rozlewnej epicko powieści. I noszę w sobie apetyt na powieść zamaszystą. Ale przytakuję ze zrozumieniem Twojemu głodowi kondensacji. Jak najbardziej skosztuj. :)

    1. tamaryszek Autor wpisu

      Aha, takie z tajemnicą. Poza fabułą (której już nie odsłaniam, by nie przesadzić) podoba mi się niepewny dowcip męża, który raz po raz żartuje, nie bardzo trafiając na odbiór. A ściślej: trafiając kulą w plot. „Mężczyzna nie uważał się za błyskotliwego i nie bez racji (…)”. Te puenty/zapowiedzi Onichimowskiej są niezłe (lepsze w kontekście niż z niego wyrwane). :)

    1. tamaryszek Autor wpisu

      Ale malusi jak nieopierzone pisklę ten Nowy Rok, niech okrzepnie, nogi wzmocni, uszy nastawi na sztorc (wiem, pisklaki są bez uszu, tym gorzej dla nich), to na stabilną sytuację coś napiszę. Bez podsumowań, bez planów, bo to trudne.

      Nie wiesz, jak to właściwie jest z uszami? U pisklaków, szerzej: ptaków. Sowy wyglądają na uszate, a poza tym to chyba bezuszne stworzenia. To jest bardzo dziwne. Że też na noc musiałam pomyśleć… U Onichimowskiej nic o uszach, ale za to jest o dużej morskiej muszli. Polecam. :)

  5. G. Gortat

    Współcześni uznani autorzy z rzadka piszą opowiadania, wydawcy z reguły niechętnie decydują się na wydawanie tychże, bo przecież i czytelnicy podchodzą do lektury opowiadań z rezerwą. Krótka, hermetyczna forma zmusza pisarza do większej samodyscypliny w wyborze słów i sposobie ich przekazania; a czytelnik, który na dłużej lubi się zanurzyć w świecie coraz lepiej poznawanych i stopniowo oswajanych bohaterów, w przypadku opowiadań musi się pogodzić z perspektywą krótkich znajomości, kończących się rozstaniem po kilkunastu, co najwyżej kilkudziesięciu stronach.

    W sytuacji gdy tworzenie – i wydawanie – opowiadań jest zjawiskiem unikatowym, a grono odbiorców ogranicza się do elitarnego klubu mniejszości, pojawienie się kolejnego udanego tomu jest swoistym literackim świętem. Takim świętem jest publikacja opowiadań Anny Onichimowskiej. Tytułowe „pomiędzy” dobrze oddaje stan zawieszenia pomiędzy światem namacalnym a tym usytuowanym „gdzieś obok”, od którego oddziela nas granica indywidualnej wyobraźni i wrażliwości. A skoro o indywidualnym odbiorze mowa, czytając „Pomiędzy” podróżowałem między światem wyobraźni Kafki i Kinga – między tematyką krótkich form Franza z ich zwodniczą łatwością interpretacji, a atmosferą kreowaną przez autora „Serc Atlantydów” i „Dobrego interesu”. Bo jeśli zdarza się nam coś naprawdę ważnego, zazwyczaj dzieje się prawie niezauważenie i „pomiędzy”. Trzeba się odważyć zrobić pierwszy krok.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Zgoda: opowiadanie to trudna forma. Nie przyszło mi do głowy, że elitarna w odbiorze, ale wymagająca wiele od autora. Prawdziwy zachwyt opowiadaniami przeżyłam dość niedawno, odkrywając niuanse relacji u Jhumpy Lahiri. Poza tym instynktownie wymieniam polskich mistrzów: barokowy Schulz i nostalgiczny Iwaszkiewicz. Onichimowska jest od wymienionej trójki całkowicie odrębna. Czy Kafka i King? Jest absurd i samotność, jest mroczność (szczypta) i troszkę fantastyki, więc można pójść tym tropem. Ja nie skojarzyłam od razu.

      Dla mnie Onichimowska jest silna zwyczajnością. Tym, że znajduje szczeliny, w których dzieje się coś istotnego i nieuchwytnego zarazem. Tak, jak sugerujesz. Nie czułam podczas lektury olśnień i nie słyszałam dzwonów. Czytałam z przyjemnością i nadal te historie pamiętam. A to bardzo rzeczowy sprawdzian. :)

      Które jest najbardziej a la Kafka lub a la King? Zainspirowana zajrzałam jeszcze do spisu treści i z Kingiem mogłabym skojarzyć tę historię o kierowcy tira i „syrenie” (Wina) lub opowieść o rezolutnym podrzutku (Dziecko). A Kafki jest według mnie najwięcej w… no nie wiem. Wszędzie odrobinka, ale zawsze z mocnym przełamaniem.

      Pozdrawiam:)

  6. Pingback: zupa z gwoździa | tamaryszkowe pre-teksty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s