Archiwa tagu: archipelag

rewolucje!

Archipelag 9.  ARCHIPELAG. Ostatni taki numer. Więc jedyny w swoim rodzaju. Zwiastujący przemianę. Rewolucyjny! Z tematem rewolucji w tle większości artykułów. 

Celebruję poznawanie zawartości, niewiele zdążyłam przeczytać, więc może i wybór rekomendacji mam łatwiejszy, choć trochę mijający się z esencją.

Zaczęłam od feminizmu.
Czyli od rozmowy z Bernadettą Darską, powszechnie znaną jako autorka bloga A to książka właśnie, który zawsze mnie onieśmielał regularnością wpisów. A wpisy to recenzje książkowe – i proszę sobie wyobrazić (gdyby ktoś nie wiedział), że one się pojawiają prawie codziennie. Co może/musi oznaczać, że Bernadetta taki ma właśnie rytm czytania. Tyle o blogu. Wywiad jest próbą stworzenia kanonu dziesięciu książek, które każdy sympatyk feminizmu powinien znać. I niech się nie zżymają przewrażliwieni. Bernadetta Darska bardzo pojemnie definiuje pojęcie, tak bardzo, że także (!) ja się w nim odnajduję i odnajdą się te (a nawet ci) zupełnie do „feminizmu”  nielgnące. Kto trafił na listę? Simone de Beauvoir, Virginia Woolf, Kinga Dunin, Inga Iwasiów, Agnieszka Graff – znane nazwiska. A najbardziej zafrapowały mnie te lekko mniej znane, lecz badające świat od strony, która wydaje się być naprawdę istotna. Wymienię samokomentujące się tytuły (i odsyłam do „Archipelagu”).

Historia miłości macierzyńskiej (raczej nie instynkt a miłość wyćwiczona kulturowo!), Fałszywa ścieżka (to o bezdrożach feminizmu jednotorowego!), Hard core (kobieca analiza pornografii!) i coś, co chciałabym znać: Szczeliny istnienia Jolanty Brach-Czainy – odkrycie filozoficznego sensu w tym, co codzienne, zwyczajne, powtarzalne, niedoceniane”. 

I jak motylek przefruńmy na inny kwiatek: rozmowa z Joanną Bator! Zazdroszczę Asi Wonko-Jędryszek, zazdroszczę jak nic! Ale co tam – jest rozmowa w „Archipelagu”, jest najnowsza powieść Ciemno, prawie noc na półce (plon urodzinowy). Jest więc co czytać i jest na tę lekturę chęć. Wiedzieliście, że Bator to czytelniczka nałogowa, szelestolubna? Co czyta, czyje teksty ją stworzyły i co z literatury japońskiej ma dla niej szczególny urok? Albo to, że najnowsza powieść (znów, ale może po raz ostatni, wałbrzyska) powstawała w Tokio? I że pomysł na Piaskową górę pojawił się jak trzęsienie ziemi? Prawdę mówię, można sprawdzić. Tak, tak, padło spodziewane pytanie i czarno na białym można ujrzeć wyjaśnienie, co znaczy fiksum-dyrdum! 

Wywiad na końcowych stronach magazynu (116 i dalej), ale tuż przed kolejną rozmową – z Zygmuntem MiłoszewskimAutor (rocznik 1976) znany z  horrorów, baśni i powieści kryminalnych (zwłaszcza!) w rozmowie z Anią Ready odsłania co nieco swych zapatrywań na literaturę w ogóle i tę, którą sam tworzy w szczególności. Czasami brzmi zabawnie – bo oto wyznanie:  „I choć to dziwnie brzmi w ustach pisarza kryminałów, to praktycznie nie wierzę, poza odosobnionymi przypadkami osób naprawdę szalonych, w zaplanowane zbrodnie”.  Przekonuje jego deklaracja, że nie zamierza pisaniem nikogo zbawiać ni reperować czegokolwiek w skali makro. „Wielkie odpowiedzi na wielkie pytania mnie nie interesują, to nuda, zawsze ciekawsze są małe odpowiedzi na małe, codzienne pytania i wątpliwości, które to odpowiedzi mają bezpośredni i często ogromny wpływ na nasze życie”. Wywiad z Bernadettą Darską przeczytałam (głównie) ze względu na temat, z Joanną Bator dla niej samej, a z Miłoszewskim od niechcenia, bo nie miałam żadnych oczekiwań. I wciągnął mnie na całego. Między innymi jego przewrotna teoria o pseudonaukowości psychologii. Warto przeczytać!

No to skoro uczepiłam się rozmów, to niech już będzie.  Nie dziwota, że „Archipelag” rozmawia z autorem, któremu patronuje na rynku polskim. Jest nim pisarz z kręgu kultury arabskiej, Hisham Matar. Kamila Kunda rozmawia i ciekawie rozwija temat, bo twórczość tego Libijczyka zna i ceni. Ja nie znam, zapamiętałam jednak, że dwa tytuły krążą w polskim obiegu, więc nie ma przeszkód, jest potencjał (W kraju mężczyznAnatomia zniknięcia). Rozmowa gęsta jest od spostrzeżeń, które inspirują: gra między wspomnieniem a teraźniejszością, teraźniejszość modyfikująca wspomnienia, rozpoznawanie tętna współczesności (Wiosna Arabska, między innymi), tworzenieuczenie (się) pisania… Hisham Matar mówi: „powieści są dla mnie formą myślenia”. Ciekawe: za pomocą fikcji wyjaśniać (również sobie) to, co wokół lub w nas, co tylko poprzez fikcję nabiera kształtu, który dalej daje się przetwarzać i prowadzi do zrozumienia. 

Gdy Kamila zwraca uwagę na specyfikę jego języka, zgaduję, o czym mówi, bo również w odpowiedziach Matara wyczuwam interesującą klarowność i metaforyczność zarazem. Zilustruję to cytatami, które sama chcę zapamiętać.

„Zwykłem sądzić, że tożsamość jest niczym woda w szklance – im więcej innej substancji dodajesz, tym mniej wody zostaje. Ale tożsamość wcale taka nie jest. Można mieć poczucie przynależności do więcej niż jednego miejsca, przez co rozumiem poczucie zaangażowania z nim, niekoniecznie rozrzedzając albo pomniejszając inną przynależność czy zaangażowanie”.

„Kiedy piszę książkę, nie myślę o tym, że piszę książkę. Tak naprawdę piszę tylko jedno zdanie. I tak cała moja uwaga skupiona  jest na tym jednym zdaniu. Ale potem odkrywa się, że niektóre zdania mają w sobie pewien motorek, który rodzi kolejne zdanie i kolejne. To są zdania, które ostatecznie pozostają. Wiele innych jest sierotami i nie trafiają do książki. Na końcu pozostaje mi wiele takich sierot, zdań, akapitów, a niekiedy całych rozdziałów”. 

Tyle dotąd zdążyłam przeczytać z najnowszego „Archipelagu”. Wywiady są najsilniej namagnesowane, więc przyciągają przy pierwszym oglądzie. Ale pozostałe teksty też wabią. Tematem, znajomym nazwiskiem, zdaniem, na które padło oko lub szatą graficzną. Polecam!

A naprawdę szczególnie – tekst z działu filmowego. Jedyny tekst, który znałam już wcześniej. Ania Maślanka pisze o Hrabalu i Menzlu, o kilku cudnych ekranizacjach świetnej czeskiej prozy. Po kadrach, które poniżej, można zgadywać, o czym pisze. Dla absolutnie niewtajemniczonych dodam, że nikt nie pisze tak o czeskiej kulturze jak Ania. Może jeszcze kilka osób pisze ciekawie – ja przecież wiem o istnieniu Mariusza Szczygła – ale tak jak Ania to nikt. O czym niedowiarki mogą się przekonać, zaglądając na blog, który prowadzi jako Naia: Literackie skarby świata całego.

Dwaj czescy marzyciele 

O książkach Bohumila Hrabala i filmach Jiříego Menzla

Reklamy

iluzja

„ARCHIPELAG” nr 8 (wiosenno-letni)

Świeży, ósmy numer „Archipelagu” ma na okładce zapowiedź: ILUZJA TRZYMA LITERATURĘ ZA RĘKĘ. Prawda, tak właśnie jest. Bo czy literatura nie jest zmyśleniem, a czy zmyślenie nie jest iluzją?

Co się kryje pod zapowiedzią, można sprawdzić.
Ja sobie myślę o skojarzeniach około iluzyjnych. Że iluzja to po pierwsze…, po drugie…, po trzecie….

Magia. Czary. Dziwy
Wieczór w dorożce i stukot kopyt zaczarowanego konia. Taką iluzję uruchamia szarlatan Gałczyński (któremu kłaniam się przez archipelagi zaświatów w podzięce za wiersze o małych kinach):

„Moja poezja to są proste dziwy,
to kraj, gdzie w lecie,
stary kot usnął pod lufcikiem krzywym
na parapecie”.
(Pisze o nim Karolina Osowska-Wolińska). 

Miraż. Złudzenie. Omam
Rozczarowanie lub eskapizm. Destrukcja lub życiodajne źródło.

Przywidzenie lub zniekształcenie
Właściwie każda subiektywna perspektywa uruchamia ten proces. Świat jest iluzją piętrową!

Impresja. Ulotność.  Płynność
Nieszczelność granic między światami równoległymi. Jak w opowieści o Alicji…

…Sen…
Sen przede wszystkim!

***********

W wiosenno-letnim numerze królują podróże. Do miejsc ciekawych, choć nie zawsze bezpiecznych i wakacyjnych.

To nie jest telewizja, by kliknięciem pilota surfować po programach. To nie jest Biuro Podróży, by przerzucać karty kolorowych folderów. To zupełnie coś innego: kilka tekstów, za którymi stoi kilka innych tekstów (inspiracji) albo kilka osób, z którymi spotkać się znaczy wkroczyć w inną przestrzeń. 

1) Wędrówki palestyńsko-izraelskie (z nieuleczonym fanatyzmem i „zanikającym krajobrazem” w tle).

2) Fascynująca rozmowa z Xinran, chińską pisarką tworzącą w Londynie, ale ukształtowaną doświadczeniami z ojczyzny. To podróż w mentalność chińskich kobiet, w kulturowy garb i bagaż jednocześnie. Pamiętam jedno zdanie: „…jeśli mówisz o przeszłości, to musi to służyć twojej przyszłości”. Dodaje ono istotny aspekt do naszej potrzeby wyznań, dawania świadectwa, odsłaniania siebie samych.

3) Akcent poznański, więc nie mogę pominąć. Choć de facto trochę afrykański, bo chodzi o Kazimierza Nowaka, który rowerem przemierzył Czarny Ląd, pisząc stamtąd reportaże. Ściślej: chodzi o Jacka Y. Łuczaka, autora Polski Kazimierza Nowaka, który podążył śladami tego reportera,  szukając tropów sprzed słynnej wyprawy i po niej. Bo życie nie zamyka się w tym, z czego zasłynęliśmy i również na „obrzeżach” można spotkać twórczy ferment. Obaj panowie są rodem z grodu nad Wartą. Łuczak, z którym Asia Wonko-Jędryszek przeprowadziła wywiad, zna Poznań jak własną kieszeń (Spacerownik poznański!).
Myślę, że Poznań (w każdym wymiarze) jest wart poznania. 

4) Indie i Nepal. Proszę bardzo. W „Archipelagu” odsłona Indii biednych, społecznie splątanych, problematycznych. Rozmowie z Pawłem Skawińskim, autorem reportażu Gdy nie nadejdzie jutro, przyświeca cytat z Beethovena:  „Nauczyłem się patrzeć na świat w całym jego złu, ale wciąż go kochać”.

5) Wielbiciele Murakamiego mogą poczytać o jego wspomnieniach podróży po Grecji.

6) Przystanek specjalny: Pakistan. Podróż z widokiem na współczesną literaturę tego kraju. Podróż szczególna, bo niby jesteśmy w Karaczi, ale zarazem na łodzi dryfującej to tu to tam, od jednego portu książkowego do następnego.

Zabrnęłam w tej wyliczance do takiego punktu, z którego nie widać już widnokręgu. To, co widać, to miraż. Za jedną linią, kolejna. Bo nie tylko rozmowa, nie tylko reportaż jest podróżą w inne miejsce. Przecież każda książka: ta z zagranicznego podwórka, ta z rodzimego wydawnictwa, ta panoramiczna, i ta klaustrofobiczna, drążąca mikroprzestrzeń jednego życia… każda jest wyprawą.

*************

Dwie zachęty specjalne. 

Pierwszą jest moja rekomendacja tekstu Roberta Mroza z działu W OBJĘCIACH X MUZY: Zbiorowa prywatność objawienia

Stalkerze Andrieja Tarkowskiego zwykło się mówić jako o luźnej adaptacji książki Piknik na skraju drogi Arkadija i Borysa Strugackich. Tymczasem, mimo iż fabularnie rzeczywiście dzieła te są ze sobą niepowiązane, dotyczą dokładnie tych samych problemów i niosą bardzo podobne przesłanie”.

Pochwała literatury science-fiction, która „wykorzystuje sztafaż fantastyki naukowej i atmosferę niezwykłej przygody do wypowiedzenia istotnych spostrzeżeń na temat człowieka, jego natury, dążeń i pragnień”.
I konfrontacja tekstu literackiego z autorską interpretacją poczynioną przez mistrza światowego kina, Andrieja Tarkowskiego. Oto  jeszcze jedna wyprawa – podróż do Strefy w poszukiwaniu transcendencji, zwątpienie w nią i nadzieja. To tropienie tego, co w obu dziełach wspólne i co w refleksji kończącej ten esej przemawia (mimo ostrożnego tonu hipotezy, która unika jednoznacznych kropek) mocno i olśniewająco.

„Wszystko to jednak zdaje się być tylko – istotnym, to prawda – tłem dla fundamentalnej prawdy, jaką niosą ze sobą Stalker i Piknik: pragnienie objawienia, choć głęboko prywatne, indywidualne i być może nawet niekomunikowalne, jest nam wszystkim jakoś wspólne i w tym sensie całkowicie zbiorowe. Czyżby radykalny indywidualizm miał być płaszczyzną międzyludzkiego porozumienia? Ot, kolejny znak zapytania…”

Druga rekomendacja to zaproszenie do zabawy w odgadywanie sennych obrazów.
Wspólnie z Lirael ułożyłyśmy Konkurs (wio)senny, dotyczący snów, które przyśniły się bohaterom literackim. Sięgnęłyśmy do dwunastu tekstów, odsłoniłyśmy (czasami stosując kamuflaż) fragmenty onirycznych iluzji. Kto pamięta, po przebudzeniu, co mu się śniło? Kto przypomni sobie, po zamknięciu książki, jakie były sny postaci spotkanych w danym tekście? Szczegół? Czasami bardzo istotny. W snach przeglądają się marzenia i lęki. Sny bywają lustrem albo symptomem, albo furtką, przez którą czmycha na wolność coś, co rozum zamyka na cztery spusty.

Jeśli już poznacie treść zagadek (czekam na nadesłanie odpowiedzi!), może zechcecie dorzucić coś jeszcze? Bardzo by mnie ucieszył ciąg dalszy katalogu snów wyjętych z literatury. Można zostawić ślad w komentarzach. Lub uciąć sobie drzemkę i sprawdzić, co się przyśni. :)

soma & psyche

Ciało jest… (w kontekście smutnej wczorajszej informacji) przede wszystkim śmiertelne.

Ciało, czyli ja. Alter ego dla psyche. Coś symbiotycznego, sprzężonego, zrośniętego z tym, co nieuchwytne, ulotne jak duch (dusza). Ciało – czasem dominujące, czasem stłamszone. Wypada wierzyć, że możliwy jest również stan homeostazy, pięknej harmonii między cielesnością i duchowością. Choć zapewne nie jest to stan stały, ani oczywisty, ani dany zupełnie gratis.

Najświeższy numer „Archipelagu” (już 7.) zaprasza do refleksji nad literackim przetworzeniem tego tematu.

Motyw główny numeru obejmuje między innymi:

1) Ciało uwięzione Joanny Janowicz – o literackim zmaganiu się z chorobą ciała.

2) Ciało pianistki Moniki Drzazgowskiej – o ciele w prozie Elfriede Jelinek, nienasyconym i perwersyjnym.

3) Boskie ciało Katarzyny Malskiej – czyli odsłona cielesności biblijnej.

4) Tekst Ani Maślanki o cielsku u mistrza Rabelais`go.
Oj, rozbuchany, dosadny, cielesny na wskroś esej o radości i beztrosce, o żywiole cielesności: Gargantuiczna radość życia pantagruelistów. (….).

5) Ciało kobiece w prozie japońskiej Agnieszki Markiewicz –  „kobiety swawolne”, „śpiące piękności” i inne oglądy kultury odmiennej a dla wielu bardzo bliskiej.

6) Tekst Karoliny Osowskiej-Wolińskiej o paradoksalnym odczuciu ciała w poezji Haliny Poświatowskiej. O zachwycie i zachłanności doświadczania życia każdym łakomym haustem. I o bólu, ograniczeniu, znieważeniu doznanym w ciele. Bo strzykwa dzieli się na dwoje: trochę jest ciałem, a trochę je obserwuje.

Warto powrócić do poezji Haszki, a esej Karoliny oprowadza nas po niej i pozwala na nowo usłyszeć. (Moje ciało jest jak bezpański pies. O poezji Haliny Poświatowskiej).

Oczywiście, poza tematem z okładki, w „Archipelagu” jest dużo więcej. Tyle, ile pomieściło 139 stron. Trzeba więc wybrać i powrócić, jeśli uznacie, że warto. A mam nadzieję, że tak.

****************************************************************************

Zapraszam szczególnie do działu W objęciach X muzy. W tym numerze mamy dwa eseje i filmową wyliczankę.

***

Robert Mróz pisze o Syzyfie u stóp piaskowej góry, czyli o literackiej i filmowej Kobiecie z wydm Kōbō Abe i Hiroshiego Teshigahary. Dlaczego warto poznać tę historię?

„Po pierwsze, mnogość możliwych kontekstów interpretacyjnych i nawiązań do dzieł kultury Zachodu zapewnia nieustającą przyjemność tropienia kolejnych nici w sieci kultury. Po drugie, niepokojąca ambiwalencja przekazu zmusza do ostrożnej interpretacji i nie pozwala uniknąć walki z przerażającymi wręcz wnioskami uparcie nasuwającymi się po lekturze”.

To wyprawa po śladach stóp zostawianych na piasku. A piasek…ech! to prawdziwie egzystencjalny entourage.

„Brawa należą się japońskiemu reżyserowi właśnie przede wszystkim za ortodoksyjne trzymanie się podstawowej, ale jakże często łamanej, reguły kina – robiąc film, opowiadaj nie słowem, a obrazem. Swobodnie manipulując powieściowym czasem, wydłużając sceny, którym Abe poświęca niewiele miejsca, a bezlitośnie skracając te, które w powieści opisano obszernie i szczegółowo (vide ekspozycja), osiąga zamierzony efekt – pokazuje osaczenie człowieka w terenie, który wydaje się bezkresny, niemal całkowicie pusty i zupełnie bezpieczny, a dzięki temu – zagubienie każdego z nas w bezsensie życia. Kluczową rolę w obrazowaniu tego filozoficznego konceptu odgrywa oczywiście piasek i, uwierzcie (mówię to bez cienia ironii), Kobieta z wydm zawiera bez wątpienia najlepsze ujęcia piasku w historii kina”. 

***

Esej Joanny Marchewki proponuje przyjrzenie się filmowym portretom Rafała Wojaczka. Czterdzieści lat po tragicznej śmierci poety (ekscentryka, wrażliwca, skandalisty) powraca pytanie kim był, jak można go dziś postrzegać. Na plan pierwszy wysuwa się film Lecha Majewskiego (1999), w którym rolę poety odegrał (poeta) Krzysztof Siwczyk. Ale nie jest to film jedyny, a prześledzenie jak kadrowano Wojaczka wydobywa z niego to, co archetypiczne.

„Zatem, kim był? Różni różnie powiadają. Anegdot bez liku. Większość ilustruje balansowanie na cienkiej czerwonej linii: kabotyńskie rozsyłanie znajomym swojego zdjęcia z sygnaturą INRI na czole, popisowe rozgniatanie szklanek w dłoniach, cięcie żyletką twarzy podczas wizyty u przyjaciela, wyjadanie obiadu z talerzy bywalcom barów. (…) Obok niesławy, dziś powiedzielibyśmy „czarnego piaru”, w postaci tej ujmuje niezwykła wręcz erudycja, choć był samoukiem (po pierwszym semestrze musiał zrezygnować ze studiów na UJ ze względu na diagnozę psychiatryczną). Wielu znajomych podkreślało jego głód rozmów intelektualnych, do których nie znajdował partnerów. (…)  Jedyną racją istnienia było więc dla Wojaczka tworzenie. (…)”

„Jest więc tak, że każdy ma swojego Wojaczka. Niektóre filmowe obrazy są jednak tak sugestywne, że nie sposób się od nich uwolnić. „Mój” Wojaczek wywiedziony został z filmowej wizji Lecha Majewskiego. Z rozpoznaniem − bohater kafkowski”.

Kafka staje się kluczem, analogią, stygmatem, który pozwala Autorce podążać śladem Wojaczka, oswajając go, bynajmniej nie jednoznacznie i nie ostatecznie.

***

Jeśli Kafka jest nitem łączącym rozmyślania nad Kobietą z wydm i poszukiwania Wojaczka, to Wojaczek jest progiem prowadzącym do filmowej wyliczanki. Bohater filmowy. Pisarz (Karolina Kunda-Kuwieckij i Renata Borowiak) – tym razem zestawiamy filmy, w których pojawiła się kreacja literackiego twórcy. Omijamy biografie, oświetlamy pisarzy fikcyjnych. Można zabawić się w uzupełnianie wyliczenia odpowiedziami na postawione w nim pytania.

W ogóle: bardzo serdecznie zapraszam do konkursów i do Quizu. Z nagrodami i (mam nadzieję, bo to ważniejsze) z zabawą i satysfakcją.

***

I jeszcze jedna filmowa, teatralna, muzyczna, a u źródeł literacka historia. Malwina Janas opowiada o niezwykłej, wymyślonej przez pisarza, bardzo ujmującej postaci: Novocento.

„Urodzony jako syn emigrantów stał się dzieckiem Oceanu i… muzyki, ponieważ do końca swych dni nie postawił nogi na stałym lądzie, a jego pasją była gra na fortepianie. W granej, najpierw przez chłopca, a później dorosłego mężczyznę, muzyce rozbrzmiewały historie ludzi, których spotkał w czasie tych wszystkich rejsów jakie odbył w tę i z powrotem.

Umiał słuchać. I umiał czytać. Nie książki […] on umiał czytać ludzi. Znaki, które ludzie noszą na sobie: miejsca, odgłosy, zapachy, ich ziemię, ich historię… Całą wypisaną na sobie… On czytał, z wielką troskliwością katalogował,  układał, porządkował…”.

Jest bohaterem monologu Alessandra Barricco, przeznaczonego na włoską scenę. W Polsce można było doświadczyć opartego na tym tekście spektaklu Mateusza Olszewskiego. A na filmowy ekran przeniósł tę opowieść Giuseppe Tornatore (1900 – człowiek-legenda).

last but not least…

Skoro cielesność górą, to zapraszam na kolekcję redakcyjnych fotek. Zdobiących poczynione przez nas podsumowanie czytelniczego roku 2011.

Co by tu jeszcze… Aha! Recenzje (z naszego i obcego podwórka), wywiad z Anne B. Radge (przeprowadzony przez Agnieszkę Taterę) i z Jolantą Kozłowską (rzecz Asi Wonko-Jędryszek) realizm magiczny, Wenecja!, komiks a la Kuba Rozpruwacz, Kubuś Puchatek itd, itp., etc.

wysepki tożsamości

„Archipelag” nr 6

Od przybytku głowa nie boli?
A jednak. Szukam w mej skołatanej głowie sposobu, w jaki mogłabym zaprezentować najnowszy numer kwartalnika „Archipelag” i oscyluję między skrajnościami.

Albo przypomnę, że bardzo łatwo można przejść na stronę magazynu – klikając w baner na prawym marginesie blogu albo TUTAJ – i stamtąd pobrać pękaty pdf.

Albo wyliczę wszystkie teksty. Bardzo bym chciała zaznaczyć obecność każdego z nich – czytałam, wiem, że warto.
I dobrze życzę tym tekstom: niech znajdą swoich Czytelników, swój czas (wszystkich od razu pochłonąć się nie da) i swoje miejsce na dysku i w zakamarkach naszych myśli i emocji.

Okładkę zaprojektowała Emilia Dziubak, a patronuje jej Caravaggio, który podpowiada, by jednak zajrzeć w siebie – nie taki Narcyz straszny, nie takie wielkie ego, by przesłoniło cały świat. Zresztą, tak przeglądając się w tafli wody, w lustrze, księdze lub w czyichś oczach, widzi się przecież nie tylko czubek własnego nosa, ale i coś głębiej i dalej. Jeśli nie wszechświat, to przynajmniej jego kawałki, wysepki tożsamości.

Temat przewodni numeru – TOŻSAMOŚĆ – ujęty w formę esejów, rozwijają: Ania Maślanka, Monika Długa, Renata Długołęcka, Kamila Kunda, Stefania Szostok, Ania Ready i Paulina Surniak.

Czy istnieje tożsamość bez pamięci? Jak bardzo i z jakim skutkiem walczą o nią dotknięci amnezją: antykwariusz z  Tajemniczego płomienia królowej Loany Umerto Eco i pisarz z Dafne znikającej Somozy?

Czym jest tożsamość Polaka po 1989? A przynajmniej jak diagnozują ją współczesne reportaże Szczygła, Tochmana, Nowaka, Słomczyńskiego i innych? Czy jest to rzeczywiście „tożsamość zwielokrotniona – kilku ludzi w jednym”?

I po co w ogóle pytać o tożsamość w czasach, gdy tylu z nas żyje na styku wielu kultur – w oderwaniu od tej, w której przeżyło się dzieciństwo, pod wpływem innej, która wypiera dawną lub tworzy z nią nową jakość? Po co? – to oczywiste, gdyż „tożsamość nigdy nie jest pojedyncza”, składamy się z warstw jak cebule. Socjologiczny namysł nad tą kwestią przybliża do tego, by szukać w różnorodności tego, co nas łączy.

Ale mimo wielkoświatowych trendów, zawsze ciekawie jest przyjrzeć się obrazom małych ojczyzn i śladom, jakie zaznaczają w osobowościach ich mieszkańców. Na przykład  Górny Śląsk, proszę bardzo: kto zna Horsta Bienka i Janoscha? A warto.

Mówić o tożsamości w kontekście polskiej kultury i historii, to wcześniej czy później napotkać temat tożsamości podwójnej: polsko-żydowskiej i bliźniaczy z nim temat antysemityzmu. Pojawiają się one również w rozmowie z pisarką Bożeną Umińską-Keff.

Wreszcie: zabawne i błyskotliwe śledztwo w sprawie tożsamości literackich dam (Jane Austen, Charlotte Brontë, Funny Burney czy Doris Lessing – dla przełamania klasyki). Polecam.

***

Poza tym: sporo północnej Europy: Edynburga, Islandii i Wysp Owczych. Rozmowy, recenzje i liczne artykuły wyrastające spoza głównego nurtu tematycznego.

***

W OBJĘCIACH X MUZY

Tych dwoje zagubionych wśród książek to śliczna Audrey Hepburn (Jo) i roztańczony Fred Astaire (Dick) w filmie z 1957 roku – Zabawna buzia (Funny Face). Panienka z księgarni i fotograf, który chce uczynić z niej modelkę. I ta „bukinistyczna” sceneria!

A  to tylko jeden z wielu filmów, które rozgrywają się w tak miłej molom książkowym atmosferze. Antykwariaty, księgarnie, biblioteki… a wśród nich toczące się spiski, zdrady, miłości…i różne codzienne zdarzenia. Film kocha książki – nieprawda, że tylko wtedy, gdy służą do stworzenia specjalnych efektów pirotechnicznych. ;)

Zapraszam do filmowej wyliczanki przygotowanej przez Karolinę Kundę-Kuwieckij, Sceny filmowe wśród książek („Archipelag” nr 6, s.49-53).

Wyliczanka połączona jest z konkursem, a nagrodą w nim jest świetna książka, zrecenzowana na łamach „Archipelagu” (Niebezpieczne związki i udane małżeństwa – s.46-48).

„Związki literatury i filmu są jak małżeństwa lub mniej formalne układy, które – brane pod lupę – muszą zmierzyć się z podstawowym kryterium: pytaniem o wierność. Profesor Alicja Helman (pod której redakcją ukazał się omawiany tytuł) wprowadziła niegdyś do szerokiego obiegu sformułowanie „twórcza zdrada”. Adaptacje nigdy nie są wierne pierwowzorom. (…) «Twórcza zdrada» bywa nie grzechem, lecz błogosławieństwem.”

Od Cervantesa do Artura Péreza-Reverte`a. Adaptacje literatury hiszpańskiej i iberoamerykańskiej, pod red. Alicji Helman i Katarzyny Żyto, Fundacja Kino, Warszawa 2011.

„Fundacja Kino zainicjowała tym tytułem cykl wydawniczy «Literatura na ekranie».  To próba rejestrowania i badania, w jaki sposób układają się relacje w mariażu obu sztuk. Kluczem doboru materiału jest przynależność adaptowanego tekstu do kanonu literatury narodowej lub do określonego kręgu językowego. Tom pierwszy proponuje podróż hiszpańską. Półwysep Iberyjski i Ameryka Łacińska stanowią tu punkt wyjścia, ale żadne granice nie obowiązują kinematografii. Don Kichot trafia w ręce reżysera z Rosji, Macondo przeniesiono do Japonii, Borgesowska parabola ukonkretnia się we Włoszech (Bertolucci), a za bibliofilską opowieść o książkach, które kosztują życie (Klub Dumas) zabiera się reżyser polskiego pochodzenia i zaprasza do gry aktorów amerykańskich, francuskich, szwedzkich. Jeśli więc podtytuł uśmiecha się kusząco do miłośników kultury hiszpańskojęzycznej, to lektura esejów trafi do przekonania i tym, których interesuje przekraczanie kulturowych granic.”

Tamaryszkowe teksty, które cieszą się ze swego bycia w „Archipelagu”, są trzy. Powyższa recenzja, kończący numer Quiz (…a propos) – którego pytania korespondują z tekstami Magazynu (ale można na nie odpowiadać niezależnie od lektury) oraz esej Muszkieterowie i diabeł.

Tak, tak, bo mój niedokończony cykl: Muszkieterowie z przymrużeniem oka (odsłony były dwie z zaplanowanych trzech) – to skrawki wcześniejszego wczytywania się w relacje między trzema dziełami. Pierwszym jest powieść przygodowa Aleksandra Dumas, Trzej muszkieterowie. Drugim – świetny bibliofilski kryminał erudycyjny – Klub Dumas Artura Péreza- Reverte`a. Książka, którą wielu z Was zna. Dwie splątane intrygi dotyczą szukania ksiąg i potwierdzania ich autentyczności. W intrydze pierwszej chodzi o rękopis rozdziału z powieści Dumasa (stąd przenikanie muszkieterskich wątków do historii hiszpańskiej z końca XX wieku). W drugiej intrydze chodzi już naprawdę o Diabła i o księgę, za pomocą której można go przywołać. Oczywiście, trzecim tekstem, który dopełnia moje śledztwo, jest film Romana Polańskiego, Dziewiąte wrota (1999). Polański adaptował powieść Péreza- Reverte`a.

Ktoś powie, że muszkieterowie to bajeczka, że co można w niej znaleźć, co dotyczyłoby nas? Można, można. Zresztą, niech odpowiadają ci, którzy narobili tu największego zamieszania, bohaterowie hiszpańskiej powieści.

„Dla literatury czas jest jak powódź, podczas której Bóg wypatruje swoich. Ciekaw jestem, czy znajdzie pan bohatera, który przetrwałby nawałnice dziejowe tak świetnie jak d`Artagnan… i może jeszcze Sherlock Holmes Conana Doyle`a…”

***************************

„  – Jak mniemam, czytał pan te książki.
– Oczywiście. Jak wszyscy”.

****************

„Kiedy ludzie dojrzewają, stają się flaubertystami albo stendhalistami, opowiadają się za Flaubertem, Lampedusą, Garcíą Marquezem, Durrellem czy Kafką… Zaczynamy się od siebie różnić, czasem nawet kłócimy się. Ale jednym mrugnięciem potrafimy się porozumieć na gruncie paru magicznych książek i autorów. Dzięki nim poznaliśmy kiedyś świat literatury bez potrzeby wyznawania jakichś dogmatów czy wkuwania mętnych teoryjek. To nasza prawdziwa wspólna ojczyzna: opowieści wierne nie temu, co człowiek widzi, ale temu, o czym marzy”.

Zapraszam do lektury.

PS.

Jeśli „Archipelag” budzi czyjąś sympatię i Ktoś chciałby miłym gestem to wyrazić, może oddać swój głos w 5.edycji konkursu na najlepszy serwis internetowy o książce: PAPIEROWY EKRAN. „Archipelag” jest w dziesiątce nominowanych. Dziękujemy.

droga…

ARCHIPELAG  nr 5.

Temat przewodni: Droga.

Od kilku dni jest do ściągnięcia piąty numer ARCHIPELAGU. Polecam.

Jest kolorowy, przyjemny, czasem zaskakujący dla oka. Choćby okładka: bezmiar błękitu, droga po horyzont, podróż… jakby powidok sytuacji, w której każdy z nas kiedyś był.

Mnie smakuje ona wolnością, ale drogi są różne: czasem uciążliwe, niekiedy mistyczne, według szlaku i drogowskazów lub po omacku, w nieznane.

Udać się można dokąd dusza zapragnie. Zapraszam na wspólne wędrowanie. Magazyn jest pękaty: 138 stron wypełnionych artykułami, wywiadami, recenzjami, konkursami.

Polecić wywiad z Mariuszem Szczygłem (a może z Tomkiem Michniewiczem?), czy spotkanie z Colinem Thubronem (chyba nie każdy kojarzy, więc tym bardziej warto)? Artykuł Pauliny Surniak o „grzecznych niegrzecznych dziewczynkach” (podróżujących pisarkach), czy spacer po Stambule śladami Orphana Pamuka według Karoliny Kundy-Kuwieckij, a może opowieść Ani Maślanki odświeżającą znane postacie (Martina Edena i Stanisława Wokulskiego)? A dlaczego nie wspomnieć o tym, co dla mnie nowe, nieznane: rozmowa z przyswajającą czytelnikom anglojęzycznym literaturę polską Antonią Lloyd-Jones (tłumaczyła: Huellego, Kapuścińskiego, Tochmana, Tokarczuk, Olczak-Ronikier, Hugo-Badera etc)? Tekst Justyny Kowalczyk o najświeższym tomiku poetyckim Zagajewskiego czy rozmowę Zuzanny Orlińskiej ze swymi (sławnymi) Rodzicami – ilustratorami książek dla dzieci?

Dopiero teraz widzę, że ta wyliczanka nie ogarnie całości, jedynie uświadomi mi, ile pomijam. Warto zajrzeć, warto zatrzymać się na dłużej.

Nie jest to lektura na jeden haust. By ogarnąć całość, potrzeba powrotów. Wiem, jak pośpiesznie żyjemy, jak trudno zatrzymać się, gdy nowe bodźce wabią. Tym bardziej ważne są dla nas wszystkie ściągnięcia pdf-u ze strony, wertowanie, poczytywanie i powracanie do tekstów, wcale niespiesznych, którymi dzielimy się z Wami, licząc na chwilę uwagi.

Poza tematem wiodącym w numerze znaleźć można stałe rubryki. Ja szczególną rekomendacją otaczam dział W  OBJĘCIACH  X  MUZY, a w nim tekst Joanny Marchewki: W ich metodzie jest szaleństwo. Rzecz o trzech splecionych ze sobą tekstach kultury: XVI-wiecznym obrazie Petera Breugla Droga krzyżowa, eseju Michaela F. Gibsona, interpretującym Breugla, oraz filmie Lecha Majewskiego o tytule zapożyczonym z eseju – Młyn i krzyż – który jest transformacją obrazu i słowa na język filmu. 

Zestaw karkołomnych pomysłów. Sfilmować esej krytyczny, będący analizą formy i symboliki dzieła malarskiego; dopowiedzieć zdarzenia, które mogły przytrafić się postaciom przed tym, zanim zostały uwiecznione na obrazie w różnych sytuacjach i pozach oraz po tym, gdy mistrz pędzla już stracił dla nich zainteresowanie; pochwycić w sidła codziennych epizodów metafizykę egzystencjalnego konkretu; przekonać, że powtarzający się w porządku tego świata triumf okrucieństwa nad miłosierdziem nie zaprzecza wartości życia „tu i teraz” i nie odbiera nadziei na j a k i ś ostateczny sens.”

Malarstwo, literatura, film… Joanna odsłania związki i gry między dziełami. Do trzech wymienionych dołącza teatr (pasyjny, buffo i theatrum mundi). I poezja. Świetna erudycyjna przygoda!

A tamaryszkowy tekst tym razem mieści się w nurcie głównym i o nim słów kilka.
Droga powrotna. Ucieczka z jądra ciemności
.

Punktem wyjścia – albo rusztowaniem – są dla mnie Czas apokalipsy Coppoli i jego inspiracja: Jądro ciemności Conrada. Nie stawiam ich w centrum uwagi, odwołuję się do zdiagnozowanej w nich archetypicznej sytuacji. Teksty te mówią o doświadczeniu spotkania ze złem, uczestniczenia w nieludzkiej wyprawie do kresu człowieczeństwa. Czym innym są współczesne reportaże lub filmy relacjonujące XX-wieczne wojny? Nie zamierzałam opisywać  grozy „jądra ciemności”. Bardzo oszczędnie dzielę się emocjami lektury, raczej przyglądam się powrotom.

„Powrót ma tu znaczenie podwójne. Jest drogą do siebie sprzed kataklizmu, do utraconego raju, do świata, w którym na nowo przywraca się stare prawa. Często będzie też znaczyło drogę powrotną do źródeł zła. I chociaż wydawać by się mogło, że drogi te biegną w przeciwnych kierunkach, podąża się nimi jednocześnie.

Droga czasami jest podróżą dosłowną. Trzeba raz jeszcze dotrzeć do okaleczonych miejsc.
Bywa też, że wędrówka przebiega w przestrzeni wewnętrznej, jest penetracją własnej pamięci lub dotykaniem pręg, które, choć zabliźnione, potrafią niespodziewanie boleśnie się otwierać.
Wybrałam kilka przykładów z literatury faktu i filmu dokumentalnego. Mapą podróży będą reportaże Wojciecha Tochmana – Dzisiaj narysujemy śmierć oraz Jeana Heathfelda – Strategia antylop, a także animowany dokument Ariego Folmana – Walc z Baszirem. W tle rozgrywa się nieodległa historia: wojna libańska (1982) i wojna domowa w Rwandzie (1994).”

Zapraszam na drogi ARCHIPELAGU.
Na internetowej stronie pisma znajduje się adres redakcji, zachęcam do współpracy.
Moje szczególne zainteresowanie budzą potencjalni autorzy tekstów o związkach literatury i filmu, literatury i sztuki.


 

ja mijam, ty mijasz… mijamy

ARCHIPELAG nr 4
Motyw przewodni: PRZEMIJANIE.

Wiosenny numer „Archipelagu” sięga po temat tradycyjnie jesienny. Ale rytuał odchodzenia, przemiany, kresu i przejścia również o tej porze roku brzmi aktualną tonacją. Niestety, mijamy. Mija świat, a przynajmniej jego ulotne, kruche piękno.

W artykułach rozgrywających główny wątek tematyczny odnaleźć można:

– portret spowitego w mit miasta (Gdańsk – miasto, którego nie ma);
– …i mroczną podszewkę kryminalnego Wrocławia (W poszukiwaniu Breslau – spacer po Wrocławiu śladami Mocka);
– refleksję nad mijającym dzieciństwem (Koniec epoki cudów. Obraz dzieciństwa w literaturze);
– esej o przemijaniu w kontekście kultury i mentalności japońskiej (W cieniu przemijającego piękna);
– buddyjskie klimaty latynoskiego postmodernisty (W sidłach własnego umysłu. Borges i czas).

Są portrety tych, którzy w ubiegłym roku zniknęli z panteonu żyjących klasyków (Salinger i Saramago).

A poza tym – różności o książkach, wydarzeniach literackich, mariażach słowa i kreski.

Polecam spotkania z pisarzami. Najbardziej dosłowne z Katarzyną T. Nowak, a pośrednio: z albańską pisarką Ornelą Vorpsi, niemieckim pisarzem Hansem Falladą i z dziewczyną z Bostonu, czyli Sylwią Plath.

Tamaryszkowy tekst dotyczy książki Kazimierza Brandysa i filmu (genialnego, krótko mówiąc) Wojciecha Jerzego Hasa – Jak być kochaną.
No właśnie, jak? Kto zna patent, niech się dzieli ;)
Poniżej fragment. Zachęcam do lektury.

„Kobieta w podniebnej podróży. Odrywa się od ziemi, spogląda w okno, przegląda się w lustrze… Szuka siebie samej. Wpatruje się w przeszłość, bo tam odnajduje to, co ją ukształtowało. Wszystko, co najważniejsze. Przyszłość jest niewiadomą, niebudzącą wielkich oczekiwań. –  Jeśli kiedyś napiszę pamiętnik, dam mu tytuł: Od Ofelii do Felicji, czyli o tym, jak być kochaną. – Czy istnieje rejestr pytań egzystencjalnych? Tytuł opowiadania Brandysa i filmu Hasa zająłby w nim czołowe miejsce. Pytanie boli – wiedzą o tym wszystkie niekochane Ofelie. (…)”

„W prologu filmu, gdy Felicja odwraca twarz i widzi pokój sprzed lat, mówi o «zdeptanym miejscu», które trzeba odnaleźć po latach i zabliźnić.
– Właściwie kiedy? – kiedy przestałam go kochać? Nie wiem. Może w ogóle nigdy. Jedno z dwojga: albo nigdy nie przestałam – albo nigdy nie zaczęłam go kochać. Czym jest to, co inne kobiety nazywają miłością? Tego przecież się nie wie. Każdy zna tylko swoje uczucia i opatruje je przyjętymi nazwami: dobroć – miłość – nienawiść – zło. A jeśli to było tylko moje urojenie, moje nerwy, mój strach?

Od Ofelii do Felicji, czyli wszystkie tonacje kobiecości. Ta naiwna, czekająca, cierpliwa. Wierna mimo wszystko, gotowa do poświęceń niedocenionych, dająca bezpieczeństwo w czasie niebezpiecznym. Biorąca się z życiem za bary, zdystansowana wobec porażek i sukcesów. Krucha i silna. Znająca gorycz, której posmak nie mija, ale zdolna rozpocząć nową podróż.”