listopadowe błyski

Melancholia, nostalgia, depresyjka dobre są o każdej porze roku, ale wszystkie trzy – niczym wiedźmy – lubią siadać na listopadowych gałęziach i mamrotać wanitatywne zaklęcia. Przemijamy…, no przemijamy. Mijamy, płyniemy, zmieniamy się, zostawiamy coś za sobą (albo kogoś). Coś już nie wróci. Choćby nie wiem jak zaciskać palce na gałązkach, nie da się uschniętych liści namówić na zieleń. 

Nic a nic? Nawet refrenem, że jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy…? Umieramy, odpowiadają, po troszeczku, konsekwentnie i nieodwołalnie. Aż głuche echo zabrzmiało mi w piersiach i zmusiło, by ciężko westchnąć. I tym sposobem – gdy dla równowagi nabrałam tchu – nadmiar powietrza rozrzedził mi czarne ptaszyska nad głową. 

Kto odchodzi, ten odchodzi, ale są tacy, którzy właśnie o tej porze mają zwyczaj się dobijać do intensywniejszego istnienia. Ja na przykład. Bo na przekór – to raz. Bo na pamiątkę – to dwa.

Lat temu tyle a tyle (ogromnie dużo w skali motylej i prawie nic w oczach gwiazd) pierwszy raz rozejrzałam się wokół i zaczęłam sobie żyć. Piąty dzień listopada, była 15.02 (albo 05), chyba wtorek. Więc tak w godzinach nieobjętych mozołem pracy. Mam nadzieję, że nie padało, ale nikt nie może sobie tego przypomnieć na bank. Czekał już na mnie szykowny granatowy wózek. Rodzeństwa jeszcze nie było. W ogóle – pionier był ze mnie na kilku frontach: mama została mamą, tata tatą, babcia babcią, dziadek dziadkiem (i nabroił tego dnia z wrażenia), druga para babcia-dziadek była już namaszczona swoją rolą. Zaczęli się martwić, że przyciśnięta dłoń do czoła zostawiła ślad, który długo nie znikał. Ale zniknął, wcześniej niż byłam w stanie go zidentyfikować i objąć własną obserwacją. Tym samym tropem podążyło wiele innych moich uroczych cech z wczesnego i średniego dzieciństwa. Dołeczki w policzkach, pierścienie we włosach, zapotrzebowanie na wierszyki etc.

Nie dam rady zrekonstruować, nad czym rozmyślałam, przyciskając małą piąstkę do czoła. Coś sobie może do głowy chciałam włożyć, żeby po latach pamiętać. Masz ci los! – daremnie! Mam nadzieję, że nie miałam przedwczesnych olśnień o tym, ile na tym świecie jest spraw nie do pojęcia. Bo byłoby mi samej siebie żal. Domyślam się, że orszak muz stanął nad moim łóżeczkiem. I ktoś go, cholera, musiał przepłoszyć, bo nie wyrosłam na lśniący diament wielokaratowy. Coś tam mi się zagubiło w tłumaczeniu z anielskiego na ziemskie…

Jakby nie było: listopadowy look (wtedy na pewno nie szastano tak anglicyzmami!) był pierwszym, w który weszłam, więc późnojesienne widoczki nie mogły (i do dziś nie mogą) kojarzyć mi się źle. Wokół mnie nie było co prawda roztoczańskich lasów, ani połonin, gdzie by feeria kolorów zagrała intensywnością. Ale: żółtych brzóz (bardziej podatnych na tańce z wiatrem niż te zielone) było na pewno na pęki. I astry, zwłaszcza marcinki, te drobniutkie, i owoce dzikiej róży, i ciemna zieleń upartych sosen.

Co jeszcze (oprócz mnie) przychodzi jesienią? Nie mówmy o grzybach, śliwkach, złotych liściach, bo w listopadzie są już passe. Ale jabłka? Mój Pan z warzywniaka właśnie teraz wystawia piękne cortlandy red, co do których nie można mieć zastrzeżeń, pycha. Przychodzi czas rozpościerania parasoli. Można sobie zanucić Parasolki z Cherbourga. Ja nucę. Znam dwie osoby, które lubią chodzić w kaloszach – teraz właśnie mogą. Chyba. O ile w kaloszach nie jest zimno. Można przyjechać do Poznania na świętomarcińskie rogale (tradycyjnie jedenastego, ale handlowcy ćwiczą  już od dobrych kilku tygodni). Stara prawda mówi: wszystko można, jak się chce.

Różne rzeczy mogą się o tej porze spełnić. No a wieczorową porą (także w listopadzie) powinien przyjść brunet. Tylko po co?

 

Można sobie wespół zespół (z tym brunetem) lub samotnie pograć w scrabble lub poukładać haiku. Albo przeczytać, bo tyle świetnych już powstało. Cytuję za wydaniem zredagowanym przez Czesława Miłosza.

Idę z rzeką
Woda myśli za mnie.   (Bob Boldman)

Po prostu będąc,
Jestem tutaj –
W śnieżycy.       (Issa)

Chorując w podróży – 
Nad suchym wrzosowiskiem
Wędrują sny.                                               (Basho)

Nad łódką
Brzuchy
Dzikich gęsi.                                                   (Kikaku)

 

Oby temu,
Który tej nocy przynosi kwiaty,
Świecił księżyc.           (Kikaku)

Gdyby natomiast do Kogoś z Was przyszedł krasnoludek z niebieską brodą i narzekał, że jesień jest po to, by ją przeczekać, przespać, pobiadolić – to proszę nie wierzyć! To stary symulant bez czci i wstydu, który ludziom mąci w głowach, sprawia, że lęgną się w nich teorie spiskowe albo depresyjne tumiwisizmy. Przegnać drania! Podobno bardzo nie lubi pietruszki, to można ją pokroić i obserwować. Obywatel ten lubi chadzać w tamaryszkowych rękawiczkach. I to już jest o jeden most za daleko, tu się przebrała miarka. Denuncjuję go publicznie, zanim mi wstydu narobi.

A zdjęcia są z dzisiejszego spaceru.
Fotki powiększają się po kliknięciu. Po to, by silniej emanować.;)

Reklamy

44 thoughts on “listopadowe błyski

  1. szwedzkiereminiscencje

    listopad to tutaj pora swietowania: a to ges na marcina, a to bal zakladowy. ciemno, wiec widac blyszczace kreacje. krótki, deszczowy dzien zas sprzyja schronieniu sie przed aura, rozgrzewanie i rozweselanie sie na wszelkie sposoby. nie wspominajac wszytskich opalonych, wracajacych z ferii jesiennych. nawet trolle swietuja – a koloru ich brody i tak w zawierusze nie widac. byle do lucii, a wlasciwie to to do „pierwszego adwentu”. wtedy zaczna sie pierniczki i glögg…

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Otóż to, mamy dowody na żywotność listopada! Chociaż bale zakładowe brzmią dla mnie jak zapowiedź gilotyny. Świecidełka na sukience. Tylko kolczyki bym znalazła na tę okazję, reszta wywołałaby panikę. Ludzie Północy zaprawieni są w rozgarnianiu mroku, to się wie (dzięki takim, jak Ty, obserwatorom!). M., z troską myślę, że masz zimniejszy niż ja listopad… Sprawdzę dziś, co mówią meteorolodzy. Może mi się tylko zdaje. Glögg brzmi dobrze, można popijać już czy dopiero do pierniczków? :))

  2. Logos Amicus

    Wielką mi przyjemność sprawiłaś tym jesiennym
    słowno-obrazowym
    pojawieniem się swoim :)

    PS. No dobrze… ale gdzie ten śnieg?
    PS2. Fotki się powiększają, ale tak jakoś… z wolna.
    Lecz warto poczekać :)

    Odpowiedz
    1. szwedzkiereminiscencje

      renée – cieplo mi sie zrobilo od samej twojej troski! bieda z listopadem nad morzem to nie tyle chlody, co wieczna szarosc iw ilgotnosc. pierniczki i glögg sa juz w sklepach, choc pogryzac i popijac powinno sie dopiero od pierwszej niedzieli adwentu. rzeczywiscie, celebrowanie adwentu to wymysl nieslowianski – najpiekniejsze jarmarki bywaja chyba w DE.

      podzielam twój stosunek do bali zakladowych – z tym, ze mnie takowy czeka juz za dwa tygodnie. sukienke mam wyrafinowana czarna bez polysku, ale za to buty ze strasami ;-)

      zyczmy sobie listopada laskawego i zezwalajacego na dlugie, malownicze spacery!

    2. tamaryszek Autor wpisu

      Adwent rusza dopiero 2 grudnia, no dobrze, że choć przed św.Łucją…
      Rany, dwa tygodnie przed imprezą Ty już wiesz, co założysz, z czym zestawisz… Moim zdaniem to potwierdza, że szyk-kobieta z Ciebie, M.
      Niech Ci będzie miło na tym balu. Gdyby go jakoś inaczej nazwać, już by się chciało bardziej…

    1. tamaryszek Autor wpisu

      Oj, Logosie! Mam nadzieję, że księżyc Ci świecił jak tym, co to wieczorem przynoszą kwiaty! Haiku świetne, i tyle w nich rozpoznawalnej treści.;)
      Radocha!
      Zdjęcia faktycznie miały wielkość plakatów, zmniejszyłam.
      Śnieg nadejdzie, ważne, by wtedy „być, po prostu będąc”. ;)
      Znak zapytania? Czyżbyś chciał wiedzieć, jak wielkie jest przerażenie motyli? Takie sobie.
      Dziękuję. :)

  3. ZygmuntMolikEWA

    Jejej, to w niemałym mieście P. tyle widoków sielskich-anielskich?
    Zaciekawiły mnie tamaryszkowe rękawiczki, może też mam, a nie wiem?
    Bo o wchodzeniu w cudze kalosze (jeśli nie za zimno), słyszałam.

    Przemijamy,,, na szczęście nie ze wszystkim. Taki (jak powyższy) czule rozbawiający post – pozostanie. Na wieki wieków. Nawet, gdy uda się nam zasiedlić już Marsa.

    Nadchodzące lata! nie pchajcie się do tamaryszka ze zbytnim pośpiechem!

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      W niemałym mieście P. jest bardzo wiele miejsc bliżej mi nieznanych. Obstawiam, że na wszelki klimat coś się znajdzie. Tymczasem, podążając u progu listopada „na groby” – jak nakazuje narodowa tradycja – udałam się do K., który jest zarazem kołyską. Tym samym potwierdzam kolisty wymiar czasu.
      Ewo, no święte słowa! Niech się następne lata nie pchają nazbyt śpiesznie. Niech przychodzą w sam raz, bo tak jak teraz jest, jest dobrze. I niech sobie będzie. Na wieki wieków amen.
      Tak, Ewo, a propos tych rękawiczek, nie wszystko, co tamaryszkowe, jest dobre, użyteczne i bezpieczne. Prawdą jest, że jeśli wyżej wzmiankowany krasnal vel troll jest nie w ciemię bity, to nic łatwiejszego jak rękawiczki zmienić a brodę przefarbować. Farbowanych lisów wszak nie braknie. Dlatego trzymać się jaśniejszej strony księżyca, nie gubić rękawiczek, nosić szalik (czapkę osobiście mam w pogardzie) i uśmiech. Na każdą porę!

    1. tamaryszek Autor wpisu

      O, Montgomerry, dzięki serdeczne!
      Trochę chyba nabroiłam z takim dwudniowym preludium urodzinowym. Całkiem niepotrzebnie uruchomiłam wyobraźnię: kiedyż to były modne granatowe wózki dziecięce? Czy w stanie wojennym? Czy za króla Ćwieczka? Czy pamiętam czasy Noego, czy tylko późny PRL?
      I odpowiem: wózki dziecięce w kolorze „granat” są modne zawsze, są rozbrajająco pełne nadziei. :))
      Dzięki za życzenia! I za to, że „nie mogłaś nie napisać”. ;)

  4. nutta

    Rodzimy się po to, by umrzeć, ale mamy jeszcze do zagospodarowania cały odcinek zaznaczony dwoma punktami. To radości, zdziwienia, ciekawość, melancholia, ale i smutki. Niech Ci się bogactwo przeżyć i obserwacji komponuje jak najlepiej:)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Nutto, dziękuję. Jako prezent biorę od Ciebie Schulza w odcinkach, podoba mi się i z sentymentem ogromnym do Drohobycza via Niecodziennik zaglądam. :)
      No ale ja sobie jednak muszę bardziej życiowy cel obrać. Czasami już nie wiem, ale coś naprędce sklecam: żyję po to, by w środę zorganizować fajny sprawdzian. To w chwilach zwątpienia w sens wyższy. Albo: żyję po to, by Kogoś tam spotkać, czegoś doświadczyć, by dawać się zaskakiwać. No trudne pytanie „po co”… Ostatecznie rzeczywiście pojawia się ten drugi punkt na horyzoncie. Głoszę pochwałę niespieszności! :))

    1. tamaryszek Autor wpisu

      Otóż, pierwszy raz w życiu słyszę skierowane do mnie życzenia po szwedzku. Powiedziałam je sobie na głos, żeby lepiej się wczuć. Robią wrażenie. Jutro też je sobie przepowiem. ;)

  5. Mag

    Pięknie piszesz o jesieni, listopadzie. Ale ja nie lubię tych ponurych miesięcy, słońca do życia potrzebuję, a tu już o 17 robi się ciemno i człowiek jakiś taki ospały chodzi, energia z niego ucieka. Ale może to jest właśnie to-po intensywnym lecie i wiośnie trzeba trochę przystopować, by nabrać sił. A swoją drogą- wszystkiego dobrego w urodzinowy dzień jutrzejszy.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Mag, ja nie przeczę, że listopad zaprasza na ring. Trzeba się z nim poboksować, ale jego mina, gdy sobie uświadamia, że trudny zawodnik mu się trafił… Ta mina jest…bezcenna. Więc trochę na odwrót: po skocznej wiośnie i leniwym (lub chodliwym) lecie nadchodzi czas działania strategicznego, z przerwami na twórcze nicnierobienie. Dziękuję za życzenia na jutro. Już dziś ich używam. :)

  6. panianna

    Po Twoim wpisie można zakochać się w jesieni :) Ja ją lubię. Moja córka urodziła się 4 listopada, wnuczka 3 listopada a moja mama 27 listopada. Dla mnie to wspaniały miesiąc!

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Anno, ciekawe, czy to ma jakieś przełożenie charakterologiczne na bliskie Ci osoby. Umyślnie odsuwam tu dywagacje o ewentualnej skorpioniej naturze tamaryszka. Bo widzę w sobie tylko te jasne strony: świetna pamięć, inteligencja, pasja, namiętność (no, o różnym natężeniu), wierność w przyjaźni i zdolność podnoszenia się z popiołu (feniks). Ale wszystko ma swój rewers.I na przykład nie pamiętam, kiedy to w ten popiół mnie ktoś wdeptał. Pamiętliwości, w znaczeniu zawziętości, wystrzegam się jak mogę.
      A podejrzewam, że w Twoich obserwacjach będzie spora różnorodność. Mama, Córka, Wnuczka…! Że też Tobie trafiła się inna pora! :)
      Dzięki wielkie za pochwałę listopada. Nigdy dość.:)

    1. tamaryszek Autor wpisu

      Widzę, że niezłą nagonkę zorganizowałam.;) La-di-da, dranie mają urok, ale krótkotrwały. Więc obstaję przy swojej racji. Przeganiać! ;)

    1. tamaryszek Autor wpisu

      O, pardon, wrocławskie krasnale są poza wszelkim podejrzeniem! Szanuję (pomarańczowy) rodowód, cenię poczucie humoru i sympatyzuję pod każdym innym względem.
      Bardzo dziękuję za cudny prezent. Wykaz krasnali! Super! A ja kilka lat temu chodziłam za nimi i uwieczniałam na fotkach. Z niektórymi dobrze się znamy, ale jestem w szoku, gdy odkrywam, że niektóre mijałam, nie widząc. Nie dowierzam, że przed kinem Helios jest krasnal Kinoman. Ślepota chodząca ze mnie. Nie dostrzegłam… :)

  7. maria

    Tamaryszek – Skorpion listopadowy , ja październikowy , w dodatku urodzona w niedzielę, ale łatwo nie jest , z tą pamiętliwością ( a raczej jej brakiem) nie daję rady , pamiętam niestety wszystko :) Mówisz, żeby nie dawać się temu staremu symulantowi bez czci i wstydu ? Ok, ja to kupuję, tym bardziej, że póki co można się zachwycać piękną, złotą jesienią , a depresję odłożyć na później .
    Wszystkiego dobrego życzę :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Przepraszam za poślizg w odpowiadaniu. Życzenia odczytałam na czas.:) Lekko ugięłam się pod zwiększoną o jeden liczbą. Kiedyś miałam taki rok, że już w grudniu coś mi się pozajączkowało i wydawało mi się, że mam lat więcej niż miałam. I jakie to było śmieszne, gdy dotarło do mnie w listopadzie, że ta oswojona liczba dopiero startuje. To coś jak Dzień Świstaka, tylko z pozytywnym kontekstem. Ale to na pewno nie tylko ja tak miewam. Obstawiam podobne przypadki u Ewy.;)

      Otóż, Mario, przewrotnie rzecz ujmujesz. Ale skutecznie. Odłożyć smutki na później znacznie prościej niż całkiem ich się wyrzec. ;)
      Z pamiętliwością sprawa nie jest łatwa. Primo: uczyć się na błędach i sparzeniach to rzecz szlachetna. Secundo: moja niepamiętliwość jest wyuczona, choć działa jak naturalna. Bo co ja bym miała zrobić z żółcią i goryczą rozczarowań? Zbyt duże ryzyko zatrucia toksynami, by zdać się na przypadek. Nie chcę rozpamiętywać. Czasem tylko wraca coś rykoszetem i na chwilę wytrąca z równowagi. Pozdrawiam i życzę (ex post) wszystkiego dobrego!

  8. janek

    To dzisiaj świętujesz!? Wszystkiego najlepszego i ode mnie! Ledwo, ledwo, ale zdążyłem … wygrzebać się z nory. I tak właściwie to nie wiem, jaką mam obrać strategię: gonić, czy uciekać? Bo może sam tym trollem jestem? Brodę mam – no może trochę w innym odcieniu. I nie lubię pietruszki, tzn. – szkodzi mi, gdyby nie – pewnie bym i lubiał :).

    Doprawdy: na depresję – Tamaryszek! To z tym hasłem będę gonił lub uciekał!
    Wpis Twój rzeczywiście należy włożyć do annałów narodowych jako wzór, w zakładce „pochwała listopada”. Bez cienia złośliwości to piszę. Twoje błyski tak mi rozjaśniły śródmózgowie, że nawet szare komórki przestały być szare, na moment.

    Jest też słynny wiatrak, z którego przezornie przegoniłaś bociana, by przypadkiem nie zmienił się w Dona i nie zaczął bruździć …

    „Listopad zaprasza na ring”. Trudna sprawa. Ale może zaproszę do boju owego bruneta, co ma nadejść wieczorową porą? To byłby dla mnie jakiś handicap – byłoby się czego uczepić.
    Ech, chyba pójdę nad rzekę? Może woda zbierze myśli ze mnie …

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Janku, Janku, no gdzie Tobie do krasnala! Zdarza Ci się poddawać szlachetnej melancholii, ale żeby ktoś śmiał to nazwać smęceniem, to nigdy! No masz ci los! Przecież ja nie jestem wyznawcą jednej – skowronkowej – piosenki!

      Ażem pobladła na te pozbawione szarości komórki! To cóż ci to jest? Biała masa? Działają? No może lepiej, że przerwa w dopływie szarości nie była długotrwała. ;)
      Wiatrak tenże. Myślę, że choć się sypie, to pewnie mnie przeżyje i będę na niego z cmentarnego wzgórza spoglądać (bo blisko). Nie, wcale nie uważam, że cmentarny klimat (poniekąd listopadowy) jest szczególnie smutny. Kiedyś, gdy były inne znicze (bez kapturków), to chodziłam wieczorami łunę oglądać. Cmentarz był centrum życia towarzyskiego, zwłaszcza w porze zmierzchu. Bez aluzji do wampirów. Bez żadnych aluzji. :)

      A z brunetem to barejowska sprawa, nie ma co na niego liczyć. Na pewno nie chodzi mu o scrabble. Po prostu szuka czerwonego kapelusza. ;)

  9. czara

    Tamaryszku listopadowy!
    Żadnych depresji i melancholii w tym pięknym miesiącu. Zawsze go darzyłam sympatią, za ostatnie liście na drzewach, za długie wieczory, podczas których jeszcze nie jesteśmy zmęczeni ciemnościami, za kubki z ciepłą herbatą, która w żaden inny miesiąc nie smakuje tak bardzo, za uspokojenie letnich i postlenich frenetycznych aktywności, za czas na dobre filmy pod wspólnym kocem i chrupiące stosiki książek (zagryzane u mnie – moją ulubioną „galą”, która ma niewiele wspólnego z czasopismem;)
    Tym samym – gratuluję przyjścia na świat w takim pięknym momencie! Szkoda, że nie uzupełniłaś daty, ostatnio z przerażeniem odkrywam, że chyba jestem jedną z rzadkich osób po trzydziestce, które nie chowają wieku ;)
    Pozdrawiam listopadowo!

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Czaro, listopadowa pobratymko, jużci, że nie damy złego o swych początkach powiedzieć! Prawda, że wcześniej ciemno, że dzień czmycha nim się człowiek obejrzy i zmobilizuje do pracy. Ale podzielam spostrzeżenie, że dużo bardziej upierdliwa jest ciemność na przednówku. Gdy już uszami wychodzi i żaden kubek nie chce jej rozgrzać.
      Gala jest smaczna, dobry wybór. :)
      Gratulacje przyjęłam. Nie ma to jak powinszowania i uznanie zdobyte za coś, na co się miało tak niewielki wpływ (żaden właściwie). ;)
      I ja pozdrawiam, Ty też wiedziałaś, kiedy najlepiej na świat się wyprawić. To wyczucie chwili…, to jest to!

  10. liritio

    Choć raz trafiłam rychło w czas (bo ja to z tych, co się niezmiennie i karygodnie spóźniają, zwykle mi wstyd).
    Wszystkiego dobrego listopadowy Tamaryszku, dzisiaj jest piąty i mam nadzieję, że dzień minął Ci radośnie. Czy w ramach tak zacnej rocznicy chadzasz wkoło z pięścią przyciśniętą do czoła? Pewnie nie, to może i lepiej :)
    A ja chyba wyciągnę tę pietruszkę, skoro melancholijne krasnale przegania i czyni listopad lepszym. Dam znać, czy podziałało. Chociaż obawiam się, że takie podstępne krasnale szkalujące listopadowe słoty mogą być sprytniejsze, niż się wydaje.

    PS. Zdjęcie młyna jest super. Inne też są super, ale młyn najbardziej.
    PPS. A haiku Logosa mnie urzekło i rozłożyło na łopatki :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Liritio! Uważałam, by dłoni w pięść nie zaciskać. Choć czasem mnie nachodzi ten atawizm.
      Lecz gdy rozluźnię i pozwolę zeschłym liściom odlecieć, tym, co kolczaste się nie ranić, to jednak dużo lepiej. Dziękuję za podziw dla młyna. Im starszy, tym szlachetniejszy, mroczniejszy, romantyczniejszy… Właściwie to ja jestem po stronie młyna, nie Don Kichota. Patrząc na stan młyńskich skrzydeł, można przypuszczać, że oszołom z La Manczy musiał tu kiedyś grasować. ;)

  11. buksy

    Ale ten z niebieska brodą czasem niezłe książki zza pazuchy wyciąga. Pewnie żeby bardziej do piecuchowania nakłonić ;).
    wszystkiego dobrego z okazji urodzin, żeby tylko wesolutkie okrąglutkie krasnale Ci towarzyszyły ;)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Dziękuję, Buksy. :))
      Cóż, Niebieski może i nie jest zły z natury, może i podsuwa potrzebne podejrzenia, ale gdyby przynajmniej się w te rękawiczki nie stroił! Gdyby nie prowokował i nie przygadywał do mnie. Tobym zdzierżyła i nie napiętnowała. Listopad jest miłosierny…;)

  12. PawełW

    Piszesz Tamaryszku ‚ Mijamy, płyniemy, zmieniamy się, zostawiamy coś za sobą’. Ale to zostawia swój ślad. Jesteśmy, stajemy się lepsi, mądrzejsi, doskonalsi. Inaczej patrzymy na przemijanie. ‚Coś już nie wróci’ – tak ale nowe zobaczymy inaczej. Bardziej dla nas doskonale. Dzięki temu wiemy, że liscie wrócą zielenią. Słońce będzie znowu goniło nas rano swoim figlarnym błyskiem spoza zasłon. Jest czas odpoczynku i wczesnych wieczorów byśmy mogli przemyśleć wzburzone wiosną i rogrzane latem Myśli.
    Wszystkiego Najlepszego :)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Pięknie… Wyobrażenie zielonych pąków jest dla mnie chwilowo nieosiągalne. Liście wrócą, liście wrócą… Bardzo zgrabna mantra. Tak, listopad dostarcza różnych sposobów na przemycie oczu i siłą rzeczy przygotowuje grunt pod „jakieś” nowe. Choć mgliście to w tej chwili widać. Dziękuję. :)

  13. chihiro2

    Tamaryszku, jeszcze nikt tak pięknie nie pisał o własnych urodzinach, tego jestem pewna. Wszystkiego najlepszego, oby każdy kolejny listopad był piękniejszy i bardziej radosny od poprzedniego. By udawało się zapamiętać tylko to, co warto pamiętać i by depresyjki zgniły w kącie z nudów.
    Mój listopad jest ciepły w tym roku, dziś było powyżej 20 stopni, z krótkim rękawem można było pędzić przez zaczynający mienić się różnymi kolorami liści park. Na śliwki już pora minęła, za to zaczął się sezon na słodziutkie persymony. I zapalanie lampy już o piątej po południu (dobrze, że tu zmiany czasu nie ma). W sklepach już bożonarodzeniowe ozdoby, a ja ledwo jesień powitałam… Życzę Ci długiego cieszenia się listopadem, by nie zamienił się prędko w zimę :)
    Ściskam mocno!

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Chihiro, brzmi przedziwnie: kolorowe liście i krótki rękaw. :) Chwytam, ile mogę, Twoje tokijskie opowieści i jestem pod wrażeniem, jak Ty w to wszystko wchodzisz. Że wyłapujesz, co egzotyczne (jak przybysz) i asymilujesz (unikając odgraniczeń). To jednak sztuka podróżowania, trochę tego trzeba mieć w genach (lub w osobowości – o ile ona niekoniecznie z genów wyrasta), a trochę trzeba wypracować kolejnymi podróżami.
      Szczerze mówię, że choć na swój listopad nie narzekam, Twój wydaje mi się wiosennie świeżutki.:)

      Dziękuję! Sprawdzam, czy dobrze gniją depresyjki po kątach… Bestie czają się i tylko czekają na skok! Ale mam je na uwięzi i pod ścisłą obserwacją. Bo niby chude i wątłe, jednak i nudą umieją się wykarmić. ;)

  14. Bazyl

    Ja to do wszystkich blogowych jubilatów ze swojską (ale i, niestety, wirtualną) flaszką. Ale u Ciebie to się jednak boję wyjąć, co by tego lirycznego emanowania nie zakłócić. Więc tylko zdrówka i dużo miłości (jak mawia mój Teść) :D

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Bazyl! Witam serdecznie. Spotykamy się na ogół w kącikach komentarzy na zaprzyjaźnionych blogach. A tu proszę, stuk-puk, z flaszeczką, z przysłowiem Teścia na ustach… A ja na to, jak na lato! Zapotrzebowanie na rekomendowany towar mam duże. I zdróweczka, i miłości nigdy dość. Jaki tam liryzm!? Zresztą: do wódeczki czysta proza jest gryząca. ;)
      Dziękuję :)

  15. Ulotna_wiecznosc

    Tamaryszku podobają mi się Twoje liryki. :-) piękne wladasz slowem, listopadowym też :-)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Dziękuję, a usiłuję krótko trzymać cugle, bo zasadniczo nie planuję liryzować. ;)
      Naznaczam sobie cel i idę, widać taka natura, że znosi mnie na manowce.;)

  16. ulotna_wiecznosc

    Spożnione ale szczere życzenia urodzinkowe…….listopadowemu tamaryszkowi kolory wszystkich jesiennych liści, koncerty wiatru w kominie, purpurowych zmierzchów i jasnych świtów w wersji z krasnoludkami lub bez:-)

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Dziękuję. :)
      Może być bez krasnoludków. Za to miło, że z muzyką. No tak, jak manowce, to Sted…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s