mocny anioł

Pod Mocnym Aniołem, reż. Wojciech Smarzowski, Polska 2014

Pod Mocnym Aniołem. LajkonikJedyny taki film, w którym krakowski lajkonik ma skopany tyłek. Lista innych smaczków i motywów ma swoich prekursorów (literackich czy filmowych), ale podbita stemplem Smarzowskiego jest naprawdę oryginalna. Choć mówią – żadna nowość: picie nie znika z jego filmów od dawna, wraca pętlą pijackiego ciągu i zawsze jest piciem na zabój. Tankuje się w Domu złym, chleje się w Drogówcewięc Pod Mocnym Aniołem trafia do widza, który niejedną kinową żołądkową przetrawił. Może tym szybciej wchodzi mu ona w krew i nastawia na stany ekstremalne. 

Widziałam i wiem, że o meritum mam do powiedzenia tyle, co nic. Autopsja milczy jak zaklęta. Mnożące się na potęgę artykuły o alkoholizmie Polaków też nie czynią mnie ekspertem. Ani dane socjologiczne, ani wsłuchiwanie się w wynurzenia jednostkowych przypadków. Tyle, że dostrzegam – z jednej strony wachlarz możliwych wkręceń, tysiące dróg prowadzących do upojenia (pomysłowość niewyczerpywalna!), z drugiej zaś analogię i wspólny mianownik. Na podstawowe pytania odpowiedzi nie mam.  – Dlaczego?  – Jak głęboko wsiąkają w to postronni?  – Czy pętla wymusza obieg zamknięty (repetycje i skażone początki), czy też moc wyprostowania koła jest w zasięgu?

Smarzowski żongluje odpowiedziami. Uczestniczymy przecież w grupowych terapiach i czasem (patrz: zwiastun) pacjenci na odwyku mówią do kamery „od kiedy” i „dlaczego”. Z nieśmiałości, z uniesienia seksualnego lub w jego zastępstwie, z ogólnego „wkurwienia”, dla uczczenia, z bezprzyczynowego „lubienia”, dla kurażu lub dla towarzystwa. Każdy powód się nada. Żadna diagnoza nie jest samouzdrawiająca.

Myślę, że wybiorę się powtórnie i sprawdzę, czy będzie o tym samym. Bo tym razem było przede wszystkim o Jerzym (Robert Więckiewicz), mniej, lecz intensywnie, o jego dziewczynie (Julia Kijowska), o wymyślonym alter ego (Woronowicz) i o przypływach i odpływach alkoholowego transu. 

Głupio byłoby pominąć, więc wyliczę plejadę aktorów, z których każdy ma chwilę na popisowe odegranie swojego upadku. Mania (Kinga Preiss) – nie można oczu oderwać! Eksfarmaceutka (Iwona Bielska) – niegdyś niewinne dziewczę, które nieśmiałość przełamywało kieliszkiem miętowej nalewki męża (potem dawki i częstotliwość ich wchłaniania strasznie się rozrosły). Joanna (Iwona Wszołkówna, starsza druhna z Wesela) – samotna, zdesperowana. Kolumb (Jacek Braciak) – czyli ksiądz, idący w zaparte. Terrorysta (Arkadiusz Jakubik) – kierowca, który jadąc w Polskę, musi pić, by się kręcił interes (połowa roli to trafiony image!). Doktor Granada (Andrzej Grabowski) – może jedyny niepopadający w groteskę, lekarz nad lekarze, choć bez złudzeń, że recepty mogą leczyć. I tak dalej, ci, tórych znamy z innych filmów Smarzowskiego: Dorociński, Dziędziel, Kiersznowski czy Dyblik.

Pod Mocnym Aniołem. Jerzy i Ona

Otwarty „od rana do rana” bar Pod Mocnym Aniołem przyciąga namagnesowanego Jurka nieuchronnie. Uruchamia w nim mechanizm, który przestawić na inne tory diablo trudno. Chyba że Ona? Spotkana pod bankomatem, gdy prezencja i jasność umysłu Jerzego były niezbyt ostre. A mimo to. Nawet zdania nie dobiegały do kropki, choć to rzecz zasadnicza, by pełnymi zdaniami mówić.  Dla Jerzego – kluczowa. Wszystko sobie taką śliską, okrągłą mową może wytłumaczyć. „Są tacy, którzy mogą pić i tacy, co nie powinni. Ja mogę”. Co może kobieta (nawet tak rozumna i czuła, inteligentna i cierpliwa) wobec grubej warstwy zaszłości? „- Gdybym spotkał cię dwadzieścia lat temu, tobym nie pił”.

Lubię dwie sceny, trzy, może nawet więcej, które ukazują ten związek. Tę, gdy Ona czyta lekko absurdalny wiersz. I czyta go tak, że do kotła łagodności, może nawet bezbronnej naiwności, którą przypisać jej łatwo, dorzuca garść pieprzu i bazylii (coś konkretnego w smaku).

Lubię wyznanie: „wcale nie chciałam cię pokochać”, bo choćby nie wiem ile razy było już mówione przez innych, zawsze wnosi jakiś element wyższego porządku. Nie było w świadomych planach, a jest, czyli miało być (los, Bóg albo fatum).

Najbardziej zaś tę scenę (dziwnie przerywaną, niedokończoną, arcyprawdziwą), gdy Ona chce mu coś ważnego powiedzieć (chyba ustalić jakieś granice, wyjaśnić, co czuje, określić, czego nie może dalej być, jeśli cokolwiek ma być…). Jerzy siedzi bez ruchu, Ona chodzi w tę i we w tę i nie umie znaleźć dobrego początku. Facet nie może trafić na właściwy kanał odbioru, nie ma komunikatu, nie musi się do niego odnosić. A przekaz jasny jak słońce. Albo ciemny jak zapaść, zależy jak spojrzeć.

Jedna z pierwszych scen jest zarazem sceną ostatnią. Zorientowałam się dość późno. Aula wykładowa, Jerzy bryluje i po swojemu zwodzi słowem. „Nie wierzcie, gdy mówię, że nie piję”. – oklaski. Na sali młode twarze, również Ona i Ten Gość zza baru (Woronowicz), co to sumieniem jest i z boku się przygląda. Jeśli potraktować to wyznanie jak kokieterię, to przegrana sprawa albo po prostu element pijackich zalotów. Jeśli jednak to coming out, wyznanie krętactw, danie innym prawa do nieufności i czujności – to trop dający nadzieję. Zwłaszcza, że na sali jest Ona (więc nie odeszła!). Nie wiem na pewno – wokół słyszę, że koniec jest na końcu, czyli tam, gdzie Jerzy stoi na skrzyżowaniu blisko Mocnego Anioła. Ale nie wyrzekłabym się i takiego wariantu, bo przecież skoki są w tej fabule na porządku dziennym.

Pod Mocnym Aniołem. Jerzy

Stawiając na Jerzego, stawiam na Pilcha. Polecam wywiad z pisarzem w styczniowym „Kinie”. Rzeczowy, skupiony na kontekstach pijackiej literatury czy filmu, analizujący zabiegi adaptacyjne. Przeżył Pilch swoje obawy, zaakceptował rezultat. O swojej książce mówi z dysansem, Smarzowskiemu się kłania. „Realista co się zowie” zabrał się za prozę od realizmu daleką, której żywiołem jest słowo, nie obraz, a mimo to pozostał wierny. Pilch zaświadcza, a filmoznawcy mogliby to nazwać (za Alicją Helman) „twórczą zdradą”. Zmienia się rytm, fabuła, zakończenie. A pisarz błogosławi, mówiąc: o to mi chodziło, to nawet lepsze niż mój zamysł. Film oddziałuje dosadniej, dookreśla metafory i aluzje. Nie rozstrzyga o dalszych losach Jureczka: może mu ta miłość pomoże, a może nie, wejdzie do baru, by przerwać „suchość” albo go ominie. Raz czy na zawsze?

Niejeden wywiad wpadł mi przed seansem w ręce. Ale wiekszość wywoływała znudzenie. Ileż można pytać kogoś o to, po co i w jakich ilościach popija? W ogóle: Pod Mocnym Aniołem tyle mówi o alkoholizmie, że komentator nie powinien wykładać kawy na ławę i pytać o oczywistości. I chyba też na niewiele się zda opis pijackich ekscesów. Powiem tylko, że powracający motyw brudnej wody, która wzbiera i zalewa zasyfiony świat to obraz-symptom. Sięgamy do trzewi, do dna żołądka, skąd eksplodują – często w fatalnych okolicznościach – resztki niestrawionego pokarmu. Żadnego wygładzania. Fizjologia i dosadność. Cielesna deformacja, psychiczna niedyspozycja, zachłanny ciąg i potworny kac. 

To widać. Siła pijackich historii to jedno. Druga rzecz to sposób poskładania ich w całość. Forma. Nieprawda, że to opowieść, którą buduje wyłącznie naturalizm. Jest go niemało. A ja wciąż myślę, ile przegapiłam (za pierwszym razem) tropów i wskazówek. W obrazie (gra kolorem, brudne kadry obok tych czystych, z ptasiej perspektywy oglądany odwyk), w kompozycji (pętla goni pętlę – bo nie tylko jazda taksówką z odwyku pod bar powtarza się jak refren), w grze aktorskiej – podwójne role Dziędziela czy Grabowskiego. W grze z czasem (opowieść nie jest linearna).

Ciekawe są cytaty i mrugnięcia w stronę kontekstu. Jerofijew i Lowry? Też. Pilch podpowiedział mi sceny, w których i ja później dostrzegłam nawiązania. Gdy chłopak skacze z okna, zostawiając obrys swego ciała w zadaszeniu poniżej, a potem wraca poraniony na górę – jak Trelkowski z Lokatora Polańskiego. Układ ciał na łóżku, gdy Jerzy i Ona rozmawiają ze sobą – jak w Miłości blondynki Formana. Pętla Hasa nadawana w telewizji, gdzieś na dalszym planie. Nie wiem, czy ta gra to wsadzanie rodzynków do ciasta, czy rozsadzanie dosłowności. Ale rozpoznania są przyjemne.

Pod Mocnym Aniołem. Bar

Advertisements

17 thoughts on “mocny anioł

    1. tamaryszek Autor wpisu

      Dragonfly, nie powiem: „przyjemności”, ale: niech Ci się objawi jakaś nadzieja, ta do połowy pełna szklanka. Bez podtekstu: nie chodzi o dwie ćwiartki. ;) Czekam na wrażenia.:)

  1. czara

    Ech poszłabym dla samej pary aktorskiej Więckiewicz-Kijowska. Książkowo anioł mi nie wchodził (pisałam, że mam z Pilchem problem), ale ciekawa jestem co Smarzowski z niego wycisnął, czy same piórka czy coś bardziej, bardziej.
    Tymczasem rysują mi się paryskie widoki na Idę!

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      A ja czytałam dawno temu. Nawet nie miałam jak wyszukiwać rozbieżności. Klimat w miarę zgodny, lecz intensywniejszy.
      Aktorzy warci oglądu. :)
      Co do Więckiewicza, Pilch tak to skomentował „Jak się dowiedziałem, że bohatera gra Więckiewicz, to się przestraszyłem, że ten bohater będzie za bardzo podobny do mnie”. Jest (choć to nie najistotniejsze), mimo autorskich zabiegów, by zdjął okulary i zmienił fryzurę. Ale sedno w tym, co odpowiada Pilchowi T.Lubelski: „Skoro jednak Więckiewicz okazał się podobny i do Wałęsy, i do Hitlera, to znaczy, że jest podobny do wszystkich…” ;)

      Co ciekawe, mimo iż Smarzowski wysoko ceni Pilcha, a Pilch tak samo Smarzowskiego, nie spotkali się osobiście! Jakie to dziwne!

      Życzę materializacji Idowych widoków. :)

    2. czara

      “Skoro jednak Więckiewicz okazał się podobny i do Wałęsy, i do Hitlera, to znaczy, że jest podobny do wszystkich…” Może to definicja dobrego aktora? Ja bym Więckiewicza jadła łyżkami.

    3. tamaryszek Autor wpisu

      … i popijała kieliszkiem. ;)
      W tym przypadku – pierwsza klasa! Z polecaniem filmu muszę zachować dystans. Nie każdemu podejdzie. Filmy Smarzowskiego wprowadzają sporo dyskomfortu. Ale nie chodzi tylko o to, by nabrudzić. Pozdrawiam!

  2. zajeckicajec

    Stwierdzam, że koniecznie muszę to zobaczyć, niekoniecznie w kinie. Jestem zainteresowana jak przedstawiono książkę Pilcha, która tak naprawdę mocno wymknęła mu się spod kontroli, stając się jego alkoholową spowiedzią.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      No tak, Pilch jest własnym mitotwórcą. Więc ma wiernych czytelników, i wiecznie zatroskanych, wydziwiających pod niebiosy oponentów.

  3. PawełW

    Poza wszystkimi ‚och’ i ‚ach’ ten film ma według mnie jedno zasadnicze i ważne przesłanie: nie ma ‚picia inteligentnego’. Nie można – jak mówi Jerzy – ‚kontrolować picia’. Świetny, dynamiczny obraz pijanej strony życia. I jeszcze jedno – ponadnarodowy. Nie pada nigdzie ‚piję jak Polak/Polka’. Dialogi mogłyby być po angielsku, niemiecku a i tak filmy byłby prawdziwy.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Odruchowo przyczepia się epitet: „polskie” picie, ale wcale nie. Internacjonalne. Interklasowe, międzypokoleniowe, obupłciowe…
      Najbardziej boli patrzenie na powroty. Bo fizyczne ubabranie też jest, rzecz jasna, niezabawne. Ale chodzenie zamkniętym torem przytłacza. Niby można wyjść, na pewno można, a jednak pierwsze kroki same niosą Pod Anioła. Im więcej pętl już zakreślonych, tym nadzieja na zmianę kierunku wątlejsza. Ja sobie zakładam happy end Jureczka, raczej pomimo filmowych sugestii niż zgodnie z nimi.

  4. Valves

    Trailer jest mega mylący, dlatego moi znajomi nie czytając niczego poszli do kina z nadzieją pośmiania się. Byli bardzo rozgoryczeni z opinii o filmie.
    Filmu nie oglądałem, ale książka mi się podobała, przyjemnie to się czytało.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      Valves, trailer podkręcony na komedię, prawda. A film gorzki i nie do śmiechu. Choć wkrada się i komizm. Wcale niemało. W pijaństwie jest przecież dużo groteski, przerysowania, cudaczności. Na końcu zawsze kac, więc śmiech szybko przechodzi. Także oglądającym. Frekwencyjny sukces Mocnego Anioła nie budzi wątpliwości. Jednych przyciąga reżyser, innych temat, wielu jedno i drugie. Życzę ciekawej konfrontacji literatury z kinem. :)

  5. janek

    Skupiłem się na tym, co polubiłaś w tym filmie … Okazało się, że chodzi o Kobietę i Mężczyznę! No proszę! Dziś przeczytałem krótki wywiad z Julią Kijowską, którą zauważyłem i doceniłem oglądając serial „Bez tajemnic”, a która zwierza się, że na konferencji prasowej miała wrażenie, jakby brała udział w innym filmie niż pozostali członkowie ekipy. Bo ona (Ona) uczestniczyła „w intymnej, miłosnej opowieści; studium uczuć między kobietą i mężczyzną”. A w takim razie ja w to idę jak w dym :). Mimo wstępnych oporów i mimo tego, iż wiem, że i tak mnie to przygnębi. Smarzowski wszak jest specjalistą w tej „dziedzinie”.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      :) Tak to mogło być: aktorzy mają do zagrania swoje spotkanie z butelką i jego skutki. A Ona szuka w tym świecie uczuć. Opowieść byłaby niepełna bez cichego bólu współobecnych i jest ich kilkoro (głównie one – może trafnie Jula Kijowska jest bezimienna). Typ Sonii Marmieładowej, będącej obok, gotowej wyciągać, myć, doprowadzać do porządku, a jak trzeba, to pójść na zatratę. Ten typ, ale Ona jest inna. Niedopowiedziana, ale chyba świadoma destrukcji i wymykająca się ze schematu bierności. Ona chyba (najwidoczniej, skoro to potwierdza) grała subtelną historię w wybebeszonym świecie.
      Myślę, że dla Ciebie to dobry punkt zaczepienia.
      Bo – summa summarum – Pod Mocnym Aniołem nie jest komedią, to raz. Dwa, nie jest też naturalistycznym obrazkiem pijackich dramatów. Wszyscy mówią, że to bardziej Smarzowski niż Pilch. A ja mówię, Pilch też. Inteligentne, autoironiczne, zapętlone i dość świadome bycie. Bez mitotwórczych usprawiedliwień.

      Idź, gdyby nie działał argument, że „to nie do przeoczenia”, to idź tropić szanse na uczucia tam, gdzie o nie trudno. :)

  6. Pingback: anioły jedzą trzy razy dziennie | tamaryszkowe pre-teksty

  7. janek

    Jak już wiemy film zdobył Srebrne Lwy w Gdyni i … udało mi sie go wreszcie obejrzeć. Powiem szczerze: kręciłem się trochę na fotelu przy tych mocnych naturalistycznych scenach „efektów po i w trakcie”. Taką dawkę nie każdy może wytrzymać. Smarzowski jak zwykle bezlitośnie bolesny, do krwi, do trzewi. Hmn .., tu bym się jednak zastanowił nad kontynuacją tej swoistej estetyki u tego reżysera. Co trzeba powiedzieć: każda historyjka z klubu alkoholików to oddzielny majstersztyk. Świetne też role drugoplanowe: piękna Julia, Braciak, cudowny Jakubik … I w końcu nie wiemy, czy „teraz będzie inaczej”, gdy Jurek znów staje na rozdrożu pod Aniołem? Jako że Pod Aniołem – jest nadzieja, że będzie ;). Ale rzeczywistość i statystyka kracze, że marne szanse.
    A co z miłością w tej opowieści? Ja gdybym spotkał taką Julię, niekoniecznie pod bankomatem, mam wrażenie, że przestałbym nie tylko pić ale i oddychać. A Jurek? No przynajmniej zatrzymał się na dłużej na tym rozdrożu. I to jest ładna scena. Choć też nie jestem pewien, czy końcowa.

    Odpowiedz
    1. tamaryszek Autor wpisu

      :) Teraz spoglądam na film Twoimi oczami. Bo pierwsze wrażenia już zetlały. Smarzowskiego nie ogląda się dla wrażeń estetycznych, to prawda, że trzewia i że odruch odwrócenia głowy mimowolny. Ale „menażeria” aktorska wyborna (wyborowa). Epizodziki są świetne. Kontynuacja będzie, bo film o Wołyniu może pójść o krok dalej w przetartym już kierunku. Byłabym ciekawa efektów, gdyby Smarzowski zmienił konwencję, jeśli jednak takie medium sobie wybrał, jego prawo. Może tym samym uruchamia w nas tęsknotę do piękna i potrzebę zmycia brudu…

      :)) I w tym jest życia sedno: gdyby Jureczek przestał pić, przestałby też oddychać. Chyba że… Chyba że tym razem skręci w inną stronę.
      Janku, nie byłoby z Ciebie pożytku, gdybyś Spotkanie okupił bezdechem. ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s